Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 100 - Maniek i Dolores


Feste
kuglarz
4 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Feste będąc jeszcze w Sotham spotkał się ze swoim Paezurskim łącznikiem i wysłał wiadomość o odnalezionym szlachcicu. Teraz siedząc w Fort Arles, polowym umocnieniu oddziałów Srebrnej Kompanii dowodzonych przez Lorda Montcorta, przygotowywał się do tego co miało nadejść. Kupione składniki pozwoliły mu przygotować trucizny, których mógł już wkrótce potrzebować.

Oddziały dowodzone przez Montcorta nabierały doświadczenia i były gotowe do pierwszych zadań. Szczególnie hołubiony przez dowódcę oddział najlepszych, wyselekcjonowanych wojowników szykowany był do działań specjalnych. Małą grupą zwiadowców dowodził Nuadu. Główne siły piesze pod swoją komendę dostał Keffar.

Montcort stanął na czele oddziału wojskowego, który właśnie się fortyfikuje. MG mówi:
- Opisz jak chcesz, żeby wyglądał wasz fort.
Montcort zaczyna:
- No więc… Stoi na płaskowyżu, mury wysokie, kamienne, wysokie wieże…
- A może opiszesz jak wygląda w rzeczywistości…? – wzdycha MG.
- Ej, przecież powiedziałeś: „opisz jak chcesz”! – oburza się Montcort.

Tymczasem w Sotham Mabon truchlała ze strachu przed pierwszymi odwiedzinami u Lorda Arljorna. Jej odwiedziny zostały umówione przez Lorda Montcorta w ramach umowy, która pozwoliła Mabon i Feste wyciągnąć z zamkowego lochu. Simeon widząc strapioną przyjaciółkę wzywa dowódcę straży miejskiej, Folke Artina, który podkochuje się w szamance i razem towarzyszą jej w drodze do posiadłości szlachcica.

Rozmowa o niejakim Folke Artinie, który smali do Mabon cholewki, a którego imienia Mabon nigdy nie może zapamiętać.
- Mam w stosunku do niego dalekosiężne plany! – stwierdza Mabon.
- Znaczy się go zeżreć? – pyta zaciekawiony Keffar.

Lord Arljorn wrecza Mabon szczególny, tajemniczy zwój (Skażony Zwój Dassandro) i informuje ją, że będzie odczytywać dla niego, jego zawartość. Folke i Simeon sprzeciwiają się, aby działo się to gdzieś w głębi domu, jednak w końcu muszą ustąpić uporowi Lorda, choć czynią to dopiero po zapewnieniu przez Mabon, że nic jej nie będzie. Obaj mężczyźni zapowiadają, że będą cały czas czekać w holu i żeby szlachcic nie myślał skrzywdzić ich podopiecznej.

Lord Arljorn miał powód aby zabrać dziewczynę na jeden z balkonów swojej posiadłości i jak okazało się pora nocna również nie było jedynie fanaberią. Zwój zamknięty skomplikowanym zamkiem można otworzyć tylko w czasie nocy, w świetle księżyca. Pochłonięta lekturą i wykresami astrologicznymi tworzonymi przez Arljorna, Mabon zapomina o bożym świecie, upływającym czasie i przyjaciołach z niepokojem czekających na nią w holu posiadłości. Kiedy w końcu opuszcza szlachcica, dostaje za to burę od Simeona.

Wizyta Mabon u lorda-kolekcjonera po niefortunnych wydarzeniach z kradzieżą jego drogocennej własności. Wszyscy są przekonani, że stary lubieżnik będzie chciał niecnie wykorzystać biedną dziewczynę. Okazuje się jednak, że lord Arnljorn każe otworzyć Mabon jakiś drogocenny, pieczołowicie i bardzo dokładnie zamknięty zwój, być może nawet magiczny. Dziewczyna próbuje, ale niestety nie udaje się jej spełnić życzenia lorda. Sytuacja się zaognia, gdyż niejaki kapitan straży Folke jest nieco o Mabon zazdrosny i niecierpliwi się, oczekując na zewnątrz na dziewczynę, której nieobecność się przedłuża. Smartfox nie wytrzymuje napięcia i puszcza wodze wyobraźni:
Folke czekał na zewnątrz. Jego duszą targała namiętność a myślami – wątpliwości. Nie chciał odejść, ale nie chciał też zaszkodzić swej bogdance. Dlatego czuwał. Nagle otaczającą ciszę przerwał podniesiony głos lorda:
- Mocniej, dziecko, mocniej!!!
Głuche stęknięcia Mabon zakończyły się płaczliwym tonem:
- Próbuję panie, próbuję, ale siedzi zbyt głęboko!!

Folke zawrzał gniewem. Kopniakiem wyłamał drzwi i z dobytym mieczem wpadł do kasztelu. Dwoma cięciami rozłożył strażników. Nim krew trysnęła na podłogę, on gnał już po schodach na piętro. Dopadł drzwi komnaty lorda, zza których dochodziły jęki Mabon. Zawiasy w drzwiach pękły pod uderzeniem barku. Folke ciął z zamachu. Łeb lorda potoczył się po ziemi. Dopiero wtedy ujrzał przerażoną Mabon, która próbowała otworzyć cholerną księgę z ciężkim metalowym zapięciem.

Oethed z Berny coraz bardziej chory nie opuszcza już swojego łoża. Jego przyjaciel, Simeon, odwiedza go tak często jak pozwalają mu na to jego obowiązki. Pewnego dnia w gorączce i pośród kaszlu Oethed z ogniem w głosie mówi o tym, że Kościół Ostatecznego Porządku zboczył z drogi pierwszych mistyków, że nie jest już wierny swoim ideałom, zapomniał do czego został stworzony. Takie istoty jak Thilleopessia były u zarania wrogami KOP. Stary kapłan mówi że przejrzął na oczy i wszystko może udowodnić.

Ten wybuch niepokoju i żalu powoduje, że kapłan opada z sił. Simeon podaje mu lek usypiający . W ostatnich słowach przed zaśnięciem Oethed obiecuje napisać list polecający dla Simeona, aby mógł poznać zręby wiedzy, o której mówił. Kapłan usypia uspokajany przez alchemika, który następnie przegląda księgi i notatki starego kapłana, notując tytuły nieznanych mu ksiąg. Wiele z nich zapisano w języku paezurskim.

Do portu w Sotham przybija koga “Kalmar” z kapitanem Masymem Roge na pokładzie. Kapitan otrzymał od awanturników specjalne zadanie na swój ostatni rejs, miał zakupić broń, zbroje i konie, które mogły by pomóc w walce Srebrnej Kompanii, specjalnie zaś oddziałom pod dowództwem Lorda Montcorta. Statkiem jednak przywieziono inną, niespodziewaną broń.

Do Fortu Arles przybywa Ejlent, córka kasztelana Caer Deray z listami Simeona i Mabon do Montcorta. Listy pokrótce mówią o przygodach w posiadłości Lorda Arljerna, ale również o dwóch słoniach (!), które kapitan Roge przywiózł dla Montcorta z Argadów. Lord Montcort jeszcze nie zdążył wyjść z osłupienia, kiedy przed jego obliczem staje jeden ze zwiadowców Nuadu. Łowca wraz ze swoimi ludźmi często całymi dniami przebywał w polu i oto przyszła wieść o spotkaniu dużej grupy Morskich Diabłów. Nuadu prosi o pilne wsparcie.

Montcort, z Keffarem i swoimi oddziałami śpieszą z pomocą. Oddział Nuadu zamaskowany na bagnach obserwuje dwa oddziały Morskich Diabłów, ospałych i niepewnych przedzierających się przez moczary. Na widok nadchodzącego wsparcia, zwiadowcy podkradają się jak najbliżej wroga i celnie rażą go strzałami z łuków, zabijając największego z potworów, który wydawał się być wodzem.

Chaos w szeregach diabłów wzmacnia nagłe pojawienie się oddziałów ludzi. Potwory ruszają przeciw nim do ataku, pozbawione dowództwa bez szyku w nieładnej bandzie. Oddziały włóczników Keffara przyjmują główny, niezwykle mocny atak bestii, w tym czasie Montcort z oddziałami specjalnymi wchodzi im na flankę. W zażartej walce ludzie łamią ducha diabłów, a uciekających dobijają w moczarach. Tylko co dziesiąty potwór uchodzi z życiem, reszta pada martwa. Oddział Keffara też nie pozostał bez strat. Młode wojsko, po raz pierwszy sprawdzone w boju nie potrafiło do końca zachować zimnej krwii. Ośmiu zabitych wojowników i dziewięci rannych to jednak wydaje się być nieduża cena za miażdżące zwycięstwo.

Wojownicy znajdują czas aby szybko wyprawić się do Sotham, gdzie słonie stały się już lokalną atrakcją. Wkrótce mają ruszyć, razem ze swoimi poganiaczami w kierunku Fortu Arles, a Lord Montcort już zastanawia się jak użyć je w boju. Nazywa je Maniek i Dolores.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.