Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.33 i pół - Epilog

Długi był to dzień i pełen wrażeń. Drużyna postanowiła na spokojnie zastanowić się nad tym co czynić dalej i rozbiła obóz nieco w oddali od wsi Borowik. Posilono się nad rozpalonym, niewielkim ogniskiem obozowym, rozstawiono warty i położono się spać. Noc upłynęła właściwie bez żadnych ważnych wydarzeń, choć to co zdarzyło się podczas warty Simeona i Bjornei, warto odnotować.

Simeon ochoczo przystąpił do zajmowania się ogniskiem. Dokładał do niego drew, dmuchał tu i ówdzie, obchodził wkoło przypatrując się swojemu dziełu. W którymś jednak momencie przestał podsycać płomienie i pozwolił nieco im wygasnąć pozostawiając jednak dużą ilość gorącego żaru. Zadowolony usiadł w pobliżu ognia i mamrotając coś pod nosem zaczął wpatrywać się w niego intensywnie. W końcu przymknął oczy i wydawało się, że zesnął. Kiedy jednak Bjornei dźwignął się ze swojego miejsca z zamiarem dorzucenia do ognia, alchemik otworzył oczy i łagodnie, z uśmiechem na twarzy poprosił aby tego nie robić.

Szaman zdziwiony wrócił na swoje miejsce i z niepokojem zaczął przypatrywać się druhowi. W końcu nie wytrzymał i zapytał czy wszystko jest w porządku, ale w odpowiedzi otrzymał tylko kolejny zagadkowy uśmiech. Zaniepokojony Bjornei dopiero teraz zauważył, że tuż obok nóg Simeona stoi wypełniony po brzegi woda kociołek. Nie zdążył jednak o nic zapytać kiedy alchemik zaczął wykonywać nieśpieszne gesty dłonią, a po chwili dołączył do nich słowa inkantacji przepełnionej mocą.

Bjornei zaniepokojony rzucił wzrokiem po śpiących towarzyszach, po czym wrócił do obserwacji swojego kompana. W jego wnętrzu walczyły ze sobą niepewność z przywiązaniem do naukowca z Argadów. W końcu postanowił poczekać do końca, co też się stanie? Gesty zamarły równo ze słowami, a Simeon z otwartymi oczyma wpatrywał się w żar ogniska. Nic się nie działo. Na twarzy alchemika pojawił się smutek przemieszany ze zniechęceniem. Już miał coś powiedzieć kiedy nagle żaru wyprysły jedna po drugiej iskry ognia.

Bjornei szybko zobaczył, ze to nie zwykłe iskry. Nie dość że większe niż zwyczajowe, to wcale nie miały ochoty gasnąć w nocnym powietrzu a jarzyły się pulsując i zawisły przed postacią alchemika. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, liczył w myślach szaman. Wziął głęboki wdech, po nim kolejno trzy lekkie dotknął swojego brzucha i poczuł jak powoli “zapada się w sobie” przenosząc swoją jaźń do świata duchów. Tylko odrobinkę, aby wzmocnić swoje rozumienie, nie zaś by całkiem odpłynąć z płaszczyzny materialnej.

Wzrok szamana nabrał głębi, wzmocniony drugim widzeniem. Nad ogniskiem unosiły się trzy duże, niemal dwucentymetrowe, ogniste muchy, a w palenisku zamykała się właśnie brama-przejście do innego świata, przez którą stworzenia właśnie przeszły. Na twarzy alchemika zagościł wyraz radości i satysfakcji, którego znaczenia Bjornei nie do końca potrafił rozszyfrować. Miał nadzieję, że jego towarzysz był po prostu zadowolony z udanego rzucenia zaklęcia.

Simeon skupił całą swoją wolę na przywołanych stworzeniach i już po chwili z radością patrzył jak wykonują jego niewypowiedziane na głos polecenia. Rozdzielił grupę na dwie części i jednej kazał latać wkoło ogniska a drugą wysłał w kierunku suchych szczap drewna przygotowanego wieczorem do rozpałki obozowego ogniska a następnie rozkazał w myślach aby rzuciły się do ataku przeciw nim. Muchy zaczęły bombardować drewienka bez opamiętania pozostawiając po każdym uderzeniu osmalony ślad, a potem jedna po drugiej zaczęły padać po uderzeniach i niemal natychmiast znikać, w krótkim rozbłysku światła.

Bjornei patrzył z zapartym tchem na przedstawienie, Simeon skupił zaś swoją uwagę na trzech pozostałych muchach krążących dookoła ogniska. Żaden z nich nie odezwał się ani słowem. Aż nagle! Muchy zniknęły nagle i bez ostrzeżenia. Cały ten spektakl nie trwał dłużej niż minutę.

Simeon spojrzał ponownie na towarzysza, uśmiechnął się i powiedział: – No! Tym razem się udało.

Comments

Nieświadom wydarzeń przy ognisku Hæri zaczał się szamotać przez sen. Nagle, gdy Simeon skończył swój rytuał, wydarł się: „Nieee”, chrapnął i przewrócił się na drugi bok.
Do świtu nic już nie mąciło jego spokojnego snu. /unless the GM contradicts/

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.