Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.28 - Błędy popełnione z miłości

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Sahibeen, Simeon


Simeon postanowił nie tracić okazji, jaka sama właśnie wchodziła mu w ręce. Oto Ulian we własnej osobie, niemal bez towarzyszy pojawia się przed nim, wprost jak na zamówienie. Alchemik szybko ruszył przed siebie, rzuciwszy swoim towarzyszom porozumiewawcze spojrzenie. Zatrzymał młodzieńca przedstawiając się jako przyjaciel jego ciotki, której życie jest w niebezpieczeństwie, upewniając się, że Ulian dokładnie przyjrzy się kościanej bransolecie, jaką drużyna dostała od Arendy. Ulian wyraźnie zmieszany podjął grę i odprawiwszy swoich towarzyszy wszedł w krótką dyskusję z Simeonem. Obiecał w nocy stawić się na kwaterze bohaterów i wyjaśnić sprawę.

Kilka godzin niepewnego oczekiwania bohaterowie spędzali w swoich pokojach. Avelox i Simeon zajęci lekturą ksiąg alchemika, Haeri i Bjornei płytką drzemką, Keffar nasłuchiwaniem a Sahibeen, napojony ziołami i zmęczony nową raną, oddał się bez reszty leczącemu snu. W końcu o okiennice pokoju Simeona uderzyły małe kamyczki, to Ulian zapowiadał swoje nadejście. Wkrótce przekradł się do pokoju aby wyjaśnić sprawę swoją i swojej matki.

Drużyna ściąga na swoją kwaterę Uliana, aby dowiedzieć się o nim więcej i jego sytaucji.
Simeon – Dajemy gwarancję, że póki co, nic ci się nie stanie.
Ulian – A kiedy kończy się ta gwarancja.
Nieszczęśliwy, że nieobecny Sahibeen z offu – Kiedy odmówisz naszym prośbom.

Deklaracje drużyny w czasie rozmowy z Ulianem.
Bjornei – Robię za mądrego, czyli nie mówię nic głupiego.
Simeon – Milczenie jest złotem.
Haeri odpowiedzialny za finanse drużyny – Ile mam dopisać tego złota do skarbu?

Simeon domyślał się tego już wcześniej, teraz okazało się potwierdzić, że młodzieniec z matką nie był w najlepszych stosunkach, za to swoją przyszłą żonę wydawał się kochać szczerze. Nie pozostało nic innego jak pozwolić mu odejść kiedy sobie tego zażyczył. O sprowadzeniu go dobrowolnie do Mrzysnu nie było co marzyć, a Simeon nie zamierzał robić tego gwałtem. Zamknięty w swoich ponurych myślach położył się na swoim łóżku i przestał się odzywać do kogokolwiek. W takiej sytuacji, nie pozostało nic innego jak położyć się wszystkim spać.

Simeon nadal roztrząsa w głowie sytuację.
Simeon odkrywczo – A może matka Uliana nie zgadza się na ten ślub?
Sahibeen ociekając sarkazmem – No kurwa co ty?!

Drużyna ma zagwozdkę, co robić. Sahibeen zwraca się do szamana, ten jednak ucieka od odpowiedzialności.
Bjornei – Na mnie nie patrz, ja jestem żałosną pierdolą w futrze.

Bjornei podsumowuje czarnowidztwo nomaga.
Bjornei – Ten fatalizm typowy jest dla ludzi pustyni.
Sahibeen – Patrz, futra nie zgolił, ale mądrze prawi.

Nie dane było jednak awanturnikom wyspać się solidnie bo o przedświcie obudziły ich krzyki i walenie w drzwi, a w chwilę później ciężkie kroki na schodach. Do domu, w którym nocowali bohaterowie wkroczył w całej swej okazałej i rozwichrzonej postaci wójt Riffin. Z jego wrzasków i krzyków bohaterowie zrozumieli, iż oskarża ich o zniknięcie swojej córki Gilan i przyszłego zięcia. Pomagierów wójta już na schodach powstrzymał groźnym wymachiwaniem młyńca toporkiem Haeri i być może tylko dlatego nie doszło do rękoczynów.

Sahibeen widząc, że gdzie się nie obrócą robią sobie wrogów.
Sahibeen – Zastanawiam się gdzie tu jest najbliższa galera do wydostania się z wyspy…

Nieco spokojnym tłumaczeniem, nieco krzykiem w końcu bohaterowie wytłumaczyli, że nie mają nic wspólnego ze zniknięciem młodych, a na kilka celnych ripost wójt odesłał swoich zauszników i w końcu można było swobodnie pogadać. Okazało się, że Riffin znakomicie wiedział czyim synem jest Ulian i widział w jego ożenku z Gilan świetny interes dla własnego rodu, bo Arenda jawiła mu się jako aktywna i przedsiębiorcza kobieta interesu. Wiedział również o tym, że bohaterowie rozmawiali z nim w nocy, bo szybko wygadał się o tym Simeon i obwiniał ich, że wystraszyli młodziana, co mogło być prawdą bez dwóch zdań.

Wielki raban we wsi robi wójt, martwiący się o to, że jego plany związane ze ślubem wzięły w łeb. Właśnie zbliża się do drużyny drąc się niemiłosiernie starając się zwrócić na swoich wysiłkach uwagę reszty mieszkańców wioski i wrobić awanturników w poszukiwania.
Sahibeen – Ja od razu mówię, jak on zacznie drzeć na mnie mordę, to ja mu zapewnie przedwczesne wybory samorządowe.

Wkrótce okazało się, że poszukiwania Gilan i wrzaski wójta, postawiły na nogi połowę wioski, a plotka o wydarzeniu i roli w nim bohaterów lotem błyskawicy rozprzestrzeniała się pośród ludzi. Wójt począł rozpowiadać, że bohaterowie podjęli się zadania odnalezienia młodych i cóż było poradzić, zwłaszcza że wcale nie było to tak nie na rękę jak mogło się wydawać.

Simeon czuje się winny sytuacji jaka ma miejsce i tłumaczy się szczerze na lewo i prawo ze swoich poczynań.
Simeon do wójta – Chcieliśmy się od niego tylko dowiedzieć co naprawdę myśli o swojej matce.
Sahibeen łapiąc się za głowę – Dalej! Powiedz mu jeszcze, że spierdoliłem z galery.

Grupa podzieliła się na dwie części. Keffar, Haeri i Sahibeen wzięli trzy kuce i ruszyli drogą na północ, tropiąc ślad znaleziony przez ostrojczyka. Simeon, Avelox i Bjornei zostali we wsi, czekając czy nie poszczęści się innej grupie poszukiwawczej. Bjornei namawiany przez swoich towarzyszy sięgnął ku mądrości duchów i po odprawieniu krótkiego rytuału uzyskał niejednoznaczną podpowiedź, w której słyszał krzyk rybitwy i łopot żagli. Cytio, który kręcił się za przybyszami od samego rana podpowiedział, że może chodzić o statek “Biała rybitwa”, który zatonąć miał na skałach zwanych kłami, na wschód od wyspy. Jedynym sposobem aby tam się dostać, było znalezienie statku do wynajęcia, a o ten miało być najłatwiej we wsi Chomoth. Za przewodnika wyprawy, posłużyć miał kuzyn Cytio – Nieles, który za dwie monety obiecał pokazać skały, o których mówił chłopak.

Bjornei wypytuje Cytio o Uliana i Gilan, którzy uciekli w nocy z wioski.
Bjornei – Nie widziałeś może gdzie chodzili wcześniej?
Cytio – Nie wiem gdzie panie Niedźwiedziu.
Sahibeen – Dla przyjaciół Misiu.
Bjornei podśpiewując – Nie mów do mnie Misiu, nie mów do mnie Misiu…

Zaskoczony MG.
MG – Niesamowite jak drużyna wierzy w moce szamana.
Bjornei – “Bo czucie i wiara szamana wiecej dla nich znacżą niż mędrków szkiełko i oko”
Sahibeen – Mickiewicz Rocranonu w dupę jeża.

Bjornei wykonuje rytuał znalezienia, słyszy głos rybitwy i łopot żagla.
Bjorni – Trzeba iśc w kierunku morza!
Sahibeen – Kurwa, to żeś powiedział, to wyspa jest!
Simeon – Jak prawdziwy jasnowidz!

Tymczasem tropiciele powędrowawszy traktem ku Mrzysnowi, znaleźli luzem pasące się dwa kuce, które z Kelpie zabrali uciekinierzy. Młodzi aby zmylić pościg puścili je samopas, sami skręcając ku południowemu zachodowi. Keffar jednak nie miał żadnych problemów ze znalezieniem ich tropu i wkrótce wyprawa znów była na trasie, która jak okazało się wiodła wprost ku wsi Chomoth. Nie było zaskoczeniem, kiedy obie grupy spotkały się nim dotarły do celu, do którego podążyły już wspólnie.

Haeri zatroskany widokiem strapionego Keffara.
Haeri – Wyglądasz na zmartwionego, jakbyś sobie przypomniał złe wspomnienia z dzieciństwa.

Chomoth sprawiało z daleka zupełnie odmienne wrażenie co Kelpie. Wyszczerbiona palisada, zapadnięte dachy domostw, zestarzałe drewno nadmorskiej osady pokryte było zielonym nalotem. W porcie kołysało się kilka łódek, ale zanim drużynie w ogóle dane było tam dotrzeć przy bramie zebrał się komitet powitalny, któremu przewodził silny i wysoki mężczyzna o brodatej twarzy i zadziornym spojrzeniu. To właśnie on powitał przybyszów i przedstawił się jako Raffolk Gelnney. Wystarczyło spojrzeć na niego i na to jak jego słowa przyjmowane są wśród reszty, żeby upewnić się, że on tu dowodzi.

Keffar do alchemika, przed wejściem do wsi Chomoth.
Keffar – Simeon. Teraz się skup. Jak powiesz, że szukamy córki wójta z Kelpie, to ci pierdolnę.
Sahibeen zachwycony bezpośredniością Keffara – Czekam na efekt.
Simeon cichutko – Obrażony jestem.

MG opisuje nową wioskę.
MG – …schodzą drogi w stronę morza. Hmmm, nie wiem, rysować wam to?
Sahibeen – Póki się nie bijemy to chyba nie.

Lokalny chłopek utropek z Chomoth zaczepia figlarnym uśmiechem Haeriego.
Haeri – Podjeżdzam do niego i chcę go poklepać po plecach
MG – Nn odsuwa się dwa kroki do tyłu i przed nim wyrasta jego PAŁA co ją trzymał w łapie, jak taka tarcza, żeby utrzymać między wami dystans.
Haeri – Ty patrz jak się cieszy na mój widok!

Kiedy Raffolk dowiedział się od Keffara, że ten jest Ostrojczykiem i planuje zapłacić za wynajęcie łodzi, brodata twarz wyraźnie się rozpogodziła i cała drużyna została zaproszone do karczmy, gdzie zaserwowano piwo. Naczelnik Chomoth zdawał się wyraźnie mieć słabość do ludzi morza, za jakiego pokroju człowieka brał Keffara i Haeriego. Szybko wyjawił, że w “jego” gościnie jest Ulian i Gilan, których Keffar przedstawił jako swoich wysłanników. To oni mieli być forpocztą drużyny i zapewnić wynajem dobrej łódki dla “kapitana Keffara”.

Raffolk Gelnney, przywódca wsi Chomoth wypytuje o “załogę Kapitana Keffara”, jego wzrok pada na Simeona.
Raffolk – A ten starszy mężczyzna?
Sahibeen nadal cięty na alchemika – To jest nas głos prawdy! Jakby Keffar miał stulejkę, to by wszyscy kurwa od razu o tym wiedzieli.

Keffar próbuje wejść do pokoju, gdzie ukrywają się uciekinierzy. Zza zamnkniętych drzwi słyszy.
Ulian – Wejdź tu tylko a rozwale Ci łeb!
Keffar – No to wchodzę!

Kiedy doszło do konfrontacji trzech stron, Ulian na oczach drużyny zapłacił Raffolkowi srebrem aby pojmał awanturników. Jakież było zdziwienie wszystkich, kiedy na rozkaz “brać ich”, ludzie Raffolka błyskawicznie obezwładnili młodych kochanków i oddali ich w ręce bohaterów. Naczelnik uśmiechnął się szelmowsko do Keffara i zacisnął pięść na srebrze, którym zapłacił mu Ulian.

Po sesji gracze podsumowują swój stan psychofizyczny podczas grania.
Bjornei – Ja miałem swój normalny, niski poziom.


To mniej więcej tyle. Mamy możliwość zrobienia małego epilogu, więc wszystkich chętnych zapraszam, aby do środy pisali w komentarzach, co też zamierzają robić. Dajcie znać co z kucami z Kelpie, co z waszymi planami na żeglugę. Raffolk odda wam dużą łódź z prostokątnym żaglem i wiosłami, oraz trzema osobami załogi, które popłyną z wami gdzie tylko zechcecie. Koszt – 8 kłów, tak jak chyba rozmawialiśmy na sesji. Jeśli coś się zmieni w tym temacie dam znać.

Co do kwiatków, to postanowiłem do raportów wrzucać tylko wybrane. Co za dużo to niezdrowo jak mawiają ;).

Comments

Proponowałbym sprzedać kuce, bo kuce na pokładzie to tylko problem – sprzątać trzeba, karmić. A za zarobione pieniądze będziemy mogli kupić nowe, jeśli uznamy to za konieczne. Zwłaszcza, że są to tylko kuce i pewnie jakiejś pociągowej rasy, więc i Haeri, i Keffar jadąc na nich będą niemal ciągnąć nogami po ziemi. (Co nie przeszkadzało Haeriemu dumnie go ujeżdżać w ostatni czwartek, chociaż pewnie wyglądał komicznie :) ).

Co do kierunku… Nie jestem przekonany do przekazywania zakochanej pary Arendzie. Haeri, jako osoba która sama dość gwałtownie rozstała się z rodziną, doskonale rozumie motywacje Uliana i, chociaż nie potrafią sie dogadać, odczuwa do niego bliżej nieuzasadnioną sympatię.

 

Kuce na pokladzie to rzeczywiscie problem, inna rzecz że jakby nie do końca są nasze.
Tak sobie myślę, że można je sprzedać a kasę dać nowożeńcom, bo z tego co rozumiem nie planujemy żadnych akcji ofensywnych w ich stronę? Ja bym ich odstawił gdzie sobie będą życzyć i tyle. Simeon, to Twój brat dostanie po nerach za to, więc decyduj.

Ewentualnie wartą rozważenia propozycją jest odstawienie ich jednak do Mrzysnu, ale cichaczem do portu a nie do matki. Potem na krypę do krasnoludów ew. na statek który miał nas odebrać za 2 dni. Ale to już niech młodzi się decydują.

 

Co do waszych szerokich planów, to pragnę przypomnieć, że macie ze sobą dwóch chłopaków z Kelpie i było nie było patrzą na wszystko co robicie i słyszą wszystko co mówicie :D.

 

My tutaj z Keffarem po ostrojsku się zastanawiamy! ;)

 

No więc ja przysłuchuje się tej rozmowie i też po ostrojsku zwracam sie do ‘kapitana’.

Pierwsza sprawa: Czy nie lepiej odesłać kuce razem z chłopakami z Mrzysnu? To jednak może zepsuć plan który zarysuję poniżej.

Plan: zastanawiam się, czy nie udać się za radą Keffara do Mrzysnu, ale…
zostawić młodych rzeczywiście w porcie, ale póki co nie spuszczać ich z oczu (np. zostawić jednego członka drużyny z nimi), a tymczasem udać się do Arendy i przedstawić jak się sprawa ma. Zobaczyć jak Arenda zareaguje – jesli będzie chciała nas ukatrupić, to mamy kartę przetargową – Uliana w porcie (wiem stałem się zły). Oczywiście nie chcę do tego dopuścić, ale gdybyśmy mieli podać głowy za to w Mrzyśnie… Myślę, że Sahibeen by mnie poparł. Jeśli wszystko się z Arendą ułozy, to wypuścimy Uliana albo odstawimy do wioski a Wójt nie powinien się burzyć, skoro i tak zięcia dostanie (nawet jak się wesele obsunie o dzień czy dwa, po tej ucieczce to i tak będzie dobre).

Trzecia rzecz jest niezwiązana z Ulianem i misją… chodzi mianowicie o to co wyczytałem w księdze, a co może nam się przydać w przyszłości, a dotyczy kontrolowania istot z planów żywiołów. Aby jednak tego się nauczyć potrzebuję wykonać pewien eksperyment, a teraz nadarza się bardzo dobra okazja, aby zrobić go ‘bezpiecznie’. Chciałbym wyprawić się na jakąś skałę / lagunę z łachą piachu niedaleko wyspy i tam, poza spojrzeniami ludzi z wioski musze rozpalić ognisko i wykonać pewien magiczny rytuał. Jesli się powiedzie, być może będzie to pierwszy krok do poskromienia żywiołaka w lochu pana Luca.

 

Zacznę od końca. Jeśli potrzebujesz skały nad wodą, to te Kły o których mówiliście mogą być idealne, a przy okazji nie nakłamiemy za bardzo. W międzyczasie spokojnie (mam nadzieje) będzie można z młodymi pogadać co oni #wyraz kombinują.

Co do Arendy i jej synalko-mafii to mam mieszane uczucia. Wydaje mi się że w Mrzyśnie są co najmniej dwa stronnictwa, nawzajem się zwalczające. Jeśli to prawda to nie będą za bardzo podskakiwać żeby się nie odsłonić. W razie czego też nie wypadliśmy sardynce spod ogona i (chyba) możemy liczyć na niewielką pomoc krasnoludów. W ostateczności, jeśli dobrze liczę, za dwa dni mamy transport nazad, wystarczy gdzieś przycupnąć. Swoją drogą nie wiem jak chcieliśmy te czerwone fortece zwiedzać jak zaraz mamy statek.

Kuce rzeczywiście można odesłać z właścicielami, tylko pytanie czy sołtys nie narobią rabanu jak chłopaki wrócą bez pary młodej.

 

Tak tylko w kwestii ułożenia geografii.

  • Mrzysen północno zachodnia część wyspy.
  • Chomoth południowo zachodnia część wyspy.
  • Kły to skały znajdujące się na południowy wschód od wyspy.
 

Nom, z tego co pamiętam to chłopaki mówiły, że tam się długo płynie…

W sumie rzeczywiście mogą narobić rabanu, bo widzieli, że młodych znaleźliśmy… ale może po skrzeli czy dwóch na głowę i obiecaja nic nie mówić? W sumie to nie wiem, czy sołtys widział, jak wychodzili z nami (bo oni wyszli z nami – grupą mózgowców, którzy odprawiali rytuał ;) a wtedy ani wójta nai jego0 grupy poszukiwaczy w wiosce nie było).

Młodych na pewno trzeba wypytać.

Co do zwiedzania Twierdzy – wszystko zależy. Jeśli Arenda nie da nam cynku co do kiwatu awicenny, to spokojnie moglibyśmy zostać dłużej i np. spróbowac odezwać się do Waldy, o ile jej nie pobiliście w barze :P. Może udałoby się zabrać np. z krasnoludami, jeśli płyneliby w dobrą stronę jak już zostanie rozwiązanych ich problem?

 

Mały update. Tak sobie pomyślałem, że kuce mogą być kaucją za łodzie. Powstrzyma to kolegów z Kelpie przed zbyt szybkim powrotem do domu i mieleniem ozorami.

 

Parasit zapytał mnie o wygląd wyspy i zdał sobie sprawę, że nieszczególnie zaprzątaliście sobie tym głowę dotychczas. Narysowałem mu więc trasę jaką przeszliście i co sami wiecie. Wtedy wpadł na pomysł aby zapytać Raffolka jak to wygląda i ten patykiem na wilgotnej ziemi zrobił mu szkic. Rysunki macie w nowym pliku, który zobaczyć można w naszych dokumentach googlowych.

 

“Chłopaki” chętnie wezmą po dwa skrzela na głowę i zostaną na dzień czy dwa z kucami w Chomoth.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.