Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.32 - Rozpad i zepsucie

Udział wzięli: Bjornei, Hæri, Keffar, Simeon

Montcort – Młodzieniec, który wraz z dojrzewaniem odkrył, że jego poglądy na świat różnią się od poglądów tych co go wychowywali. W rodowej, argadyjskiej zbroi, z trzema drapieżnymi ptakami i mułem, ten uzdolniony sokolnik szuka swego miejsca w świecie.


Pozostanie w lesie wydawało się niepotrzebną brawurą. Uwolnieni marynarze postanowili wrócić do Mrzysnu, uzbrojeni w zdobyczną na łowcach broń poczuli się pewniej. Pozostali, byli niewolnicy woleli podróżować z bohaterami w stronę wsi Borowik. Obie grupy ruszyły razem na północ, ku traktowi i dopiero tam planowały się rozłączyć. Zanim jednak do tego doszło, w lesie awanturnicy niespodziewanie wpadli na młodzieńca o imieniu Montcort.

Najpierw jednak z krzaków wypadł spanikowany śmiertelnie szarak, wprost na idącego w awangardzie Keffara. Ten wykazując się niezwykłym refleksem zdzielił go tarczą ogłuszając zwierzaka. W tym samym jednak momencie wprost na zaskoczonego łowcę, lotem koszącym uderzył drapieżny ptak. Nie żaden inny, jak budzący strach i podziw przedstawiciel jastrzębiowatych, zwany wojownikiem wspaniałym. Ptak po wyjściu wyciągnięciu z gracją wyhamował i usiadł na gałęzi jednego z drzew przyglądając się ciekawie leżącemu ostrojczykowi, który dał nura aby umknąć przed drapieżnikiem.

W chwilkę potem przedzierając się przez krzaki, na polanę wszedł niewysoki młodzieniec, w pięknej utwardzanej zbroi skórzanej, z wzmacnianym lewym ramieniem i rękawem, ciągnąć za sobą muła, na którego grzbiecie, na ramie siedziały kolejne dwa ptaki. Niewielki krogulec i wspaniały orzeł – harpia wielka.Młodzieniec uśmiechał się niepewnie podając Keffarowi dłoń aby pomóc wstać mu z ziemi. Widać było, że porusza się z niespotykaną lekkością i gracją.

Montcort, nowa postać w drużynie jest sokolnikiem. Potrafi tak sterować swoimi ptakami, że traktuje się je jako broń dystansową.
Montcort – Traktujcie mnie jakbym atakował bronią dystansową.
Bjornei – Ja to bardziej patrzę na to, jakby jednak balistyczną.

Montcort opuścił dom rodzinny po śmierci ojca, szukając swojego miejsca na ziemi. Sposób w jaki został wychowany coraz bardziej kłócił się z przekonaniami jakie wykształcały się w jego dojrzewającym umyśle i kiedy brakło najbliższych, nic nie trzymało go już w rodzinnych stronach. Ostrzeżony o groźbie spotkania uzbrojonych mężczyzn, Montcort dołączył do drużyny i ruszył z nią w stronę traktu, a następnie po pożegnaniu marynarzy do Borowik. Wkrótce okazało się, że nowy towarzysz jest naprawdę uzdolnionym ornitologiem, kiedy z dużej odległości zauważył krążącą nad lasem Arkunę, na wpół mitycznego ptaka, który potrafił kreować pomniejsze iluzje na potrzeby polowania.

Montcort: Keffar, tak poza grą to ja Ci mówię, że moja sylwetka jest taką idealna kopią Twojej postury, tak, że idealnie chowam się za Tobą. Po prostu mam 4KP za Ciebie.

Podróż do Borowik przebiegła już bez żadnych sensacji i wkrótce drużyna wkraczała pomiędzy zabudowania tej rolniczej osady otoczonej polami i sadami, oraz resztkami palisady. Przywitani przez starszego wioski Whauceya poinformowali o łowcach niewolników i oddali w opiekę miejscowych trójkę niedawnych jeńców, sami zaś znaleźli miejsce, w którym zatrzymali się krasnoludowie. Wieczorem przy wspólnym ognisku zebrało się wielu miejscowych wysłuchać wieści jakie przynieśli przybysze, w tym samym zaś czasie kobiety przygotowywały ciało Sahibeena do pochówku.

Mieszkańcy wsi Borowik żywo zainteresowani są wydarzeniami ze spotkania z łowcami niewolników. Drużyna zastanawia się jak dużo może powiedzieć i czy coś należało by przemilczeć?
Haeri zawstydzony – Ja proponuję trochę ominąć moją nieumiejętność trafienia przeciwnika w czasie walki..

Przyjdzie załatwiać sprawy z wieśniakami.
Keffar – Kto tu jest najbardziej elokwentny?
Bjornei – Ja, ale nie będę się odzywał.
Keffar – No przestań! Mów!
Bjornei – Religia mi zabrania.

Kiedy noc zmorzyła snem osadę, do Borowik wrócił Thorin i Imlin, dwa krasnoludy nieobecne od popołudnia, które wypatrywały śladów ściganych przez nich złodziei w Czerwonej Twierdzy. O świcie Thorin opowiedział nieco więcej o dotychczasowych postępach śledztwa, które, co tu dużo mówić, były żadne. Postanowiono, że wczesnym popołudniem krasnoludy wzmocnione o awanturników ruszą zbadać teren dokładniej i nie tylko przypatrując mu się z pewnej odległości, ale również penetrując wnętrze ruin.

Montcort poddaje się nieco ze strachu umężaniu przez ostrojczyków. Haeri z uśmiechem ale twardo podaje mu alkohol. Montcort patrzy na niego z lekkim niepokojem.
Montcort – Takie połączenie Ogara z Górą.
Keffar – Miły człowiek, ale jak nie będziesz pił to ci jebnie.

Keffar poszukuje kobiet.
MG – Simeonie widzisz Keffara, który szuka jakichś kobiet.
Simeon – A po czym to widać?
Montcort – Nie wiadomo czy to ten błysk w oczach, czy natchnienie na twarzy, a może po prostu po interesie wyciągniętym ze spodni?

Ciałem Sahibeena zajmuje się gospodyni i jej dwie córki. Keffar namawia Haeriego, żeby zainteresować się młódkami.
Haeri – Wydaje mi się to jakieś niemoralne, że najpierw one zajmują się ciałem, a później my zajmiemy się ich ciałami.

Bjornei (o Sahibeenie): Taki był mocny że wbijał palcem młotek w gwóźdź!

Z samego rana Simeon postanowił poszukać garncarza i spróbować zakupić u niego jakieś pojemniczki na swoje magiczne wywary. Ze zdziwieniem odkrył uzdolnionego rzemieślnika o imieniu Helmund, który pochwalić mógł się wiedzą praktyczną znacznie przekraczającą typową dla mieszkańców oddalonych od cywilizacji wsi. Jak okazało się Helmund miał bardzo zdolnego ojca, dziadka a zwłaszcza pradziadka, jednak to co potrafił on sam było już tylko cieniem wiedzy jego poprzedników. Simeon odkrył w warsztacie stare notatniki zapisane równym, choć nieco zbladłym pismem i wyprosił właściciela o możliwość ich otrzymania.

Wieśniacy podłapali szybko, że na usługach dla drużyny można solidnie zarobić i żyłują ich z kasy na czym popadnie.
Simeon – To jakaś żydowska wioska jest!
Keffar – Nie bądź antysemitą… Szkocka.

Wreszcie przyszedł czas wyruszyć w drogę. Ledwo po kilku kilometrach przed oczami awanturników ukazała się scena jak z opowieści. Zagubiony pośród wzgórz zamek straszył opustoszałymi oknami, a kolor jego niczym nie tłumaczył nazwy “Czerwona twierdza”. Ukryci bezpiecznie w oddalonym od zamku zagajniku, mogli obserwować będące w niezłym stanie mury obronne, zrujnowane wrota i zwalistą sylwetkę baszty obronnej. Po krótkiej naradzie łowcy wyruszyli na mały zwiad, obchodząc budowlę w bezpiecznej odległości, wypatrując niebezpieczeństw.

Ze wzgórz zamek nie wyglądał już tak solidnie. Co i rusz widać było destrukcyjny wpływ czasu na zabudowania, jak również niewątpliwie skutki grabieżczej polityki okolicznych chłopów, którzy w kamieniu zamkowym musieli widzieć porządny materiał budowlany. Otoczenie zamku dało jednak ciekawe odkrycie w postaci wyłomu w tylnym murze, który znikał w osuwisku u jego podstawy. Po powrocie do grupy i krótkiej naradzie, to właśnie tę drogę, jako mniej oczywistą, wybrali awanturnicy aby dostać się do środka.

W zagajniku wraz z mułem i dwoma ptakami pozostał Simeon i jeden z krasnoludów. Reszta grupy ubezpieczając się i rozglądając na boki zmierzała ku wyłomowi. Wtem jakiś ruch w osuwisku zarejestrował Montcort i czym prędzej powiadomił o nim resztę. Wpatrzeni z wyczekiwaniem we wskazane miejsce, awanturnicy rzeczywiście zauważyli że coś tam bezsprzecznie się rusza i to coś pokryte jest żółtawym pancerzykiem. Aby rozwiać niepewność, Keffar sięgnął po z dawna nie stosowany środek rozpoznawczy, rzucając w stronę stworzeń kamieniem.

Reakcja była nadspodziewanie żywiołowa. Z dołu wypełzły na swoich króciutkich nóżkach larwopodobne stworzenia. Ich podzielone na segmenty ciała pokrywał pancerz, a w miejscu pyska wyrastało po osiem ruchliwych, przeszło półmetrowych macek. Trzy! Nie! Cztery stworzenia niespodziewanie szybko zaczęły zbliżać się do bohaterów. Łowcy poznali szybko owiane złą sławą ścierwniki pełzające, żywiące się padliną stworzenia potrafiły być groźne również dla żywych stworzeń.

W stronę istot poleciały strzały, a Montcort gwizdem wezwał Malitię, wojownika wspaniałego, z którym wcześniej spotkał się w lesie Keffar i wskazał wrogów. Ptak niczym piorun spadł na ścierwniki, raniąc je równie zapamiętale co reszta drużyny. W tym czasie doszło do starcia, stojący na pierwszej linii Haeri i Keffar przyjęli pierwsze uderzenie stworzeń. Keffar sprawnie utrzymując włócznią jedno ze stworzeń na dystans poważnie je ranił, nieco gorzej poszło Haeriemu, który co prawda dosięgnął wroga, ale ten niebezpiecznie zbliżył się do niego i tylko tarcza pozwoliła się obronić Ostrojczykowi przed szaleńczo uderzającymi mackami. Z tyłu szła już odsiecz krasnoludów.

Simeon (z offu, po szczególnie udanych atakach Keffara i Haeriego): Ale walczycie! Normalnie jak nie wy!

Choć wszyscy dwoili się o troili stworzenia sukcesywnie nacierając odpychały coraz bardziej w tył pierwszą linię obrony. Dystans włóczni Keffara został złamany, Haeri był w coraz większych opałach, niebezpieczeństwo zaczęło też zagrażać stojącym w drugiej linii Bjorneiowi i Montcortowi. Jednak to na krasnoludach skupiła się największa wściekłość stworzeń. Wymachujący młotem bojowym Durar smagnięty kilkoma mackami potwora nagle zachwiał się, zatoczył po czym upadł bez możliwości ruchu, przykryty ciałem Ścierwnika. W momencie kiedy Keffarowi udało się pokonać pierwszego z przeciwników, a Malitia dobił kolejnego, naszpikowanego wcześniej strzałami, podstępnie zaatakowany z tyłu upadł Thorin, porażony paraliżującymi właściwościami wydzielin potworów. Również Haeri nie miał się najlepiej kiedy smagnięty przez ścierwnika w odsłoniętą skórę poczuł, jak tężeją mu mięśnie i jak ciężko mu się poruszać.

Gdyby nie celne strzały Montcorta i furiaszczy atak Keffara, wkrótce mogło by się okazać, że awanturnicy ponieśli sromotną porażkę, ale rzutem na taśmę udało się odwrócić losy spotkania i wkrótce martwe leżały na ziemi wszystkie cztery ścierwniki. Haeri i Keffar oszołomieni po walce potrzebowali chwili odpoczynku, w tym czasie Bjornei sprawdził co z krasnoludami. Na szczęście okazało się, że są tylko sparaliżowani. Bjornei wyszeptał pod nosem kilka słów, poczuł jak napełnia go duchowa energia po czym przyłożył dłonie do piersi Thorina. Efekt był tyleż natychmiastowy co niespodziewany. Thorin zerwał się na nogi, dotknął swojego ciała sprawdzając czy jest całe, po czym zwrócił wściekły wzrok na szamana i wycharczał – Jak mogłeś mi to zrobić?!

Po walce ze ścierwnikami.
Keffar – Uff, myślałem, że nas te carriony rozsmarują!
Haeri – Ja też myślałem, że nas rozsmarują.
Simeon – Ja też myślałem, że WAS rozsmarują.

  • * *

Tymczasem nieświadomy dramatycznych wydarzeń Simeon siedział w nieodległym, tymczasowym obozie i zajmował się lekturą pamiętnika znalezionego w warsztacie garncarza. Nagle alchemik poczuł jak w skronie uderza mu krew. Znał dokładnie słowa zawarte w tej księdze. To co odnalazł wydawało się być rękopisem słynnej książki “Alchemia a hermetyzm” pióra Awicenny.

Comments

Ja to udziału nie brałem.

 

copy&paste ;) poprawione

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.