Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 67 - W rękach Savry


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Korin
złodziej
1 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl

Kiedy nadszedł świt, przyszedł czas na podsumowanie strat i rozejrzenie się na przedpolu muru, które obecnie zasłane było ciałami zabitych potworów. Brama porąbana toporami ogrów trzymała się tylko na słowo honoru, potrzebne były prace wzmacniające. Keffar, Montcort i Avelox rozeszli się po przedpolu strażnicy, zbierając znalezione kosztowności, strzały i bełty do wałowej kuszy. W tym czasie, pozostali przy życiu żołnierze, układali na murze ciała swoich martwych towarzyszy, przykrywając je kocami, aby mogły doczekać czasu na godniejszy pochówek.

Zginął baron, który wynajął drużynę jako najemników. Nowy wymijająco mówi o płaceniu za dotychczasowe usługi.
Montcort skarży się Keffarowi – Chyba chcą nas zrobić w wała. Przelewaliśmy krew twoją i Haeriego i co?

Keffar z ustami pełnymi jedzenia prosi o leczenie Bjorneia.
Bjornei – Oj! Z pełnymi ustami? To się dobrze nie skończy – rzut K6 na leczenie, wynik 1 – Tak, tego należało się spodziewać.

Kiedy tylko awanturnicy wrócili z wypadu za mur, Montcort został wezwany przed oblicze obecnego dowódcy strażnicy, mężczyzny który przyprowadził posiłki. Mężczyzną tym był młody szlachciac, sir Eamwund Conda. Tymczasowy dowódca strażnicy wiedział w jak ciężkiej sytuacji znalazł się ze swoimi kilkoma żołnierzami, potwierdził zatem wcześniejsze zobowiązania wobec najemników i zaproponował im przedłużenie najmu. Montcort szybko skonsultował się z drużyną, która postanowiła przystać na proponowane warunki, kiedy nagle zdał sobie sprawę, że nikt nie wie, gdzie obecnie znajduje się Haeri. Ponownie…

Greda przyrządza solidną wojskową fasolówkę. Wciska ją w ręce powracającego od dowódcy Montcorta.
Motcort – Staram się nie wywalić miski z zupą, ręce mi się trzęsą i mało się nie rozryczę. Ja nie brałem nigdy wcześniej udzialu w bitwie!
MG – W ostatniej też nie brałeś.

Tymczasem młodego Ostrojczyka gnębiła cały czas myśl o gnollach, które przedostały się przez mur na południe. Napomknął nawet o tym drużynie, ale spiorunowany wzrokiem przez Montcorta porzucił temat, przynajmniej pozornie. Gdy tylko jego towarzysze wyszli na północ, na przedpole strażnicy, Haeri po cichu zebrał swój ekwipunek i ruszył w drugą stronę, widziany przez jednego z żołnierzy, który zapytany opowiedział o tym wściekłym awanturnikom.

Haeri znów poszedł na samowolkę, tym razem szukać Gnolli. Montcort wychodzi już z siebie ze wściekłości, ale organizuje ponownie ekspedycję ratunkową.
Montcort – Ptaki biorę ze sobą, one go znają mają rozkaz go osrać!

Montcort miotał przekleństwa, odgrażał się niebiosom, ale wiedział, że musi ruszyć towarzyszowi na ratunek. Nie spodobało się to Eamwundowi, ale w końcu zgodził się na oddalenie najemników, jeśli w zamian będą bez szemrania wykonywać wszystkie jego nadchodzące rozkazy. Wkrótce drużyna była w drodze.

W tym czasie Haeri raźnie maszerujący zboczami gór rozglądał się uważnie na boki, starając się dojrzeć, dokąd to zniknęły gnolle. Nieco przeliczył się ze swoimi możliwościami i począł martwić się, że nie wziął, że sobą żadnego z tropicieli, ale szybko odrzucił od siebie tę myśl. Musiał radzić sobie sam. Kiedy w końcu wpadł na jakiś obiecujący trop, okazało się, że wszedł na teren polowań dzikiego kota, który zaskoczywszy wojownika rzucił się na niego w nadziei na łatwą zdobycz.

Choć Haeri zazwyczaj najlepiej czuł się w walce, to w przypadku dzikiego kota, wyraźnie odstawał od niego zwinnością. Pudłując raz za razem dał się dosięgnąć pazurzastą łapą i kiedy popłynęła krew, zdał sobie sprawę z powagi swojego położenia. Wojownik coraz bardziej opadał z sił i cofał się, kiedy z jasnego nieba na jego przeciwnika spadł Terror, potężny orzeł Montcorta. Pazury ptaka przeorały pysk kota zmuszając go do ucieczki, zaskoczonego tak nagłym atakiem. Haeri padł zmęczony na ziemi, ciesząc się tak nagłym ocaleniem.

Wkrótce do Ostrojczyka dotarli towarzysze i co tu dużo mówić, nie szczędzili mu słów krytyki, zwłaszcza Montcort, który chyba najbardziej przejął się ponownym zniknięciem i samowolką towarzysza. Cała ekipa wróciła na mur, gdzie czekał już Eamwund Conda z rozkazami. Atak potworów został odparty, ale niedobitki są gdzieś tam w górach. Drużyna dostała zadanie sprawdzenia gdzie się podziali i dokąd zmierzają. Wymarsz miał nastąpić z samego rana. Podczas odpoczynku towarzysze uznali, że ranny Thatelech powinien pozostać w strażnicy, reszta zaś z zapasami ruszy w góry szukać uciekinierów.

Ślad uciekinierów jest wyraźny i prowadzi w góry gdzieś na wschodzie. Klucząc pomiędzy graniami, tropiciele wyraźnie widzą jak rozbite jednostki grupowały się i obierały wspólny kierunek marszu. W grupie były zarówno gobliny jak i ogry, a także wielkie, drzewopodobne stworzenie, które pod mury Strażnicy na Mroźnym Kle przyprowadził gobliński szaman. W końcu awanturnicy dostrzegają kilometry przed sobą nitki dymów ognisk unoszące się nad linią horyzontu, w tamtą stronę muszą się udać.

Kiedy po wyjściu na równinę, do uszu bohaterów dociera tętent wielu kopyt, na ucieczkę jest już za późno. Choć wyciągają nogi, na równinie dopada ich oddział blisko 30 jeźdźców, lekkozbrojnych, odzianych w skóry, z kołczanami pełnymi pierzastych strzał, uzbrojonych w lekkie włócznie. Oddziałem dowodzi kobieta o imieniu Savra, a awanturnicy stają się jej zakładnikami i zostają popędzeni w stronę, w którą i tak już zmierzali.

Keffar zbladł nieco na widok Savry, wojowniczki, która wraz z jeźdźcami wzięła do niewoli drużynę.
Bjornei – Poślady mu się zwarły.
Keffar – Chyba mi się rozluźniły.
Montcort – Poślady mu opętańczo klepoczą

Ze słów zastępcy Savry – Wulfera awanturnicy wnioskują, że mają oni coś wspólnego zarówno z goblinami jak i trollami i wkrótce okazuje się to prawdą. Pozbawieni broni zostają zapędzeni na obszerną półkę skalną, na której schroniły się niedobitki sił szturmujących niedawno strażnicę. Towarzysze nie są w stanie nie zauważyć dziwnego zachowania Keffara, który od momentu spotkania z dzikimi jeźdźcami uspokaja towarzyszy i tonuje ich emocje. Wkrótce zapada zmierzch, a po Ostrojczyka zostaje posłany jeden z jeźdźców. Savra zapraszam Keffara na rozmowę.

Montcort zaczepia porucznika Savry – Znacie panie mowę ostrojczyków?
Porucznik – Pierwsze słyszę.
Montcort wskazując na Haeriego – Trochę się uspokoiłem.

Montcort zadaje głupie pytania porucznikowi, jedno za drugim prosząc się o kłopoty. W końcu dostaje kuksańca włócznią od jednego z jeźdźców.
Montcort konfidencyjnie do reszty drużyny – Sprawdziłem ich odporność, trzy pytania wytrzymują…

W osobności, nad urwiskiem Savra potwierdza, że ściga trolle, które naraziły się jej panu. Gobliny miały to samo zadanie, ale nieco zbyt pewny siebie szaman popchnął ich na ludzi, zamiast dowiedzieć się więcej o samych trollach. Savra obiecuje uwolnić bohaterów, jeśli pomogą jej spacyfikować trolle. Keffar przedstawia propozycję drużynie, mocno oponuje jej Montcort, który nie ma ochoty stanąć po tej samej stronie barykady co jego prześladowcy. Pozostali bohaterowie nie bardzo wiedzą, po której stronie stanąć, więc Montcort postanawia nie dać im żadnego wyboru…

Wszyscy ślinią się do Savry, za wyjątkiem Bjorneia, który twierdzi, że jego funkcja czyni go aseksualnym.
Montcort podsumowuje – Szamani lubią takie dziwne rzeczy. Czasem Celi batem przywalić, czasem Joli batem przywalić.

Michał przysypia już pod koniec sesji.
Montcort: Michał nie śpij, michał nie śpij
Bjornei: Z byle kim!

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.