Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.50 - W Domu Ogarów


Bjornei
szaman
3 lvl
Hæri
wojownik
2 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Montcort
strzelec
3 lvl

“Wyrzutek Lawick” oddalał się od miejsca potyczki, na pokładzie zaprowadzano porządek. Ciała zabitych marynarzy złożono przy dziobie okryte płótnem, ścierwa potworów przed wyrzuceniem zbadał Simeon. Marynarze zebrali się wokół najstarszego z towarzyszy, a z ust do ust przekazywano sobie nazwę “diabły morskie”. Atmosfera niepokoju nie odpuszczała podróżników, bo za statkiem szedł jak cień sztorm, któremu z takim trudem uciekli dwa dni wcześniej.

Po walce z ryboludźmi, na pokładzie uciekającego okrętu zostały ścierwa zabitych potworów.
Montcort – Wyrzucam truchło za burtę!
Keffar – Ej! ej! ej! ej! poczekaj na Simeona!
MG – Niechże se coś wytnie!

Montkort nadal peroruje tłumacząc dlaczego chce wyrzucić za burtę truchła ryboludzi.
Montcort – No ale one śmierdzą rybami!
Keffar podnosi głowę znad wiosła i rzuca – - A czym ma śmierdzieć na środku morza? Krowimi plackami?

Kiedy wreszcie na horyzoncie ukazała się linia wybrzeża, niebezpieczeństwo minęło i wszyscy odetchnęli z ulgą. Statek minął wysepkę o wdzięcznej nazwie Wichrowe wzgórza, na której stoi widoczna z daleka latarnia morska i wpłynął do Zatoki kła, aby w końcu zadokować w porcie stolicy wyspy Rocranon – Sotham. Bohaterowie krótko pożegnali się z Saxe Skuldrisonem i zeszli na brzeg.

Sotham oferowało wiele atrakcji, choć daleko mu było do wielkości i bogactwa Hageavo, to jakiś surowy urok spowijał to miasto otoczone niedokończonymi murami, gdzie mężczyźni otwarcie noszą broń, kapłani Kościoła Ostatecznego Porządku chodzą z dumnie podniesionymi głowami (inaczej niż na Argadach), a kupcy handlują na całego opróżniając i napełniając kolejne statki zawijające do portów.

Zwierzęta trzeba było pozostawić w “Stajni Maciasza”, tuż obok wschodniej bramy, a awanturnicy znaleźli sobie ciepły kącik w karczmie “Dom ogarów” stojącej w bezpośredniej bliskości placu targowego. Hilder, właściciel karczmy, niegdyś wzięty łowczy, udekorował karczmę bronią służącą do polowań i myśliwskimi trofeami. Prócz głównej sali, karczma składa się z kuchni, magazynu, uroczego, choć niewielkiego ogródka, oraz wspólnej sali sypialnej na piętrze.

Kiedy Montcort zwiedza miasto, Bjornei trzyma się dwóch ostrojskich graczy.
MG – … a Bjornei chodzi za chłopakami…
Montcort – Po co za chłopakami?
Bjornei żałośnie – Bo na kobiety to on nie ma najmniejszych szans…

Bohaterowie ruszyli w miasto. Haeri, Keffar i Bjornei poczęli szukać miejsca, gdzie mogli by sprzedać odłupane kawałki kryształu górskiego, które w swojej sakwie nosił młodszy z ostrojczyków. Jakież było zdziwienie, kiedy znaleźli sklep prowadzony przez ostrojczyka, noszący dumną nazwę “Sklep różności Verdiego”. Ten chętnie wycenił klejnoty, jednak Haeri uniósł się gniewem słysząc proponowaną cenę i tyle było z transakcji.

Montcort postanawia wybrać się na zwiedzanie miasta Sotham z jednym ze swoich drapieżnych ptaków na ramieniu.
Montcort – Idę z Terrorem…
Bjornei – A na drugim ramieniu co masz? Pożoga i Krew?
Montcort – Za to ciebie, Biedę, zostawiłem w porcie.

Tymczasem Montcort ze swoim orłem na ramieniu zwiedzał miasto, sam wzbudzając niezłą sensację. Z głową wysoko zadartą do góry podziwiał budynki. W swoim spacerze dotarł aż do dzielnicy najbogatszych mieszkańców miasta, gdzie szczególną uwagę zwrócił na Świątynię KOP. Pewnie dłużej oddawał by się przyjemności poznawania miasta, gdyby nie przykra przygoda. Nagle wkoło sokolnika zrobił się jakiś tumult. Młodzieniec zobaczył dwójkę krasnoludów, którzy wskazywali gdzieś w jego kierunku krzycząc “tam jest!” i zanim pomyślał już biegł pomiędzy budynkami, byle dalej od zagrożenia. O tym, że jest chyba już bezpieczny zorientował się dopiero na Placu broni, gdzie miał okazję przyjrzeć się ćwiczeniom młodych żołnierzy. Montcort zdecydował, że czas już wrócić do towarzyszy.

Wieczór w Domu ogarów spędzony na jedzeniu, piciu i rozmowach pozwolił poznać dwie ciekawe osobowości. Fryany’ego, niewysokiego wojownika szukającego pracy, oraz Rione Ellen, białowłosą, tajemniczą kobietę samotnie siedzącą przy jednym z okien. Tę Keffar spotkał tego samego wieczoru, kiedy udał się do stajni Maciasza, aby pobyć nieco z rysiem, którego zamierzał oswoić. Rione również tam była, rozmawiała z lisem, który wyraźnie był z nią blisko. Niestety próba nawiązania kontaktu z kobietą nie powiodła się, wyraźnie nie życzyła sobie towarzystwa Ostrojczyka.

Keffar zaskoczył Rione następnego dnia, na przemawianiu do jego rysia, zamkniętego w jednej z klatek. Kobieta zaskoczona spotkaniem z łowcą dała mu kilka rad dotyczących zwierzęcia i szybko odeszła. Tego dnia, po raz pierwszy, dziki kot dobrze zareagował na obecność Keffara.

Ponad wieczorny gwar w karczmie wzbijał się głównie donośny dźwięk głosu miedzianowłosego krasnoluda. Stukając kuflem w blat i śmiejąc się donośnie opowiadał historie swoich podróży chętnym, którzy stawiali mu trunki. Kiedy do uszu drużyny dotarły słowa, iż wkrótce rusza do Doliny Lodowego Lasu, aby zbadać mroczne dziury w ziemi, jasnym stało się, że muszą go bliżej poznać. Na widok butelki brandy, którą nabył Montcort, oczy krasnoluda rozbłysły niczym złoto. Wkrótce cała drużyna ucztowała z krasnoludem, który przedstawił się jako Thatelech Grzmiąca Stop z wyspy Dhorl. Towarzystwo wyjątkowo przypadło sobie do gustu, zwłaszcza kiedy okazało się, że Thatelech jest jakiegoś rodzaju banitą, wygnanym z powodu swoich przekonań. Magia wydawała mu się nie przeszkadzać o ile nie dotykała jego samego.

Wieczór zakończył się decyzją, drużyna rusza razem z krasnoludem do Doliny Lodowego Lasu. Thatelech czekał tylko na pieniądze za swoje poprzednie zlecenie, a drużyna postanowiła zaopatrzyć się na targu, zwłaszcza w brandy, która straszliwie im zasmakowała poprzedniego wieczoru. Bjornei i Montcort pili ją po raz pierwszy w życiu. Standardowo już, w kłopoty wpadł Haeri, tym razem nie do końca z własnej winy, kiedy wpadł na niego gruby kapłan, rozsypując srebrne monety, które niósł w dłoniach. Zaogniającą się sytuację opanował Montcort, strasząc kapłana tym, że Haeri jest sławetnym w swoim nieopanowanym gniewie barbarzyńcą i kapłan powinien go natychmiast przeprosić jeśli chce zachować życie, a może nawet zapłacić kilka monet, za to straszliwe nieporozumienie.

Rozmowa po sesji.
Montcort – Ja to się bałem, że Haeri w końcu stuknie temu kapłanowi!
Haeri – Nie planowałem!
Bjornei – Wiemy Haeri. Ty nigdy nie planujesz…


Ok, nowy sezon, nowe zadania. Simeon nieobecny na sesji napisał mi co nieco na temat tego co on załatwia w Sotham, więc spodziewajcie się epilogu dopełniającego powyższy tekst.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.