Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 65 - Znikający Ostrojczyk


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl

Haeriego bardzo ciągnęło za mury, albo do jaskiń, martwiło go jednak, że Montcort tak twardo obstaje przy pozostaniu na pozycjach obronnych. Natura młodzieńca walczyła z jego przywiązaniem do towarzysza. W końcu uczucie było tak nieznośne, że młody Ostrojczyk postanowił, znaleźć sobie ciche miejsce, gdzie będzie mógł to wszystko przemyśleć w spokoju, nie narażając się na pokusę pójścia na przeciw trollom. Niestety jego towarzysze nie mogli docenić tej dojrzałej jak na niego decyzji, bo z nikim nie podzielił się informacją o tym, co zamierza robić.

Pierwszy nieobecność Haeriego zauważył w środku nocy Montcort i z właściwą dla siebie pasją zaczął kląć głupotę młodego wojownika. Dla wszystkich było właściwie pewne, że Ostrojczyk, albo wpadł w jakieś potężne tarapaty, albo ruszył w pojedynkę szukać trolli, co właściwie na jedno wychodziło. Gorączkowe poszukiwania i wypytywanie wśród załogi twierdzy nie przyniosły rezultatów, nawet Keffar nie potrafił znaleźć żadnych śladów. Obudzony zarządca Nichye, otworzył spiżarnię, jedyne zamknięte pomieszczenie w wieży, ale tam pomiędzy tuszami wędzonego mięsa i innymi zapasami biegało tylko kilka szczurów. Haeri zapadł się jak pod ziemię.

Montcort chciałby sięgnąć po magiczne sposoby na rozwiązanie problemu, który “niespodziewanie wyskoczył”.
Montcort – Czcigodny Aveloxie, nie masz tam jakiegoś czaru znajdującego imbecylów?
Avelox – Haeri się zgubił?

Montcort ciągle wściekły na Haeriego, który zniknął bez śladu.
Montcort – Jest na trzecim levelu no nie przyjebię mu bo mi odda, ale mentalnie tak mu napieprzam po twarzy!

Chcąc, nie chcąc, postanowiono zwrócić się do drużynowego szamana, który znany był z niechęci do sięgania po swoje mistyczne umiejętności wróżbiarskie, czy rozmowy z duchami. Bjornei zakręcił się, pochrząkał, w końcu postanowił sięgnąć po pomoc duchów. Pamiętając o szczurach w pobliżu spiżarni, to tam udał się najpierw, gdzie wymruczał kilka słów, otwierając swoje spojrzenie na świat duchów. Tak jak podejrzewał, zbiorowość gryzoni wytworzyła coś na kształt wspólnej, duchowej świadomości. Czym prędzej przystąpił do rytuału, w którym chciał przekonać duchy wszędobylskich stworzeń do pomocy w poszukiwaniu Haeriego. Te wydawały się zainteresowane pomocą, ale wyraźnie kazały sobie za taką zapłacić.

Jako, że Nichye wrócił już spać, a pewnie i tak nie zgodziłby się na oddanie pięknej szynki wiszącej w spiżarce szczurom, sprawę w swoje ręce postanowiła wziąć drużyna. Korin wydłubał ze swoich sakiewek wytrychy i z dużą łatwością otworzył nimi wielką kłódkę, a następnie odciął i zrzucił na ziemię kawał mięsa, na który ostrzyły sobie zęby szczury. Niemal natychmiast zapanował ruch. Gryzonie wylazły ze wszystkich szpar i zakamarków strażnicy i rozbiegły się po murze.

Bjornei sięga po kalambur, kiedy okazuje się, że kłódka nie zamknie się sama po tym, kiedy Korin ukradł szynkę ze spiżarni.
Bjornei – Kłódka zatrzaskowa – Od nazwiska radzieckiego uczonego Witalija Zatrzaskowa, któremu nie chciało się kręcić kluczem w tę i we w tę.

Montcort sięga po poezję polską, kiedy do gry wchodzą duchy szczurów Bjorneia.
Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
Patrzy – a za nim drepcze mała myszka polna.
Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:
- To straszne, jak ta wiocha do miasta się wciska!

Nie mija wiele czasu kiedy gryzonie wracają i wyraźnie zachęcają swoim zachowaniem szamana, do podążenia za nimi. Bjornei, Montcort i Keffar ruszają za szczurami, które wbiegają na blanki muru, budząc popłoch u strażników i zaczynają biec w stronę końca muru. Kiedy bohaterowie już dawno minęli bramę, nagle Montcort i Keffar spostrzegają, że doliną od strony północnej, w stronę muru maszeruje duży oddział wojska. Drużyna rozdziela się. Bjornei i Keffar nadal podążają za szczurami, a Montcort wraca co prędzej ostrzec załogę przed zbliżającymi się, potencjalnymi wrogami. Wkrótce alarm ogłoszony w Strażnicy Mroźnego Kła powoduje, że na murach stoją już wszyscy żołnierze i z niepokojem patrzą w głąb doliny.

Drużyna biegnie po murze za szczurami, które, mają nadzieję, prowadzą ich do Haeriego.
Montcort – Ja biegnąć przeskakuje ponad ustawioną kuszą, mam +3 do zręczności, tak żeby Wojciech nie zapomniał.

Keffar dopytuje Bjorneia czy ten jest pewien, że należy biec za szczurami?
Bjornei – Nie wiem czemu biegniemy za szczurami, mam wrażenie że tak trzeba, jak w bajkach Disneya, zawsze się biegnie za zwierzątkami.

Tymczasem Keffar i Bjornei znajdują zgubę. Haeri zmęczony straszliwie myślami rozrywającymi jego duszę, zasnął biedulek w samym końcu muru i pochrapując lekko nieświadom był całego zamieszania jakiego był sprawcą. Keffar budzi towarzysza potężnym kopem w zadek i popędza ku strażnicy.

Haeri został odnaleziony w najbardziej odległym zakątku muru, śpiący snem sprawiedliwego.
Montcort – Czy ja dobrze rozumiem? On zabłądził na murze, który nie ma rozgałęzień? To jak zgubić się na torze kolejowym.

Wstające słońce oświetla zakamarki doliny, którą maszeruje ku strażnicy oddział złożony z dzikich stworzeń. Im bliżej są muru, tym łatwiej zauważyć potężne ogry, jaszczuroludzi, gnolle, gobliny, a nawet ogromną sylwetkę czegoś przypominającego drzewca. Nad tym wszystkim zaś krążą harpie. Istot musi być więcej niż setka. Oddział zatrzymuje się w sporej, bezpiecznej odległości od muru i tylko harpie ruszają na zwiad, krążąc wysoko nad murem i po okolicznych graniach zdają się szukać czegoś, a może tylko próbują ocenić siłę obrońców?

Cały dzień trwa nerwowe oczekiwanie, czy coś się stanie i spoglądanie na trakt z tyłu, czy nadchodzą już posiłki z Sotham. Żołnierze w gotowości utrzymywali swoje posterunki na murach, ale było ich tak bardzo za mało. W końcu wraz z zapadnięciem zmierzchu zaczyna się coś dziać. Ruch we wrogich siłach budzi niepokój, nagle od górskich ścian odrywają się latające bestie, harpie i ze świdrującym śpiewam spadają do ataku na obrońców muru.

Salwa strzał zabija tylko jedno stworzenie, pozostałe dziewięć spada na awanturników i strażników, ale większość z obrońców nie jest w stanie walczyć. Oczarowani magicznym śpiewem harpii rozglądają się niepewnie, nie mogąc podjąć żadnej czynności, która mogła by zaszkodzić przerażającym, uskrzydlonym istotom. Straszliwe żniwo śmierci zbierają harpie wśród na wpół bezbronnych przeciwników. Tylko nieliczni są w stanie walczyć, w tym wśród bohaterów tylko Avelox. Wkrótce jednak harpie zaczynają padać, jedna po drugiej, a wraz z każdą zabitą, któryś z obrońców uwalnia się spod czaru i dołącza do walki.

Ostatnie dwie żywe harpie, nadal groźne dla zdziesiątkowanych obrońców, nie zamierzają przestawać atakować, jednak nagła, niespodziewana salwa strzał powala na śmierć jedną z nich, a druga ucieka w powietrze z głośnym skrzeczeniem. U podnóża muru stoi oddział 10 wojowników, uzbrojonych w łuki i dowodzonych przez bardziej doświadczonego wojownika. To posiłki przysłane z Sotham, które nadeszły ledwo chwilę za późno. Spośród żołnierzy do tej pory broniących strażnicy, atak harpii przeżyła tylko dwójka i ich dowódca, baron Redar Porte. Wszyscy z nich mniej lub bardziej ranni.

Do opatrywania ran przystępuje błyskawicznie Tal i Bjornei, ale resztę drużyny bardziej interesuje to co dzieje się za murami. Cały oddział wrogów przeszedł do ataku na nie i właśnie zbliża się biegiem wrzeszcząc straszliwie przerażającymi głosami.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.