Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 63 - Gość późną nocą


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Korin
złodziej
1 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl

Drużyny nieuchronnie zbliżała się do ponurej ściany gór Tahadów. Wkrótce trzeba było się wspinać, póki co jeszcze wygodną drogą, która miała doprowadzić wprost do Miedzianych Min. Szybko jednak góry pokazały jak bardzo potrafią być zmienne i nim drużyna zorientowała się na dobre co się święci, niebo zasnuły chmury, z których spadł rzęsisty deszcz.

Trzeba było szukać schronienia, bo deszcz stawał się coraz mniej przyjemny, a przy tym dzień zaczynał chylić się ku końcowi. Naturalna, wielka niecka, w której zbierała się woda, okazała się łączyć z jaskiniami, które zapowiadały się na dobre miejsce na postój. Niestety okazało się, że są już zamieszkane przez żmije, które w niemałej liczbie wypełzły na spotkanie awanturników. Keffar z Haerim rozprawili się z gadami, zwłaszcza ten ostatni tłukąc je nieprzytomnie swoim toporkiem. Kiedy reszta drużyny sprowadzała do jaskini zwierzęta, Tal i Korin próbowali pobrać gruczoły jadowe żmij dla mistrza Simeona.

Kiedy zapadł zmierzch, drużyna siedziała już w krąg przy ognisku, posilając się i rozmawiając o planach na najbliższe dnia. Wkrótce pozostawiwszy tylko wartownika, bohaterowie położyli się spać. Noc upływała spokojnie, aż po godzinie czwartej, do uszu wartującego Keffara dobiegły odgłosy walki i wściekłego syczenia dzikiego kota. Ryś łowcy wcześniej ruszył na polowanie, stąd dźwięk ten wyjątkowo go zaniepokoił. Zerwał się gotowy biec przed siebie, kiedy zobaczył spadającego wprost do niecki wypełnionej wodą kota. Nie namyślając się dłużej zaczął się wspinać czym prędzej na górę.

Keffar wychodząc z bezpiecznego azylu awanturników, wpadł wprost na rozwścieczonego niedźwiedzia, z którym ryś toczył walkę o upolowane zwierze. Wielkie stworzenie rzuciło się na łowcę, obok którego wyrósł Montcort i Windher. Strzelec jednak przestraszony furią nacierającego zwierza, albo jeszcze nie do końca obudzony, spudłował haniebnie, choć miał szansę aż dwa razy naciągnąć cięciwę swojego łuku. Za mocno pchnięta włócznia Keffara wbiła się błęboko tuż przy obojczyku zwierzęcia, to nie powstrzymało go jednak, aby z impetem wpadł na swojego przeciwnika, zakrzywionymi pazurami zadając paskudne obrażenia.

Montcort biegnie wspomóc Keffara w walce z nidźwiedziem. Napina cięciwę, jednak ma złe przeczucia co do tego co nastąpi za chwilę.
Montcort – Pewnie nie trafie (nie trafia, nie trafia), czy kogoś to dziwi?
MG – No wiesz, twoje ręce się chyba trochę trzęsą ze strachu, albo może…
Montcort – …jestem pizdą?

Niedźwiedź walczy wrecz z Keffarem, jednak obrażenia które zadaje są najmniejsze z możliwych
Montcort – Metroseksualny niedzwiedź! tyk tyk tyk, Pac! Pac!
Haeri chce się dołączyć do walki – To ja bym może wykonał… natarcie?
Montcort sarkastycznie – Jestesmy zaskoczeni!

Wkrótce do walczących dołączyli Haeri i Thatelech, ale dramat do końca rozegrał się między niedźwiedziem i Keffarem, który w końcu powalił olbrzyma, odnosząc przy tym kilka nieładnie wyglądających ran. Kiedy na górze wciąż toczyła się walka, Korin i Tal przy pomocy gałęzi przygotowanej do użycia w obozowym ognisku, wyciągnęli z wody prychającego kota, który co prędzej schronił się w najdalszym kącie jaskini. Przygoda zakończyła się szczęśliwie, ale mogło być znacznie gorzej.

Drużyna zabrała się za zdzieranie skóry z niedźwiedzia i porcjowanie mięsa. Nie warto było tracić takiej okazji, wszak nie wiadomo było, co czeka dalej w górach na podróżników. Korin szczególnie zainteresował się pazurami i kłami stworzenia i tylko los mógł wiedzieć co też siedzi w jego głowie.

Praca przy rozbieraniu cielska niedźwiedzia przeciągnęła się do godzin wczesno przedpołudniowych. Na okolicznych skałach zasiadły padlinożerne ptaki, nie mogąc się doczekać kiedy ludzie odejdą i pozwolą posilić się im resztkami zwierzęcia. Nagle Montcort zauważył, że nie tylko ptaki przyglądają się ich pracy. Głowa człowieka zniknęła za skałą kiedy tylko Haeri, nie zważając na upomnienia Montcorta, ujawnił, że obserwator został zauważony.

Montcort co szybciej zebrał swój sprzęt i razem z Windherem wspiął się na skały, próbując dowiedzieć się kim był obserwator. Szybko okazuje się, że to jeden z pasterzy, wypasających swoje owce na halach, zaniepokojony dużą ilością padlinożerców postanowił przyjrzeć się sprawie. Montcort szybko zaprzyjaźnia się z pasterzami i nim wraca do drużyny, opróżniają razem dwie butelki alkoholu, co czyni powrót tym wolniejszym.Drużyna nie czekając na towarzyszy rusza dalej szlakiem. Strzelec i włócznik doganiają ich przed kamieniem z drogowskazem, gdzie wspólnie wybierają drogę na kopalnię miedzi.

Montcort wychylił kilka głębszych z pasterzami, w tym ich nalewkę ziołową, nim wrócił, mocno spóźniony do drużyny.
Keffar zaczepnie – Jałowiec czuję?!
Montcort – Eeeaeaaa… w krzaki wpałem… pokłuty jestem…
Keffar – Ja ci dam krzaki!

Miedziane Miny działają pełną parą, jednak dostępu do terenu kopalni broni zapora na drodze i dwaj jej strażnicy. Awanturnicy po wyłożeniu swojej sprawy, mogą wejść do środka, po pozostawieniu broni na posterunku. Decydują się na to Thatelech, Avelox i Haeri. Nichye, nadzorca kopalni, kieruje awanturników do swojego przewodnika karawany Illiarda, albo łowczego Willipa. Illiard nakreśla z grubsza drogę do pracowni Shieldsona, proponuje również, że awanturnicy mogą zabrać się z następnym kursem miedzi, za trzy tygodnie. To jednak za długo dla bohaterów.

Haeri dość sceptycznie o możliwości spędzenia trzech tygodni w kopalni miedzi, w oczekiwaniu na wyruszeniu do kuźni Shieldsona.
Haeri niczym aniołek – Coś w kościach mi mówi, że 3 tygodni tu nie wytrzymamy… na pewno ktoś się do nas przypierdoli….

Przy blokadzie, gdzie Korin dołączył do strażników grających w zręcznościową grę przy pomocy noża, dochodzi do narady. Drużyna postanawia spróbować trafić sama na miejsce, korzystając ze wskazówek Illiarda. Nim jednak wyruszą w dalszą drogę, dobiega do nich zziajany goniec, opancerzony i noszący zielone barwy, który przedstawia się jako Warder Roby. Niezwykle ucieszył się ze spotkania z awanturnikami i proponuje im, aby udali się z nim do Strażnicy na Mroźnym Rogu, gdzie jego komendant, baron Redar Porte, z chęcią przyjmie ich w roli najemników. Jak się okazało, pod tę budowlę obronną podeszły górskie trolle i doszło do pierwszego starcia z jej ludzką obstawą.

Nadarza się praca dla komendanta strażnicy górskiej.
MG – Czekajcie, zaraz zobaczymy co tam podręcznik mówi o wynajęciu na służbę za żołd…
Keffar – O nie! My tu jesteśmy wysokiej klasy specjalistami!
Montcort – My tylko na umowy cywilnoprawne! Umowa o dzieło…
Korin – I karte multisportu!

Drużyna czego mogła dowiedziała się o strażnicy, trollach i niebezpieczeństwie. Postanawiają dołączyć do obrony.
MG – Czy ktos to wszystko Haeriemu tłumaczy?
Korin – Broń Boże, kurwa nie!

Bohaterowie stwierdzają, że przez kilka dni kuźnia Shieldsona nie zniknie z gór i postanawiają stanąć do walki z Trollami.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.