Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 69 - Przez góry na przełaj


Avelox
czarownik
2 lvl
Feste
kuglarz
1 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Simeon

W Sotham, Simeon nie wiedział nic o tragedii jaka rozegrała się daleko w górach. Na jego głowie spoczywało uruchomienie gildii alchemicznej w Sotham, przypilnowanie remontu łodzi, zatrudnienie ludzi, zarówno uczniów jak i ochroniarzy dla biznesowego przedsięwzięcia, a to wszystko w miejscu mu niemal nieznanym.

Budynek gildii przechodził remont, przygotowywanie głównego pomieszczenia, sprzątanie piwnic, łatanie dziur w dachu, przerabianie wspólnej sali. Simeon kręcąc się po targu nabywał podstawowe przyrządy do labolatorium, nowe stoły, ławy, posłania. W końcu udało się również zakupić koło garncarskie i uruchomić w piwnicy produkcję własnych naczyń. Nieco kłopotu sprawił zakup odpowiedniej gliny, nikt nie chciał bawić się w ilości tak znikome, na jakich zależało alchemikowi. Dopiero bosman jednego ze statków oddał przysługę za pomoc w wyleczeniu pewnej wstydliwej przypadłości, ani chybi pamiątki po sothamskich zamtuzach.

Chętnych do wstąpienia na termin do alchemika również nie brakowało, jedni z polecenia, inni pchani ambicją, jeszcze inni szukający czegoś nowego w życiu. Na nauki przyjęty został Artin, którego królestwem miała na początek stać się piwnica i warsztat garncarski, oraz Harder Brancet, szlachetnie urodzony młodzieniec, o bystrości umysłu mogącej onieśmielić każdego.

Kiedy wszystko wydawało się układać coraz lepiej i lepiej, nadeszły czarne wieści.

Avelox

Wierzchowiec, którego ukradł Avelox był prawdziwym błogosławieństwem. Przyzwyczajony do górskich ścieżek, nie zważając na ciemności ruszył z rannym jeźdźcem na grzbiecie, bezpiecznie wybierając drogę. Czarownik boleśnie spięty i przytulony do końskiego grzbietu czuł, jak rana z której sterczała strzała coraz bardziej odbiera mu siłę do dalszej ucieczki. Powoli tracił czucie w ramieniu, ale mimo to udało się jakoś dotrwać do zimnego i mglistego świtu. Otaczały go nieznajome góry. Miał tylko ogólne pojęcia o kierunkach i wspomnienia skąd przybył razem z drużyną.

Naprędce opatrzona rana rwała tępym bólem, a obrany kierunek podróży tylko z pozoru mógł być tym właściwym, na domiar złego niebo zaczęły zaciąg ciemna, burzowe chmury. Pierwsze krople deszczu Avelox spędził jeszcze na grzbiecie konia, ale kiedy burza uderzyła z całą siłą co prędzej znalazł schronienie dla siebie i wierzchowca, pod występem skalnym. Kryjówka nie była idealna i wkrótce był cały mokry i zziębnięty. Kiedy tylko deszcz zelżał czarownik wrócił na grzbiet wierzchowca i ruszył w poszukiwaniu drogi powrotnej na Mroźny Kieł. Niestety kiedy pomarańczowa kula słońca zaczęła zachodzić za grzbietami gór musiał przyznać się sam przed sobą, że zabłądził.

Po krótkim, nieco nerwowym śnie pośród kamieni osuwiska skalnego, które z grubsza utworzyły coś na kształt zagrody, Avelox postanawia ruszyć w kierunku południowym. Zmarznięty i głodny coraz częściej musi prowadzić konia za uzdę aby uchronić go od okulawienia. Kolejne małe granie, za którymi ma nadzieję zobaczyć znajome kształty Mroźnego Kła okazują się tylko kolejnymi granicami, z którymi tylko kolejne stromizny, kamieniste dolinki i urwane ścieżki. Około południa uciekinier zdaje sobie sprawę, że od świtu wspiął się o dobre kilkaset metrów, zamiast schodzić w dół. A przed nim kolejne wzniesienie i kolejna wspinaczka. I wtedy pojawia się coś co wlewa w serce nadzieję.

Na jednym z niskich, trawiasto-kamiennych szczytów przycupnęła osada złożona z kilku domów. Niestety obecnie leży w ruinie. Jednak gdzieś pomiędzy ścianami zabudowań wyraźnie widać jakiś ruch. Zostawiwszy konia, Avelox próbuje podkraść się do osady i zbadać z kim może mieć do czynienia. W osadzie, pomiędzy ruinami domów odkrywa posągi ludzi, kiedy nagle pomiędzy dwoma domami przebiega jakaś niewysoka istota ludzka. Nie było czasu nawet dokładnie jej się przyjrzeć. Avelox z zapartym tchem odczekuje jeszcze kilka minut. Nic się nie dzieje. Czarownik postanawia nie ryzykować i wraca do swojego wierzchowca.

Znów musi wspinać się, ale teraz również zawracać kiedy dociera do miejsca gdzie jego koń nie wejdzie. Kilka znalezionych jagód tylko rozjusza pusty żołądek i przypomina o głodzie. W końcu ze szczytu jednej z grani czarownik dostrzega krętą linię drogi. Nareszcie! Cel, do którego można dążyć! Radość zakłóca jednak rozsądek, schodząc zboczem w dół, czarownik nie zauważa w pierwszym momencie turlających się wkoło kamieni. Kiedy doganiają go pierwsze większe głazy rozumie już niebezpieczeństwo, ale jest za późno. Spłoszony koń przewraca się, pociąga za sobą swojego opiekuna i tak obaj zjeżdżają i toczą się w dół zbocza. Kiedy w końcu się zatrzymują Avelox podnosi się obolały, ale cały, za to koń wierzgając złamaną nogą nie jest w stanie podnieść się z ziemi. Czarownik nie ma żadnego narzędzia aby ukrócić jego cierpienia. Zostawia zwierzę i rusza w dalszą drogę.

Na trakcie skręca ku zachodowi i drogą poznaczoną koleinami kół wozów rusza przed siebie. Po zmierzchu dociera do kopalni srebra, gdzie opowiada o swoim zagubieniu. Opatrzony i nakarmiony zasypia w spokoju, po raz pierwszy od wielu dni. Za kilka dni, do Pomostu Pawolda wyjeżdża wóz z urobkiem, górnicy obiecują zabrać ze sobą ocaleńca.

Feste

Tymczasem na ląd w porcie Sotham schodzi Feste. Niepozorny, szczupły kuglarz z Paezurii z pobieloną twarzą, nietypową czapką, o kroku delikatnym i płynnym jak u tancerza. Po chwili zastanowienia kieruje swe kroki do najbliższej tawerny, jak człowiek, który ma jasno określony cel. Kuglarz szybko nawiązuje znajomości i pada ofiarą kieszonkowców niejakiego Barabasza, ulicznego artysty, takiego samego jak Feste. Dzięki niemu wkrótce jednak udaje mu się przedstawić gildii cyrkowców i zgłosić swoje przybycie, czego wymaga dobry obyczaj przed podjęcie pracy na nowym terytorium.

Feste z rosnącym zdziwieniem, ale i niepokojem podobnym do tego jaki ogarnia mieszkańców miasta, obserwuje jak z koszar i zamku wymaszerowują jeden po drugim oddziały wojska i ruszają gdzieś na wschód. Pomiędzy ludźmi zaczyna krążyć plotka o wojnie. Wsie leżące na wschodzie zostały ponoć zaatakowane przez nieznanego przeciwnika. Ponoć z każdym dniem jest coraz bliżej Sotham.

Keffar, Montcort i Windher

W niewoli u Savry pozostało tylko trzech awanturników: Keffar, Montcort i Windher. Spętani przy głazie obserwowali jak ciała ich towarzyszy odniesiono poza obóz, jak rankiem pościg wraca z pustymi rękoma, bez Aveloxa i Tala. W końcu jak Savra prowadzi swoich podwładnych szlakiem w dół, aby zgodnie z planem stawić czoła trollom, które obraziły jej pana. W obozie zostaje tylko garstka zajętych głównie sobą, goblińskich strażników. Bohaterowie odczekali chwilę i postanowili zaatakować. To była być może ostatnia szansa na ucieczkę z niewoli?

Przy pomocy grotów strzał, które Montcort ukryte miał w ubraniu, udało się uwolnić z więzów, a potem atakiem z zasadzki zdobyć broń i wierzchowce. Raniony w nogę Windher miał problemy z poruszaniem się, ale Keffar i Montcort ani myśleli zostawiać go za sobą. Nie tracąc zbędnego czasu pogalopowali w noc drogą, którą tu ledwo dzień wcześniej przybyli, przeklinając na głos cały swój ekwipunek, który musieli porzucić. Nie dane im było uciekać daleko, zanim dostrzegli za sobą pierwsze ślady pościgu. Jeźdźcy zbliżali się do nich z każdą chwilą i prędzej czy później musieli by wpaść w ich ręce na szlaku. Bohaterowie zdecydowali zjechać z trasy i począć się wspinać w terenie, gdzie wierzchowce na pewno by nie weszły. Na każdym kroku pomagając rannemu Windherowi znaleźli wejście do kompleksu jaskiń i w przypływie desperacji postanowili się w nim schować.

Okazało się, że jaskinie należały niegdyś do jakiegoś kultu, o czym świadczyć mogły pozostawione księgi, maski wiszące na ścianach, a także fragmenty błękitnych posadzek, jednak to musiało być dawno. W chwili obecnej jaskinie zamieszkiwały inne stworzenia. Bohaterom przyszło przebijać się przez wielkie nietoperze, ogromne stonogi, oraz stanąć oko w oko z jaszczuroludziami. Jednak najtrudniejszym wyzwaniem był atak wielkiego pająka, który o mało śmiertelnie nie zatruł Keffara. Koniec końców okazało się jednak, że z jaskiń jest drugie wyjście i bohaterowie umknąwszy pogoni mogli ruszyć bezpiecznie w stronę domu.

Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że Strażnica na Mroźnym Kle jest opuszczona. Na miejscu pozostał tylko Thatelach, który wytłumaczył, że Eamwund Conda wrócił do Sotham po tym, kiedy otrzymał rozkaz pilnego odwrotu. Szlachcic jednak honorowo zostawił drużynie obiecaną zapłatę. Keffar, Montcort i Windher odpoczęli tylko chwilę i postanowili czym prędzej wrócić do Simeona, Thatelech jednak, wyraźnie podupadły na kondycji przez ostatnie tygodnie, postanowił się odłączyć i pożegnać z towarzyszami. Ruszył dalej, szukać pracowni Shieldsona, tak jak pierwotnie miał to w zamiarze.

Drużyna

Przykry to był powrót. Simeon zasmucony wieścią o śmierci Korina i Haeriego i niewiadomych losach Tala i Aveloxa podupadł na nastroju. Montcort podjudzał towarzyszy do jak najszybszego zebrania oddziału i ruszeniu przeciw Savrze, w celu wywarcia zemsty, ale wydarzenia następnych dni odsunęły te zamiary.

Do miasta docierało coraz więcej niepokojących wieści, a także pierwsi uchodźcy, uciekający przed nieznaną grozą. Wkrótce wrócił również Avelox, informując, że Pomost Pawolda został zniszczony. Z morza wyleźć miały “diabły”, mówili ocaleli z nocnego ataku i zabić wszystkich mieszkańców przystani, którzy nie zdołali uciec.

Ponuro zapowiadała się przyszłość przed naszymi bohaterami.
Koniec sezonu trzeciego.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.