Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.26 - Kiedy znika jeden z nas

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Simeon

Sahibeen Assad ibn Jaffi Nari Attalani – Uprzejmy i nieco zagubiony mieszkaniec dalekiego południa, ubrany w zwiewne, jasne szaty i turban nomadów pustyni. Bystre oczy i ostre rysy twarzy w połączeniu z ogorzałą skórą i ciemnymi brwiami przyciągają i niepokoją jednocześnie.


A więc w końcu wieści, na które czekali. Spotkanie umówione. Świadkiem ich rozmowy z Masymem był jednak człek, który właśnie podchodził do Simeona i witając go giął się w ukłonach. O ciemnej karnacji skóry, okutany w dość luźne szaty w jasnym kolorze tak mocno, że nawet ręce nie wystawały na zewnątrz, z turbanem na głowie i sporym sejmitarem przy boku, wyglądał bardzo egzotycznie.

Przed sesją MG przedstawia nowego gracza.
MG – No i trzeba przyznać, że jest inteligentny…
Sahibeen – Trzymajmy się faktów, jestem zakurwiście inteligentny. Inteligentny to jesteś ty. I miałem jeszcze lepszą tylko mi obniżyłeś z powodu pochodzenia.
Keffar ze współczuciem do MG – To ty głąb jesteś.

W krótkich, uprzejmych słowach wytłumaczył, iż mimochodem podsłuchał rozmowę o wieczornym spotkaniu z Arendą Białą, a on sam ma do tej kobiety sprawę. Czy mógłby dołączyć do reszty? Po krótkim przepytywaniu okazało się, że przybysz zwie się Sahibeen Assad ibn Jaffi Nari Attalani i pochodzi z dalekiego południa. Wydawał się też na tyle niegroźny, że pozwolono mu dołączyć do grupy podczas wieczornego spotkania.

Sahibeen przybysz z dalekiego południa zaczepia drużynę na ulicach Mrzysnu i pośród ukłonów i kurtuazyjnych przywitań prosi Simeona o pomoc w zapoznaniu z Arendą Białą. Keffar czujnie staje za plecami towarzysza i z niepokojem pomieszanym z groźbą pyta.
Keffar – Simeon, znasz pana?
Simeon – Właśnie poznałem. Jak się nazywasz przyjacielu?
Sahibeen – Sahibeen Assad ibn Jaffi Nari Attalani
Avelox – Które to imię?
Sahibeen – Pierwsze, drugie, trzecie… po części również czwarte, zależy jak odmieniać.

Keffar bardzo dziwi się strojowi nowego towarzysza, złożonemu z jasnuch długich tkanin, w które ten jest okutany.
Keffar – A tak właściwie dlaczego ubrałeś się w ręcznik?
Sahibeen – W twoich ustach nie spodziewałem się słowa w stylu ręcznik, zważywszy na twój wygląd i zapach.

Kiedy nadeszła pora odwiedzin cała drużyna ruszyła na miejsce, jeszcze raz głośno zastanawiając się nad strategią rozmowy z kobietą, oraz tym, co mogą znaczyć jej znajomość z Broulem, który oszukał na pożegnanie bohaterów na tyle dotkliwie, że nadal często to rozpamiętywali. Koniec końców jednak, jak zwykle, postanowili wziąć wydarzenia takimi jak przybędą.

Drużyna ostro dyskutuje jakie środki ostrożności powziąć podczas odwiedzin u Arendy Białej, zwłaszcza że pamietają, iż jest ona “przyjaciółką” (?) Broula, z którym ostatnie spotkanie wspominają raczej przykro. Pośród planów słychać o pozostawieniu pieniędzy w bezpiecznym miejscu, zabraniu ukrytej broni, trzymania warty przed wejściem, itp.
Simeon – A ja robię facepalm i zastanawiam się czy ich nie zostawić?

Drużyna postanowiła zrobić przyjemność Sahibeenowi i przedstawić go Arendzie. W drodze na umówioną wizytę Keffar nagle przypomina sobie coś i zwraca się do Simeona.
Keffar – A dary dla staruchy jakieś masz?!
Sahibeen z niepokojem w głosie – Nagle przeszył mnie lęk, boję się, żeby mnie nie chcieli podarować!

Arenda mieszkała w reprezentacyjnym piętrowym domu, gdzie parter przeznaczony był na dużą salę jadalną, z ustawionymi w podkowę stołami, połączoną z kuchnią. Po wejściu do środka, wprowadzeni przez Masyma, awanturnicy mieli okazję poznać jego siedmiu braci. Wielkie chłopy i zakazanych gębach przyglądali im się z ciekawością, wszyscy prócz jednego, który zajmował się podsycaniem ognia i drugim, opasłym jegomościu pochłoniętym opróżnianiem wielkiej michy z jedzeniem.

Jeden z braci, brodacz o parszywym spojrzeniu i twarzy naznaczonej głęboką blizną po cięciu taksując wzrokiem przybyłych trafił na wbity w niego wzrok Keffara. Od razu było wiadomo, że panowie nie polubią się. – Czego się gapisz? – rzucił brodacz zaczepnie, ale Keffar zbył jego zaczepkę żartem, udając że z kimś go pomylił. Żaden z nich nie oderwał jednak od drugiego wzroku i sytuacja zaczynała się robić naprawdę napięta, kiedy nagle na schodach na piętro pojawiła się gospodyni.

Wysoka, szczupła, nosząca się szlachetnie kobieta, dobiegać już musiała sześćdziesiątego roku życia, jej twarz poznaczyły zmarszczki, ale bez trudu można było się domyśleć, że niegdyś była bardzo piękną kobietą. Uśmiechnięta przywitała gości, zdając się nie zauważać napięcia, które powstało przy stole w jadalni. Wydała polecenia aby ugościć gości czymś do picia, po czym przeszła od razu do sprawy, pytając jaka sprawa sprowadza jej gości.

Kiedy Simeon wyłuszczył sprawę choroby swojego brata i ostatniego leku, który może mu pomóc, Kwiatu Awicenny, Arenda zdała się zasmucić i zamyślić nad czymś po czym przyznała, że może pomóc w kwestii znalezienia tego niezwykłego kwiatu, jednakże kosztem za jego znalezienie może być WSZYSTKO. Ta tajemnicza uwaga zmroziła krew w żyłach niektórych członków drużyny, ale Simeon był zdeterminowany w swoim postanowieniu. Pozostała jednak jeszcze sprawa zapłaty za pomoc.

Simeon poprosił aby Arenda wskazała mu miejsce, gdzie odnaleźć można Kwiat Awicenny, ta ostrzegła go, że koszt znalezienia go może być bardzo wysoki.
Simeon – Wysoki? Co przez to rozumieć?
Arenda pochyla się nad alchemikiem i patrząc mu w oczy mówi – Simeonie, trzeba za niego zapłacić WSZYSTKIM.
Simeon – Rozumiem…
Avelox z bezbrzeżnym zdziwieniem – Rozumiesz?!

Arenda zażyczyła sobie dwóch przysług, zanim wyjawi im swoją wiedzę na temat Kwiatu Awicenny. Pierwszą miało być sprowadzenie do osady jej najmłodszego syna Uliana, który bawić miał obecnie we wsi Kelpie w południowej części wyspy. Syn musiał trafić do domu rodzicielki nie później niż przed wieczorem za dwa dni od tamtego momentu. Arenda na chwilę przeprosiła gości i udała się na piętro po coś co udowodni jej synowi, że awanturnicy są jej wysłannikami.

Kiedy tylko jej postać zniknęła na schodach Keffar z brodaczem wstali ze swoich miejsc i wrócili do przerwanej wcześniej czynności prowokowania się do bijatyki. W ich rękach znikąd pojawiły się paskudnie wyglądające noże i wszyscy byli pewni, że za sekundy rzucą się w swoim kierunku, nawet pomimo rozdzielającego ich stołu. Czar pękł jak bańka mydlana kiedy rozległo się natarczywe walenie w drzwi wejściowe. Noże zniknęły równie bezszelestnie jak się pojawiły i oczy wszystkich zwróciły się w kierunku otwieranych przez Masyma drzwi.

Keffar i Athor, jeden z synów Arendy, wyraźnie postanowili sprawdzić, który z nich jest twardszy i od początku wizyty rzucają sobie nieme wyzwanie wzrokiem. W końcu jednak posuwają się o krok dalej i w ich dłoniach pojawiają się noże.
Sahibeen – Taak panowie sobie mierzą długość…
Napięcie jest już tak duże, że za moment może skończyć się tylko w jeden sposób, sytuację rozładowuje jednak nadejście nowych gości, głośno walących pięścią w drzwi. Noże chowają się błyskawicznie. Sahibaan nachyla się ku Athorowi.
Sahibaan – Przyznajmy szczerze. Pan Keffar ma dłuższego.

Niespodziewanymi gośćmi okazały się być dwa znane już bohaterom krasnoludy, Thorin Zivarson i jeden z jego towarzyszy. W tym czasie zdążyła wrócić Arenda dzierżąc w dłoniach niewielkie puzderko. Zapytany o powód tej niespodziewanej wizyty, Thorin odpowiedział, że poszukuje złodzieja, który miał czelność okraść jego pana. Ślady doprowadziły ich w to miejsce, a zleceniodawcą miał okazać się mężczyzna o imieniu Athor.

Arenda spojrzała karcąco na brodacza, z którym niemal pobił się Keffar i zapytała czy to prawda. Pod wzrokiem matki, ten groźny mężczyzna nagle zmienił się w jąkającego się dzieciaka i tłumaczyć, że to był po prostu interes, a zamówienie na kradzież zgłosił człowiek, który wraz z towarzyszami ukrywają się w Czerwonej Twierdzy. Krasnoludy w słusznym gniewie zaczęły domagać się szczegółów, ale Arenda zdecydowanie przerwała ich tyradę i poprosiła o opuszczenie swojego domu i powrót następnego dnia, kiedy razem w spokoju zdecydują jak rozwiązać tą kompromitującą sytuacją. Thorin, choć było mu to wyraźnie nie w smak, postanowił się wycofać, widząc, że nic więcej nie osiągnie. Na odchodnym rzucił jeszcze awanturnikom podejrzliwe spojrzenie i drzwi się za nim zamknęły.

Arenda zdecydowanie nie miała ochoty roztrząsać tego co właśnie się stało i wróciła do poprzedniej sprawy wręczając Simeonowi kościaną bransoletkę z bursztynami i mówiąc, że ten przedmiot jej syn na pewno rozpozna. Na pytanie, czy jeszcze może zrobić coś dla bohaterów odezwał się milczący do tej pory Sahibeen i prosząc o możliwość wyłuszczenia sprawy z jaką tutaj przybył. Następnie opowiedział niesamowitą historię o swojej dalekiej podróży na północ i nieumięjętności powrotu w swoje rodzinne strony. U Arendy postanowił poszukać rady, wiedzy na temat tego, gdzie leży jego kraj w stosunku do wyspy Rocranon, może jakichś map żeglugowych, a nawet pomocy w zaokrętowaniu się na jakąś jednostkę płynącą w jego strony.

Sahibaan wykłada swoją prośbę do Arendy. Potrzebuje tylko o informacje jak ma wrócić do domu na dalekim południu, gdzie szukać informacji, transportu, map… Avelox zniecierpliwiony w końcu przerywa potok potrzeb przybysza.
Avelox – Taaak. Jeszcze podróż mu opłać.
Sahibeen potakując głową – Tak, to mi pasuje.

Sahibaan wyraźnie wstydzi się swojej sytuacji i na koniec zwraca się do Arendy z prośbą o poufność.
Sahibaan – Jeśli mogę prosić aby to spotkanie zostało między nami, oraz twoimi synami (ośmiu rosłych panów), oraz tymi awanturnikami (kolejne pięć osób)… eeech.

Arenda zaskoczona podobnie jak członkowie drużyny udzieliła właściwie tylko jednej podpowiedzi, jeśli w porcie nie potrafi mu nikt pomóc, to może wyprawa do Czerwonej Twierdzy, dawnego zamku miejscowego szlachcica pozwoli mu znaleźć jakieś stare mapy, które niegdyś z pewnością musiały tam się znajdować. Z tą wiedzą bohaterowie pożegnali się i postanowili ruszyć w stronę karczmy “Kufel wędrowca”, w której się zatrzymali.

Po wyjściu od Arendy, drużyna nadal rozmawia o koszcie znalezienia Kwiatu Awicenny jaki przyjdzie zapłacić Simeonowi.
Avelox – Ale co to znaczy wszystko?
MG – Nie wiem, jeśli najważniejsza w twoim życiu jest na przykład mądrość, to może przyjdzie właśnie ją stracić?
Haeri – Jeśli mamy stracić mądrość, to może niech ja zbieram te kwiatki?

Keffar nie może się nadziwić, że Sahibeen przewędrował cały kontynent i nie wie skąd przybył i jak wrócić.
Keffar – Muszę powiedzieć podziwiam cię. Taką imprezę zrobić żeby aż tu w pijackim zwidzie zawędrować…

Po wyjściu na ulicę Keffar solidnie i po przyjacielsku klepnął Sahibeena w ramię, starając się wyrazić podziw dla niego, za taką bibę, że wylądował na drugim końcu świata, nie wiedząc nawet jak i jak wrócić do domu. O dziwo po uderzeniu usłyszał metaliczne pobrzękiwanie pod szatami ich nowego towarzysza, ten jednak szybko zdystansował się od ostrojczyka i wyraźnie zaznaczył, że nie życzy sobie takich zbliżeń.

Keffar mocno klepie Sahibaana w plecy aby dać wyraz swojej do niego sympatii. Metaliczny dźwięk jaki wydobywa się spod luźnych szat podróżnego budzi jego zdziwienie i zabiera się do obmacywania jego ubrania. Sahibaan odskakuje od Ostrojczyka.
Sahibaan – Panie przestań! Ja gustuję w kobietach płci niewieściej!
Keffar – A są inne kobiety niż płci niewieściej?
Sahibaan zasępiony nad komplikacją obcego mu nieco języka – A nie mówi się w waszym języku, że pracuje się za damski chuj?
Keffar – A wiesz co to jest oksymoron?
Sahibaan oburzony recytuje – Oksymoron, epitet sprzeczny, często występuje w naszych eposach i legendach…
Simeon patrzy ze zdziwieniem na Keffara – Znasz takie słowa?!
Keffar – Nie takich sie uczyłem na uniwersytetach…
Sahibaan – Nagle spojrzałem na Keffara z podziwem, nie dość że silny i wysportowany, to jeszcze uczony.

Gerey Wątpiący, karczmarz wspomnianego już przybytku zaserwował gościom kolację i pobrał opłatę za kolejny dzień wynajmowania pokoju, w którym tłocząc się poprzedniej nocy wszyscy spali. Po wejściu do pokoju znaleźli tam swoje rzeczy, w tym futro którym zwykł na postojach okrywać się Nuadu. Keffar już wcześniej zauważył, że jego przyjaciel zniknął gdzieś, ale w czasie pobytu w Talzanii przyzwyczaił się, że dziki czasem znika na wiele godzin, szukając naturalnej mu ciszy i spokoju, teraz jednak mocno się zaniepokoił, bo łowcy nie widział już od wielu godzin.

Wojciech grający ubranego w niedźwiedzią skórę szamana nagle pojawia się na sesji ze sporym spóźnieniem, już podczas klasycznej posiadówy drużyny w karczmie.
Simeon – Ach! Ty jesteś? Myśleliśmy, że to wieszak.

Na stołach pojawia się jedzenie i tylko spłukany do zera Sahibaan nie ma za co kupić sobie kolacji. Z nadzieją patrzy na nowych towarzyszy.
Keffar – Postawię ci kolację jeśli opowiesz nam swoją historię.
Sahibaan wycofując się nieco – W sumie nie jestem, aż tak głodny.
MG – I w tym momencie ciszę przecina głośne burczenie w brzuchu Sahibaana, jego soki trawienne pobudzone zostały zapachem i myślą o jedzeniu.
Sahibaan – No dobra! Zjadłbym nawet placek z agawy, że tak pojadę “Kryształami”.
Sahibaan tłumaczy zebranym, że po powrocie “do domu” zdobędzie władzę nad swoim ludem i wyciągnie go z barbarzyństwa.
Sahibaan – Władza wybieralna oczywiście, no ale na początek sam będę musiał rządzić.
Haeri – Okręgi jednomandatowe?
Sahibaan – Jeden okręg jednomandatowy.

Simeon patrząc na Sahibaana, słuchając jego wynurzeń i kiwając swoją mądrą głową.
Simeon – Wydaje mi się, że on naprawdę pasuje do naszej grupy.

Haeri nie znający języka wspólnego musi liczyć na tłumaczenie opowieści o politycznych ambicjach Sahibaana przez Keffara.
Haeri – Czy on nadąża z tłumaczeniem?
Sahibeen – On nie tłumaczy wszystkiego tylko podsumowuje to pojedyńczymi słowami. Pierdoli, pieprzy, pieprzy…
Avelox – I znakomicie oddaje prawdę.

Kiedy Keffar przepytywał ludzi w lokalnych gospodach, czy aby nie widzieli Nuadu, Bjornei przygotowawszy specjalną mieszankę ziół i wypalając je w swojej fajce, wprowadził się w mistyczny stan i w świecie duchowym zaczął szukać zagubionego członka drużyny. Kiedy jego umysł zawędrował już na ulice portowe napotkał nagle ciekawskiego ducha portu, ocierającego się o niego niczym kot, łaszący i proszący o przysmak. Bjornei podzielił się z nim wspomnieniem podróży statkiem na Wyspę Senną, w zamian zaś duch pociągnął go za sobą. Zatrzymawszy się w pobliżu straganów szaman mógł ujrzeć scenę, w której Nuadu, trzymając w ręce jakiś kawałek metalowej biżuterii na rzemyku wykłóca się ze sprzedawcą, krzyczy coś, choć cała scena była pozbawiona dźwięku. Kupiec wskazuje port, Nuadu chce biec w stronę miasta, jednak zatrzymuje się, zaciska pięść na naszyjniku, zagryza usta i biegiem rzuca się w stronę portu. Biegnąc po molo macha rękami do kogoś na morzu, które w duchowej wizji jest tylko nieprzeniknioną mgłą, w końcu rzuca się z pomostu wprost w jej opary i znika.

Bjornei zdziwiony opowieścią o drugim synu Arendy, z którym omal nie pobił się Keffar.
Bjornei – To Arenda ma jeszcze jednego syna?
Haeri – Ona ma całą armię synów.

Po skonfrontowaniu wiedzy Bjornei i Keffara, drużyna postanawia następnego dnia, przed wyruszeniem w podróż do wsi Kelpie, zahaczyć o stragan z wizji szamana i dowiedzieć się czegoś więcej. Z samego rana, zaopatrzeni w żywność na podróż ruszają w stronę portu. Od sprzedawcy ozdób słyszą historię dzikiego, który poprzedniego dnia zrobił mu straszliwą awanturę o kawałek nic nie wartej biżuterii znalezionej u niego na straganie. Dziki pytał skąd to ma, więc zgodnie z prawdą odpowiedział, że sprzedał mu go jednooki marynarz z “Trytona”. Dzikus pobiegł do portu i tyle go widział.

Choć w całej tej historii wciąż było więcej pytań niż odpowiedzi, teraz przynajmniej wiedzieli już, co stało się z ich towarzyszem. Nie mogąc jednak nic więcej na razie na to poradzić, postanowili sprowadzić syna Arendy do Mrzysnu.


Ufff z opóźnieniem, ale jest. Kwiatków za trzęsienie :D. Witamy nowego gracza w drużynie!

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.