Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.25 - Na złodzieju czapka gore

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Hæri, Keffar, Nuadu


Mamy taki zwyczaj, że jeden z graczy przypomina co działo się ostatnio nim rozpocznie się kolejna sesja.
MG – Kogo wytypujemy na opowiadanie o tym co było na ostatniej sesji?
Żuk – Kogoś kto nie pił.
Mijau – Piłeś, nie opowiadaj!
Żuk – Właśnie popsułeś nam nasze imprezy, tam głównie o to chodzi…

Wspinając się na cypel bohaterowie mieli okazję rzucić nieco dokładniej okiem na osadę, oglądając zróżnicowaną i dość spójną zabudowę. W zależności od zamożności do konstrukcji budynku używano kamieni, drewna, czasem zaś tataraku. Nawet najbiedniejsze chaty nie miały się jednak czego wstydzić w porównaniu z zabudowaniami, do których zbliżała się drużyna. Szczyt cypla górujący nad zatoką pokrywają przylepione do siebie i powiązane chatki, sprawiające wrażenie jakby zbudowano je z tego co tez akurat wyrzuciło morze. Wcześniej jednak na drodze bohaterów wyrasta niewielki tartak.

Właściciel, Phamath Anor tłumaczy nietypowe położenie zakładu podatkami, które trzeba płacić w centrum osady, a od których wolny jest tutaj w pobliżu domów Kutoran. W pobliżu tartaku spotykają bohaterowie również innego mieszkańca miasta, latarnika Waltera. Ten zbiera odrzuty drewna i zanosi na sam szczyt cypla, gdzie układa je na dużym stosie tuż poniżej kilkumetrowej wysokości stosu kamieni, służącego za latarnię.

Zbliżywszy się do zabudowań Kuarotan awanturnicy po raz pierwszy mają okazję z bliska zobaczyć przedstawiciela tej nieco dziwnej i żyjącej na uboczu rasy. Pod ścianą jednego z domów, korzystając z ciepłych promieni słońca drzemie starszy mężczyzna. Jego skóra jest poszarzała i pomarszczona, sprawia wrażenie pokrytej popiołem. Spłaszczona po bokach głowa jest wyraźnie węższa niż zwykłych ludzi, a brak brwii i rzęs, oraz wyraźne przerzedzenie włosów na głowie dodatkowo potęgują wrażenia obcości.

Za to dzieci Kutoran niemal nie różnią się od innych ras, co bohaterowie stwierdzili obserwując grupkę młodych osobników, uganiających się za sobą z kijkiem zakończonym nadmuchanym pęcherzem. Wyczuwając możliwość dowiedzenia się czegoś więcej, bohaterowie podchodzą do dzieciaków i zagadują przewodzącego zabawie chłopaka o imieniu Here. Ten obiecując zostanie przewodnikiem po osadzie namawia Keffara aby ten uklęknął i zamknął oczy, tylko po to, żeby z całej siły zdzielić go w głowę trzymanym kijkiem. Choć Here włożył w cios całą swoją siłę, Keffar nie dał nawet znaku po sobie, że ruszyła go ta psota, budząc podziw u młodzieńca.

Bohaterowie starają się przypodobać bawiącym się kutoriańskim dzieciom, przyjęcie do grona podobno ma odbywać się przez grzmotnięcie kijem. Keffar poddaje się zabiegowi.
MG – … i wtedy dostałeś tym kijem w łeb, że aż zadzwoniło!
Keffar – Twardy jestem… Nie będę się krzywił.

Przekonawszy w ten sposób do siebie dzieciaki, awanturnicy zagłębili się w istny labirynt ścieżek, pomostów i podestów rozciągniętych pomiędzy biednymi budynkami osady Kutoran. Przed domostwami, na częściowo zadaszonych ciągach komunikacyjnych okazało się toczyć życie osady. Mężczyźni rozmawiali ze sobą, kobiety przygotowywały posiłki klęcząc przed progami swoich domów, wieszano pranie do rozeschnięcia. Na każdym kroku za drużyną podążały ciekawe spojrzenia mieszkańców, lecz Here niezrażony prowadził szybkim tempem swoich nowych znajomych wskazując miejsca gdzie mieszka, gdzie mieszka jego stryj, w końcu wskazując specyficzną, pozbawioną frontowej ściany karczmę, w której na podłodze siedzieli mężczyźni pijąc z niewielkich kubków płyn o ostrym, drażniącym nozdrza zapachu.

Nagle drużyna wyszła spomiędzy budynków na trap zawieszony w powietrzu nad wodami zatoki, skąd rozciągał się oszałamiający widok na Mrzysen. Zachwyceni doznaniem bohaterowie w ostatniej chwili zauważyli, że Here przyprowadził ich tu nie bez powodu. Wraz ze swoimi przyjaciółmi dopadli jakichś drzwi, zaczęli w nie łomotać z całej siły i rzucili się ze śmiechem do ucieczki. Awanturnicy niewiele myśląc pobiegli za nimi. I wszystko było by dobrze, gdyby nie podchmielona grupa Kutoran, która wyszła z karczmy i ustawiła się tak w przejściu aby pozostawić tylko wąziutki przesmyk, którym musieli prześlizgiwać się obcy. Kutoranie z uśmieszkami na ustach zdawali się rzucać wyzwanie bohaterom i choć już wydawało się, że zaczepka zostanie zignorowana, to koniec końców Haeri nie dał rady i wymierzył jednemu z opresorów solidnego kułaka.

Na ten sygnał posypały się na awanturników razy. Przepychanka w tak wąskiej przestrzeni nie mogła jednak rozwinąć się zbyt pomyślnie i wkrótce jedni przez drugich walczący zaczęli padać na ziemię i tarzać się starając się dosięgnąć swoich przeciwników. Kto wie jak by się to skończyło, gdyby nie znaleźli się mieszkańcy osady, którzy zaczęli rozdzielać walczących. Udało się to na tyle, że bohaterowie wyrwali się do przodu i po chwili wybiegli poza ciasne uliczki terytorium Kutoran. Oj źle wyglądał ten dzień, drużyna miała za sobą już dwie walki na pięści, a ledwo co niedawno minęło południe.

Coby nie kusić dalej losu, grupa postanowiła zaszyć się w tawernie “U żywego pirata” i zjeść coś oraz wypić kufelek czegoś pienistego. Choć los mi świadkiem, nie wiem jakim cudem odwiedziny w tym dość podłym miejscu miały by oszczędzić przygód drużynie, o czym wkrótce sama się przekonała.

W tawernie zaserwowano jedzenie i napitki, a kilka znajomych twarzy z poprzedniego wieczora rozpromieniło się na widok bohaterów, przesyłając gestem pozdrowienia. Ledwo gracze wbili zęby w jedzenie a drzwi do przybytku otworzyły się i do środka weszło czterech opancerzonych i uzbrojonych po zęby krasnoludów o marsowych minach. Zajęli stolik po przeciwnej stronie sali, zamówili strawę, a bohaterowie zauważyli przedziwne zjawisko. Oto szorując brzuchem po ziemi jak dżdżownica, do ich stołu zbliżył się blady i spocony jegomość, przylegając plecami tak, aby przybysze nie dostrzegli jego tutaj obecności.

Czterech dostojnych krasnoludów uzbrojonych po pachy wchodzi do karczmy budząc powszechny podziw. Zwłaszcza Bjornei nie może się napatrzeć.
Bjornei – Oj! To poziomy dla nas niedostępne… Ja chcę być ich Hanchmenem!

Gapowiczem przyklejonym do nogi ławy okazał się być niejaki Artip, hazardzista i przegraniec, który w ramach swojego, niemałego długu musiał zrobić COŚ dla PEWNYCH ludzi. Tak się złożyło, że zrobił to owym krasnoludom z drugiego końca sali, którzy nieświadomi niczego spożywali swój posiłek. Artip błagał i zaklinał aby gracze pomogli mu wydostać się z karczmy niezauważonym, ci jednak przyjęli postawę neutralną. Nie zamierzali wydać go, ale z kłopotem musiał poradzić sobie sam. Na nic zdały się jęki i płacze.

Na szczęście dla Artipa krasnoludy szybko uporały się z posiłkiem, zapłaciły i wyszły z karczmy. W chwilę później w stronę portu postanowili również ruszyć bohaterowie. Widok jednego z krasnoludów czatującego na wprost wejście do tawerny nie bardzo ich zdziwił. Ten przedstawił się jako Thorin Zivarson i zapytał, czy bohaterowie są wspólnikami mężczyzny, który tak nieumiejętnie starał się ukryć swoją obecność siedząc pod ich stołem.

Okazało się, że Artip ukradł cenny przedmiot, który koniecznie musi zostać oddalony. Wywabiony podstępem z tawerny nie miał innego wyjścia, jak w obecności krasnoluda i bohaterów powiedzieć, że jego zleceniodawcą był niejaki Athor, który w zamian za skradzenie przedmiotu zlikwidował dług nieszczęsnego hazardzisty. Thorin postanowił się oddalić w stronę galery “Wstyd Calypso” na której okrętował wraz z towarzyszami, zabierając ze sobą złodzieja. Zaprosił serdecznie bohaterów do odwiedzin na pokładzie w dowolnym, sprzyjającym im momencie.

Dosłownie w kilka minut po rozstaniu się z krasnoludem bohaterowie wpadają na Masyma, syna Arendy Białej, który informuje ich, że matka oczekuje ich w swoim domostwie po zapadnięciu zmierzchu.


Ufff!!! Ileż to było tygodni temu!? Nie wiem nawet czy dobrze wszystko spamiętałem. Jeśli macie jakieś uzupełnienia, albo poprawki do tego co napisałem, koniecznie podzielcie się w komentarzu. Jeszcze jeden raport i znów będziemy na bieżąco.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.