Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.5 - Sprawunki

Udział wzięli: Finor, Kahleen, Keffar, Koukhash, Nuadu


W południe bagaże były zapakowane, a mięso rozporcjowane tak, aby łatwiej było go donieść do granic lasu, gdzie złożone zostaną “do kupy” włóki, zapobiegliwie przygotowane przez Keffara. Przedzieranie się przez gęstwinę, z potężnym obciążeniem na plecach nie było niczym przyjemnym, jednak zziajani i spoceni myśliwi po wyjściu z gęstwin zaczęli przeklinać jeszcze bardziej, bo wpadli wprost w objęcia mocnego, zimnego wiatru, skutecznie tłumionego do tej pory przez zwartą ścianę lasu.

Nie było czasu na odpoczynek, ani nawet chęci, wszyscy marzyli już tylko o kominku we wspólnej sali karczmy “u Maryny”. Azymut na północ! Dość długo droga prowadziła przez nieznacznie pofałdowaną, porośniętą soczystą, wiosenną trawę równiną. Zanim na horyzoncie na dobre zamajaczyły znane bohaterom wzgórza gracze trafili na pasterską zagrodę, zarządzaną twardą ręką wdowy Falery. Ta ugościła podróżnych obiadem i wypytała o pochodzenie i cele. Ze swoich własnych zapasów, zaopatrzyła ich również w zioła przydatne przy gotowaniu, żeby życie miało smak. W zamian myśliwi zostawili jej jednego królika i pożegnawszy się ruszyli w dalszą drogę.

W planach mieli odwiedzić jeszcze Dahoma Żaglownika, ale czas spędzony u Falery, mimo że przyjemny, zabrał im cały zapas jaki został im na dotarcie do Trzewii przed zachodem słońca. Wytężyli swe nogi, ale to i tak nie pomogło. Słońce już zniknęło za horyzontem, a szarość na dobre objęła wyspę, kiedy zobaczyli pierwsze światła osady. W szopce obok karczmy złożyli swoje myśliwskie zdobycze, a w środku już czekał na nich syty posiłek, po którym zaraz do spraw handlowych przeszła Maryna. Kupiła jak stoi niemal całe mięso, płacąc sowicie. Bohaterowie mieli szczęście, bo jak się okazało w osadzie nadal są goście, ci, którzy przybyli statkiem, którego widzieli płynącego z daleka kiedy dopiero kierowali swe kroki w stronę Lasu odległych szeptów.

Nawet w karczmie przebywali “obcy”, szczególnie zaś rzucali się w oczy Ci, jednolicie ubrani i pod bronią, którzy przy jednym ze stołów przepijali swoje pieniądze. Finor i Kahleen bez trudu rozpoznali argadyjskich żołnierzy pokładowych, takich co to pływają w ochronie kupieckich i szlacheckich statków. Pływają u tych, którzy za ich usługi są w stanie zapłacić. Nieco nieśmiało, do wojowników zagadał Keffar, jednak kiedy ci dość zadziornie zaczęli zwracać się do niego, zwłaszcza kiedy dowiedzieli się, że jest Ostrojczykiem (co dla nich znaczyć mogło, że od razu piratem) zrezygnował z zaciągnięcia języka i niczego bohaterowie się od nich nie dowiedzieli. O świcie, kiedy awanturnicy pobudzili się we wspólnej sali, tamtych już nie było.

Koukhash o śpiących w sali wojownikach:
Mam ich na oku! Będę czuwał całą noc… hrrrrrrrr.

Pozbierawszy skórki i poroża drużyna wyruszyła na targ aby szybko upłynnic cenne zdobycze i uzupełnić zapasy niezbędne do dalszego działania. Kiedy już swoje kroki skierować mieli ku “składzie towarów wszelakich Zyvalta” zaczepił ich niestary, niziutki mężczyzna z jednym okiem pokrytym bielmem. Przedstawił się szybko jako Cadenda i zaprosił do swojego warsztatu. Cadenda okazał się być rymarzem i miłośnikiem naparów z aromatycznych ziół, ale również przedsiębiorczym człowiekiem, bo raz dwa ubił interes z graczami, kupując od nich zapas skór, płacąc tylko za część, resztę obiecując spłacić w nieodległej przyszłości. Z jakiegoś powodu sprawiał poczciwe wrażenie i cały ten interes nie podobał się tylko jednej osobie.

Koukhash: rymarz, rymarz, co się zżymasz.

W końcu odwiedziny u Zyvalta, ostatnie zakupy i sprzedaż. Skład pełen był ludzi a szczególną uwagę przyciągali bogato ubrani kupcy pilnowani przez strażników, którzy poważnie nad czymś dyskutowali. W końcu obwieścili Zyvaltowi, że właśnie jego wybrali na swojego przedstawiciela, czym uradowali go niezwykle. Pociągnięty za język Zyvalt, ogłosił że będzie w imieniu tychże kupców zajmował sie zakupem od miejscowych rybaków ryb i wysyłaniem ich na archipelag.

Bohaterów czekały jeszcze odwiedziny u Boesa, właściciela tawerny “Ość wieloryba” gdzie spotkali się z trójką członków wolno żyjącego plemienia ludzi, czyli dzikimi, jak ich zwykło się potocznie nazywć. Pokrótce powiedzieli co ich sprowadza do Trzewii, szukają tu bowiem mężnych ludzi, którzy pomogli by im w rozwiązaniu kłopotu jaki gnębi ich lud. Gdzieś z głębi płaskowyżu tafli wychodzą stwory nocy i napadają na siedziby dzikich, ci bronią się zacięcie, ale coraz mniej sił i cierpliwości mają ku temu, dlatego postanowili zawalić wejście do jaskiń, z których wychodzą poczwary. W tym celu potrzebują pomocy z zewnątrz, ludzi nie bojących się siłowych rozwiązań. W Trzewiach znaleźli do tej pory tylko dwie chętne do takiego zadania osoby. Ciężko się dziwić, bo dzicy w zamian za pomoc niejasno wspominają o darach natury, jakimi mogą obdarzyć swoich pomocników.

W tym miejscu przerwać musieliśmy sesję…


Pechowy to był dzień na granie. Z sześćiu osób nie spóźniły się tylko dwie, potem okazało się, że niektórzy z nas mają problemy z opanowaniem własnego sprzętu. Zanim udało się cokolwiek zrobić upłynęło już przeszło 40 minut, które powinniśmy przeznaczyć na grę. Sesja skończyła się właściwie na powrocie do Trzewii i sprawunkach, nie zdarzyło się nic emocjonującego, ale może czasem tak musi być. Patrzę w przyszłość z optymizmem i czekam na następne granie!

Comments

W sumie moglibyśmy w tym miejscu zastanowić się nad tym co dalej i może wprowadzić ten zwyczaj na przyszłość. Czy czegoś nie zdążyliście zrobić, co nie musi być odegrane na sesji? Macie jeszcze jakieś pytania do “dzikich”? Gdzie skierujecie swoje kroki na następnej sesji? A może macie ochotę odpocząć w Trzewiach? Czekam na informację zawsze pod notką z raportem.

 

Cudownie. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Dlaczego uważasz że nie było emocjonująco. Sprawunki rządzą! Hail Brasil!!!

 

no tak, kto się obkupił, to się cieszy :)

 

IMHO większość zakupów nie wnosząca jakichś wątków fabularnych czy nowych postaci powinna być załatwiana w “międzyczasie”, ale ja jakoś na zakupy ostatnio uczulony jestem :)
Co do planów, chciałbym PRZED wyruszeniem na następną wyprawę lepiej nas zaopatrzyć. Mam tu na myśli głównie sprzęt ogólnosurwiwalowy. Druga rzecz, ale to by pewnie wypadało fabularnie pociągnąć, to chciałbym zaciągnąć języka w sprawie tego lasu w ogóle i “kamieniołomu” w szczególe. Coś mi tu śmierdzi, i nie są to onuce Koukasha.

 

U kogo języka na ten temat chciałbyś zaciągnąć? Możemy spróbować to załatwić poza sesją.

rocranon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.