Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.31 - Wieczna wolność

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Sahibeen, Simeon


Kiedy opadły już pierwsze emocje Simeon osowiał i zamknął się w sobie ze swymi niewesołymi myślami. Wyglądało na to, że stracił właśnie swoją najlepszą szanse na odnalezienie legendarnego kwiatu, mającego moc wyleczenia jego brata. W myślach rozważał swoje możliwości i gryzł się pomiędzy jak najszybszym pożeglowaniem do rodzinnego domu, żeby móc choć zdążyć się pożegnać, a podjęciem kolejnej próby skontaktowania się z rocranońskimi elfami. Korzystając z tego, że wszyscy mieli jakieś sprawunki (w tym niezwykle ważki zakup osła, który ma nosić ekwipunek drużyny) i rozeszli się po osadzie, sam zbadał czy znalazłby się dla niego statek, w którymś z wybranych kierunków.

Wprost do Hageavo podróżowała galera wojenna “Grzywa Ragora” pływająca pod argadyjskimi barwami, choć wypełniona ostrojskimi ludźmi morza. Statek wychodził w morze z wieczornym przypływem i nie było problemu z miejscem dla “argadyjskiego naukowca”. Na Rocranon płynąć miał statek dopiero za cztery dni, kiedy to do osady wróci handlowiec, który ledwo tego ranka przywiózł tutaj urzędnika z Sotham, mającego uprawomocnić jakąś własność dla wsi Kelpie. Urzędnik odpoczywać miał właśnie w karczmie w oczekiwaniu na przewodnika z Kelpie, a ludzie zachodzili w głowę, co to za tajemniczą sprawę ma tutaj do załatwienia.

Tymczasem Sahibeen również pozbawiony dostępu do możliwości Arendy Białej, bez pieniędzy i ekwipunku, coraz ciężej widział swój powrót do domu. Korzystając z przebywania w porcie zaczął wypytywać o możliwość zatrudnienia się u kogoś i dość szybko trafiła mu się całkiem interesująca okazja. Przystojnego południowca zaczepia piękna kobieta o smagłej cerze i jej towarzysz o gibkim ciele i olśniewającym uśmiechu. To Biała Lora i Marmo Turo, członkowie trupy cyrkowej “Róża Gadridów”.Trupa odbywa właśnie tournee po wyspie i szuka ochroniarzy, za których gotowa jest zapłacić.

Sahibeen podniecony możliwością pracy zarobkowej, jak również marząc o wdziękach pięknej akrobatki czym prędzej odnajduje swoich towarzyszy, jednak rozczarowujący brak zainteresowania z ich strony powoduje, że ze smutkiem porzuca plany zaciągnięcia się na służbę. W tym czasie reszta drużyny zrealizowała już swoje zakupy, a Keffar rozmówił się z kapitanem Cacotem, tłumacząc mu się z nowej sytuacji i dowiadując się, że w najbliższym czasie “Morski robak” raczej nie zamierza wracać w te strony.

Strapiony tą myślą Keffar zastanawia się co dalej i dzieli się z drużyną pomysłem na siłowe rozprawienie się z Arendą. Choć Haeri z radością przystaje na tę propozycję, reszta towarzystwa jest znacznie bardziej sceptyczna i odrzuca ten pomysł jako szaleńczy. Znacznie chętniej przystają na propozycję oszukania urzędnika z Sotham i podania się za wysłannika z Kelpie. Drużyna słusznie podejrzewa, że ten przybył w celu zalegalizowania wydobycia kamieni szlachetnych dla sprytnego wójta Riffina.

Urzędnikiem okazuje się dość suchy jegomość w ciemnej todze, zajadający obiad w “Kuflu Wędrowca”, który zachowuje się jakby jego służbowy wyjazd był najlepszym urlopem na jaki kiedykolwiek został wysłany. Z radością wita podających się za wysłanników z Kelpie bohaterów, przedstawia się imieniem Arles i zaprasza ich do stołu. Z ciekawością wypytuje o wszystko i zgadza się o jak najszybsze wyruszenie w drogę. Nie wie o tym, że awanturnicy chcą go poprowadzić wprost do Chomoth i oddać w ręce Raffolka Gelneya wraz z mapą, na której wdzięczny Ulian zaznaczył miejsce swojego znaleziska.

Unikając kontaktu z mieszkańcami wyspy, bohaterowie bezpiecznie eskortują Arlesa aż do wioski i krótko tłumacząc jej przywódcy co jest do ugrania, zostawiają go za sobą, a sami postanawiają jeszcze przed nocą przejść jak najdłuższą drogę w kierunku wsi Borowik, gdzie spotkać mają Thorina Zivarsona i jego krasnoludzkich towarzyszy.

Sahibeen: Ja też mam przetrwanie!
MG: No własnie… na pustyni
Sahibeen: Strasznie tu pusto…

Droga wypada dokładnie pomiędzy dwoma miejscami, do którego bohaterowie nie chcą trafić. Osadą Mrzysen i wioską Kelpie. Keffar obiera więc kierunek pomiędzy nimi i prowadzi polami drużynę tak, aby zmniejszyć ryzyko spotkania kogokolwiek. Noc wypada jeszcze nim udaje się dotrzeć do drogi, jaką ledwo kilka dni temu podróżowali w poszukiwaniu Uliana, syna Arendy. Mały problem z gniazdem węży na szczęście nie przeradza się w sytuację niebezpieczną, ale rano część drużyny jest raczej niewyspana.

Sahibeen poszedł sie odlać i przez przypadek nalał w gniazdo węży. Wężom się to nie spodobało i zaczęły dziarsko ruszać w jego stronę.
Sahibeen: modle sie do moich bogów, że zachciało mi się jedyneczkę a nie dwójeczkę bo jakby w dupsko…
Sahiben tłumaczy Haeriemu (ktory nie mówi po wspólnemu)
Sahibeen: Byłem w krzakach i tam bawiłem się wężem! Znaczy walczyłem z wężami!
Haeri: O czym on do mnie mówi?
Sahibeen: pokazuję że próbuje się odlać, potem zygzak i na krzaki…
Keffar (komentarz z tła, bo oficjalnie śpi): on Ci chyba seks proponuje…

Kiedy w końcu następnego ranka przychodzi przeciąć szlak komunikacyjny, awanturnicy zauważają wolno toczący się w stronę Mrzysnu wóz i natychmiast, wraz z osłem, skrywają się tak aby nie zostać dostrzeżonymi. Zaprzężony w wołu wóz, wyładowany nieokreśloną zawartością, powożony jest przez przysypiającego chłopa i raczej nie stanowił żadnego zagrożenia, ale przewrażliwieni bohaterowie wolą chuchać na zimne. Dalsza droga pozbawiona była jakichkolwiek ważnych wydarzeń, aż do feralnego spotkania w lasku, nad niewielkim parowem.

MG: ktoś jedzie drogą, co robicie
Keffar: Padam
Drużyna: Padamy za Keffarem
Haeri: A co z osłem?
MG: Oooo! Zapomniałem o ośle ]:→
Haeri: przykryjcie go ręcznikiem Sahibeena!

MG: osioł jest posłuszny, ale nie ma imienia, więc jest taki trochę smutny

Przedzierając się przez krzewy i drzewka, Keffar nieco zaaferowany rozmową z Haerim, staje oko w oko z niedogolonym, ubranym niechlujnie w skórzaną kurtę, opróżniającym właśnie pęcherz na dno parowu mężczyzną. Tamten tak samo zaskoczony zastyga z rozdziawionymi ustami i oczyma wpatrzonymi w niespodziewanych gości nie przerywając czynności fizjologicznej. Pierwszy do siebie dochodzi Keffar, ale witając się z napotkanym nie spodziewa się panicznej reakcji tego ostatniego. Mężczyzna z rozchełstanym odzieniem rzuca się do ucieczki znikając wkrótce między drzewami.

Keffar ostrożnie rusza jego śladem zaniepokojony nieco dziwnym zachowaniem mężczyzny. Uciekający zostawił ślady tak wyraźne, że wyćwiczone oko tropiciela nie miało żadnych problemów z ich odnalezieniem. Wkrótce jednak to nie gorący trop zaprzątnął uwagę Ostrojczyka, lecz odgłosy świadczące o tym, że drużyna zostaje otaczana. Wkrótce pomiędzy drzewami z przodu i boków zaczęli pojawiać się mężczyźni o zarośniętych, zakazanych gębach, ubrani w skórzane zbroje, z łukami, włóczniami i pałkami w dłoniach. Awanturnicy szybko naliczyli dwunastu przeciwników, w tym trzech Kutoran. Jeden z nich, w sposób widoczny przywódca tej hałastry odezwał się pierwszy i zażądał poddania się awanturników.

Wycelowane w drużynę łuki, napięte mięśnie dłoni trzymających broń przeciwników jasno dawały do zrozumienia, że to spotkanie nie skończy się polubownie. Sahibeen nagle dostrzegł coś, co zmroziło mu krew w żyłach. U pasa jednego z agresorów wisiały kajdany tak klasyczne dla łowców niewolników. Nomad nie zamierzał wracać na galerę, co to, to nie. Syknął tylko, na tyle głośno aby inni usłyszeli, z kim drużyna ma do czynienia. Potem wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.

Herszt łowców rzucił komendę brać ich, w tym samym momencie z łuków poleciały strzały. Bjornei niezwykle celnie ugodził przywódcę wrogich wojowników, a ten z wyrazem bezbrzeżnego zdziwienia zwalił się na ziemię. Okrzyk triumfu ugrzęzł jednak w gardle szamana kiedy zobaczył, że z piersi Sahibeena sterczy ordynarna lotka strzały. Nomad zachwiał się i upadł tam gdzie stał bez ducha. Reszta jednak zajęta była już walką. Keffar i Haeri rzucili się w stronę łuczników, starając się związać ich walką i uniemożliwić ponowne naciągnięcie cięciw. Avelox przewrócił nagle oczami, wykrzyczał kilka słów i z jego dłoni poczęły wylatywać iskry jaskrawego, czerwonego światła i godzić w przerażonych wojowników wroga.

Ostrojczycy dzielnie stawali, ale ich przeciwnicy bezlitośnie wykorzystywali przewagę liczebną i na nic zdawały się mieć celne strzały Bjorneia, magiczne pociski Aveloxa, a nawet szalejący ze swoją laską zakończoną metalową kulą Simeon. Wojownicy zaczynali przegrywać. Gdyby nie to, że w przeciwnikach duch był osłabiony po utracie wodza, zapewne w tym lasku skończyły by się przygody drużyny, ale kiedy kolejny łowca niewolników padł rażony strzałą szamana, reszta rzuciła się do bezładnej ucieczki. Byle dalej od miejsca swojej porażki.

Haeri: To ja odrzucam tarcze i chce go sztyletem.
Keffar: Nie, nie, topór jest lepszy!
MG: według zasad zawsze lepiej mieć tarcze, toporem się nie da parować…
Bjornej: Nie, nie, zasada jest taka, że jak masz do wyboru miecz topór lub tarcze to wybierz tarcze, możesz atakować i się bronić…
Haeri: Po przemyśleniach… moich mistrzów z ostrojów… stwierdzam, że trzymam tarcze dalej i walę toporem.
MG: to była długa i głęboka retrospekcja…

Na placu boju pozostało czterech zabitych i jeden ranny łowca, oraz martwy Sahibeen, który nie zdążył nawet tego dnia podnieść swojej broni. Bjornei i Simeon smutno pokiwali głowami, nic dla niego nie dało się zrobić. Avelox z wściekłością w oczach ruszył ku rannemu bandycie, jednak ten zaczął się wydzierać aby darować go życiem, a wskaże “gdzie są pozostali”. Okazało się, że walka odbyła się w pobliżu obozu łowców, w którym zakutych w kajdany znaleziono 6 osób. Trójka marynarzy, dwoje młodych parobków i zabiedzona kobieta nie mogli uwierzyć swojemu szczęściu, kiedy awanturnicy uwalniali ich z okowów.

Odnalezienie kuferka z pieniędzmi bandytów nie mogło poprawić nastroju bohaterów. Oto jeden z nich zginął w sposób tak przypadkowy i zdawało by się bez sensu jak to tylko możliwe. Ledwo kilka dni wcześniej uciekł z niewoli, aby z ręki ludzi pokroju tych, którzy go zniewolili zginąć. Na pewno cieszyłby się z oswobodzenia innych nieszczęśników, ale tego już nie zobaczy, tak samo jak nigdy nie zobaczy swojego domu, do którego tak bardzo chciał wrócić.

Avelox bezlitośnie dobija niepotrzebnego już łowcę niewolników, a reszta drużyny przygotowuje się do odparcia reszty bandytów. Wcześniej w panice uciekli, ale z dużym prawdopodobieństwem wrócą po swoje złoto, niewolników i zemstę…

Druzyna została napadnięta przez łowców niewolników. W walce Sahibeen padł rażony krytycznym atakiem jednego z łówców niewolników.
Bjorni (po walce): szkoda że nie udało sie uratować, tego, no…
Smartfox w offie: Mistrzu, dzisiaj odmówiłeś mnie odwiedzić, zabiłeś mi postać… ja tu widzę kryzys relacji!


Kolejna śmierć w drużynie. Żal straszny zwłaszcza że przypadkowa i głupia to była śmierć, jednak dla mnie ten świat taki jest i mam wrażenie, że sami też w takich momentach to czujecie. Trochę bezsilnej złości, trochę strachu o własną postać. Tak powinno być w moim mniemaniu, w moim świecie. Sahibeena pozostawiamy więc w galerii naszych zmarłych bohaterów, Tomek wróci z nową postacią już na następnej sesji.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.