Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.33 - Przyjaźń umiera pierwsza

Udział wzięli: Bjornei, Hæri, Keffar, Montcort , Simeon


Thorin resztką sił panował nad swoim gniewem. Targany wewnętrznymi emocjami wykrzyczał swoją złość w stronę Bjorneia i Keffara nazywając moce tego pierwszego plugastwem. Bezsilny obiema dłońmi starł symbolicznie z twarzy zło jakim został obdarzony przez magię szamana i odrzucił ją za siebie. W ostrych słowach poinformował drużynę, że tutaj ich drogi się rozchodzą, po czym podniósł z ziemi swojego towarzysza, Durara i ruszył w dół wzgórz ku obozowisku. W ślad za nim ruszył Keffar pamiętając, że został tam również Simeon.

Alchemik zaskoczony nagłym powrotem tylko części towarzystwa i napięciem pomiędzy niedawnymi towarzyszami próbował zorientować się w nowej sytuacji. Tę wytłumaczył mu jednak dopiero Keffar, kiedy z mułem Montcarta wracali pod zamek, gdzie została reszta drużyny. Tu ciekawość alchemika wywołały truchła ścierwników, zwłaszcza zaś paraliżujące moce ich śluzu, jakim pokryte były macki stworzeń. Przy pomocy swoich towarzyszy Simeon zabrał się do ekstrakcji płynu.

Bjornei radzi drużynie raz za razem, sensownie i wyważenie.
Montcort – Mądrość płynie od Bjorneia…
Bjornei – To oczywiste. Jestem szamanem!

W tym czasie wyraźnie nudzący się tą czynnością Haeri najpierw zainteresował się porzuconym młotem Durara, a później wyrwą w murze, z której wyszły stworzenia. W momencie kiedy lustrował zawartość osuwiska, do obozu przybył kolejny z krasnoludów, najstarszy z nich, Zaghal. Zebrał porzucony ekwipunek swojego towarzysza i niemal bez słowa odszedł, omijając szerokim łukiem Bjorneia i obrzucając go niechętnym spojrzeniem.

Tymczasem do Haeriego dołącza Keffar i razem zaczynają badać osuwisko, w którym zaległy się Ścierwniki. W blisko trzymetrowym dole leżą trzy ciała ludzkie, częściowo świerze, częściowo w daleko posuniętym rozkładzie, a niedaleko nich wije się kilka młodych ścierwników, nie dłuższych niż przedramię dorosłego mężczyzny. Przy pomocy włóczni, z bezpiecznej odległości ostrojczycy oczyszczają gniazdo i przechodzą do badania ludzkich ciał.

Mężczyźni z całą pewnością byli ludźmi nawykłymi do używania oręża, bo oprócz broni ręcznej na ziemi walały się dość przeciętnej jakości kusze. Ciałą obleczone są w zbroje, ale wyraźnie widać na nich rany zadane potężnymi ciosami jakiejś broni rąbanej. Wydaje się, że dopiero po ich śmierci z innych powodów dobrały się do nich ścierwniki.

Keffar z Haerim postanowili pochować znalezione zwłoki, obsuwając dodatkowo skarpę w dole, do którego zeszli. Wokoło skupili się już wszyscy pozostali awanturnicy obserwując pracę Ostrojczyków, aż do chwili kiedy jedyny czujny, Montcort zwrócił uwagę towarzyszy na powracające krasnoludy.

Montcort stojący na warcie zauważył zbliżające się krasnoludy.
Montcort – Słuchajcie! Krótkie wracają!

Do zamku pewnym krokiem zmierzali Thorin i Imlin. Oboje już w pełnych zbrojach, z krasnoludzkimi toporami w dłoniach i spojrzeniami nie wróżącymi niczego dobrego. Keffar i Haeri szybko wygrzebali się z dołu i sięgnęli po swoją broń. Montcort wiedziony instynktem sięgnął po największego ze swoich ptaków, Harpię więlką o imieniu Terror. Tymczasem krasnoludy zatrzymały się kilkanaście metrów od drużyny i przemówił Thorin, a ton jego głosu był twardy niczym kamień.

Na początku w konfrontacji z wkurzonym krasnoludem!
Krasnolud: Jak mogłeś mnie dotknąć swoją magią?!
Biornej: zły duch Cię opętał…
Montcort: Oho! … to ja wymieniam ptaka.

W krótkich słowach krasnoludzki wojownik zażądał aby drużyna wycofała się, dała krasnoludom poszukać tego po co tu przyszli. Zacietrzewieni w sobie awanturnicy, nawet wyjątkowo obrażony postępowaniem niedawnych sojuszników Bjornei, postawili się i odmówili. Choć Simeon próbował przemówić do rozsądku obu stronom, sprawa okazała się niemożliwa i nie pozostało nic innego jak rozwiązać ją za pomocą siły.

MG: Czy wy liczycie ilu macie wrogów na tej wyspie?
Haeri: A ilu jest mieszkańców?

Krasnoludy rzuciły się do dzikiej szarży ku stojącym w pierwszej linii Keffarowi i Haeriemu, a alchemik rzucił się w bok znajdując schronienie w krzakach. Thorin potężnym uderzeniem tarczą zdzielił wypuszczonego Terrora odsyłając go z furkotem skrzydeł na ziemię i spadł na Keffara jak furia. Ostrojczyk jednak nie z jednego pieca jadł chleb, nastawił sprytnie włócznię do antyszarży i nadział na nią krasnoluda. Jakież było jego zdziwienie kiedy Thorin miast zatrzymać się naparł na włócznię i szaleńczo wymachując toporem zbliżył się do niego.

Jedynie szarpnięcie włócznią, na której nadziany jak motyl krasnolud miotał się w szaleńczych atakach pozwoliło uniknąć śmiertelnie niebezpiecznego ciosu topora. Keffar nie mógł jednak liczyć na więcej szczęścia, czym prędzej odepchnął krasnoluda wraz z uwięzioną w jego ciele włócznią i sięgnął po toporek wiszący przy pasie, ujął go jednak tak nieszczęśliwie, że ten niemal wypadł mu z ręki. Skupiony na ponownej próbie uchwycenia broni Keffar nie był w stanie przeszkodzić krasnoludowi pozbycia się włóczni przebijającej jego bok. Zbroję i nogawki spodni wojownika pokrywały karmazynowe cieki krwi wylewającej się z paskudnej rany.

Po przebiciu krasnoluda włócznią:
Montcort: Jak go przebiłeś blisko pęcherza to potrząśnij! Może się zesika! -2 do pewności siebie!

O dwóch krytycznych pudłach w walce Keffara z Torinem (po jednym po kazdej ze stron). Torin próbuje wyrwać włócznie, a Keffar złapać wypadający mu z rąk toporek.
Simeon: Bił ślepy kulawego…
Montcort: To nie tak! To jest dla nich obu runda serwisowa!

Moment, w którym przeciwnicy rozłączyli się od siebie wykorzystał Montcort posyłając w krasnoluda celnie strzałę ze swojego łuku, ten jednak niemal tego nie zauważył i w chwilę później obaj przeciwnicy sczepili się w furiackim tańcu tarcz i toporów. Montcort widział, że nie da rady wykorzystać już łuku więc rzucił się w stronę muła i uwolnił kolejnego ze swoich ptaków – Malitię.

Mniej szczęścia miał Haeri. Co prawda szarżujący Imlin oberwał strzałą od Bjorneia, ale nawet go to nie zwolniło i z biegu chlasnął Ostrojczyka toporem. Tylko faktowi, że cios częściowo został przyjęty na tarczę młodzieniec zawdzięczał ledwo draśnięcie, które mogło rozłupać mu klatkę piersiową niczym orzecha. Przeciwnicy z ogromną szybkością zaczęli parować i zadawać sobie nawzajem ciosy, jednak obaj nie mogli uzyskać żadnej przewagi, kiedy nagle za plecami Imlina pojawił się Bjornei, który upuściwszy bezużyteczny w takim tłoku łuk dobył ogromnego noża i z zaskoczenia wraził go krasnoludowi głęboko w trzewia.

Walka toczy się w najlepsze, a Simeon siedzi w krzakach i trzęsie nimi.
Keffar – Weź! Ty miałeś procę chyba! Użyj jej.
Simeon – Procę?! Ja mam 6 zręczności! Owinąłbym sobie tę procę wokół szyi i udusił się!

Imlin ryknął. Na ręce szamana popłynęła obficie krew z otwartej rany. Krasnolud zwrócił się bokiem do dwóch swoich przeciwników i zaczął atakować to jednego to drugiego. Haeri wykorzystał moment i jeden z jego licznych, błyskawicznych ciosów doszedł rannego wojownika, jednak nie zrobił mu wielkiej krzywdy, za to krasnolud celnym wypadem grzmotnął Ostrojczyka tak mocno, że ten mało nie upadł tam gdzie stał. Z paskudnej rany zadanej potężnym toporem popłynęła krew. Haeri zagryzł zęby i mimo ogarniającej go słabości rzucił się do desperackich ataków, Imlin jednak otoczył się szczelną barierą bloków odbijając i unikając ciosów dwójki bohaterów.

Sytuacja zaczęła wyglądać naprawdę niepokojąco, bo choć krasnolud sapał, rzęził i broczył krwią z rany, to jego topór potrafił wciąż być niezwykle niebezpieczny. Nagle jak grom z jasnego nieba na krasnoluda spadł Malitia! Wojownik wspaniały potężnym ciosem swoich szponów otworzył kolejną ranę na karku wroga, a samym impetem uderzenia obalił go na ziemię. Imlin umierał.

O mapce sytuacyjnej narysowanej naprędce do walki:
Bjornei: Te krasnoludy są takie okrągłe, bo to jest rzut z góry…
MG: A Keffar coś schudł ostatnio…
Montcort: To pewnie zapowiedź tych zmian w zasadach, które dotknęły Keffara (20% mniej PŻ według nowych zasad).

Keffar z Thorinem tańczyli wokół siebie wyprowadzając raz po raz potężne ciosy swoimi toporami. Krasnolud krzycząc i uśmiechając się złowieszczo napierał coraz bardziej na przeciwnika, zbierając jego ciosy w tarczę. W końcu doczekał się! Keffar po kolejnym wypadzie pośliznął się i odsłonił łapiąc równowagę co natychmiast wykorzystał krasnolud trafiając go, choć ledwo końcówką żelaźca. Ryknął z satysfakcją i ze zdwojoną siłą rzucił się do ataku.

Z przebitego włócznią boku Thorina płynęła nieprzerwanie krew, ten jednak opętany szałem walki zdawał się tego nie zauważać. Keffar z coraz większym trudem stawiał zasłony i unikał jego broni by wreszcie nadziać się na cios, który aż wyrwał mu dech z piersi. Teraz również Ostrojczyk krwawił na ziemię u stóp Czerwonej twierdzy. Nie wiadomo co by się stało gdyby w tym samym momencie w sukurs nie przyszli towarzysze Keffara. Po powaleniu Imlina rzucili się ze zdwojoną siłą do ataków przeciwko drugiemu krasnoludowi, choć Haeri wydawać się mogło robił to jedynie niesamowitym wysiłkiem woli.

Trzech przeciwników to już było za dużo dla rannego krasnoluda, choć bronił się ze wszelkich sił słabł w oczach, a jego obrona stawała się coraz wolniejsza i mniej dokładna. Kiedy na jego kark spadł Malitia i potężnym dziobem i szponami zaatakował odsłoniętą szyję nie mógł już nic poradzić. Dumny, krasnoludzki wojownik osunął się na ziemię oddając ducha.

Wojownik wspaniały Montcorta powalił ostatecznie obu przeciwników.
Montcort – Łapię Malitię i domalowuję mu dwa małe krasnoludki na kadłubie!

Nad pobojowiskie zapadła cisza. Jedynie głębokie, zmęczone oddechy i jęki bólu słychać było w chłodnym wiosennym powietrzu. Simeon opuściwszy co prędzej swoją kryjówkę ruszył opatrywać rannych towarzyszy, namawiając ich również do wypicia jednego z wcześniej przygotowanych napojów leczących. Bjornei sprawdził, że obaj krasnoludowie już nie żyją i nie zważając na to, że sam był tym, który przyłożył do tego ręki postanowił pochować ich zgodnie z obyczajem i ceremoniałem.

Minęła blisko godzina od walki. Ciała pochowano, wojownicy odzyskali energię, a mimo obaw Montcorta nigdzie nie było widać pozostałych krasnoludów. Pytanie co robić dalej wykorzystał Simeon i po raz pierwszy opowiedział o swoim niedawnym odkryciu. Jego zdaniem garncarzy był potomkiem w prostej linii Awicenny, alchemika którego śladami podążał Argadyjczyk. Choć wszyscy długo spierali się i odradzali, nie udało się wybić z głowy Simeonowi powrotu do Borowik i rozmowy z rzemieślnikiem.

Simeon stara się przekonać drużynę że ma nowy ślad w sprawie kwiatu Awicenny.
Keffar – Ale masz jakieś pewne informacje?
Simeon – Informacje mam………… być może.

Simeon za wszelką cenę chce pójść do wsi, gdzie może czekać go spore niebezpieczeństwo. Reszta nie bardzo chce się zgodzić. Wreszcie po długich pertraktacjach…
Bjornei – No dobrze! Ale do wioski wchodzi tylko dwoje z nas, a potem reszta ich odbija!

Przed wieczorem drużyna stanęła na popas niedaleko wsi, a Simeon sam ruszył odwiedzić garncarza. Korzystając z jakiegoś zamieszania wokół chaty Piersyma, tego u którego nocowali z krasnoludami jeszcze dzień wcześniej, wśliznął się do warsztatu zastając tam jednak jedynie Nardera, syna Helmunda. Narder do najbystrzejszych nie należał jednak pozwolił alchemikowi poczekać na powrót ojca. Garncarz zdziwiony pytaniami o swojego przodka nie potrafił wiele powiedzieć o swojej rodzinie. Napomknął jedynie, że starszy wsi Whaucey był uczniem jego dziadka, a i że więcej ksiąg po przodkach nie ma. Mapy, które niegdyś rysował jego dziad, musiały zostać w starym domu, przed przeprowadzką całej wioski w obecne miejsce.

Simeon postanowił jeszcze raz zaryzykować i spotkać się z Whauceyem. Od starszego, za drobną opłatą, dowiedział się, że jego mistrz rzemieślniczy, dziadek Helmunda, był opętany myślą o odnalezieniu swojego ojca, który zaginął gdzieś na wyspie Sennej. Dużo podróżował, zbierał historie, rysował mapy, zadawał się nawet z Kutoranami. W końcu sam zniknął i nigdy już nie wrócił. Simeon zamyślony nad wiedzą, którą poznał wpada wprost na najstarszego z krasnoludów, Zaghala Borinsona i nie ujawnia mu prawdy o pojedynku z Thorinem i Imlinem.

I jeszcze o teorii RPG ustami Bjorneiego:
Biornei: eRPeGie są głupie!
(trochę później)
Bjornei: Haeri! Jesteś bogiem eRPeGieee!


Tak zakończyła się ostatnia sesja. Czas na jakieś deklaracje, przemyślenia, rozmowy. Następna gra dopiero za dwa tygodnie, mamy więc trochę czasu. Tym razem Haeri przeżył, ale to nie był dobry precedens z mojej strony, więc nie przyzwyczajajcie się proszę ;).

Otwarte wątki:

  • Czerwona twierdza stoi otworem. Czy są tam mapy, które chciał znaleźć Sahibeen? A może przedmiot, którego szukają krasnoludy? Kim byli ludzie, których ciała znaleziono przy ścierwnikach i kto ich zabił?
  • Kwiat Awicenny nadal poszukiwany. Czy przodek Helmunda to słynny alchemik? Gdzie udać się po dalszą wiedzę? Do Waldy i Kuataran w Mrzyśnie, a może znaleźć dawny dom garncarza?
  • Drogi z Arendą Białą nie rozeszły się w pokojowy sposób. Czy zagraża ona drużynie? Czy nie spodoba się jej, że awanturnicy wciąż są na wyspie?
  • Prędzej czy później pozostałych dwoje krasnoludów zorientuje się co stało się z Thorinem i Imlinem. Czego można się spodziewać i jak wyprzedzić ich ruchy?
  • W porcie Mrzysnu leży zatopiony statek z dużą ilością pieniędzy na pokładzie, a także z niemało wartymi towarami.

Comments

Haeriemu sie nalezy za te jego statystyki (sumarycznie ma bonus -2 :P, gdzie przeciętny bonus powinien byc 0 :P). Nazijmy to ‘w czepku urodzony’ – taka jednorazowa umiejętność :P

Jeśli chodzi o kwiat Awicenny to mamy 3 mozliwe tropy:
1) Walda od Kuotoran
2) Stary dom grancarza na wzgórzach na pólnoc (trzeba go znaleźć)
3) Szukać osady, której szukal sam (rzekomy) Awicenna.
Żadna z tych opcji nie jest idealna. Opcja 1 wiąże sie z powrotem do Mrzysnu i Arendy. Opcja 2 oznacza bładzenie po dziczy. Opcję 3 powiązałbym z czerwoną twierdzą i rzekomymi mapami, które mogłyby sie tam znaleźć. Być może będą jakieś stare mapy Sennej.

Ja w sumie byłem przeciwny stawaniu na drodze krasnoludom, dlatego, że kwiat i Awicenna jest dla mnie wazniejsze niz jakieś tam skarby z twierdzy. Uważam, że wpuszczenie ich tam pierwszych było dobrym rozwiązaniem – wyczyściliby przynajniej część potworów, które mogą nas tam wydymać :P A my w tym czasie spokojnie dogadalibysmy sie z garncarzem i szefem wioski. No ale cóż. Gdyby ciotka miała wąsy…

 

Z deklaracji: po piersze chciałbym sie rozpytac w druzynie, czy ktoś nie ma jakiejś skóry albo koca w która moznaby księgę zawinąc – nie chciałbym aby rękopisowi Awicenny podczas podrózy cos sie stało. Na ile będzie czas to przeglądam księgę Awicenny w poszukiwaniu jakiś notatek na boku, na marginesie, jakis dopisków itp. Może cos się znajdzie ciekawego? Czegos czego nie widziałem w wersji przedrukowanej? Dodatkowo chciałbym rzucic okiem na tę drugą ksiązkę, moze są jakies wskazówki dotyczace domu albo podrózy dziadka? Moze cos co pozwoli nam zlokalizowac stary dom? Mapy jakieś? Szkice?

 

Deklarację zapamiętam. Niestety w chwili obecnej wygląda na to, że wszystko toczy się “minuta za minutą” więc na żadne poważniejsze studia szans nie ma. Wkrótce wrzucę książki w twój katalog z księgami. Pytanie czy udostępniać to również Aveloxowi, a skoro tak, to może po prostu zrobić widocznym dla wszystkich graczy i zakładać, że korzysta się y nich stosownie do wiedzy postaci?

 

Może byc dla wszystkich – moge spokojnie załozyć, że jak się czegos ciekawego dowiem, to dzielę się wieczorem przy ognisku z innymi.

 

Zgadzam się z kolegą Simeonem w sprawie krasnoludów. Powinienem był jako szaman zejść im z drogi. Niestety kiedy zwyzywali mnie pogardliwie, krew mi rozum zalała. Ech muszę odprawić jakąś pokutę….

 

Krasnoludy kurwica strzeliła i pierwsi zaczęli. Stare morskie przysłowie mówi, że jak nie chcesz mieć guzów to ich nie szukaj. Sami do nas przyleźli i nas obrażali, nikt im broni nie kazał podnosić, a że trafili na twardszych od siebie… Jednakowoż dzielnie stawali i byłbym za tym, żeby ich ziomków powiadomić gdzie pochowani. Zwłaszcza póki jeden jest jeszcze sparaliżowany :)

Co do dalszych losów wyprawy, wydaje mi się że szukanie chaty będzie bezpieczniejsze, za to twierdza będzie ciekawsza i pewnie niebezpieczniejsza. Ja optuję za twierdzą.

P.S. Mam dziwne podejrzenie że tych kolesi w dziurze pochlastali synalkowie Arendy, co by się nie dało dowiedzieć kto kradzież figurki zlecił i dla kogo.

 

A tak zupełnie z innej beczki, czy załatwienie Czerwonej Twierdzy odpowiednio podpuszczonymi krasnoludami, też będzie wysoko punktowanym rozwiązaniem problemu? :)

 

Tak, gdyby to był wasz plan, a krasnoludy same nie interesowały by się tym miejsce, za to namówione przez was poszły, można by to uznać za dobry plan wart kilku pdków.

 

Szczerze mówiąc to ja tez sie przychylam do Twierdzy – szczególnie, że moga tam być stare mapy wyspy, albo nawet jakieś mapy od dziadka/pradziadka garncarza! Skoro był taki sławny kilkadziesiat lat temu to może żył jeszcze za czasów świetności twierdzy? (jestesmy w stanie powiedzieć kiedy Twierdza upadła? Wydaje mi się, ze gdzieś ta wiadomośc się przewinęła, ale nie mogę sobie przypomnieć… ).

 

Po upadku Rocranon, twierdza została opuszczona.

 

No to sie zgadza, 15 lat wcześniej. W takim razie ja jestem za Twierdzą. Ktoś jest przeciw?

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.