Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.34 - Dzika sfora

Udział wzięli: Bjornei, Hæri, Keffar, Montcort , Simeon


Smartfox nabija się przed sesją z MG.
MG złośliwie – Jaką będziesz miał następną postać?
Wojtek – Ja będę miał potężną!
Parasit – 18 będziesz miał na INT, MD i CH, a resztę na 4.
Smartfox – Będziesz grał Stephanem Hawkingiem.

Zimny i wietrzny świt zastał awanturników żywiołowo dyskutujących nad własną sytuacją. Pewnym wydawało się, że swoje kroki drużyna skieruje do Czerwonej Twierdzy, pytaniem pozostawało co zrobić z pozostałymi przy życiu krasnoludami i czy przyznawać się do winy za śmierć ich towarzyszy, a jeśli tak, to w jaki sposób? Na trakcie do głosu doszedł deszcz zasiekający mocno z boku, psujący do reszty humory ludziom i zwierzętom.

Drużyna zastanawia się jak rozwiązać trudną sprawę zabójstwa krasnoludów.
Haeri – Wyślijmy Simeona do krasnoludów.
Montcort obawiający się prawdomówności i braku umiejętności dyplomatycznych Simeona – Ja poza grą mówię nie róbcie tego! A w grze. Tak! Niech pójdzie Simeon on jest naukowy człowiek.

Dalej sprawa krasnoludzka.
Bjornei – Może wyślijmy krasnoludom kartkę i napiszmy na niej “To nie my zaczęliśmy”.
Simeon – Jeszcze jakieś genialne pomysły? Napiszmy “wyjechaliśmy do Mrzysnu”.

Przed wejściem do Twierdzy zwiad przeprowadzili Keffar i Montcort, odnajdując w pobliżu drogi do twierdzy ślady kilku ludzi zmierzających ku budowli. Musiało zdarzyć się to kilka dni wcześniej, a bohaterowie mieli sporo szczęścia, bo za kilka godzin deszcz usunął by resztki jakichkolwiek dowodów w tej sprawie. Na wpół uszkodzone wrota do twierdzy udało się otworzyć i wkrótce cała drużyna znalazła się na brukowanym kamieniem dziedzińcu Czerwonej Twierdzy.

Wnętrze twierdzy było w lepszym stanie niż można się było spodziewać. Co prawda część drewnianych konstrukcji zapadła się lub mocno osłabiła, a kawałki kamiennych budynków były najnormalniej w świecie rozebrane i rozkradzione, podobnie jak fragmenty bruku dziedzińca, to jednak łatwo można było rozpoznać co służyło do czego za czasów świetności tego miejsca.

Szybki rekonesans pozwolił stwierdzić, że drużyna nie jest jedynym gościem w tym miejscu. Kiedy w bramie muru kurtynowego, rozdzielającego główny dziedziniec od wewnętrznego pojawiły się dzikie psy, z mordami i łapami umorusanymi krwią, zawiało grozą. Zwierzęta jednak nie rzuciły się do ataku a z ciekawością przyglądały się przybyszom. Ten moment niepewności wykorzystał Montcort, który postanowił udobruchać zwierzęta częścią swoich zapasów. Krok po kroku, spokojnie nawiązywał coraz lepszy kontakt z kilkoma z psów pozwalając Keffarowi zbadać dziedziniec wewnętrzny, gdzie na ciałach dwóch mężczyzn posilała się reszta stada.

Dzikie psy okazały się nie do końca takie dzikie. Montcort nawet nawiązał niezły kontakt z jednym z nich i nakarmił go.
Keffar – Próbujemy to towarzystwo oswajać?
Haeri – Teraz będzie głupio je zabić.

Montcort zastanawia się czy nakarmić pozostałe psy mięsem i próbować je również oswoić.
Keffar – Tam jest pięć psów! Chcesz im dać 50dkg mięsa? To będzie jak pół litra na pięciu!

Keffar naliczył 7 psów, w tym największego z nich o wyglądzie wilka, który warczeniem jasno określił granice w jakich może poruszać się człowiek. Nie zamierzając konfrontować się ze sforą drużyna wycofała się na pierwszy dziedziniec i pozostawiwszy Montcorta przy psach, aby miał na nie oko, przystąpiła do metodycznego przeszukiwania zabudowań gospodarczych. Nie pozostało wiele przedmiotów, które warto by stąd zabrać. Wszystko co cenne zabrano podczas opuszczania tego miejsca, albo rozkradziono później.

Kiedy Simeon wszedł do stajni, która kiedyś przeznaczona musiała być dla zamkowych koni, usłyszał niepokojący dźwięk. Ktoś zawzięcie używał w tym miejscu łopaty. Alchemik szybko wycofał się i powiadomił o odkryciu resztę. Korzystając ze swoich talentów łowczego Keffar przemknął pomiędzy zniszczonymi boksami dla zwierząt i odkrył, że ktoś kopie w wyłomie z tyłu murów, w którym pochowali dzień wcześniej zabite krasnoludy, wraz ze znalezionymi w dole mężczyznami. Wyłom prowadził wprost do stajni.

O dole w którym ktoś obecnie kopie, a gdzie wczesniej drużyna pochowała dwóch zabitych krasnoludów.
Keffar – Skoro krasnolud wykopał tych dwóch i ich zabrał, to może zakopiemy tych dwóch z zamku?
Bjornei – Wypełnijmy ten dół wszystkimi, którzy są na tej wyspie!

Keffar bezszelestnie wymknął się na zewnątrz i szybko podzielił się zdobytymi informacjami z resztą, następnie kazał uzbroić się Bjorneiowi i Haeriemu w broń strzelecką i razem ruszyli zaskoczyć kopacza na dnie dołu, nie dając mu szans na obronę. Kiedy z napiętą bronią stanęli nad osuwiskiem, zobaczyli przejmującą scenę. Na mokrej i lepiącej się ziemi klęczał najstarszy z krasnoludów, Zaghal Borinson a na jego kolanach leżały zwłoki martwego Thorina Zivarsona. Stary krasnolud ukrył swoją twarz w dłoni.

Kiedy Zaghal usłyszał ostrojskie słowa, którymi Haeri zwrócił się do Keffara proponując co uczynić dalej, zerwał się z ziemi, a w jego dłoni pojawiła się łopata, której używał kilka chwil wcześniej kopiąc w tym miejscu. Zaghal patrzył spod krzaczastych brwi ze wściekłością na awanturników. Keffar nie zamierzał kryć niczego i na pierwsze pytanie krasnoluda przyznał się, że to z winy jego i jego towarzyszy Thorin leży martwy, choć zaznaczył, że zostali postawieni w sytuacji bez wyjścia przez samego Thorina.

Zaghal wyznał, że Thorin był mu jak syn i jego obowiązkiem jest teraz zabranie ciała bliskiej mu osoby i dostarczenie do miejsca jego urodzenia, aby mógł lec pomiędzy swoimi przodkami. Później jednak Zaghal będzie miał już tylko jedną rzecz do zrobienia w życiu, a będzie nią odnalezienie Keffara i jego towarzyszy i upewnienie się, że zabójcy jego “syna” nie chodzą już po tym świecie żywi. Na Haerim i Keffarze groźba nie zrobiła wielkiego wrażenia, bardziej przejęci wydawali się pozostali członkowie drużyny kiedy dowiedzieli się o tym co wydarzyło się w stajni. Awanturnicy pozwolili bez przeszkód zabrać ciała dwójki krasnoludów i obserwowali z jednaj z wież, jak Zaghal oddala się powoli pośród wzgórz ciągnąc za sobą osiołka ze smutnym ładunkiem.

Bjornei wysłuchał groźby Zaghala i zadumał się nad sytuacją drużyny.
Bjornei – Wiecie co jest najgorsze z krasnoludami? Trzeba paru zabić, aby poznać ich zwyczaje.

Czas było sprawdzić kasztel. Dotychczasowa przeszkoda w postaci sfory psów posilających się trupami zniknęła. Część z nich udała się do stajni, dwa kręciły się ciągle przy Montcortcie, wyraźnie zadowolone z jego towarzystwa, zniknął gdzieś też przewodnik stada. Za to u schodów kasztelu leżał jeden z psów, wyraźnie nie mogąc się ruszyć. Montcort ostrożnie zbliżył się do niego i odkrył, że zwierzak ma paskudną i gnijącą już ranę po starciu z jakimś dzikim zwierzem. Zdając sobie sprawę z umiejętności leczenia szamana, poprosił go o pomoc. Bjornei jednym rzutem oka ocenił, że pies ma bardzo małe szanse na przeżycie.

Jeden ze znalezionych psów cierpi i najwyraźniej umiera od ran odniesionych dawno w walce z odyńcem. Montcort próbuje go ratować.
Montcort – Mam opiekę nad zwierzętami więc… próbuję go… no wiesz… oprawić!

Uleczony przez szamana pies postanowił wyrazić swoją sympatię.
MG – Pies polizał Bjorneia po twarzy… (i z przymrużeniem oka dodaje) sprzedając mu ciężką chorobę zakaźną.

MG o Bjorneiu, który chodzi okutany w futro niedzwiedzia – Chyba nigdy nie widzieliście więcej ciała Bjorneja niż jego twarz i ręce…
Bjornei: Bo on nie ma więcej!

Zasmucony Montcort nie był w stanie dobić zwierzaka, więc Keffar zaproponował, że go w tej przykrej czynności wyręczy. Nim jednak wprowadził swój plan w życie, Bjornei postanowił wykorzystać pewną szansę i uklękł ponownie przy zwierzęciu. Wkrótce dookoła rozszedł się zapach palonych ziół i cichutki ni to pomruk ni to śpiew szamana. Dotykając dłońmi ciała psa umysłem błądził po świecie duchów. Odkrył, ze pies jest pogodzony ze swoją dolą, jak potrafi być tylko zwierzę rozumiejące naturę życia. Zdecydował jednak i wkrótce wypowiadając słowa mocy zobaczył jak pod jego dłońmi rana zasklepia się i zabliźnia, a brzydko gnijące kawałki skóry odpadają. Również pies poczuł powracające siły bo podniósł się z ziemi i z wdzięczności polizał szamana po twarzy. Już trzy psy poczęły podążać za drużyną.

Przetrząśnięcie kasztelu z początku nie przyniosło większego rezultatu. Kuchnie, sale audiencyjne, a nawet komnaty państwa zostały gruntownie ograbione. W pozostałościach łoża w jednej z komnat wylegiwał się największy z psów ponownie nie pozwalając się do siebie nikomu zbliżyć. Nagle pozorny spokój zburzyły stłumione odgłosy uderzania w jedną ze ścian. Simeon uważnie zaczął przyglądać się i obmacywać kamienie, aż w końcu znalazł jeden z nich wystający nieco ponad inne i bez wahania wcisnął go. W ścianie otworzyło się niewidoczne dotąd przejście.

Przez chwilę wszyscy zastygli w oczekiwaniu. W końcu drzwi drgnęły a spoza nich wyszedł wymizerowany mężczyzna z kordem w ręku. Blady, z podkrążonymi oczyma, łapczywie przyssał się do manierki z wodą podanej przez Keffara. Rzucając strachliwe spojrzenia na boki, łamiącym się i przepełnionym niepokojem głosem opowiedział co stało się w kasztelu nieco ponad dwa dni wcześniej. Wynajęci przez Athora, syna Arendy bandyci zaczaili się w zamku w oczekiwaniu na krasnoludy, które mieli z zasadzki zaatakować i obrabować. Jednak którejś nocy, podczas kiedy opowiadający spał, nagle w zamku wybuchła walka.

Za ściany Wychodzi mężczyzna z kordem w ręku.
Simeon – Keffar, kolega do Ciebie!
MG (nie zważając) – … blady ten człowiek, zmizerowany…
Montcort – Zombie czy student po sesji?

Napastnikom przewodził wysoki mężczyzna w czarnej zbroi, z naramiennikiem najeżonym kolcami. Pociski i ciosy odbijały się od niego, nie czyniąc mu żadnej krzywdy. To on sam potężnym cięciem rozpłatał Athora, ale zanim zwrócił się przeciw znalezionemu mężczyźnie, ten w panice uciekł na górę i zamknął się w odnalezionym dzień wcześniej korytarzu, z którego uwolnili go awanturnicy. Keffar pomimo zbadania ukrytego za ścianą korytarza nic nie znalazł. Drużyna podejrzewa, że była to droga łącząca obie główne sypialnie.

Odnaleziony w ścianie człowiek mówi o Athorze. Drużyna drgnęła zaskoczona usłyszawszy imię jednego ze swoich wrogów.
Odnaleziony – Znacie go?
Montcort za szybko za to z pełnym przekonaniem – Ani trochę!

Keffar szuka przejścia tajemnego, ale okazuje się, że nie udaje mu się tak dobrze jak wcześniej alchemikowi.
MG – ty nie masz tyle szczęścia co Simeon.
Simeon – Scientific Method.
Keffar – Ci kurwa zaraz dam Scientific Method…
Simeon prychając – Typowa reakcja ostrojska…

Kiedy mężczyzna zmęczony opadł na ziemię, drużyna postanowiła sprawdzić ostatnią komnatę, jedyną posiadającą drzwi, inkrustowane różnymi rodzajami drewna. Niegdyś znajdowała się tutaj pyszna biblioteka, po wielkim biurku zostały jednak już tylko ślady nóg na posadzce, a półki zostały rozebrane i wyniesione. Dookoła walały się po podłodze księgi, zwoje i drobne przedmioty. Simeon za pomocą zaklęcia szybko odkrył pomiędzy przedmiotami magiczny zwój i butelkę magicznego eliksiru, po czym zabrał się za studiowanie ksiąg.

Rozmowa o skarbach magicznych.
Keffar – Dlaczego tylko miecze są inteligentne?
Bjornej – A chcuałbyś mieć inteligentnego młotka?
MG – No własnie, po co Ci inteligentna włócznia?
Simeon – Inteligentna dzida!
Bjonrei – Ty tępa dzido!


Jeśli chcecie przeskoczyć nieco do przodu i dać np. Simeonowi czas na studiowanie ksiąg, proszę o deklaracje co w tym czasie robicie. Na pewno przyda wam się krótki odpoczynek.

Zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym ostatnio podaję:

Otwarte wątki:

  • Czerwona twierdza została zbadana w dużej części. Pozostała największa wieża i schody do piwnicy w kasztelu. Wiadomo już kim byli martwi ludzie znalezieni w kasztelu. Czy ktoś będzie ich szukał odkrywając ich nieobecność?
  • Kwiat Awicenny nadal poszukiwany. Czy przodek Helmunda to słynny alchemik? Gdzie udać się po dalszą wiedzę? Do Waldy i Kuataran w Mrzyśnie, a może znaleźć dawny dom garncarza?
  • Drogi z Arendą Białą nie rozeszły się w pokojowy sposób. Czy zagraża ona drużynie? Czy nie spodoba się jej, że awanturnicy wciąż są na wyspie? Jak zareaguje kiedy dowie się od krasnoludów, że zabili oni dwóch ich towarzyszy, a jej syn nie wrócił nadal z wyprawy do Czerwonej twierdzy?
  • Jak szybko krasnoludy mogą wrócić ze swoją zemstą przeciwko drużynie?
  • W porcie Mrzysnu leży zatopiony statek z dużą ilością pieniędzy na pokładzie, a także z niemało wartymi towarami.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.