Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.27 - Rzecz o szczęśliwym życiu rolnika

Udział wzięli: Hæri, Keffar, Sahibeen, Simeon


Rankiem drużyna raźno wyruszyła na szlak. Nim jednak jeszcze w ogóle zdążyła wyjść z osady natrafiła na znajomka. Przed drzwiami domu Arendy Białej koczował jeden z towarzyszy Thorina. Krasnolud ujrzawszy maszerujących zamachał na nich dając znać, że chętnie zamienił by z nimi kilka słów. Zaczął od sarkania na “staruchę”, która aż do tej pory nie postanowiła ich przyjąć na rozmowę, po czym swobodnie przeszedł na opisanie zdziwienia, jakie ogarnęło ich wczoraj kiedy zobaczyli awanturników w domu złodzieja. Nadmienił również, że Thorin chętnie zamieniłby z nimi kilka słów.

Gracze rozmawiają z krasnoludzkim NPCem, usłyszał własnie nie do końca to co by chciał od postaci.
MG – Widzicie jak krasnolud zamyśla się, pochyla nieco głowę a czoło marszczy mu się tak, aż krzaczaste brwi tworzą niemal jedną linię.
Sahibeen – Krasnoludzka monobrew, skaza chaosu.

Keffar chce namówić resztę drużyny aby wrócili na chwilę do portu porozmawiać z przywódcą krasnoludów. Sahibeen mocno oponuje.
Haeri – Czemu nie lubisz tak tego portu?
Sahibeen – Kołysze, śmierdzu rybami…
Keffar – Złe wspomneinia?
Simeon – Po prostu on przypłynął na Titanicu.

Ku ogólnej niechęci zawracania z podjętej drogi i wyraźnej awersji Sahibeena do okolic portowych, Keffar postanowił sam rozmówić się z krasnoludem, a następnie dogonić towarzyszy na szlaku. Galerę “Wstyd Calypso” odnalazł bez trudu, wiedząc że na niej zatrzymały się krasnoludy. Minąwszy wielką, intrygującą skrzynię na pokładzie zapukał do jedynej na galerze kajuty.

Keffar w porcie wpada na dwóch portowych ochroniarzy.
MG – To taka paramilitarna, jednostka lokalna.
Sahibeen – Ona jest paramilitarna bo zawsze chodzą parami.

Na galerze przewożona jest tajemnicza, przykryta brezentem skrzynia, która mocno intryguje Keffara.
Keffar: Co jest w tej skrzyni, czuję jakieś piżmo specyficzne?
MG: Wiesz co? Ty to jestes jakimś myśliwym więc stwierdzasz że to moze być jakiś niedźwiedź albo chuj wie co…

Thorin poczęstowawszy gości obłędnie pachnącym jabłecznikiem wywiedział się o powód odwiedzin bohaterów u Arendy i ostrzegł przed “tą kobietą”, mającą jakoby wpływ na wszystko co dzieje się w Mrzyśnie i to raczej niekoniecznie jedynie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Dowiedziawszy się, że drużyna rozważa udanie się do Czerwonej twierdzy, aby pomóc Sahibeenowi, pozostawił pod rozwagę połączenie sił, skoro i krasnoludy miały się tam wkrótce udać.

Żegnając się na pokładzie galery, Keffar z ciekawości zapytał jeszcze o skrzynię, w której okazało się przewożony był wielki, brunatny niedźwiedź, pieszczoch krasnoludów, za to w stosunku do obcych wyraźnie pełen nieufności.

Keffar wrócił do portu, reszta powoli ruszyła w drogę. Haeri zasępił się nagle, zdając sobie sprawę z czegoś.
Haeri – Kurde, teraz nie będę mógł się z nimi dogadać?

Tymczasem reszta drużyny nieśpiesznym marszem zmierzała na południe, rozglądając się ciekawie po równinie, starając się dojrzeć szczegóły majaczących daleko na wschodzie wzgórz i umilając sobie czas rozmową na temat rocranońskiego klimatu. Choć droga była utwardzona stopami tysięcy podróżnych i kołami ich wozów, to na samym szlaku nie widać było żadnych ludzi, czasem tylko w oddali, pośród zaoranych pól krzątali się pochyleni w pół rolnicy. Bohaterowie jednak obrali jasno swój cel i nie zamierzali zbaczać z drogi. Wkrótce drużynę dogonił Keffar i choć jasne było, że musiał narzucić sobie solidne tempo podróżowania, nie widać było po nim zbytniego zmęczenia.

Simeon korzystając z każdej okazji wypatruje ziół, również w czasie tej podróży chodzi blisko pobocza drogi i wnikliwie przepatruje trawy.
Simeon: A są tu jakieś zioła?
MG: Chodzisz, rozglądasz się, szukasz…
Sahibeen: Mosci Simeonie, co ty w kupę weszłeś co tak chodzisz na boki?
Keffar: a co, uzyczysz mu ręcznika?
Sahibeen – Po co? Przecież widzę, że sam szuka gdzie buta wytrzeć.

Sahibeen przyzwyczajony do gorącego klimatu pustyni nie może przyzwyczaić się do Rocranońskiej wiosny.
Sahibeen – Taaa… Wiosna, że jaja aż klekoczą!

Monotonie podróży zburzyło w końcu rozwidlenie drogi, w którego widłach umiejscowiona była otoczona palisada zagroda, na którą składał się długi gospodarczy budynek i piętrowy dom mieszkalny. Zbliżywszy się nieco bohaterowie odkryli, że zabudowania otacza dodatkowo fosa, obecnie wyschnięta i nieco zamulona, a sama palisada jest stara, zmurszała i pełna dziur. Na pewno niezdolna do spełniania swojej podstawowej funkcji.

W bramie palisady pojawił się rosły, niemal łysy mężczyzna z bujną brodą i z dłonią uniesioną do oczu czekał, aż awanturnicy zbliżą się i po krótkiej wymianie uprzejmości zaprosił ich do środka. Mężczyzna zwał się Cyne sługa Aluacha i okazał się być szamanem ducha wiatru, dobrodzieja okolicznych upraw. Posadziwszy gości na ławach przed frontem domu i napoiwszy wdał się z nimi w krótką rozmowę i nakierował na właściwą drogę ku celowi ich podróży.

W którymś momencie rozmowa zeszła na osobę Arendy Białej i choć Cyne starał się za wszelką cenę nie powiedzieć o niej wprost nic złego, to obraz tej kobiety, jak i drugiej o imieniu Walda, które miały ponoć decydować o wszystkim co dzieje się w Mrzyśnie, nie wydawał się zbyt pozytywny. Podziękowawszy za gościnę i rady, bohaterowie ruszyli dalej, tym razem kierując swoje nosy bardziej w kierunku południowego wschodu.

Napotkany szaman pociągnięty za język opowiada co nieco o Arendzie Białej
Cyne sługa Aluacha – Wielu miała już mężów, różnie to z nimi było. Jedni odpływali w morze, inni, powiadają, też wypływali w pewnym sensie w morze. Wiecie, zatoka w Mrzyśnie jest naprawdę głęboka.
Sahibeen – Note to myself: Nigdy nie być mężem Arendy!

Coraz częściej na horyzoncie pojawiały się chaty, a na polach pracujący ludzie, coraz większe obszary były zaoranymi skibami ziemi, bohaterowie jednak uparcie trzymali się drogi, starając się jak najlepiej wykorzystać czas dany im przez Arendę Białą. Plan udał się znakomicie, bo już wczesnym popołudniem udaje im się dotrzeć do osady Kelpie.

Na pierwszy rzut oka widać, że wioska należy do zamożnych. Nieźle utrzymana, choć stara palisada i otaczająca osadę fosa nadal mogą sprawować dobrze swoją funkcję, choć brama otwarta jest szeroko i nie widać w niej żadnych strażników. Wieś otaczają zaorane pola uprawne i pastwiska, na których widać dużą ilość ludzi.

Mistrz gry opisuje mieszkańców napotkanej wioski.
MG – … w sumie to wyglądają jak typowi wieśniacy z “Siedmiu wspaniałych” czekający na ratunek.
Keffar – A nas jest tylko czterech.
Sahibeen – No i szału nie ma.

Największe jednak zaciekawienie drużyny obudziło świąteczne ozdobienie miasta. Z daleka widać już wiecheć kwiatów zawieszony na tyczce nad bramą wjazdową, kwiatów i zieleni pełno też wszędzie tam gdzie oko ludzkie może dotrzeć spoza palisady. Tajemnica rozwiewa się kiedy bohaterowie zaczepiają młodego chłopaka, oklep jadącego na koniu. Cytio, bo tak się nazywa, tłumaczy, że to panicz Ulian żenił się będzie z córką wójta. Ten sam Ulian, syn Arendy, którego bohaterowie w trybie pilnym sprowadzić mają do Mrzysnu.

Sahibeen postanawia skorzystać z obecności młodzieńca i biorąc go na bok pyta, czy tem jest w stanie skombinować dla niego młotek i przecinak. Po krótkich targach obaj konspiratorzy umawiają się na “po zmierzchu” kiedy kowal jak zwykle zajrzy już do flaszki i będzie można swobodnie zakraść się do jego pracowni.

Sahibeen zagaduje młodego chłopaka Cytio, aby załatwić narzędzia. Drużyna komentuje niewybrednie gusta Sahiego… wtem rozmowa schodzi na standardowe tematy:
Cytio: A jak bardzo możesz być wdzięczny?
Sahibeen: (do Cytio: ) Czekaj chwilę… (do druzyny: ) Moge dostać jakiegoś souvenira? Monetkę?
Simeon: Pederastów nie wspieramy!
Sahibeen z powroten co Cytio: Czy no ja mógłbym to na kredyt?
Cytio: No jasne panie, jasne, ale wytłumaczcie mi co to jest nakredyt?
Drużyna chóralnie: Jak to się robi “na kredyt”?!

W końcu targi zdają się dobiegać końca.
Cyto: No dobrze mogę wziąć w zamian tego kutas!
Sahibeen: Patrzę na niego z niesmakiem… Aaaa, tobie o ten przyczepiony do tarczy chodziło! Zgoda!

Wreszcie drużyna wkracza do wsi zbudowanej na planie koła. Dwa kręgi domów, wewnętrzny i zewnętrzny rozdzielone są ulicą, a każdy budynek przy tejże udekorowany jest kwiatami. Kierując się słowami Cytio drużyna zmierza ku wewnętrznemu kręgowi i zamierza szukać największego domu. Gdyby nawet nie mieli takiej podpowiedzi, nietrudno było by odgadnąć, że dom przy którym kręci się tłum ludzi ze sprawunkami, a młode dziewoje drą pierze z gęsi musi być tym, w którym szykuje się weselisko. Donośny głos wójta dochodzi ze środka, wykłócający się o coś z kolejnym interesantem, z którym niemal zderzają się w drzwiach.

Drużyna zwiedza napotkaną wieś.
MG: Dziewoje z zadartymi powyżej kolan spódnicami drą gęsi, spiewają piosenki o wietrze nad wzgórzami, kolorach żółtym i niebieskim…
Sahibeen: Kurwa ukraina!

Wójt nie należy do osób urodziwych, ale jego tusza i sposób noszenia się wyraźnie wskazują na to, że dobrze mu się powodzi. Bohaterowie korzystając z podpowiedzi jakiej udzielił im Cyne, podają się za awanturników chętnych na zarobienie grosza, jednocześnie jednak starają się jak najwięcej dowiedzieć o przyszłym zięciu interlokutora.

Szybko dochodzą do wniosku, że ślub nie jest pod przymusem, bo panna nie jest w ciąży (to jedna z tych drących pierze), a wójt o panu młodym wyraża się w samych superlatywach. Co prawda wedle jego słów młodzian jest sierotą i jedynie ma braci, z którymi nie chce utrzymywać kontaktów, ale awanturnicy akurat temu kłamstwu coraz mniej się dziwią. Z drugiej strony wójt wspomina coś o miejscu gdzie wydobywać można kamienie półszlachetne i którego trzeba popilnować przez kilka dni, za co chętnie zapłaci, ale ten temat musi poczekać aż do “po ślubie”.

Okazało się, że mężczyzna którego mają sprowadzić do Mrzysnu, bierze następnego dnia ślub. Graczy teoretyzują o porwaniu go.
Sahibeen – Weźmiemy go po pijaku i już!
Keffar – Zrobimy mu kawalersie!
Sahibeen – Przed weselem?
Keffar – A kiedy się robi? Po weselu?!

Simeon ma jednak skrupuły.
Simeon – Myślałem, że my go będziemy ratować? Że on może tu w jakichś tarapatach siedzi?
Sahibeen – A małżeństwo to nie tarapaty?!
Keffar – To powiedz to swojej żonie,
Sahibeen – Ciii, bo jeszcze usłyszy

Awanturnicy po wyjściu od wójta kierują się w stronę wskazanych im kwater. Mają ciężki orzech do zgryzienia i nie mogą zdecydować się co i jak zrobić. Z której strony by nie spojrzeć, wygląda na to, że kosztem szczęścia innych osób mogli by osiągnąć własne cele. Nie wszystkim w smak jest tak wysoka cena. Blisko bramy Keffar zostaje poproszony o pomoc w przeniesieniu długiego, ociosanego drąga, który jak okazuje się służy do zbudowania ogrodzenia placu przyjęcia weselnego, które znajduje się poza palisadą tuż w pobliżu fosy. Pełno tam już ław i stołów, beczek, jest nawet podest przygotowany na tańce. Widać wójt niczego nie żałuje swoje córce.

Sahibeen zastanawia się czy nie przehandlować z Keffarem kradzionego sejmitaru na włócznię.
Keffar – Mam potężną włócznię!
Sahibeen – O tak Keffar ma kawał “włóczni”.
Keffar – Mogę cię nadziać na nią…

Kwatera, na której meldują się bohaterowie, to mistrzowsko wykończony w drewnie dom xxx, w którym zostają oddane dwa pokoje na piętrze do dyspozycji awanturników. Ledwo grupa zadomowiła się w nowym miejscu, Sahibeen pod jakimś błahym powodem wymyka się na zewnątrz na spotkanie z Cytio, bo zbliża się już zachód słońca. Chłopak czeka już przy warsztacie kowala i wbrew oporom wojownika wprowadza go do środka aby ten sam wybrał sobie narzędzia jakich potrzebuje.

MG opisuje dom jednego z wieśniaków, fenomenalnie wykończony w całości w drewnie i nieco się zapamiętuje.
MG – … i nawet okiennice idealnie pasujące zamykane są na rzeźbiony skobel w postaci czapli zaczepiającej swoim pyskiem o haczyk.
Keffar – Pyskiem? W jakiej ty się szkole o czapli uczyłeś.
MG do Sahibeena – Jesteś u nas nowy, pozwól przedstawię ci, Keffar, gracz który do wszystkiego się dopieprzy.
Sahibeen – On to pewnie już zaczął w dziećiństwie. “Mamo, mamo daj mi kanapkę… Eeee? Ze smalcem?!”
MG – No więc ten dom jest tak dobrze wykończony, żeby nawet Keffar nie miał się do czego przypierdolić!

MG w skrócie o świecie.
MG – Jeszcze do tego wrócimy, ale musicie wiedzieć, że ten świat ma trzy księżyce.
Simeon – Jak tu są 3 księżyce to muszą byc tu przypływy, że chuj…
Keffar – No! A mówicie, że to ja się przypierdalam!
Sahibeen – Dla mnie Simeon się nie przypierdala, on podziwia. To jest takie wykrzyknięcie zachwytu!
Simeon – Wołacz: O!!! Chuj!!!

Zapłaciwszy za pomoc obiecanym, kolorowym kutasem przytwierdzonym wcześniej do jego kałkanu, Sahibeen umyka do drewutni gospodarza, u którego się zatrzymał. W końcu może przeprowadzić do końca swój plan pozbycia się kajdan z przegubów swoich rąk, z którymi ukrywał się od momentu ucieczki z galery. Niestety okazuje się, że to nie do końca łatwe, kiedy przecinak jest prawie że długości łańcucha pomiędzy okowami. Sahibeen nie poddaje się jednak, tyle że jego staranie prowadzą tylko bardzo nieprzyjemnego wypadku.

Sahibeen na umówionym spotkaniu z Cytio doprowadza do wymiany.
Sahibeen: Szybka wymiana, ja ci daje kutasa, a Ty mi młotek!

Potężny ryk stawia na nogi bohaterów. Keffar i Haeri szybko namierzają Sahibeena, który z zakrwawioną dłonią i wciąż zakuty w łańcuchy siedzi przy warsztacie i cicho jęczy. Sprowadzony na pomoc Simeon stwierdza złamanie paliczka palca prawej dłoni i przystępuje do pomocy medycznej. Napaja Sahibeena czymś przeciwbólowym, oczyszcza ranę i składa palca, a następnie unieruchamia go. Jest szansa, że wojownik będzie mógł w przyszłości normalnie używać zranionego palca. W czasie kiedy alchemik warzył odpowiednie napary, Keffar z Haerim uwolnili dłonie nomada z okowów, nie mogąc wyjść ze zdziwienia, że tak długo ukrywał przed nimi fakt bycia skutym.

Za pomocą młotka i przecinaka Sahibeen próbuje uwolnić się z kajdan, które nosi od kiedy uciekł z galery. Niestety nieszczęśliwie rani się poważnie i swoim krzykiem ściąga innych. Haeri tłumaczy stan towarzysza Simeonowi, który ma go leczyć.
Haeri – To spotkanie, na które on umawiał się z chłopakiem chyba nie poszło najlepiej.
Simeon – Bronił się!

Haeri podczas operacji na kończynie Sahibeena próbuje wspomóc go w okiełznaniu krzyku bólu.
Haeri – Z uśmiechem wsadzam mu trzonek topora w usta.
Drużyna zgon.

Kiedy drużyna, wraz z nieszczęśliwym Sahibeenem wraca na kwaterę, są świadkami powrotu z polowania Uliana i jego towarzyszy. Fantazyjnie ubrany, młody, przystojny chłopak, z pierwszym męskim zarostem na twarzy, siedzący na cierpliwym i posłusznym kucu, ciągnącym wóz z upolowaną zwierzyną, gra na fajurce jakąś pełną radości melodię…

Po sesji.
MG – Ale było dzisiaj gejowskich tekstów!
Simeon poważnie – Pederastycznych.

MG zastanawia się nad wydarzeniem z gry.
MG – ciekawe jak potencjalna strata środkowego palca prawej dłoni wpłynie na umiejętność walki włócznią Sahibeena… No nic, jutro wezmę kij od miotły i spróbuję.


No i to by było na tyle, znów jesteśmy na bieżąco więc niech komentarze posłużą za przedłużenie naszej gry na sesji. Zwłaszcza ważny może być plan “co dalej” w sytuacji w jakiej znaleźliście młodego Uliana. Ewentualny konsensus tutaj może przyspieszyć naszą następną sesję.

Jakiekolwiek inne pytania lub deklaracje również mile widziane.

p.s. W najbliższy czwartek będę w sieci o 20:45 na rollu i na skypie. O 21:00 zaczynamy granie, niezależnie od tego kto będzie i kogo nie. ;)

Comments

Ja mam plan! Mogę go nawet opisać w postaci pełnej deklaracji, co chciałym zrobić własnie w tym momencie w którym zamknłęa sie sesja, tzn w momencie wjazdu tryumfalnego panicza Ulina do wioski.

PS1. tak za mną chodzi pewne pytanie… czy córka wójta nazywa się może Romea? ;)

PS2. Walda brzmi podejrzanie w kontekście wesela…

 

Co do twojego planu, to pytanie brzmi czy zamierzasz się nim dzielić z pozostałymi postaciami w drużynie, czy chcesz wcielić go w życie niezależnie od wszystkiego na własną rękę?

W obu przypadkach myślę, że dobrym pomysłem było by gdybyś go nam tutaj napisał, bo było by to świetne wyjście do dalszej dyskusji.

Ad PS1. Wójt nazywa się Riffin a jego córka Gilan.
Ad PS2. Podejrzane? Skądże.

 

Ok, to ja bym zrobił tak (nie chcę wprowadzać innych w plan, bo nadarzająca się sytuacja może sie nie powtórzyć, a tłumaczenie zabrałoby zbyt wiele czasu)
Zakładając, że jesteśmy na zewnatrz knajpy
1) Patrze na Keffara i Sahibena wymownie a nastepnie bardzo wymownie na drzwi od karczmy
2) nie czekając (mając nadzieję ze domyslą sie o co chodzi) na ich reakcje wychodzę na spotkanie wjeżdzającego do wsi pochodu. Mam nadzieje, że Ulian nie zauważy że było z nami dwóch rosłych gości (żeby się nie przestrzaszył przypadkiem że mu coś chcemy zrobić)
3) wołam: “Mości Ulianie, zatrzymaj się! Mam bardzo ważną wiadomość od twojej CIOTKI z Mrzysnu! Niechybnie grozi jej wielkie niebezpieczeństwo!” (wymawiając słowo CIOTKI akcentuje je i potrzasam bransoletą Arendy, którą mam na ręce).
4) Czekam na reakcje Uliana.

Dalszy plan zdradzę jesli mistrz gry się przychyli do jego wyjawienia pozostałym graczom.

 

Ok, za zgodą MG:
Plan, który w nagłym rozbłysku geniuszu/głupoty przyszedł Simeonowi do głowy polega na:
1) nie chcemy na razie zdradzić Uliana (jego stwierdzenia, ze jest sierotą, które przedstawił w wiosce), ale dać mu do zrozumienia, kto nas przysyła i w jakiś sposób sprawdzić jego reakcję. Chcę mu powiedzieć, że jego matka jest w niebezpieczeństwie, zakładając, że nawet najbardziej wyrodny syn najbardziej wyrodnej matki powinien się choć chwilę zastanowić nad takim faktem…
2) chciałbym Uliana sprowadzić do naszego pokoju w domu Wulfara i tam spokojnie porozmawiać… Wojownicy, których wzrokiem odesłałem do wnetrza mogą się gdzieś schować (za dzwiami) i ewentualnie odciąć droge ucieczki Ulianowi. Będziemy dzięki temu mieć możliwość wyboru co zrobimy dalej… jest noc, dobra pora na ewentualny szybki manewr taktycznego odwrotu z wioski.

 

No i mamy.

“Ulian nieco zmieszany przestaje dmuchać w fujarkę, zeskakuje z kuca i starając się ukryć zaskoczenie, uspokajającym gestem odsyła swoich towarzyszy mówiąc jednocześnie z uśmiechem. Ach, pan ogrodnik Bulwas! Nie widziałem was od dzieciństwa!”

Sytuacja ma piękny potencjał fabularny, Simeon wyrwał się przed szereg, nie ma co tego tracić, od tego miejsca pojedziemy normalnie na czwartkowej sesji.

 

< ufff, nie dostałem bełtem pod żebro, ufff > ;)

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.