Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.42 - Bliskie spotkania najwyższego stopnia

Udział wzięli: Bjornei, Hæri, Keffar, Montcort, Simeon


Nad sesją wisiało fatum, w ogóle nie wiadomo było czy się odbędzie.
MG – Trochę nas mało, gramy w ogóle? Pamiętajcie, że po ostatniej sesji otoczyły was żuki.
Haeri – To może zaatakujmy je przynajmniej pokonamy i choć tę jedną rzecz zrobimy.
Keffar – A myślisz, że damy im radę?
Simeon – Nie ma Montcorta więc jest szansa…

Dalsze rozmowy nad życiem awanturników.
Haeri – Ale czy ktoś oprócz Simeona ma jakiś cel w tej drużynie?
Simeon – Tu nikt nigdy nie miał żadnego celu, dopóki nie pojawiłem się ja i nie wskazałem drogi.

Montcort pozytywnie nastawiony do kierunku w jakim zmierza drużyna.
Montcort – … ale coś robimy a nie kurna ciągle jesteśmy obdartusami.
MG – Lubię was moje wy obdartusy.
Bjornei – Zawsze ci było blisko do lumpenproletariatu…
Montcort – To jakaś rodzina patologiczna, lubisz to bijesz.
Simeon – Każdą chorobę najlepiej leczy się kijem.

Nauczeni doświadczeniem bohaterowie ciskają z dala od siebie kalafiorowate warzywo i patrzą jak zaczynają o niego walczyć żuki, nie zagrażając drużynie. Niestety do walki o przysmak rusza również wielki żuk i szybko, atakowany przez mniejszych pobratymców, zaczyna przegrywać i zostaje dotkliwie ranny. Keffar rusza mu z pomocą, a dołącza do niego zawsze chętny do walki Haeri, Montcort i Bjornei.

O pasku stanu życia postaci na roll.20.
Montcort – Kto ma taki długi pasek?! Keffar?
MG – On nie ma długi tylko gruby.
Bjornei – Potrafię leczyć taki i taki.

Prowadzący stara się podkreślić pewien dość oczywisty fakt mający związek z podziemnymi żukami.
MG – Pamiętacie, że ostatnio żuki nie atakowały póki się na nie nie rzucił Haeri?
Haeri – Ja to zupełni inaczej pamiętam…

Żuki bez pardonu walczą tak między sobą jak i z nowymi intruzami, jednak ulegają przewadze bojowej awanturników. Niestety dla wielkiego żuka nie ma już ratunku. Dotkliwie pokąsany przez swoich pobratymców zdycha ku żalowi Keffara. W czasie walki Simeon i Siege otwierali kolejne owoce, które ściągają kolejne stado żuków. Awanturnicy nie czekają uciekają z tego miejsca drogą na wschód.

Wiedza łyżką wkładana procentuje…
Keffar – Nie ma sensu atakować tych żuków, one chcą tylko zjeść tego kalafiora!
Montcort – Jedną sesję mnie nie było a Keffar się zmienił w Gucwińskiego!

Drużyna zwiewa przed kolejną falą żuków
Haeri – przechodząc obok kalafiorów, łapię Simeona za szatę: idziemy, idziemy
Simeon – puszczam uwagę mimo uszu
Montcort – W razie czego po łapach farmera

Droga wiedzie pomiędzy stepami szarej trawy, kępkami kalafiorowatych warzyw, zbliża się do kolejnej formacji skalnej, jednak bohaterowie nie zamierzają z niej schodzić. Gdzieś na południu co pewien czas słyszą odgłosy mielenia powietrza przez wielkie, pierzaste skrzydła. Samego stworzenia jednak nie spotykają.

Montcort wścieka się, że coraz większy wpłym na wynajętego wojownika ma Simeon.Montcort – No nie kurde! Wynajmiesz wojownika, a on Ci go zamieni w maga!
MG – No ale to przecież awans!
Montcort – Awans? Przecież oni będą tylko siedzieli w krzakach…

W końcu drużyna dociera do ściany jaskini, w którego wysokiej szczelinę zanurza się droga którą podróżują. Szeroki pasaż prowadzi gdzieś dalej na wschód i północny-wschód, utwardzona droga jednak urywa się po kilkunastu metrach. Kiedy Montcort przeprowadza szybki zwiad pasażu przed awanturnikami, za nimi pojawia się ścigający ich (?) oddział hobgoblinów.

Zbliża się walka z niczego nie podejrzewającymi hobgoblinami, wchodzącymi wprost w pułapkę.
Keffar, Montcort – strzelamy do nich!
Bjornej – Ja nie strzelam, przecież nas nie atakują…
Turę później, Keffar i Montcort poranili jednego hobgoblina.
MG – Ok, Bjornei, czy teraz już was atakują?
Bjornej – A bo ja wiem? Jeszcze się nie rzucili w naszą stronę…
Simeon – No nie, w sumie możemy udać, że to nie my do nich strzelaliśmy: “Panie hobgoblinie, to były zielone ludziki, takie futro z niedźwiedzia to można w sklepie kupic!”

Celnie zaadresowana strzała rani jednego z niczego nie spodziewających się stworzeń, ujawniając tym samym pozycję drużyny. Hobgobliny ukrywają się próbując wyraźnie coś zaplanować, Haeri pali się aby ich zaatakować, ale powstrzymywany przez towarzyszy, niechętnie pozostaje w bezpiecznym tunelu. W końcu potwory postanawiają zaatakować i szerokim korytarzem biegną w stronę drużyny.

Hobgobliny postanowiły zaatakować i rzuciły się do dzikiej szarży przeciw drużynie.
Montcort – Są 30 metrów od nas, mamy jakieś 3 rundy na działanie nim dobiegną.
Haeri – 1,5 rundy… pamiętaj że ja też do nich biegnę.

Haeri porusza swoim pionkiem na mapce taktycznej jak oszalały.
MG – Kurde, Haeri przestań się przesuwac w końcu w tej rundzie!
Montcort – No co? On tak tylko nogami przebiera do walki!

Starcie z hobgoblinami staje się dość niebezpieczne, zwłaszcza dla ryzykującego Ostrojczyka.
MG – Haeri oberwał mocno rzuconym oszczepem, pada gdzieś na ziemie, zasłania się poniewczasie tarczą, widzi…
Haeri – Nigdzie nie padam! Nie słuchajcie narracji!

Rzuty na obrażenia nie powalają. Haeri trafia i kolejny raz zadaje 1 obrażeń.
Simeon – Normalnie topornik Zen!
Wkrótce Montcort, Keffar wykonują takie samo trafienie za 1 obrażenie.
Simeon – Drużyna Zen!

Strzały i oszczepy poleciały najpierw, potem żrący gaz rzucony przez Simeona, w końcu dochodzi do starcia wręcz z przetrzebionymi siłami hobgoblinów. Drużyna z dużą łatwością pokonuje wrogów i już po chwili z zadowoleniem i częściowo z dumą spoglądają na pokonany oddział przeciwników.

Keffar przechodzi przez żrącą mgłę (udany rzut na truciznę)
Montcort – A co, to ja też przechodzę! (rzuca – pech)
MG – Nic nie widzisz, wracasz, łzawisz, jakbyś gazem pieprzowym dostał po twarzy.
Haeri – Montcort, ja słyszałem, że w takich przypadkach pomaga mocz…
Simeon – potwierdzam, z całym majestatem mojej wiedzy medycznej!

Simeon opatrując drużynę wykorzystuje w charakterze opatrunków materiał własnego płaszcza, dartego na pasy.
Simeon – Przy najbliższej okazji kupujecie mi nowy płaszcz!
Montcort – z płaszcza zrobiła się tunika…
Simeon patrząc wymownie na Haeriego – Chyba minispódniczka.

Haeri po walce i magicznym leczeniu nuci pod nosem.
“jestem prawie wyleczony,
nie są straszne mi demony.
A hobgobliny
zmienię w trociny!”

Takie tam rozmowy o podróżach.
Keffar – A ile myśmy przeszli od twierdzy?
Bjornej – Jesteśmy drużyną po przejściach…

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.