Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon odc. 60 - Pradawna groza


Avelox
czarownik
2 lvl
Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Drużyna jak jeden mąż rzuciła się do ucieczki, pomagając sobie nawzajem. Przez kamienne wrota, plątaninę korzeni, kamienny mur i niskie wejście do jaskini wydostają się na zewnątrz, ciągnąć za sobą nieprzytomnego Keffara. W samą porę, bo ledwo kilkadziesiąt sekund po ich wyjściu jaskinia zapada się, a wraz z nią cały szczyt wzgórza, przewracając drzewa, które o mało nie spadają na bohaterów. Ostrojski łowca odzyskuje przytomność i wszyscy zbiegają w dół, byle do granicy lasu.

Spod drzew bohaterowie przyglądają się jak kolejne drzewa przewracają się, a wzgórek zapada się coraz mocniej. W końcu, kiedy przypominał już nieco szczyt wulkanu wszystko ustało, a w chwilę później pojawiła się nad nim upiorna ręka. Do nagich kości, jak bryły plasteliny, przyczepione są krwiste mięśnie. Ogromna głowa, która wychyla się w chwilę później jedynie w niewielkiej części pokryta jest mięśniami i ziemisto-brązową skórą. Górna część czerepu świeci bielą popękanej kości. W pustych oczodołach nie ma śladu życia. Stworzenie wychodzi w górę, ale tego awanturnicy już nie chcą oglądać, zwiewając głębiej w las, już wiedzą, że istota musi mieć przynajmniej z 7 metrów wzrostu.

Zziajani towarzysze zatrzymują się aby się naradzić. Szybka decyzja to ruszyć w stronę Palisady. Drwale powinni pomóc im ze stworzeniem, a jeśli nawet nie, to trzeba jak najszybciej oddalić się z niebezpiecznego miejsca. Piętnaście minut później, jest już wiadomo, że planu nie uda się zrealizować. Idący w ariergardzie Keffar początkowo nie był pewien tego co słyszy, ale kilka minut później musiał już oznajmić innym, że ich śladem idą wilki. Wkrótce wszyscy usłyszeli zbliżające się wycie stada. Do Palisady nie było szans już zdążyć. Drużyna zmieniła kierunek, na znajdujące się nieco bliżej Rogate Koźle, tam wał obronny powinien ochronić ich choćby przez wilkami.

Ale i ten plan nie powiódł się, wataha doganiała ich znacznie szybciej, niż byli w stanie uciekać. Keffar rzucił tylko komendę “wszyscy na drzewa” i wskazał zagajnik pokrzywionych buków, na które już chwilę później zaczęli się wspinać bohaterowie. Nie trzeba było długo czekać kiedy w bezpośrednią bliskość kryjówki graczy wpadają wilki, różnej wielkości i maści. Łączą je tylko odrażające zaropiałe, świecące żółtą poświatą oczy i poklejona, tłusta sierść, nadająca zwierzętom niezdrowy wygląd.

Strzały lecą z korony drzew i wkrótce padają pierwsze zwierzęta. Otucha wstępuje w serca awanturników. Wtem, Montcort wychylając się ze swego stanowiska i posyłając kolejną strzałę ku wrogowi, stracił równowagę i runął z drzewa w dół. Niemal natychmiast na ratunek mu skacze Haeri, ścierając się z pierwszym szarżującym wilkiem, który z młodego sokolnika chciał zrobić sobie łatwy cel. Wkrótce ostrojczyk otoczony przez wilki, toczy zażartą walkę, a Montcort musi sobie dać radę z kolejnym zwierzęciem już bez swego ulubionego łuku w dłoniach. Obaj awanturnicy walczą zacięcie, wspomagani przez strzelców, nadal siedzących bezpiecznie w koronach drzewa, ale obaj zostali już pokąsani.

Powoli jeden po drugim wilki padają pod metodycznymi ciosami bohaterów, ale gdzieś pomiędzy drzewami czai się największy basior, aby wreszcie, doczekawszy się odpowiedniego momentu, rzucić się do dzikiej szarży na plecy Haeriego. Nie robią na nim najmniejszego wrażenia strzały, które dosięgają jego wielkiego cielska. W tym momencie jednak krzyk Keffara ostrzega przed gorszym niebezpieczeństwem. Na północ od bohaterów, pojawia się gigantyczny potwór spod wzgórza, wyraźnie zmierzając w ich stronę, a w potężnej dłoni trzyma spory kamień.

Jak na znak, Thatelech, Keffa i Avelox zeskakują z drzew, tymczasem wilki w końcu przerażone ponoszonymi stratami rzucają się do ucieczki. Drużyna nie ma się jednak z czego cieszyć, bo oto przyjdzie stanąć jej do walki z potężniejszym przeciwnikiem. Szybko przegrupowując szyki, towarzysze ustawiają się do obrony, z Keffarem, Thatelechem i Haerim w pierwszym rzędzie i Montcortem z tyłu, który już nakłada kolejną strzałę na cięciwę swojego łuku.

Tymczasem potworne stworzenie ciska kamieniem w kierunku drzewa, na którym nadal siedzi Korin, pudłuje jednak, a głaz ląduje z hukiem kilka metrów od celu. Stworzenie nabiera tempa, sadząc wielkie kroki i w biegu wyrywając z przerażającą łatwością pniaczek po starym drzewie. Strzały awanturników wbijają się w stworzenie, ale nie wydaje się aby robiły mu jakąś krzywdę, za to potwór bierze potężny zamach i jeszcze nim wpada całą swoją masą w wojowników, ciska potężne pieńkiem w Keffara.

Łowcę aż odrzuciło na kilka metrów i przyszpiliło do drzewa, kto inny na jego miejscu mógłby się nie podnieść, ale Keffar nie bez przyczyny nazywany jest Twardzielem. Postękując podnosi się wkrótce z ziemi, ale w tym czasie trwa już regularna walka. Strzały i magiczne pociski Aveloxa, trafiają raz za razem w stworzenie. Haeri i Thatelech tańczą wokół przeciwnika starając się dosięgnąć go swoją bronią, która wygląda przy nim odrobinę jak wykałaczki. Cichcem zza pleców potwora wyłania się Simeon, wychylając zawartość tajemniczej flaszeczki. Chwilę później z ust alchemika bucha długi na kilka metrów strumień ognia, obejmując potwora płomieniami.

Nieprzyjemny zapach spalenizny i odgłos skwierczenia tłuszczu budzi obrzydzenie, ale potwór jakby nie zdawał sobie sprawy, że stanął właśnie w ogniu. Podnosi jedną z długich rąk w górę, zwija dłoń w pięść i wbija niczym młotkiem Haeriego w ziemię z taką siłą, że tarcza, którą zasłonił się młodzieniec pęka na wpół. Thatelech tnie potwora po goleniach, starając się odciągnąć go od towarzysza, tymczasem z miejsca, gdzie legł Ostrojczyk dochodzi nagle potworny ryk i oto bohaterowie po raz kolejny mają okazję zobaczyć swojego druha w szale bojowym, zakrwawionego, wściekłego i przerażającego, okładającego potwora swoim toporkiem.

Opadnięty ze wszech stron stwór, okładany, palący się, trafiony kolejnym magicznym pociskiem i kolejnymi strzałami Montcorta i Korina, pada w końcu jak długi u stóp awanturników i zapada cisza, jak to po bitwie, przerywana tylko dzikimi rykami Haeriego, okładającego martwe stworzenie toporem. I nikt, nawet przez chwilę nie myśli, aby mu w tym przeszkodzić.


Quest w Dolinie Lodowego Lasu uważam za zakończony. Następną przygodę rozpoczniemy od razu w Sotham, nieco nadpisując sobie narracyjnie co też stało się w międzyczasie. Jeśli macie jakieś propozycje, zapraszam na forum. Pozostałe wątki, wyglądają obecnie następująco:

- W lesie doszło do ataku na będący na szlaku wóz. Winne mają być elfy, prowadzące do ataku pająki. Czy to wina drwali, których spotkali awanturnicy? Rycerz Jacques Guiosa zapowiada krucjatę przeciw nieludziom i zaprasza do niej bohaterów.
- W Sotham remontuje się nowa pracownia alchemiczna Simeona i karak o nazwie “Płaszczka”. To dwa biznesu, które rozkręcić chce nieodrodny syn wielkiego handlarza z Hageavo.
- Simeonowi marzy się ciągle dołączenie do wyprawy mającej badać ślady po wielkim alchemiku Awicennie na Wyspie Sennej.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.