Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 61 - Ballada o trzech bramach


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Wieści przyniesione przez awanturników uspokoiły drwali i mieszkańców Rogatego koźla. Spokój miał powrócić do Doliny Lodowego Lasu. Bohaterowie zostali na miejscu jeszcze przez dwa dni, oddając ostatni hołd w czasie pogrzebu Maynardowi, nim ruszyli ku Sotham.

Duże miasto tętni życiem. Na placu broni, awanturnicy spostrzegli ze zdziwieniem powstającą, wielką szubiennicę. Jak dowiedzą się później, wisieć maja na niej elficcy przestępcy, którzy napadają na traktach na ludzkie karawany. Czyżby spotkany w lesie rycerz rzeczywiście zaczął działać? Wkrótce okazuje się, że Jacques Guiosa jest nie kim innym, jak najwyższym paladynem Kościoła Ostatecznego Porządku w Sotham i na jego czyny, oraz postawę pada zupełnie nowe światło.

Tymczasem w pracowni alchemicznej Simeona wrze jak w ulu. Robotnicy remontują i przygotowują do użytku pracownię i sklep alchemiczny, zaś u drzwi stoją w rządku chętni do wstąpienia w czeladnictwo młodzieńcy. Simeon rzuca się w wir pracy i obowiązków, a reszta grupy rusza w miasto załatwić najważniejsze sprawunki.

Na placu targowym gwar towarzyszący robieniu interesów jest ogromny. Nim awanturnikom udaje się w ogóle dojść do placu, do nóg Keffara przypada jeden z niewolnych robotników prowadzony przez nadzorców i zwąc go Erkhertem, nie może wyjść z radości, że znów się spotykają. Stara się wyjaśnić jakąś swoją niezrozumiałą winę, nim odciągnięty przez poganiaczy zostaje wciągnięty do szeregu i pognany dalej.

Drużyną wyraźniej zainteresował się naganiach, niejaki Ofwick, który za “zaprawdę symboliczną opłatę”, chętny jest pokazać gdzie szybko, niedrogo, ale co najważniejsze dobrze załatwią swoje sprawunki. Za jego sprawą trafiają bohaterowie do Tholipa, hodowcy zwierząt, gdzie nabywają nowego muła dla Montcorta, a następnie do Hurego Bladej Pięści, niegdyś awanturnika a dziś kowala-płatnerza i wytwórcy broni drzewcowej.

Bohaterowie spotykają naganiacza Ofwicka, który zachęca ich do kupowania u jego kolesiów.
Montcort – Czy oni wszyscy przyjechali tu z Jerozolimy? Mają pejsy i walą czosnkiem?
Keffar – I śmieszne blaszane czapki?

Hury Blada Pięść, jest byłym awanturnikiem, paskudnie okaleczonym przez stratę nosa.
Montcort – Dlaczego już nie bywacie na gościńcach.
MG pokazując na swój nos – Rana spowodowała że zacząłem myśleć…
Montcort – Patrzę na Haeriego, może jest jeszcze dla niego szansa?

Spokoju Keffarowi nie dawała sprawa niewolnika, stąd namówiwszy resztę drużyny, odnalazł handlarzy i jeszcze raz przyjrzawszy się nieszczęśnikowi, postanowił go kupić. Mężczyzna zwący Keffara Erkhartem, sam nazwa się Cere i wydaje się pochodzić gdzieś z południa. W awanturniczych czynnościach raczej nie miał się przydać, ale z łowca postanowił uczynić go odpowiedzialnym za opiekę nad zwierzętami i obozowiskiem drużyny.

Kiedy Keffar dobijał targu z handlarzem niewolnikami, Avelox i Haeri zainteresowani tłumem pokrzykujących ludzi, postanowili zobaczyć co też się tam święci. Kiedy przedarli się przez gęsty tłum, zobaczyli jakiegoś nieszczęśnika, nad którym znęcali się ludzie, obrzucając go wyzwiskami, zepsutym jedzeniem i popychając kiedy tylko spróbował się podnieść z ziemi. Haeriemu nieszczególnie spodobał się sposób traktowania obcego i mocnym sierpowym posłał na ziemię wyrostka, który właśnie oddawał na leżącą ofiarę znęcania się mocz. Kiedy nieszczęśnik odwrócił się w stronę ostrojczyka, ten ze zdziwieniem, w wiecznie uśmiechniętej twarzy debila, rozpoznał niedawnego strażnika miejskiego, który miał nieszczęście postawić się drużynie w pierwszym dniu ich pobytu w Sotham. Keffar znokautował go wtedy potężnym uderzeniem głową i razem z Haerim zaniósł nieprzytomnego do wychodka. Cóż, jak okazuje się, znacznie smutniej dla niego skończyła się tamta przygoda.

Z targu drużyna wracała jeszcze z solidną beczką trunku zakupionego przez Montcorta. W swoim gronie awanturnicy postanowili oddać pamięć poległym i zapomnieć o ciężkich przejściach ostatnich tygodni. Efektem tego był potężny kac następnego dnia, który wygnał Haeriego w poszukiwaniu świeżego powietrza. Zamiast tego, wojownik trafił na tępego osiłka, znęcającego się nad jakimś ulicznikiem. Jak zwykle słowa nie mogły zmienić tego co nadchodziło, bo też i Haeri niewiele rozumiał z potoku słów, jakim zalał go osiłek. Za to te, które zrozumiał, a były to głównie przekleństwa, zadziałały na niego jak płachta na byka. Osiłek pobity umknął, a Haeri wziąwszy na ręce pobitego do nieprzytomności ulicznika, wrócił do pracowni Simeona.

Po ostrym przepiciu, część drużyny obudziła się z ogromnym kacem.
Simeon – Może zrobię im ziółka jakieś?
MG – Na kaca? Znasz takie? Byłbyś bogaczem.

Chłopak nazywał się Tane, jak przedstawił się zaraz po tym, gdy jego, niegroźnymi na szczęście ranami zajął się alchemik. Przechwałkom chłopca nie było końca, a kiedy uciekał ze śmiechem przez okno pracowni, zdążył jeszcze rzucić, że wystarczy o niego zapytać gdyby był potrzebny, bo wszyscy go tu świetnie znają.

Haeri uratował bitego ulicznika, ale kiedy ten dość bezczelnie zaczął mu odpowiadać, ręka sama mu się do bicia uniosła. Na szczęście się powstrzymał.
Montcort – W Haerim obudził się instynkt macierzyński, chciał młodemu wychowawczo przyjebać.

Z rana miłym gościem okazał się być Thatelech, który zawiadomił władze miasta o misji w Dolinie Lodowego Lasu i przyniósł do podziału nagrodę. Krasnolud zwierzył się, że zamierza zrobić sobie trochę przerwy od awanturnictwa i spróbuje znaleźć pracownię legendarnego, krasnoludzkiego płatnerze Shieldsona. Reszta drużyny przyklasnęła pomysłowi i obiecała ruszyć na szlak z towarzyszem, wyraźnie go tym faktem radując.

Montcort jednak wyraźnie sobie zażyczył, aby wynająć dodatkowego wojownika, który będzie osłaniał łuczników. Takowego znaleźć drużyna miała w karczmie “Pod złodziejem i maczugą”, które to miejsce wyraźnie polecał Hure Blada Pięść. Tego wieczoru awanturnicy stawili się w przepełnionej, pachnącej piwem i mięsiwem karczmie i już wkrótce znaleźli odpowiedniego kandydata do dołączenia do drużyny, w postaci włócznika Windhera zwanego Bystrym.

Nim jednak bohaterowie opuścili karczmę do ich uszu dobiegły dźwięki ballady, która jak się okazało traktowała o zamknięciu bram do płaskowyżu Tafli i z imion wymieniani byli w niej między innymi Keffar i Simeon. Tłoczno się i gwarno zrobiło przy drużynie, kiedy Keffar ujawnił swą tożsamość. Wszelkiego autoramentu awanturnicy, najemnicy i prości bywalcy, chcieli uścisnąć mu prawicę i wypić z nim kufelek.

Simeon zaproponował żartem, żeby drużyna została paladynami Kościoła Ostatecznego Porządku.
Keffar – Patrzę na niego jakby mi kota przejechał.
Avelox – Czyli z wdzięcznością?

Pokłosiem tego wieczora, była wizyta dwójki strażników miejskich w pracowni Simeona, następnego ranka. Okazało się, że przyszli z zaproszeniem do wieży straży, od sierżanta strażników – Nogli-cuira. Keffar z radością odwiedził dawnego towarzysza, dziwiąc się jego pozycji w straży. Druhowie serdecznie sobie porozmawiali, nim przyszło po raz kolejny drużynie opuścić największe miasto wyspy Rocranon.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.