Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.37 - O owcach i tajemnych korytarzach

Udział wzięli: Avelox, Hæri, Keffar, Montcort, Simeon


Wychynięcie z lochu na światło dnia pozwoliło odkryć, że zaledwie kilka godzin, które drużyna spędziła w ciemności dały słońcu czas aby wspiąć się do zenitu i zalać swoimi promieniami całą Czerwoną Twierdzę. Szybki podział obowiązków rozdzielił drużynę i tak w zamku pozostał Simeon z Keffarem, którzy zajęli się zwierzętami i rozpalili ognisko, Avelox z Haerim ruszyli do niedalekiego zagajnika nazbierać materiału do przygotowania pochodni, zaś Montcort postanowił obejść okolicę w poszukiwaniu potencjalnych niebezpieczeństw, ale również być może czegoś co można by upichcić na kolację.

Gracze decydują co robić dalej.
Haeri – Ja bym zszedł do tej piwniczki pod kasztelem jeszcze.
Simeon – Nie! Pochodni nam trza.
Avelox – Tak, najpierw crafting.

Avelox z Haerim szybko uporali się ze swoim zadaniem i kiedy z naręczem gałęzi wracali w stronę zamku, pierwszy z nich zauważył coś leżącego na dnie parowu. Szybkie przeszukanie miejsca pozwoliło odkryć truchło brązowowłosej dzikiej owcy, która zdechła z powodu jakiejś choroby. Jej owrzodzony pysk dał do myślenia Aveloxowi, który powstrzymał swojego towarzysza przed zbytnim zbliżaniem się do zwierzęcia.

Niedługo później, kończący swój patrol Montcort trafił na stadko, pięciu brązowowłosych owiec, pasących się spokojnie na zboczu jednego ze wzgórz. Zadowolony z nadarzającej się okazji, z łatwością upolował jedno ze zwierząt, na miejscu wypatroszył je i dumny ze swego łupu wrócił do towarzyszy. Jaki był jego zawód kiedy usłyszał opowieść o truchle podobnego zwierzęcia. Montcort pozbył się czym prędzej upolowanej owcy i jak mógł dokładnie oczyścił swoje ciało i ubiór z resztek krwi i wnętrzności zwierzęcia.

Przy posiłku i przygotowywaniu zapasu pochodni podjęte zostają plany dalszego działania. Zapuszczenie się w podziemia przed gruntownym zbadaniem całej twierdzy nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza że pozostała tylko piwnica pod kasztelem, do której wkrótce udają się awanturnicy. Stare skrzynki, zużyty stół, pojemnik na wodę, wszystko wydaje się mało ciekawe. I tylko kiedy okazuje się, że jedna z wielkich beczek ukrywa z tyłu tajne przejścia nagle podnosi się zainteresowanie tym miejscem.

Niedługi, wąski i zakurzony korytarz okazuje się prowadzić do lochów pod główną wieżą, które wraz z salą tortur drużyna zdołała już sprawdzić i wyruszyć z niej ku tajemnemu przejściu wprost ku podziemiom. Po tym odkryciu bohaterowie wracają do kasztelu i postanawiają odłożyć dalsze penetrowanie podziemi do następnego dnia, słusznie dedukując, że podczas zbliżającej się nocy, aktywność potencjalnie zagrażających im stworzeń może być większa niż w dzień.

Zabarykadowane wejścia do piwnicy i drzwi na zewnątrz miały spowodować, że zbliżająca się noc będzie spokojna, zwłaszcza że na zewnątrz pogoda psuła się z każdą kolejną godziną. Niestety w środku nocy na nogi stawia wszystkich Haeri, który śniąc jakiś koszmar o mało nie poturbował Simeona. Wiedziony wyrzutami sumienia Haeri opowiada towarzyszom, że po nocach męczy go powracający sen o śmierci jego ojca. Okazuje się, że nieszczęśnik spadł z klifu podczas sprzeczki z synem, co stało się bezpośrednim powodem ucieczki Haeriego z Ostrojów i przybycia na Rocranon.

Haeri przyznaje się do kłótni ze swoim ojcem i nieszczęśliwego wypadku w wyniku którego ojciec spadł z klifu.
Montcort – On spadł?
Haeri – Tak spadł.
Montcort – W dół?!
Avelox – Nie, w górę…

Poranek wstaje deszczowy i chłodny, psując nastroje zwłaszcza niewyspanego i zmęczonego Haeriego. Szybkie śniadanie, zadbanie o zwierzęta, i drużyna rusza ponownie w podziemia. Tym razem zanim wkroczą na teren wyrobiska po wydobyciu gliny, postanawiają sprawdzić gdzie kończy się korytarzyk z podziemi twierdzy. Zaledwie sto metrów od miejsca gdzie ostatnio przerwano badanie przejścia, nagle pojawiają się schody sięgające sufitu korytarza i korba, po pokręceniu której otwiera się nad głowami bohaterów klapa wyjściowa.

Drużyna ląduje w na wpół zrujnowanej chacie myśliwskiej. Miejsce wygląda na bezpieczne i wydaje się, że było docelowym miejscem, do którego prowadzić miał tunel ewakuacyjny z zamku. Gdyby dobrze pomyśleć, z samych komnat dawnych władców twierdzy można było przez piwnicę, loch i wąski tunelik wydostać poza zamek. No właśnie! Tylko gdzie? Szybki wypad poza chatę pozwala określić, że drużyna znajduje się nie dalej niż kilometr na zachód od zamku.

Drużyna dyskutuje nad tym co zrobić ze znalezionymi włóczniami. Decydujący głos ma Avelox.
Avelox – Ja jestem za zniszczeniem.
Simeon – Jestem śmiercią, niszczycielem świata!

Wkrótce bohaterowie znów stoją w dużej jaskini powstałej w wyniku wydobycia z niej gliny. Nietoperze śpią wiszące głowami w dół u sufitu, po lewej stronie szumi woda podziemnego strumienia, ale po prawej do sprawdzenia jest kolejna, dość szeroka odnoga korytarza. Prowadzi ona wprost do dwóch niewielkich jaskiń, pierwszej służącej za magazyn dla dość prymitywnych włóczni, starych futer i jakichś starych garnców, a druga będąca leżem świstaków. To z niej wychodzi na zewnątrz owalne otwór prowadzący do rzadkiego lasu. Zaledwie kilkaset metrów od tego miejsca góruje nad okolicą Czerwona Twierdza.

Skrupulatność każe zbadać drużynie jeszcze jedną odnogę pierwszej jaskini, tę w której płynie strumień. Kręty korytarzyk jest korytem dla zimnego i porywistego prądu. Po ledwo 10 metrach robi się naprawdę ślisko i coraz bardziej stromo. Haeri postanawia jednak zbadać tak dużo odnogi korytarza jak to tylko możliwe. Przekonany przez towarzyszy, pozwala się obwiązać w pasie liną co wkrótce okazuje się być zbawienne, kiedy pośliznąwszy się pozwala się porwać nurtowi. Mokry i prychający, ale cały i zdrowy wraca z resztą do jaskini nietoperzy. Korytarzyk ze strumieniem pozostaje pozostawiony samemu sobie.

Drużyna zagłębia się więc głębiej w korytarze i mijając kolumny z prymitywnymi rysunkami, oraz pal tortur dociera do rozgałęzienia. Skręcając w prawo dotarli by do tajemniczych schodów i jaskini z kryształami, ale to lewa strona, jeszcze nie zbadana interesuje ją bardziej. Szeroki pasaż usiany kamiennymi kolumnami utrzymując kierunek jednocześnie leciutko meandruje. Odkryta w południowej ścianie odnoga węższego korytarza zostaje pozostawiona na razie niezbadana, a bohaterowie coraz dalej idą mniej więcej w kierunku wschodnim.

Korytarz nieco kluczy, kamienie pod nogami utrudniają stawiać pewnie stop, skalne kolumny ostańców dzielą pasaż na dwie, czasem trzy mniejsze części. Droga nie jest łatwa i w pierwszym momencie dźwięk z oddali wydaje się być tylko częścią tego odmiennego, podziemnego świata. Jednak kiedy do uszu bohaterów po raz kolejny docierają głosy odległej rozmowy, stają jak wryci. Haeri gasi pochodnię i w korytarzy zapada całkowita ciemność.

Do miejsca, w którym rozsiani za kolumnami chowają się bohaterowie zbliżają się trzy postaci. Dwie z nich niosą ostrożnie w objęciach przed sobą spore, gliniane garnce. Trzecia uzbrojona w maczetę oświetla korytarz dziwnym, czerwonym światłem klejnotu zatkniętego na szczycie drążka przymocowanego do jej pleców. To hobgobliny… Pogrążona w całkowitych ciemnościach drużyna może tylko patrzeć jak krok za krokiem zbliżają się do nich, nie mogąc nawet porozumieć się, co z nimi zrobić.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.