Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.35 - Krew na schodach

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Simeon


Simeon poczuł się jakby wrócił do swego domu. Zakasał rękawy szaty i zabrał się za porządkowanie ksiąg i papierów. W czynności tej chętnie pomógł mu Avelox. Pozostali członkowie drużyny pozostawili dwójkę towarzyszy i zeszli na wewnętrzny dziedziniec. Keffar wyraźnie zamyślony nad czymś powiadomił, że rusza na polowanie i niedługo powróci. W ten sposób Haeri i Bjornei zostali sami. Szaman zamyślony nie odzywał się wcale, co i tak mijało by się z celem, bo Ostrojczyk znał ledwie kilka podstawowych słów w języku argadyjskim.

Haeri nie chciał jednak siedzieć z tyłkiem płasko na ziemi, więc wzruszył tylko ramionami i postanowił na własną rękę zbadać wieżę, w której nadal nie stanęła stopa nikogo z drużyny. Parter przedzielony kratą służyć kiedyś musiał za magazyn. Schody prowadziły w dół i górę. Haeri począł piąć się ku górze trafiając do czegoś na kształt wartowni. Tutaj jednak jego szczególną uwagę przykuły ślady krwii na schodach i podłodze. Ktoś musiał być ciągniony w dół krwawiąc.

Na kolejnym piętrze krwii było jeszcze więcej, to tutaj musiał rozegrać się dramat, w którym ktoś został ranny. Skrzynie, beczki i stojaki zapełniały większą część pomieszczenia, a u szczytu stromej drabiny schodkowej wejścia na szczyt wieży strzegł ciężki z wyglądu właz. Ostrojczyk postanowił nie ryzykować sam i wrócił na dziedziniec zastając szamana w takiej pozycji w jakiej go kilkanaście minut wcześniej zostawił. Wymachując rękoma i używając swojego ubogiego słownictwa zaciągnął Bjorneia do wieży i wskazał na krwawe ślady, szaman jednak wyraźnie znużony odkryciem towarzysza nie podjął tropu i wrócił na dziedziniec. Nic nie pozostało Haeriemu jak poczekać na powrót Keffara.

W tym czasie Simeon i Avelox odkryli już kilka ciekawych rzeczy wśród ksiąg i dokumentów w dawnej bibliotece. Pośród luźnych kart pergaminów znalazła się mapa archipelagu z wyraźnym położeniem ciężaru na wyspie Rocranon, która nie posiadała jeszcze miasta Sotham, za to stolica znajdowała się w mieście Rocranon, a w górach wydobywano cenne surowce, jeden z największych skarbów wyspy. Kiedy Simeon zanurzył się w księgi opisujące majątek i zarobki mieszkającej tu niegdyś szlachty, odkrył że położenie niektórych wiosek było niegdyś inne. Z nad wybrzeża przenosiły się w głąb lądu. Tymczasem również Avelox trafił na jakiś ciekawy tom i zanurzył się w jego lekturze, niemal nie dostrzegając poza nią świata.

Avelox bada starą mapę wyspy Rocranon.
MG – W górach widzisz małe piktogramy z kilofem i młotem i podpisy: srebro, miedź, żelazo.
Bjornei – Wiadomo, komuniści położyli łapy na skarbach.

Wielki pies, który do niedawna wylegiwał się w łożu na piętrze znudził się już chyba bezczynnością i mijając odpowiednim łukiem Bjorneia i Haeriego opuścił kasztel. Ostrojczyk natychmiast wykorzystał tę okazję, aby spenetrować jedyne pomieszczenie, do którego nie weszła wcześniej drużyna. Całość wyglądała równie ponuro jak pozostałe pomieszczenia, ale wojownikowi udało się odnaleźć i otworzyć niewielką skrytkę, sprytnie ukrytą w ramie łoża. W środku w niewielkiej aksamitnej sakiewce znajdowało się kilka małych, srebrnych monet i dziwny graniastosłup z kości ptaków z zawieszonym pośrodku maleńkim, czerwonym klejnocikiem.

Haeri znalazł schowek o wielkości 25×6cm. MG co rusz każe mu rzucać k100 na jakaś magiczna tabelkę. Z ilości rzutów gracze zacierają ręce i wnioskują, że skarbów będzie dużo. Po 3 czy 4 rzucie, wyjątkowo wysokim wtrąca się Bjornej:
Bjornej – Oooo… To teraz to będzie rydwan!

Simeon obracał w dłoniach przedmiot, który przyniósł mu Haeri i musiał przyznać, że nie ma pojęcia z czym ma do czynienia. Wyraźnie obruszył się na sugestię Haeriego, że Keffar na pewno wiedziałby co to jest gdyby był na miejscu. Podrażniona duma kazała alchemikowi zapoznać się ze zwojem, który wcześniej znalazł i z radością stwierdzić, że zaklęty w niego jest czar identyfikacji magicznych przedmiotów. Krótkie studiowanie zwoju pozwoliło przyswoić sobie zaklęcie. Simeon już wiedział, że następnego dnia dowie się czym jest ten dziwny przedmiot.

Haeri odnajduje dziwny graniastosłup z kości ptaków z maleńkim czerwonym klejnocikiem. Niesie go do Simeona. Ten bada przedmiot ale nie potrafi odkryć jego prawdziwego znaczenia.
Haeri – Szkoda że nie ma Keffara, pokazalibyśmy mu to coś. Na pewno by się na tym poznał.
Simeon z przekąsem – Na pewno by się na tym poznał i już byśmy tego więcej nie zobaczyli.

Simeon rzuca na nauczenie się czaru identyfikacji ze zwoju, niestety nie udaje mu się. MG odkrywa jednak, że podał graczowi zły rodzaj rzutu i choć pomylił sie na korzyść gracza, to przymykając oko pyta.
MG – Skoro się pomyliłem to powinienem mu jeszcze raz pozwolić rzucić?
Gracze – Tak! Tak! Pozwól mu!
MG złośliwie – No dobrze, możesz sobie jeszcze raz rzucić, a ja sobie skompensuję i zabiję dwie postaci na sesji zamiast jednej.
Bjornei nie przepadający za swoją postacią – Mnie! Mnie zabij!

W momencie kiedy Haeri wrócił do komnaty z łożem i legł na starym materacu, do kasztelu w strugach deszczu wrócił Keffar z przewieszonym przez plecy koziołkiem. Szybki raport zdany mu przez Bjorneia upewnił go, że psa nie ma już w kasztelu, a specjalnie po mięso do obłaskawienia go wyruszył na wzgórza. Nie widząc na razie sposobu na znalezienie wielkiego psa, przystąpił do oprawiania zdobycznej zwierzyny. Wkrótce do łowcy i szamana dołączyli obaj czarodzieje świecą rozpraszający zmrok jaki zapadł wewnątrz budynku. Towarzystwo ledwo zdołało wymienić uwagi na temat swoich znalezisk, kiedy na nogi postawił je przeraźliwy krzyk z piętra. Nim większość zdążyła w ogóle zareagować Keffar sadził już długie kroki w stronę schodów.

Haeriego ze snu wyrwały jakieś dziwne świszczące słowa gdzieś na korytarzu. Przez okna do komnaty sączyła się opalizująca niebieskim światłem zachodu mgła i wypełniała podłogę komnaty szczelnym dywanem. Zaniepokojony głosami Ostrojczyk nasłuchiwał przez chwilę. Odgłosy jakby łamania gałązek mieszały się z nieprzyjemnymi mlaśnięciami. Krzyknął raz i drugi w stronę korytarza żądając odpowiedzi, ale w zamian słyszał tylko przedziwną i pełną wyrzutów wyliczankę.

W końcu Haeri zebrał się w sobie i z obnażonym mieczem ruszył na korytarz. Kilka metrów od komnaty, pośród cieniów wieczora klęczała jakaś odziana w łachmany istota pracując nad czymś głęboko pochylona. Wojownik zaczął zbliżać się do wieczornego gościa krzykami zachęcając go aby ujawnił swoją tożsamość i jednocześnie starając się dojrzeć nad czym pochyla się obcy. Wreszcie dojrzał coś, czego zdecydowanie nie chciał oglądać.

Otulony w łachmany człowiek zanurzał ręce we wnętrznościach krasnoluda wyszarpując je na zewnątrz, co gorsze krasnoludem był nie kto inny jak Thorin Zivarson, który z ustami otwartymi w bezgłośnym okrzyku bólu wpatrywał się błagalnie w Haeriego. Ten krótki moment spowodował że wojownik stracił całą zimną krew, a kiedy nagle dziwna postać oprawcy odwróciła się w jego stronę zobaczył twarz swojego ojca z połową twarzy zmiażdżoną jakąś potężną siłą. Starzec rzucił się na swego syna i oplótł kościste palce wokół jego szyi. Haeri wyrywał się krzycząc aby zjawa puściła go, łapiąc łapczywie hausty powietrza, kiedy nagle… wszystko zniknęło.

Nad łóżkiem w którym wił się Haeri stał Keffar i mocnym potrząsaniem próbował dobudzić ziomka. To z jego dłońmi szarpał się w śnie młody wojownik. Do komnaty z ciekawością pomieszaną z niepokojem zaglądali pozostali członkowie drużyny. Haeri oprzytomniał natychmiast i próbował obrócić całą sytuację w nic nie znaczący epizod, jakim miał nadzieję był naprawdę. Poważniej do sprawy podszedł szaman i wkrótce zaproponował Ostrojczykowi, że pomoże mu poradzić sobie z jego demonami, ten jednak zdecydowanie kazał mu trzymać nos z daleka od jego spraw.

Późnym wieczorem bohateorowie przygotowujący koziołka na pieczyste, usłyszeli dziki krzyk na piętrze kasztelu i ruszyli pędem sprawdzić co się dzieje. To Haeri śpiący w starym łożu w sypialni, przerażony koszmarnym snem rzuca się po łóżku krzycząc, a w końcu szarpie się z Keffarem w pół na jawie nim dochodzi do siebie. Widząc wszystkie oczy wpatrzone w siebie z niepokojem, starając się ukryć zażeonowanie, rzuca jakby nigdy nic – A co? Pieczecie coś?

Rozmowa na temat menażerii zwierzęcej kręcącej się koło drużyny. Gracze zastanawiają się nad nieobecnym na sesji Montcortem.
Keffar zauważa trzeźwo – Ciekawe. Osioł sokolnika wylogował się razem z nim, a ten pies co się za nim kręcił nie.
MG – Bo to nie jego pies.
Bjornei – Jak zwykle problem z multiplayem…

Bjornei nie zamierzał jednak odpuścić i podczas chwili nieuwagi Ostrojczyka wyrwał kilka długich włosów z jego czupryny. Przez chwilę wydawało się, że Haeri zdzieli szamana, ale w bezradności wykrzyczał mu tylko żeby się od niego odwalił i ponownie odseparował się od drużyny wybierając na nocleg puste pomieszczenie kuchenne. Szaman w tym czasie zmieszał włosy wojownika ze swoimi ziołami i zapalił je w swojej fajce. Zaciągając się dymem i mamrocząc pod nosem wprowadzał się w stan drugiego widzenia. Niemal natychmiast jego duchową postać otoczyły wściekłe duchy przepełniające to miejsce i zmusiły do wycofania się do świata rzeczywistego. Zamek był złym miejscem, a podróżnik duchowy musiał być potężny aby poradzić sobie z siłą zła jaka tu drzemała.

Bjornei wyrwał z głowy Haeriego kilka włosów, starając się dopomóc mu w sprawie męczących go koszmarów. Kilka chwil później na medium tuż obok sesji pojawia się taki oto wierszyk-przyśpiewka:
Ten włosek z brody
Wart jest nagrody
Toudi doudi li

Nim nastał świt Haeri wpadł do miejsca noclegowania pozostałych i jakby nigdy nic począł ich budzić zachęcając do szybszego zajęcia się penetrowaniem wieży. Osioł był już nakarmiony i oporządzony, Haeri spakowany i przygotowany na wszystko. Wyglądało jakby spał bardzo krótko tej nocy.

Ostrojczyk z werwą i po raz kolejny pokazał drużynie ślady znalezione w wieży. Keffar swoimi tropicielskimi umiejętnościami szybko odczytał sytuację jaka miała tu miejsce i potwierdził, że ciało musiało zostać zaciągnięte do piwnicy. Tymczasem jednak przyszedł czas na zbadanie szczytu wieży, gdzie odwagi nie miał wejść poprzedniego dnia Haeri. Keffar ostożnie podważył właz i odkrył kolejne ciało wojownika, który wykrwawił się po przebiciu mieczem na wylot. Prócz ciała na szczycie wieży znajdowała się niewielka katapulta w znakomitym stanie i stos wygładzonych kamieni służących za pociski.

Po znalezieniu katapulty na szczycie wieży i rozważaniu pomysłu jej zdemontowania i przewiezienia:
Bjornei – Jak będziemy mieli katapultę to Arenda będzie inaczej z nami rozmawiała!

Konstrukcją maszyny zainteresował się niezwykle Avelox i wraz z Keffarem przeprowadzili kilka prób działania mechanizmu, wystrzeliwując kamienie na przedpole zamku, tak długo aż młodzieniec zrozumiał dokładnie tak obsługę jak i mechanizm działania katapulty. W tym samym czasie piętro niżej Simeon zainteresował się zawartością pełnej beczki, którą poprzedniego dnia wytoczył spośród innych Haeri. Okazało się, że wypełniona jest ciemną i cuchnącą mazią zwaną jako olej skalny. Simeon zachwycony odkryciem zastanawiał się jak nabrać jak najwięcej cennej substancji, lub znieść całą beczkę na dół, w końcu jednak zadowolił się odlaniem pół litra płynu do jednego z jego niezliczonych pojemniczków.

Jedna z rozmów jakich w naszej drużynie wiele.
Simeon – Nie ma co deliberować…
MG – To się nazywa trudne słowo! Drużyna chyba ma problemy ze zrozumieniem…
Bjornej – No, trudne słowo na dziś, z panem alchemikiem to się może jeszcze intelektualnie rozwiniemy
Keffar – Żeby raczej on nie musiał rzucać co dzień na zidiocenie za przebywanie z nami!

W końcu przyszedł czas na zbadanie piwnicy. Po kilku schodkach bohaterowie docierają do solidnych drzwi a za nimi odkrywają loch z celami, salą tortur i karcerem. Jedynym elementem, który się nie zgadza są ślady krwii, które prowadzą wprost ku litej ścianie. Szybkie przeszukanie ślepej uliczki pozwala odkryć tajne przejście, a za nim wąski korytarzyk wykopany w glinie, utwardzony ogniem. Wijąc się delikatnie prowadzi gdzieś na zachód. Bohaterowie postanawiają sprawdzić dokąd prowadzi…


W ten sposób zakończyła się nasza ostatnia sesja. Jesteście w loszku, czeka trochę nowych zasad, które wkrótce wrzucę na forum. Pamiętajcie, że na górze są wasze zwierzęta i psy, które wkrótce potencjalnie znów będą głodne, a już wiedzą że ostatnio mieli się jak najeść w zamku. Pozostaje też temat ciała na szczycie wieży. A tymczsem:

Otwarte wątki:

  • Czerwona twierdza została zbadana w dużej części. Pozostały schody do piwnicy w kasztelu. Wiadomo już kim byli martwi ludzie znalezieni w kasztelu. Czy ktoś będzie ich szukał odkrywając ich nieobecność?
  • Kwiat Awicenny nadal poszukiwany. Czy przodek Helmunda to słynny alchemik? Gdzie udać się po dalszą wiedzę? Do Waldy i Kuataran w Mrzyśnie, a może znaleźć dawny dom garncarza? Teraz przynajmniej wiadomo gdzie wcześniej znajdowała się wieś Borowik.
  • Drogi z Arendą Białą nie rozeszły się w pokojowy sposób. Czy zagraża ona drużynie? Czy nie spodoba się jej, że awanturnicy wciąż są na wyspie? Jak zareaguje kiedy dowie się od krasnoludów, że zabili oni dwóch ich towarzyszy, a jej syn nie wrócił nadal z wyprawy do Czerwonej twierdzy?
  • Jak szybko krasnoludy mogą wrócić ze swoją zemstą przeciwko drużynie?
  • W porcie Mrzysnu leży zatopiony statek z dużą ilością pieniędzy na pokładzie, a także z niemało wartymi towarami.
  • Dokąd prowadzi tunel w podziemiach wieży? Kto ciągnął tam ciało zabitego człowieka i po co?

Comments

Zanim ruszymy gdzieś dalej, biegnę na górę, żeby uzupełnić zapasy wody (o ile to możliwe, bo chyba i tak beczki nosi nasza trzoda?). Rzecz w tym, że zostało nam marne 10 litrów.
Jak już jestem na zewnątrz myślę, czy dałoby się gdzieś te nasze zwierzaczki schować. Nie ufam psom za skrzel. Z tego co pamiętam na południe było jakieś niewielkie pomieszczonko z drzwiami. Zmieszczą się tam nasze osły i muły? Idealna byłaby stodoła, ale na nią nawet nie patrzę, bo tam były te paskudy, które nas niemal nie rozsmarowały.

 

Wodę w bukłakach możesz uzupełnić z beczki, albo użyć studni na dziedzińcu. Są przynajmniej trzy pomieszczenia z drzwiami, w tym stara stajnia dla zwierząt gospodarczych, ta obok stajni dla koni. Nie ma w niej dziury w ścianie.

 

Dobra, w takim razie uzupełniam bukłaki wodą ze studni i prowadzę zwierzęta do starej stajni. Przy okazji sugeruję Montcortowi, żeby uwolnił ptaki, bo chyba tak będzie dla nich lepiej niż siedzieć w zamknięciu. Chyba nie uciekną… Taką mam przynajmniej nadzieję.
Po zatrzaśnięciu drzwi starej stajni i upewnieniu się, że psiarnia się nie dostanie do naszej trzody zbiegam do drużyny w podziemiach.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.