Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 62 - Ostrojskie pytanie o drogę


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Korin
złodziej
1 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl

Dzień wyjazdu przyszedł szybciej niż można by myśleć i kiedy Thatelech w pełni wyekwipowany stanął w drzwiach pracowni Simeona, drużyna była całkiem w proszku. Simeon do ostatniej chwili przygotowywał magiczne mikstury dla towarzyszy, bo sam postanowił zostać w Sotham. Zbyt wiele spraw wymagało tu jego uwagi. Jego miejsce w drużynie zajęli Korin i jeden z jego uczniów – Tal. W końcu przed samym wymarszem, awanturników naszła refleksja, że w górach może być dość chłodno a oni nie mają ciepłej odzieży.

Przed wyjazdem drużyny, Simeon postarał się o zaopatrzenie jej członków w niezbędne mikstury leczące.
Siomeon rozdając mikstury – czuję się jak Panoramix… Ale fiolki do zwrotu po wykorzystaniu!
Montcort – No bez jaj…
Simeon – Ty wiesz ile tu kosztują szklane fiolki?
Montcort – Mikstury w butelkach zwrotnych…
Keffar – Pamiętaj, żeby zachować paragon!

Kiedy w końcu wszystkie przygotowania zostały zakończone, grupa wyruszyła na szlak, a było już w okolicach południa. Szybki marsz na zachód a później na północ owocował w spotkania na trakcie, którego każdego dnia używali okoliczni chłopi, myśliwi, drwale, karawany kupieckie, zdążające do i z Sotham.

W końcu bohaterowie zatrzymują się na nocleg w Palisadzie, gdzie wymieniają najnowsze wieści z Alersem i Jamartem. Sytuacja w Dolinie Lodowego Lasu wróciła do normalności, jeśli nie liczyć tego, że mieszkańcy wsi Arenia zniknęli, pozostawiając za sobą jedynie puste chaty.

Z samego rana drużyna rusza dalej, bogatsza o podstawowe wiadomości o okolicy, zasłyszane od gospodarzy. Awanturnicy opuszczają leśne tereny i mogą podziwiać potęgę górskich szczytów na zachodzie. Kiedy jednak droga rozwidla się, wybierają szlak prowadzący ku południowemu wschodowi, gdzie nad brzegiem Zatoki Kła, znajdować ma się osada zwana Pomostem Pawolda. Tam spróbują zasięgnąć wiedzy na temat lokalizacji pracowni Shieldsona.

Utwardzony trakt przechodzi wkrótce w brukowaną kamieniem, solidną drogę. Dociera ona do miejsca, gdzie w spokojnej zatoczce, z lądu wychodzi w morze solidny pomost. Cumują przy nim dziesiątki, różnego rodzaju statków. Od okrętów zdolnych pokonywać morskie przestrzenie, po szerokie, płaskodenne barki, którymi wzdłuż wybrzeża spławia się towary do Sotham.

Drużyna zbliża się do Pomostu Pawolda, który wygląda znacznie mniej okazale niż się spodziewali.
Haeri – Może byśmy sobie dla odmiany złupili wioske?
Montcort – Daj mi pomyśleć. Nie! Nigdy nie myślałeś, że Ci ludzie łupieni mogą być przez to smutni?
Haeri – Widzisz wielki smutek na twarzy Haeriego, gdy myśli o tym co powiedziałeś.
Montcort – Złupione wioski wolno odrastają…
Korin patrząc ze współczuciem pomieszanym z podziwem na Haeriego – On jest złym człowiekiem, ale dobrym Ostrojczykiem….

Osada raczej nie należy do dużych i w różnych momentach wydaje się mieć całkiem różną ilość mieszkańców. Składa się z nielicznych zabudowań portowych, jeszcze mniejszej liczby mieszkalnych, oraz solidnej tawerny zbudowanej na planie sześciokąta. Miejsce to zwane jest Tawerną U Gereya. Poza tymi zabudowaniami Pomost Pawolda tworzą obozowiska ludzi robiących tu interesy. Czasem to po prostu ognisko, wokół którego gromadzą się podróżni, innym razem kilka stojących blisko siebie namiotów, czasem kilka wozów ustawionych w krąg tworzy tymczasową zabudowę obronną.

Naganiacze, którzy od wejścia awanturników do wsi, opadli ich ze wszystkich stron, oferują przeróżne usługi, zwłaszcza te związane z transportem drogą morską, jednak nie potrafią powiedzieć nic na temat pracowni krasnoludzkiego płatnerze. Podobnie w porcie nikt, nie potrafi powiedzieć nic przydatnego. Jedynym miejscem, gdzie można by zadać jeszcze to pytanie, okazuje się być Tawerna u Gereya.

Miejsce to jest zatłoczone i gwarne. Podaje się tu plugawe, rozwodnione piwo, kwaśne jak sok z cytryny wino i byle jak ugotowane warzywa, z niewielką ilością mięsa. Próby nawiązania kontaktu z kimś posiadającą przydatną bohaterom wiedzę idą dość mizernie, kiedy postanawia się do nich włączyć Haeri. Jak to zwykle w jego przypadku bywa, pomieszanie nieznajomości języka, z dość wybuchową naturą i bycie skorym do rozróby, prowadzi do potężnej bijatyki, w którą włączają się niemal wszyscy goście tawerny.

Kiedy w końcu ustaje regularna bijatyka, niemal każdy z jej uczestników ma pamiątkę po przygodzie. A to podbite oko, a to porwaną kurtę, czy napuchnięte, czerwone ucho, z grubsza jednak nikt, na nikogo się nie gniewa, traktując sytuację jako jedną z rozrywek serwowaną na miejscu. Niestety zapytany o wynik przepytywania miejscowych Haeri, spuszcza ze smutkiem głowę, mówiąc, że o nic nawet nie zdążył ich zapytać. Na szczęście innym powiodło się lepiej i bohaterowie wychodzą z tawerny z wiadomością, że powinni udać się do Miedzianych Min, które dostarczają regularnie rudy do pracowni Shieldsona.

Po bijatyce, która wynikła z próby dowiedzenia się czegoś przez Haeriego w tawernie u Gereya.
Montcort – I co Haeri, dowiedziałeś się czegoś?
Haeri – nie miałem czasu zapytać, a co?

Pokrzepieni tą wiedzą bohaterowie natychmiast opuszczają Pomost Pawolda i czynią to bez najmniejszego żalu.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.