Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.54 – Wilki z burzy


Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
2 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Maynard
wojownik
1 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Poranek wstał prawdziwie letni, ze słońcem przygrzewającym od samego świtu i powietrzem o zapachu ciepła. Drużyna po śniadaniu i krótkiej rozmowie z Hamesem na temat dołów z krwią, postanowiła ruszyć w las na poszukiwanie czającego się w nim zła. Montocrtowi nie spodobał się sposób, w jakim rozmawiał z nimi starszy Rogatego Koźla, miał wrażenie, że ten coś przed nimi ukrywa.

Poranek w osadzie Rogate Koźle. Na gniotku siedzi starszy osiedliska i ostrzy siekierę.
Maynard – To Hamas ostrzy siekierę?
MG – Hames!
Montcort – Hamas ostrzy niejedną siekierę…

Grupa postanowiła wrócić na wycinkę, sprawdzić czy odnaleźli się zaginieni drwale. Spotykają tam poddenerwowanych mężczyzn, którzy z toporami gotowi są iść wymierzyć sprawiedliwość za swoich towarzyszy mieszkańcom Rogatego Koźla. Po krótkiej rozmowie i przy pomocy Alersa, drużyna uspokaja krewkich robotników i obiecuje przyjrzeć się sprawie. Simeon podsłuchujący magicznie myśli Alersa odkrywa, że on też nie ma zaufania do Hamesa, sam zaś jest człowiekiem szczerym i chętny byłby uniknąć kłopotów.

W miejscu mordu bohaterowie znaleźli palec ofiary. Drwale zastanawiają sie czy to nie któryś z zaginionych towarzyszy.
Drwal Alres – Pokażcie palec! – długo oglądają debatując nad kawałkiem ciała.
Maynard złośliwie – Nie wiadomo czyj, trzeba by do dupy włożyć…. 2 miesiące w puszczy wszystko jest lepsze od sęka – dodaje z westchnieniem.- Wiadomo czemu im lepszy drwal tym ma grubsze palce. – podsumowuje wywód wśród śmiechów reszty drużyny.
Keffar w śmiechu – Albo bardziej wyślizgane stylisko od siekiery.

Montcort od kiedy stracił swojego muła, musi sam dźwigać poprzeczkę z ptakami łownymi. Próbuje znaleźć pomoc.
Montcort – Chcesz na pawęż dodatek? Ptaka trza nosić?
Maynard – Ok, ale jak osra to czyścisz.

Simeon przegląda ekwipunek.
Simeon – Montcort, mam cztery zatrute strzały, ty pewnie zrobisz z nich lepszy pożytek niż ja.
Montcort z radością w głosie – Ja wiedziałem że te walentynki będą udane!

Trasa drużyny wiedzie następnie przez Palisadę, umocnione obejście starego Jamarta, u którego obecnie pomieszkują drwale. Gospodarz nie wierzy w morderstwa w dolinie, zwłaszcza popełniane przez mieszkańców lasu, choć wspomina czasy kiedy mniej ludzi zwracało swe oczy ku temu miejscu, jako spokojniejsze.

Długie dysputy gdzie się udać, co uczynić. W końcu podnosi się głos najmniej spodziewany głos.
Haeri – Słuchajcie głosu rozsądku! – Chodźmy!

Stary Jamart opowiada o okolicznych osadach ludzkich.
Jamart – A w Ulepkach jakbyście potrzebe mieli, to miód możecie kupić.
Haeri natychmiast – Ja to nawet koniecznośc mam, a nie potrzebę!

Mimo ciągle popadującego deszczu awanturnicy postanawiają ruszyć w stronę Smolar, miejsca pracy wypalaczy węgla drzewnego. Na miejscu witają ich umorusani robotnicy, którzy z równym lekceważeniem co Jamart podchodzą do rzekomych zbrodni. Wypalacz o imieniu Lafa wyraźnie podkreśla, że doły z krwią pojawiły się zanim jeszcze do lasu przybyli drwale. Nim drużyna zdążyła zdecydować co robić dalej, dogoniła ich potężna i wściekła burza, a niebo zajaśniało od piorunów. Korzystając z zaproszenia Lafy, awanturnicy postanawiają odpocząć w jego szałasie.

Niestety burza przeciąga się a niebo wcale nie wydaje się zamierzać przerwać swojej wściekłości. Wypalacze dwoją się i troją przy swojej pracy narażonej ze względu na aurę, zaś bohaterowie rozważają czy nie zdecydować się na powrót do Palisady, drzemią, tęsknie patrzą za kawałkiem nieba nie przykrytym chmurami. W końcu okazuje się, że trzeba będzie w szałasie wypalaczy spędzić noc.

W kącie szałasu swoją fajkę nabija tajemniczym zielem Bjornei i wkrótce odpływa w swoje wizje ze świata duchów. Nie podoba mu się to co dzieje się w okolicy, próbuje cokolwiek z tego zrozumieć. W swojej wizji przepływa między śpiącymi towarzyszami ku drzwiom szałasu i wygląda w deszcz błyszczący niczym smugi księżycowego światła, rozbijające się na wielkiej, świecącej tafli lodu. Gdzieś pomiędzy drzewami przemykają chyże cienie jeleni, za którymi w trop idą wilki, w odwiecznym zewie myśliwych. Ostatni z wilków ociąga się nieco, stawia kroki mniej pewnie, kiedy odwraca swój łeb ku szamanowi i wbija w niego spojrzenie, Bjornei zauważa, że to zwierze toczy jakaś straszliwa choroba. Jego ciało jest wychudłe i nie wiadomo jaka siła utrzymuje je w ogóle w ruchu, z oczu i pyska płynie plugawa ciecz, w otwartej w ostrzeżeniu paszczy widać braki w uzębieniu.

Wizja znika nagle, a szaman zaniepokojony jeszcze długo nasłuchuje odgłosów nocy.

Świt wstaje parny. Hektolitry wody, które spadły na las grzeją się w letnim słońcu. Bohaterowie żegnają się z wypalaczami i ruszają na południowy zachód, sprzeczając się co też powinni teraz zrobić. Niestety pogodny poranek szybko traci na swym uroku, kiedy niebo ponownie zaciągają burzowe chmury, z których już wkrótce zaczyna padać z początku niemrawy deszcz.

Kiedy leśny porządek burzy dźwięk galopującego stada jeleni, bohaterowie stają się czujni. W szamanie budzi się pierwotny lęk na wspomnienie nocnej wizji. “Uważajcie na wilki” zdoła tylko wyszeptać nic nie rozumiejącym towarzyszom. Drużyna postanawia sprawdzić co spłoszyło zwierzęta i idąc śladem ku miejscu skąd uciekali, natrafiają na ślady wilków prowadzące na północ. Tym tropem rusza drużyna. Jednak wkrótce deszcz zaczyna padać coraz mocniej i z oddali dochodzą pierwsze dźwięki gromów.

Awanturnicy postanawiają porzucić trop i ruszyć na południe w stronę znalezionej dwa dni wcześniej jaskini. I tak zamierzali ją zbadać a tymczasem będzie to niezłe schronienie przed deszczem. Nim jednak docierają na miejsce, nagle ich zaciekawienie budzi polana pokryta roślinami o szerokich, mięsistych liściach przypominających kształtem parasole. Rośliny rosną na kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią i tak ściśle, że tworzą nad ziemią żywy baldachim. Nagle z niewiadomego powodu część drużyny stwierdza, że to świetne miejsce aby skryć się przed deszczem i zaczyna kłaść się pośród wysokich liści, ku zdziwieniu Maynarda i Simeona. Jeszcze dziwniej zachowuje się Bjornei, stając pośrodku polany, wykonując rękoma przedziwne gesty i mamrocząc coś pod nosem.

Dziwne rośliny o szerokich kapeluszach wprowadzają część drużyny w jakieś odurzenie. Maynard stara się sprawdzić, którzy z nich są pod ich wpływem.
Maynard – Łapię Bjoneria i zaglądam mu w oczy, sprawdzając czy jest przytomny.
MG – No po prawdzie to Bjornei nie jest najlepszym przykładem żeby patrzec mu w oczy czy nie jest odurzony…

Jedyni, dwaj, trzeźwo myślący awanturnicy, wynoszą jeden po drugim odurzonych towarzyszy z dala od podejrzanych parasoli, odkrywając, że w tym krótkim czasie, do ich ciał, przyległy już niczym powoje, delikatne łodyżki roślin wijące się wszędzie po ziemi. Nie wiadomo jakiej magii używa ta roślina, ani nie można być pewnym co miało stać się dalej, ale zdecydowanie, nie było to dobre miejsce na postój.

Rośliny, odkryte przez alchemika otrzymały oczywiście swoją nazwę: Hipnotella Simeonia


I tak zakończyła się poprzednia sesja. Około południa, w deszczu, niedaleko polany pełnej parasoli. Droga wiedzie zaś na południe w stronę tajemniczej jaskini. A oto nasze zahaczki:

W Dolinie Lodowego Lasu znajduje się kilka osad. Osiedlisko Rogate Koźle, leżące na południowy zachód od niego Ulepki, Palisada gdzieś na północnym zachodzie w pobliżu wycinki, Smolary ledwo o rzut kamieniem dalej, a także leżąca na północnym zachodzie osada dzikich.
- W Dolinie Lodowego Lasu ludzie znajdują doły w ziemi wypełnione wnętrznościami i krwią jakich stworzeń. Okazuje się, że pojawiły się wcześniej niż drwale. Drużyna przybyła tutaj zbadać ten fakt.
- Z jakiegoś powodu przy jednym z zasypanych dołów pojawił się rój os, czy to czyjeś celowe działanie?
- Drugi z dołów wypełniony był wyłącznie krwią i resztką wnętrzności. Gdzie kości, mięśnie, jakieś większe części człowieka?
- Co Eldad, młodzieniec niespełna rozumu ma wspólnego z dołami z krwią i tajemniczą jaskinią? A może nie ma nic tylko nie rozumie ich znaczenia?
- Wizja szamana niepokojąco zbiegła się z wydarzeniami następnego dnia. Jakim stworzeniem był plugawy wilk ze świata duchów?
- W lesie doszło do ataku na będący na szlaku wóz. Winne mają być elfy, prowadzące do ataku pająki. Czy to wina drwali, których spotkali awanturnicy?
- Wszędzie tutaj sporo pająków, ich jad potrafi być dla człowieka śmiertelny, to bardzo wymagający przeciwnicy.
- W Sotham remontuje się nowa pracownia alchemiczna Simeona i karak o nazwie “Płaszczka”

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.