Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.30 - Dudniący kamień i niewinne sierotki

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Sahibeen, Simeon


Do powrotu kapiatana Cacota do Mrzysnu pozostał jeden dzień, tymczasem drużyna biwakująca pośród wzgórz zaczęła odczuwać braki w zaopatrzeniu. Powoli kończyło się jedzenie, a wody nie starczyło by na kolejny dzień. Szybko wszyscy zajęli się tym co potrafią najlepiej. Haerii ruszył nad morze i siedząc na wielkim kamieniu wystającym z wody zaczął łowić ryby. Keffar wybrał się na polowanie, a Sahibeen wyczuwając siłę autorytetu “Kapitana Keffara” ruszył za nim. Avelox z Simeonem zatopili się w lekturze jednej z ksiąg Simeona dyskutując czasem cicho o sobie tylko zrozumiałych aspektach tejże. Bjornei zaś… cóż, Bjornei odpłynął myślami ku chmurom płynącym po spokojnym, wiosennym niebie, jak miał to w zwyczaju.

Efaktem dnia było znalezienie sporej ilości jadalnych korzeni, miodu, strumienia z czystą wodą, złowienia kilku soczystych ryb i uwarzenie kilku ratujących życie napoi alchemicznych. Kiedy zbliżał się wieczór, wszyscy swobodnie wylegiwali się wokół ogniska, Sahibeen gotował pachnącą zupę, która okazała się ostra aż oczy wychodziły z orbit, słowem oddawano się relaksowi.

Sahibeen gotuje zupę na biwaku. I tylko żeby było “jak w domu” brakuje mu intensywnych przypraw.
MG – Bjornei ma chyba jakieś przyprawy.
Keffar – Ale on je pali!
Sahibeen – Potem będziemy widzieć to co on. Bjornei miałbyś może jakieś przyprawy?
Bjornei – Z przypraw konopie, muchomory i łój niedźwiedzi.
Sahibeen – To ja się ślicznie uśmiecham i jednak podziękuję.

Cóż z tego, skoro już w chwilę po tym, kiedy większość obozu zasnęła, w spokojne nocne powietrze wdarł się obcy dźwięk, regularne uderzenia w bęben. Pobudzeni bohaterowie ruszyli w noc zbadać zjawisko, zostawiając przy ogniu tylko Simeona i jednego z marynarzy. Idąc za dźwiękiem, awangarda zwiadu odkryła przedziwne zjawisko. Ogromny kawał skał w kształcie klina, wiszący dwa metry nad ziemią, kręcił się wkoło własnej osi, opalizując delikatnie na fioletowo. Każdy jego zakończony obrót o 360 stopni sygnalizowany był głuchym dźwiękiem przypominającym uderzenie w napiętą skórę bębna.

W nocy rozlega się nieodległe dudnienie bębna.
Sahibeen – Jak słyszę bębny to od razu przez sen wiosłuję…

Onieśmieleni nieznanym zjawiskiem awanturnicy przyglądali mu się nie wiedząc co uczynić. Tylko Keffar, aż rzachnął się i biegiem puścił w stronę obozowiska, gdzie rozgrywał się drugi akt tej tragikomedii. Simeon i marynarz, którzy pozostali w obozie zobaczyli nagle, jak z iskier ulatujących z ogniska zaczynają tworzyć się runy. Zaaferowany zjawiskiem Simeon z niecierpliwością oczekiwał na stworzenie się do końca każdego ze znaku i z rozczarowaniem stwierdził, że to jakiś bełkot, nie składający się w żadne inteligentne przesłanie. Spojrzał zdziwiony na towarzysza szukając u niego zrozumienia kiedy odkrył, że człowiek ten o nieco słabszym intelekcie, został całkowicie zahipnotyzowany spektaklem i nie zareagował nawet na uderzenie w twarz.

Za to przy tobołkach drużyny wytrwale pracowali mali złodzieje! Halflingi właśnie przetrząsały rzeczy bohaterów. Niewiele się namyślając Simeon cisnął w złodziejaszków jedną z fiolek ze swoimi tajemniczymi wywarami. Fiolka pękła i natychmiast obozowisko pochłonął gęsty, szary dym, w który z furią wbiegł powracający Keffar. Słysząc dziwne dźwięki z obozu kolejni bohaterowie zaczęli wracać ku ognisku, aż przy lewitującym kamieniu nie pozostał tylko Avelox i Bjornei. Ten pierwszy wyszukał na ziemi kamień i cisnąwszy nim w niecodzienne zjawisko odkrył, że było ono tylko wytworem iluzorycznym.

Simeon próbując wybudzić z hipnotycznego snu jednego z marynarzy przywalił mu raz czy dwa w pysk. Co jednak nic nie dało. Za to później marynarz w zdziwieniu leżąc na posłaniu macał swoją twarz zastanawiając się czemu jest taka spuchnięta i obolała?
Sahibeen – Taaak, to te komary, bardzo zjadliwe bestie tego lata…

Sahibeen wkurzony kolejną akcją bezczelnych halflingów.
Sahibeen do Keffara – Jak jeszcze raz nas wydymają to będziesz miał z dupy autostradę!
Wszyscy – Co to jest autostrada?
Sahibeen – No to szlak handlowy jak stąd do Lulumpurii!

Po przeprowadzeniu inwentaryzacji okazało się, że z tobołków nie zginęło nic prócz sporej ilości jedzenia. Sahibeen wściekły pośpieszał aby natychmiast ruszyć za złodziejami w noc, jednak Keffar powstrzymał go, mówiąc że lepiej poczekać do świtu. Wszyscy mieli już serdecznie dość harców niziołków stąd jeszcze przed świtaniem zebrała się spora grupa chętnych odwetu bohaterów, którzy ruszyli za swoim tropicielem śladami nocnych gości.

Haeri budzi kopniakiem Keffara.
Haeri – Słonko wstaje, wstań i ty.
Sahibeen – Poetycko.

Tak jak Keffar spodziewał się, wszystkie ślady łączyły się w jeden trop prowadzący ku północnemu-wschodowi, nagle jednak ze śladami zaczęło dziać się coś niezwykłego. Trop małych humanoidów zmienił się nagle w wielkie okrągłe ślady stworzenia z ogromnymi pazurami, chwilę później w dziesiątki tropów ptasich szpon prowadzących w wielu kierunkach na raz. Tropiciel osłupiał na chwilę, ale zaraz przypomniał sobie o tym, że niziołki posługują się iluzją i kiedy dodał dwa do dwóch jego zmysły przełamały zaklęcie i dalsze śledzenie poszło już bez trudu.

Trop prowadził wprost do niezwykłej, okrągłej niecki pozbawionej trawy, którą dzień wcześniej przypadkiem odkrył Bjornei. Nikt szczególnie nie kwapił się, żeby wchodzić na jej dno, a Keffar obszedłszy ją wkoło stwierdził z całą pewnością, że ślad niziołków właśnie w niej się urywa. Średnicy ledwo 8 metrów nie mogła jednak żadnym sposobem ukryć złodziejaszków. Dopiero nadejście Simeona i jego anlityczno-magiczne umiejętności pozwoliły odkryć na dnie dołu krąg z kamieni naznaczonych runami, które opalizowały magią obronną, nic to jednak nadal nie zmieniało w sytuacji i dopiero decyzja drużynowego szamana o spojrzenie za zasłonę świata duchów pozwoliła odkryć astralną drabinę, którą udało się dostać do miejsca, w którym skrywały się halflingi.

Keffar zniechęcony brakiem efektów porannej wyprawy postanawia choć zrobić halflingom na złość.
Keffar – To ja się tylko odleję do tej dziury.
MG – Robisz to, jednak bez widocznego efektu.
Haeri – Kurde. Kucnął i nic!

Nikt jakoś nie chce pierwszy pójść i zbadać miejsca gdzie zniknęły halflingi.
Bjornei pod nosem – Te halflingi mają nadludzką siłę i opite są magicznym napojem.

Okazało się, że niziołki za pomocą sobie znanej tylko magii potrafiły z kawałka rzeczywistości stworzyć bezpieczne dla siebie schronienie i gdyby nie Bjornei, nocna kradzież mogła by im ujść na sucho. Widząc złość awanturników niziołki poczęły błagać o litość i tłumaczyć się, że były tylko bardzo głodne. Fosco Banksi, ich przywódca zaoferował po krótkiej namowie, że zapłaci za jedzenie i oddał bez większego szmerania całą swoją sakiewkę ze srebrem. Simeon, przy zdecydowanym oporze Aveloxa, zadecydował że w ten sposób spór zostaje rozwiązany i wszyscy powinni rozejść się w pokoju nie szkodząc sobie bardziej, co też się stało i drużyna opuściła schronienie halflingów.

Avelox nie mógł zemścić się na podstępnych halflingach. Postanawia choć rozrzucić ich magiczny krąg. Niestety kamienie nie dają się ruszyć z miejsca.
Avelox – Aha. Drugie rozczarowanie jednego dnia.

Drużyna spiera się o to, kto był autorem zmuszenia halflingów do zapłacenia odszkodowania.
Simeon – Przypominam, że pomysł żeby zapłacili za jedzenie był mój z początku…
MG – … a potem przywłaszczył go sobie Keffar.

Wszystkich członków drużyny łączyło z pewnością jedno przeświadczenie, że już nigdy nie chcieli by spotkać tych szczwanych oszustów. Tymczasem po śniadaniu zwinięto obozowisko i łódź razem z drużyną i Ulianem i jego wybranką ruszyła w stronę Mrzysnu. Okazało się, że statek “Morski robak” przybył zgodnie z zapowiedziami kapitana Cacota Hywolda i czeka na kotwicy u wejścia do zatoki, co było awanturnikom bardzo na rękę. Dopłynąwszy do statku drużyna oddała Uliana i Gilian pod opiekę marynarzy, kapitan bawić miał na lądzie i tam postanowiono się z nim spotkać.

Na pożegnanie Ulian wręczył Keffarowi mapkę, na której zaznaczył miejsce, w którym znalazł złoże kamieni, o którym wspominał wójt Riffin i podziękował za pomoc jakiej bohaterowie udzielili jemu i jego narzeczonej. Poprosiwszy marynarzy z Chomoth o wysadzenie ich na lądzie w pewnym oddaleniu od osady, bohaterowie pożegnali się z nimi i zapłacili dodatkowo za ich usługi srebrem, które otrzymali w rekompensacie za jedzenie skradzione przez halflingów. Już lądem ruszyli ku osadzie, zastanawiając się czy pokazywać się w ogóle na oczy Arendzie Białej? Większość drużyny była przeciwna, ale uzbrojony w list Uliana do matki Simeon mocno uparł się, że sprawę należy wyjaśnić do końca.

Nim jednak bohaterowie dotarli do osady na ich drodze los postawił kolejnych podróżnych, dziwnych jak na ten rejon świata, bo pod postacią czterech wojowników ostrojskich, z czego ucieszyli się bardzo Keffar i Haeri. Ci okazali się być marynarzami w jakiejś tajemniczej misji, która prawdopodobnie miała coś wspólnego z tajemniczymi pakunkami, które taskali na plecach. Wkrótce po dotarciu do Mrzysnu mogli przyjrzeć się również ich potężnej galerze wojennej “Grzywie Ragora”.

Simeon nie dał się odwieść od pomysłu odwiedzenia Arendy i ruszył dziarsko w kierunku jej domostwa. W tych odwiedzinach postanowił mu towarzyszyć wyłącznie Haeri, reszta drużyny zaczaiła się w pobliżu na wypadek potrzeby szybkiej interwencji. Żaden z nich jednak nie palił się do konfrontowania się z nieco straszną kobietą i jej synami.

Wizyta od samego początku potoczyła się źle. Bójkę między Haerim i wściekłym Ornherdem, otyłym synem Arendy przerwała sama gospodyni, ale wkrótce doszło między nią i Simeonem do przepychanek słownych i temat spuszczenia lania przez gotowych do bitki portowców wrócił na agendę. Koniec końców jednak Arenda z paskudnym uśmiechem na twarzy kazała przybyszom wyjść, i oddalić się z JEJ osady szybko i nie oglądając się za siebie, co bohaterowie uczynili, przy wyraźnym rozczarowaniu Haeriego, który liczył na jakąś przepychankę.

Ostre starcie w domu Arendy Białej, za chwilę może skończyć się krwawo, ale kobieta rzuca tylko pogardliwie.
Arenda – Powinnam była pozwolić Ornhardowi urwać wam głowę i wsadzić w waszą dupę.
Simeon oburzony – Nie godzi się!

Drużyna wysłuchawszy relacji Simeona postanowiła wziąć radę Arendy sobie do serca i co prędzej udać się ku wsi Borowik, gdzie miał na nią czekać Thorin ze swoją kompanią. Razem mieli spenetrować Czerwoną Twierdzę. Po drodze postanowili jeszcze tylko zrobić małe zakupy i znaleźć kapitana Cacota i wyłożyć mu swoje położenie. Zamiast tego znaleźli tłum zgromadzony w porcie, nad ciałem wyłowionego topielca. Był nim nie kto inny a Artip, pechowy złodziejaszek, którego wynajął Athor, syn Arendy, aby okradł ich znajomych krasnoludów.

Po sesji rozmowa schodzi na Wałbrzych, miasto rodzinne Sahibeena.
Keffar – Straszna, straszna dziura!
Sahibeen – Broniłbym, ale… nie wiem jak.


Na tym koniec relacji, ale możemy swobodnie zakupy i rozmowę z kapitanem Cacotem rozegrać tu i teraz, w komentarzach pod notką. Proszę o aktywność jeśli uznacie to za dobry pomysł i o przemyślane deklaracje.

Comments

“Wizyta od samego początku potoczyła się źle. Bójkę między Haerim i wściekłym Ornherdem,” Hæri ma na ten temat inne zdanie. Właśnie na początku ona była bardzo przyjemna :).

W każdym razie po zauważeniu, że wszyscy nagle zaczęli chwalić się swoimi bukłakami, a ja go nie mam, postanowiłem tuż po opuszczeniu domu Arendy udać się do sklepu i uzupełnić ten skandaliczny brak. Kupuję jak największy bukłak (5 litrowy?) za swoje zaskórniaki i napełniam go gdzieś (u Gereja Wątpiącego?).

O jedzenie będziemy się martwić chyba wszyscy tuż przed wyruszeniem w podróż.

Widząc Artipa w wodzie, natychmiast zaczynam podejrzewać Arendę. Krasnoludy nie bawiłyby się w takie podchody. Trochę mnie to niepokoi i postanawiam być ostrożniejszy w kontaktach z szaloną rodzinką. Od tej chwili, dopóki nie opuścimy Mrzysnu, będę kręcił się w pobliżu Simeona, żeby go nie obili.

 

Manierka 0,5l – 3 skrzela
Bukłak 1l – 5 skrzeli
Bukłak 2l – 8 skrzeli
Bukłak 5l – 1 kieł 5 skrzeli

 

Po pierwsze, dopóki adrenalina mi jeszcze krąży we krwi, wyjasniam dokłądnie innym jak wyglądał przebieg ‘rozmowy’ i jakie były ostatnie słowa ‘mądrej’ kobiety. Proponuję, abyśmy od tej chwili się nie rozpraszali.

Gdy juz adrenalina opadnie, staje się osowiały i zamkniety w sobie. Zdaję sobie sprawę, że właśnie o to własnie straciłem ostatnie dwa miesiące na Rocranonie na pogoni za Arendą i nic to nie przyniosło. Arenda mogła wiedzieć coś o kwiecie, ale mogła też i nas oszukać – szansę na obie wersje są równie prawdopodobne zwarzając na wydarzenia jakie się rozegrały. Biorąc pod uwagę treść listu dotyczacego stanu zdrowia brata, bardzo poważnie rozważam zapakowanie się czym prędzej na statek płynący do Haegavo, aby przynajmniej raz ostatni mieć szanse zobaczyć brata przed smiercią.

W którymś momencie swoimi przemyśleniami dzielę się smętnym głosem z drużyną. Jak dochodzę do finalnych słów "… i nie wiem juz kto mógłby mi w tej sytuacji pomóc… ". Opada na mnie pewnego rodzaju olśnienie: Elfy. Pomogliśmy przecież jednemu w lochu Luci i odprawiliśmy do domu. Elfy na pewno będą wiedzieć o wyspie i jej naturze najwięcej. Zaraz jednak przypominam sobie, że przecież nie uda nam się z nimi dogadać – nie znamy języka. Zbity z tropu rzucam jedynie: “choćmy może rozejżeć się do tego portu za jakimś statkiem…”.

 

No tak. Kwiat psu w dupę. Nagroda od Arendy psu w dupę. Misja psu w dupę. Zapewne siwa wiedźma mi już nie pomoże, więc mogę zapomnieć o szybkim powrocie do domu. W sumie utknąłem tu na dłużej. Nie mam pieniędzy, nie mam odpowiedniej broni, nie mam nawet zwykłego pancerza. Może wreszcie czas znaleźć jakieś miejsce do “zarabiania” pieniążków? Jakieś zlecenie? Loszek?

Z racji ograniczonych środków przejdę się po Mrzyśnie, ale bardzo ostrożnie, co by nie wpaść w jakieś tarapaty.

 

Zostaje Ci forteca i mapy w niej (ponoć) ukryte. Ciągle zresztą obstaję, że powinniśmy się trzymać razem.

 

Robson: W porcie stoją cztery statki. Dwa z nich to rybackie statki, jeden niewielki wiosłowy. Trzeci statek to paezurski handlowiec o nazwie “Baletnica z Piany”, który właśnie się rozładowuje. Czwarty statek to galera wojenna pod ostrojskimi banderami, która nazywa się “Grzywa Ragora”.

Smartfox: Zaczepia cię piękna kobieta o czarnych jak smoła włosach i smagłej cerze. Uśmiecha się pięknie i melodyjnym językiem nazywa cię wspaniałym wojownikiem. Nazywa się Biała Lora i towarzyszy jej równie smagłolicy młodzian o gibkim ciele o imieniu Marmo Turo, który uśmiechając się proponuje ci pracę, kiedy jego towarzyszka gładzi z uwielbieniem twoje ramię. Marmo Turo jest cyrkowcem z grupy o nazwie “Róża Gadridów” i szuka ochroniarzy na czas ich tournee po wyspie. Płacą 5 skrzeli za dzień pracy. Więc jak będzie “wspaniały wojowniku”?

 

Simeona próbuję przekonać że warto jeszcze odwiedzić czerwoną twierdzę, może tam wśród ruin znajdziemy coś lub kogoś kto będzie coś wiedział na temat tego zielska.

W kwestii zakupów, poważnie rozejrzę się za możliwością kupienia/pożyczenia muła lub osła. Jakby się udało poszukam też baryłki, tak ze 20 litrowej, żeby się dała przytroczyć do grzbietu. Kwestę zakupu prowiantu zostawiam kwatermistrzowi, niech się wykaże :)

Kolejna sprawa, POŻYCZĘ Sahibenowi moją poprzednią zbroję skórzaną (AC7, 11 kg), jesteśmy podobnej budowy niech chłopak taki goły nie lata, a i mnie lżej będzie. Takoż spróbuję mu włócznie zorganizować, bo płakał że tym swoim żelastwem machać nie potrafi. Jeśli to będzie jakiś straszny problem kupić gotowy wyrób, spróbuję kupić/zamówić u kowala sam grot, a resztę się zrobi na szlaku.

Na koniec zalecałbym jednak opuszczenie osady przed zapadnięciem zmroku, i to możliwie wcześnie.

 

W takim razie biorę 5 litrowy bukłak i odliczam 15 skrzeli z moich ciężko zarobionych na statku pieniędzy. Idę napełnić bukłak w Kuflu wędrowca i przy okazji kupię 19 suchych racji. Dzięki czemu będziemy mieli jedzenia, niezbyt smacznego, ale zawsze, na 4 dni.

Widząc przybytego Simeona staram się go pocieszyć w dość surowy, ostrojski sposób. “Wiesz, Simeonie, pamiętam, że tuż po moim podgoleniu mój brat, Brynjar, też zachorował. Nikt nie wiedział, co mu jest. Z oczu zaczęła mu płynąć dziwna, śmierdząca, żółtawa maź. Nic nie jadł, słabł z dnia na dzień. W końcu znachor z sąsiedniej wioski stwierdził, że problem musi leżeć w oczach i powiedział, że, żeby go ocalić, musimy pozbawić go oczu. Matka oczywiście płakała, ale ojciec powiedział, że jak trzeba, to trzeba i bez oczu można żyć.
Po wydłubaniu mu oczu zaczęło mu się poprawiać i stanął na nogi… Hyh, także widzisz, Simeonie, może trzeba pozbyć się źródła choroby? Będzie dobrze, zobaczysz.”

 

Udam się
Do
Świata

Duchów

Szukać
Kwiatu
Awicenny

 

Parasit:

We wschodniej części osady, tuż przy trakcie znajduje się stajnia, w której można kupić zwierzęta i trochę rymarskich przedmiotów. Osioł kosztuje 12 kłów, a muł 18 kłów.

Co do beczek, to w porcie jest pełen wybór drewnianych beczek, dostępnych właściwie od reki.

beczka 20l – 4 skrzeli
beczka 50l – 8 skrzeli
beczka 200l – 1 kieł 6 skrzeli

Jest też w porcie miejsce, gdzie można kupić prostą broń, topory, włócznie, harpuny. Za włócznie liczą sobie 1 kieł i 8 skrzeli. Jest dość solidnie wykonana, ale bez żadnego szaleństwa.

 

Mijau: 19 racji podróżnych kosztuje 1 kieł i 9 skrzeli. Napełnienie piwem bukłaka, jeśli to ma być piwo, będzie kosztowało cię dodatkowe 2 skrzela i 2 ości.

I umarłem ze śmiechy czytając twoją opowieść :D. Simeon na pewno będzie pocieszony.

 

Przypominam jeszcze o chęci odnalezienia kapitana Cacota, “urzęduje” on w “Żywym piracie”. Proszę o informacje jaką chcecie mu pozostawić od siebie wiadomość.

Z ilości deklaracji wnioskuję, że będzie do napisania epilog, który chciałbym zrobić jutro wieczorem, więc proszę o wszelkie deklaracje i wnioski do tej pory.

 

VanDeiMin: Zanurzenie się w świat duchów Mrzysnu tego dnia wzburzyło cię i zniesmaczyło. Straszliwe panuje w osadzie zamieszanie. Od morza czujesz napływ duchów, których myśli są groźne, zimne, oślizłe i ostrzegające. W okolicach wzgórza Olafa nagromadzenie energii jest tak duże, że próba zbliżenia się powoduje ból głowy. Nawet ciekawski duch portowy, którego wcześniej już poznałeś ucieka przed tobą i chowa się w zakamarki rzeczywistości starając się uniknąć kontaktu. Po wyjściu z transu jeszcze przez wiele minut byłeś kompletnie roztrzęsiony i nieco paranoicznie spoglądałeś wokół siebie.

 

Rozumiem
Następnym
Razem
Zadziałam
Bardziej
Planowo

 

Simeon usmiecha się lekko i przyjaźnie do Keffar i Haeriego, próbując podziękować za wsparcie. Przy okazji klepię Haeriego po ramieniu i mówię: “Niestety żółte paskudztwo płynie teraz z kazdej czesci ciała mojego brata…” (z tego co pamietam jeszcze za czasów Koukhasha doszliśmy do wniosku że zaczęło się od kuśki, tak btw.)

Co do statków: z tego co pamietam to ta wojenna galera jest na usługach Argadyjskich? Do tego jest z ostrojów a po ostrojsku umiem się dogadać. jeśli będziemy przechodzić nieopodal to nie omieszkam zajrzeć i wypytac kapitana / bosmana o to kiedy płyną do Argadów i czy nie zgodziliby się zabrać ze soba pasażera – za opłata oczywiście (staram się mówić z szacunkiem i jakoś tak, żeby nie pomysleli że całkowity ze mnie mięczak, oraz wspominam że znam się na leczeniu).

Rozpytałbym sie też kapitana portu (albo wysłał Keffara) o najbliższy spodziewany statek w okolice Haegavo / Trzewi / Sodham (to port jest?).

Jesli okaże się że jest szansa na transport za kilka dni (2-4) od teraz to oczywiscie zgodzę sie towarzyszyć w wyprawie do Twierdzy. Jesli jedyny statek bedzie dzisiaj / jutro to jeszcze nie wiem… Waham się.

Co do beczek to sugerowałbym kupić dwie i pasy do osła, tak aby po bokach mozna było powiesić, aby osioł miał równo rozłozony ciężar…

Ostatnia deklaracja to znaleźć umyślnego, młodzieńca jakiegoś, który zgodziłby się zanieść list do wójta od Uliana.

Staram się trzymac grupę w ryzach, żeby się nie rozbiegali za bardzo.

 

Simeonie powiadam wieczorem na uroczysku potrzebuję cię by brata twego duchy obłaskawiać i żądań wysłuchać.

Wojtku, pisz normalnie proszę – admin

 

Ech kufa a już myślałem że znalazlemsposób na żżycie sięz tądurnąpostacia]

 

Dobrze pamiętasz mości Simeonie. “Grzywa Ragora” choć jest statkiem ostrojskim, pływa pod Argadyjską banderą. To ja wprowadziłem zamieszanie. Rzeczywiście płyną w stronę Hageavo i co najdziwniejsze dla ciebie zgodzili sie zabrać ciebie bez kłopotu, podkreślając, że to z szacunku dla argadyjskich naukowców. Chyba nie miałeś czasu zapytać o co dokładnie chodzi.

Do Sotham odpłynął statek chwilę wcześniej, a następny ma być za cztery dni. Do Trzewii to rzadkość aby tam coś pływało, przynajmniej docelowo a nie po drodze na przykład na Ostroje.

Szukając kogoś, kto chciałby przewieźć list do Kelpie, do wójta dowiedziałeś się, że tego ranka ze statku zszedł jakiś urzędnik z Sotham, który do Kelpie się udaje, w sprawie uprawnienia jakiejś tajemniczej własności, o której plotkowało sporo osób, ale nikt nic pewnego nie wie. Dość tego, że urzędnik czeka na kogoś kto przyjedzie specjalnie po niego i będzie robił za ochroniarza i przewodnika. Kiedy tylko załatwi sprawy w Kelpie, wracał będzie tym statkiem co płynąć ma do Sotham za cztery dni.

Grupa biega jednak tam i nazad dość swobodnie. Weź ich człowieku utrzymaj!

 

Po załatwieniu wszystkich sprawunków, szukam kapitana Cacota. Po cichuy wyjaśniam mu sprawę dyskretnej wywózki pewnych młodych ludzi, a głośno go informuję, że jeszcze tu zostajemy i jeśli by znów za tydzień czy dwa tędy przepływał to będziemy wdzięczni żeby na chwilkę zacumował.

Następnie zaczynam z dzikim żarem w oczach biegać po Mrzyśnie szukając towarzyszy, jak już się wszyscy zbiorą w kupie i dyskretnym miejscu, rzucę cichaczem:
- Chłopaki, a może byśmy tak Arendę przycisneli? Tak naprawdę ma tylko dwóch, no może trzech, synów nadających się do wojaczki, ale jak to sprytnie załatwić to może się udać!!!

 

“Keffarze, teraz zaczynasz mówić jak Ostrojczyk! Jestem za. Daliśmy się spłoszyć jak młody mąż, któremu żona powiedziała, że głowa ją boli… Trzeba troszkę przycisnąć, a nie będziemy żałowali.” – odpowiadam silniejszemu koledze i patrzę z nadzieją na Simeona, że nie będzie miał nic przeciwko.
Usłyszałem też przypadkiem (pewnie Simeon opowiadał Keffarowi), że jakiś urzędnik czeka na ochroniarza. Może my byśmy się przedstawili jako eskorta? Chociaż pewnie piniądz z tego żaden. Lepiej udać się do Czerwonej Twierdzy.

 

Dobrze, że Sahibeen nie rozumie po ostrojsku… bo chyba by się popłakał, ubiczował i zaczął wiosłowac w miejscu.

Keffarowi i Haeriemu tłumaczę, że bardzo mi miło, że chcą się narażać, po to aby “wycisnąć” wazne dla mnie informacje, ale osobiście nie robiłbym tego z kilku powodów:
1) Arenda teoretycznie trzęsie całą wioską i nie tylko synów możemy sie bać. Musielibyśmy mieć zajebiście zajebisty plan, w stylu mission impossible, a my musielibyśmy by7ć ninja, żeby wpaść, porwać Arende i spierdzielić z wyspy jak najszybciej. Po tego typu akcji na Arendzie życia w Mrzyśnie i w promieniu kilku kilometrów raczej mieć nie będziemy… A jeszcze jest przecież Twierdza.
2) Zeznania wymuszone są jeszcze mniej wiarygodne, najprawdopodobniej zostalibyśmy skierowani w całkiem innym kierunku niż powinniśmy iść.
3) Skoro nie zdecydowałem się zastosować gwałtu na Ulianie, to i na Arendzie nie będę go stosował. Nie dam jej tej satysfakcji. (aby nie było niedomówień, to o czym właśnie pomyśleliście, w kodeksie karnym widnieje jako “zgwałcenie”, gwałt w tym samym kodeksie oznacza “piractwo i zbójnictwo”)
4) Wizyta w Twierdzy – być może tam krasnoludy nie znajdą tego czego szukają, wtedy na pewno wrócą do Arendy. Z dodatkową czwórką podpakowanych krasnoludów i z niedzwiedziem będą lepsze szanse, co nie?

Jesli zaś chodzi o eskortę dla kupca – to może być wazne jeśli chodzi o Keffara i jego układy z Chomotem. Tylko co w takim razie z Twierdzą.

Kiedy dokładnie odpływają argadyjczycy?

 

Galera Wojenna ładuje zapas wody i wypływa z wieczornym odpływem.

 

Ja rozglądam się po sklepach za papierem i czymś do pisania.
Do Simeona:
Podczas naszego pobytu na Rocranon słyszałem, że ktoś oskarżał centaury o jakieś przewinienia. To nie stawia ich w najlepszych świetle, ale zdaje mi się, że one są obeznane w kwestiach roślinek, może mogłyby pomóc?

 

Finor: Nie ma w tej osadzie rzemieślnika tego typu jakiego potrzebujesz, ale w sklepie morskim można zakupić po nieco zawyżonych cenach co następuje

czarny tusz 0,2l – 5 ości
pióro – 1 skrzela 2 ości
karta pergaminu – 2 skrzela

 

Tak sobie pomyślałem, że może warto by zagadać z tą drugą jędzą? Nie pomnę imienia, ale chodzi mi o tą co robi konkurencje dla Arendy. Może ona coś wie o tym zielsku? A jak nie, to może choć coś powie o samej Arendzie i może nawet wspomoże?
Tymczasem jednak bym załatwił sprawy bieżące i ruszył za krasnoludami, nie ma co robić z gęby cholewy.
Podsumowanie zakupów:
Muł/osioł w wersji towarowej (najlepiej z opcją odsprzedaży za kilka dni) + pasza na kilka dni. Uwaga do MG, znam się na zwierzętach i nie pozwolę sobie wcisnąć przechodzonej, lekko bitej i puszczającej oleje chabety.
2 mniejsze beczki (po 10 l) – coby była symetria
Włócznia dla Sahibena

Jedzenie, wodę + jakieś toboły w stylu koca czy kociołka pakujemy na bydle i w drogę.

 

To ja wezmę tusz, pióro i 4 karty (9sk i 7ości).

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.