Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.56 – Strażnicy grobu


Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
3 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Maynard
wojownik
1 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Maynard pierwszy odważnie wkroczył pomiędzy zmarłych. Szturchnął jeden ze szkieletów, potem pchnął go mocniej, tak że ten rozsypał się na podłodze. Nic się nie stało. Powoli Thatelach, Simeon i Korin dołączyli do wojownika, a z korytarza ich zabiegom niepewnie przyglądał się przesądny Montcort i Bjornei. Keffar gdzieś na górze “studni”, w której zniknęli jego towarzysze, montował konstrukcję, do której będzie można przyczepić linę. Wkrótce sam na sobie ją wypróbował schodząc bez przygód w dół.

Tymczasem Maynard z Thatelachem powalają kolejne szkielety, aż docierają do kamiennego sarkofagu, który “schował się” za rydwanem, Simeon przygląda się sztyletom z brązu, którymi śmierć zadali sobie słudzy pochowanej tu istoty, natomiast Korin… Korin z wrodzoną sobie ciekawością podważył wieko jednej ze skrzyń, aby tylko zajrzeć do środka. Niestety kiedy tylko ustał skrzypiący dźwięk, z podłogi poczęły podnosić się nieruchome jeszcze przed chwilą szkielety.

Maynard nie zamierzał czekać na rozwój sytuacji, rzucił się ku korytarzykowi, w którym pozostała reszta grupy, wrzeszcząc ile sił w płucach imię Keffara i kopiąc jednego z podnoszących się nieumarłych. Zaraz za nim zmierzał Thatelach, który jednak zupełnie nieszczęśliwie potknął się i wywrócił pośrodku komnaty. Z pomocą jednak przyszedł mu Simeon i wkrótce razem rejterowali w miejsce, gdzie szyk obronny zaczął ustawiać Maynard.

Maynard, który wraz z Tatelachem byli wewnątrz komnaty wieją ku towarzyszom.
Maynard – Krzyczę mój okrzyk bojowy… Kefffaaaaar!!!

Korin kładąc swoje ręce na skrzyniach ze skarbami złożonego w grobowcu człowieka, budzi do życia sługi-szkielety. Drużyna biegiem wycofuje się do korytarza, żeby przyjąć wrogów w węższym miejscu
Montcort – Czy są jakieś dodatkowe akcje które mogę zrobić przy bieganiu?
MG – Tzn?
Montcort – Rzucam ciężkie spojrzenie Korinowi…
MG ze zrozumieniem – Tak, to jest darmowa akcja.

Korin przerażony tym co się stało, nie myśląc wiele, wskoczył do skrzyni, której otwarcie spowodowało przebudzenie ożywieńców i zamknął nad sobą wieko. Tymczasem szkielety ruszyły w stronę korytarzyka, gdzie na ich przybycie czekała już drużyna. I tylko Keffar, który dopiero dobiegał do towarzyszy nie wiedział nic o ich zamiarach i minął ich szyk obronny rzucił się w opętańczej szarży w sam środek wrogiej bandy. Choć sam zaczął rozdawać razy jak szalony, szybko zdał sobie sprawę, że postąpił głupio, kiedy zaczęły spadać na niego ciosy zadawane sztyletami z brązu. Wycofując się krok za krokiem dotarł do swego miejsca w szeregu ustawionym przez Maynarda.

Zza pierwszej linii sypały się strzały Montcorta i Bjorneia, choć kościstym stworzeniom robiły one stosunkowo niewiele, za to razy wymierzane przez frontowych wojowników skutecznie zmniejszały liczebność wrogów. Zainteresowany zgiełkiem Korin również wyjrzał ze swej kryjówki i widząc, że potwory oddaliły się od niego, zrobił, niezwykle skutecznie należy dodać, robić użytek z własnego, krótkiego łuku. Wkrótce padł ostatni z wrogów, a w drużynie bohaterów jedynie Keffar odczuł koszt swojej dzikiej szarży. Jego ranami wkrótce zajął się Simeon. Również Korin usłyszał za swoje, zrugany przez Maynarda i ostrzeżony, co stanie się przy następnej jego niefrasobliwości, takiej jak ta, która spowodowała przebudzenie obrońców grobu.

O strzelaniu z łuku do szkieletów
MG – Będę ograniczał obrażenia zadane z łuku szkieletom.
Montcort rzuca na obrażenia od pierwszego strzału i jak zwykle on wyrzuca “1”.
Keffar – Montcortowi nie trzeba ograniczać.

Po walce Maynard straszliwie zrugał Korina, aż chłopakowi w oczach stanęły łzy.
Montcort niby od niechcenia – Ilu zabiłeś?
Maynard – Dwóch
Montcort – Dwóch zabiłeś jednego popłakałeś?

Omijając starannie sarkofag, awanturnicy poczęli plądrować skarb złożony w komorze grobowej. Z początku nieco się krygowali i spoglądali ukradkiem po sobie, ale w końcu dali upust chęci łatwego zarobku. Kilkanaście kilogramów srebrnych monet z dawnych czasów znalazło się w jednej z oczyszczonych skrzynek. Do amfory z alkoholem dobrał się Keffar i Montcort, ale moc trunku omal nie pozbawiła ich oddechu. Postanowili na powrót zakorkować naczynie i wrócić do alkoholu w bardziej sprzyjających warunkach.

Drużyna znajduje dziwny starożytny miód pitny
Keffar – To ja sobie łyknę
Montcort – To ja tez sobie łyknę!
MG – Keffar, rzuć sobie na paraliż.
Montcort – To ja nie łykam! Nie łykam!

Montcort nie mógł się nacieszyć wystarczająco mocno z odnalezienia rydwanu. Obejrzał go z każdej strony, przyjrzał się jego niedostatkom i stwierdził, że pojazd da się naprawić, a zawsze o takim marzył. Razem z towarzyszami rozpoczął rozkładanie go na części, inaczej wyciągnąć go z tego miejsca wydawało się nie sposób. Przez cały ten czas Simeon zajmował się odcyfrowywaniem płaskorzeźb i napisów z sarkofagu. Obrazy przedstawiały sceny z życia pochowanego, jak sądzi alchemik. Bitwy, hołdy, wielkie czyny kogoś, kto zwał się Maho-Anura czempion Maximalthea. Niestety te nazwy nic nie mówiły naukowcowi, a czar czytania nieznanego pisma był ostatnim jakim on dysponował, dlatego zaproponował reszcie towarzystwa odpoczynek nocny przy ognisku w pobliżu korzeni.

Simeon zastanawia się czy wie coś na temat stworzenia, którego imię wyczytał na sarkofagu.
MG gry zastanawiając się nad szansą – Ile masz mądrości?
Simeon – 16
MG rzuca kością – Nic nie wiesz o Maximalthei.
Maynard – Jakbyś miał 9 i czytał komiksy to byś wiedział.

Simeon tłumaczy cierpliwie, że wykończyły mu się już wszystkie czary i musi odpocząć, żeby wymedytować nowe, po czym kładzie się spać.
Maynard znawca czarostwa – Simeonie, a nie mogłeś się nauczyć tych czarów w domu?

Haeriego przez cały czas interesowała zawartość sarkofagu, tak skrzętnie omijanego przez towarzyszy. Kiedy więc Simeon odszedł od niego, a reszta towarzystwa zajmowała się wynoszeniem rydwanu, ostrojczyk podjął próbę zdjęcia wieka kamiennej trumny, bez wyraźnego skutku. Dopiero kiedy z pomocą przyszedł mu Maynard z Thatelachem, droga do jej zawartości stanęła otworem.

Drużyna przystępuje do wspólnego podnoszenia wieka, w końcu choć odrobinę ruszyło.
Maynard – Na razie jeszcze nikt nam nie pomaga od środka?

W surowym, kamiennym wnętrzu trumny leżał pożółkły, humanoidalny szkielet, który musiał należeć niegdyś do rosłego męża. Resztki skórzanego odzienia i stary hełm nie wzbudziły zainteresowania awanturników, czego nie można było powiedzieć już o krótkim mieczu z brązu, na którego głowni jarzyły się leciutko czerwone runy. Haeri na wszelki wypadek przerwał przy pomocy topora kręgi szyjne szkieletu, oddzielając czaszkę od reszty kości i dopiero wtedy sięgnął po miecz. Jeśli ktoś spodziewał się jakichś niezwykłych wydarzeń to musiał być bardzo rozczarowany, bo nie stało się kompletnie nic. Miecz w końcu trafił w ręce Keffara, a drużyna postanowiła porozmawiać o tym, co robić dalej.

Haeri trzyma w rękach czaszkę wyciągniętą z sarkofagu.
Haeri – Czuję że powinienem zadać jakieś pytanie.
Maynard – Dubi dubi du?

Keffar z Maynardem wyjrzeli na zewnątrz jaskini i z zadowoleniem stwierdzili, że przestało padać, za to zbliża się już ku zmierzchowi. W pewnym momencie, na granicy widoczności przemknęła jakaś istota. Tylko czujne oko Keffara zdołało ją dostrzec. Łowca ruszył w dół zbocza ku ścianie lasu i wkrótce stał nad śladami istoty o jednej z nóg przypominającej szpon drapieżnego ptaka. Po raz kolejny ten ślad pojawił się i nie kojarzył się dobrze, bo poprzednio widzieli go tuż obok świeżego dołu z krwią.

Dyskusja, wracać czy nie wracać do osady na nocleg. A może zostać w grobowcu?
Keffar pewny siebie – Co nam zrobią? I tak warty trzymamy i tak warty trzymamy.
Maynard z przekąsem – Tak, powiedz to mułowi Montcorta.

Po tym znalezisku drużyna postanowiła pozostać na noc w korytarzy podziemi, wystawiając warty również przy wyjściu z jaskini do lasu. Kilka godzin po północy, kiedy wydawało się, że noc minie już bez żadnych groźnych wydarzeń, na nogi podniósł wszystkich przeraźliwy wrzask Korina…


O taki nam się przydarzył cliffhanger. Tymczasem co tam słychać w naszych fajnych wątkach, prócz niezwykle ważnej misji renowacji rydwanu? Przypomnijmy

- W Dolinie Lodowego Lasu znajduje się kilka osad. Osiedlisko Rogate Koźle, leżące na południowy zachód od niego Ulepki, Palisada gdzieś na północnym zachodzie w pobliżu wycinki, Smolary ledwo o rzut kamieniem dalej, a także leżąca na północnym zachodzie osada dzikich.
- W Dolinie Lodowego Lasu ludzie znajdują doły w ziemi wypełnione wnętrznościami i krwią jakich stworzeń. Okazuje się, że pojawiły się wcześniej niż drwale. Drużyna przybyła tutaj zbadać ten fakt.
- Z jakiegoś powodu przy jednym z zasypanych dołów pojawił się rój os, czy to czyjeś celowe działanie?
- Drugi z dołów wypełniony był wyłącznie krwią i resztką wnętrzności. Gdzie kości, mięśnie, jakieś większe części człowieka?
- Co Eldad, młodzieniec niespełna rozumu ma wspólnego z dołami z krwią i tajemniczą jaskinią? A może nie ma nic tylko nie rozumie ich znaczenia?
- Wizja szamana niepokojąco zbiegła się z wydarzeniami następnego dnia. Jakim stworzeniem był plugawy wilk ze świata duchów?
- Tajemnicza jaskinia okazała się wejściem do starożytnego grobowca Maho-Anura czempiona Maximalthea. Kim była ta istota i czy ma jakiś związek z wydarzeniami ostatnich tygodni?
- W lesie doszło do ataku na będący na szlaku wóz. Winne mają być elfy, prowadzące do ataku pająki. Czy to wina drwali, których spotkali awanturnicy?
- Wszędzie tutaj sporo pająków, ich jad potrafi być dla człowieka śmiertelny, to bardzo wymagający przeciwnicy.
- W Sotham remontuje się nowa pracownia alchemiczna Simeona i karak o nazwie “Płaszczka”

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.