Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.24 - Mrzysen

Udział wzięli: Avelox, Bjornei, Keffar, Nuadu, Simeon

Hæri Horbrisøn – Młodzieniec z Ostrojów, krewki marynarz, chętny wojownik. Posługujący się tylko ojczystym językiem, szuka na Rocranon swojego miejsca. Traf chciał, że wpada na drużynę bohaterów.


Keffar dostaje zbroję po Nuadu, musi ją sobie dopasować, a właśnie drużyna wypływa w rejs.
Nuadu – Możesz zostawić zbroję do poprawek Cadendzie.
Keffar – Nie, nie! Ja sobie ja sam przerobię.
Avelox – Takie mam pytanie… ale jesteś pewien?

Kapitan Cacot Hywold nie był specjalnie uszczęśliwiony pasażerami zaokrętowanymi na pokład “Morskiego robaka”, który okazał się stateczkiem niewielkim, ale dzielnym. Bohaterowie stłoczyli się przy dziobie, którego wysokie burty osłaniały zarówno od porywistego wiatru, który od kilku dni szarpał z dziką radością Trzewiami, jak i od wody, która wdzierała się tu i ówdzie na pokład. “Morski robak” sprawnie wyprowadzony z portu ruszył wzdłuż wybrzeża na południowy-wschód i tak podróż rozpoczęła się na dobre.

Opowieści o beczkach, które przewozi statek.
Bjornei – W kraju, z którego pochodzę młodzież lubu organizować sobie zawody w spływie w beczkach.
Nuadu – Ale otwartych czy zamkniętych?
Keffar – To zależy od wersji…

Avelox niezwykle podniecony był możliwością zobaczenia ruin miasta Rocranon, w pobliżu których mieli, jak podejrzewał przepływać, ale kapitan w dość kpiącym tonie wyprowadził go z błędu. Miasto miało pozostać kilkadziesiąt kilometrów za sterburtą, bo łódź dla podniesienia tempa żeglugi skierowała się na pełne morze. W pewnym momencie rzeczywiście statek stracił z oczu linię brzegową i skręcił na południe. Od tego czasu krajobraz miał się nie zmienić przez cały dzień i wokół widać było tylko rozbujane fale morza.

Uwagę Keffara przyciągnął jeden z marynarzy, który wyraźnie nie mógł się dogadać z kapitanem i to z więcej niż jednego powodu. Po pierwsze różnili się nieco w temacie sposobu żeglowania. Kapitan, pewnie ze wzgląd na ładunek, wydawał rozkazy mające prowadzić “Morskiego robaka” łagodnie i bezpiecznie, żeglarz znów zachowywał się jakby pływał szybkim i zwinnym statkiem wojennym wykonując ostre manewry. Na dodatek marynarz mówił tylko po ostrojsku, którego to języka wyraźnie nie znał kapitan pochodzący z argadów. Keffar zagadał swojego ziomka i wkrótce okazało się, że Haeri, bo tak miał na imię, ma dość tej służby i chętnie by się dołączył do drużyny bohaterów, co wkrótce rzeczywiście się stało.

Keffar proponuje, żeby drużyna przyjęła w swoje szeregi jego rodaka z Ostrojów Haeriego. Ciekawą sprawą jest, że Haeri mówi tylko po ostrojsku, jak prawie nikt inny w drużynie. Keffar robi za tłumacza.
Keffar – Bierzmy go? Co wy na to?
Nuadu – Gotować umie?
Keffar do Haeriego po ostrojsku – Piwo lubisz pić?!
Haeri pełen zapału – Tak! Tak! Lubię!
Keffar do Nuadu – Widzisz? Umie.

Podróż trwa w najlepsze okraszana rozmowami, krotochwilami, poważnymi dyskusjami, uszczuplaniem zapasów żywności, które na rejs zostały przygotowane. Simeon zatapia się w lekturze książki przesłanej mu przez jego dawnego nauczyciela, a wszyscy odliczają czas pozostały do dotarcia do celu. Nuadu pamiętając niechęć swojego żołądka do morskich podróży, stara się jak najwięcej z niej przespać. W końcu nie wiadomo kiedy będzie okazja do kolejnego, zdrowego snu.

Bjornei ładuje fajkę ziołami “wspomagającymi medytację szamańską”.
Keffar – Szamani zawsze mają fajne palenie, ale się nie dzielą

Avelox postanawia zajrzeć przez ramię w księgę czytaną przez Simeona.
MG – Nie wiem czy Simeon nawet to zauważa? Jak reaguje?
Simeon – Nawet się do niego uśmiecham i mówię – Co? Podobają ci się obrazki młody człowieku?

Simeon prowadzi dysputę o wartości ksiąg, jak to naukowiec.
Simeon – Księgi to mądrość duchów przodków zaklęte w strony…
Bjornei – Na słowo duchy, budzę się nieco.

Noc mija spokojnie, a wkrótce po śniadaniu kapitan informuje drużynę o przebytej drodze. Wkrótce statek wpłynie w Przesmyk Seński, a potem skieruje się wprost do portu Mrzysen. Cacot Hywold zapowiada, że będzie w tym porcie na powrót po 6 dniach i jeśli bohaterowie załatwią swoje interesy na miejscu, może ich zabrać w drogę powrotną do Trzewii.

Wkrótce zgodnie ze słowami kapitana na południu i północy od statku zaczynają majaczyć niewyraźne kształty brzegów. Statek płynąc kursem na południowy-zachód oddala się od północnego brzegu, ale południowy staje się coraz wyraźniejszy i bohaterowie mogą po raz pierwszy rzucić okiem na Wyspę Senną w tym miejscu dość płaską i bardzo zieloną. Do zmierzchu było jeszcze kilka godzin kiedy “Morski robak” wpływa do zatoki mieszczącej port i osadę Mrzysen.

Z daleka widać że wychodzący w morze cypel wznosi się na dobre 100 metrów nad poziom morza a jego szczyt, i urwiste ściany oklejają prymitywne chaty, połączone pomostami, linami, napowietrznymi ścieżkami. Ściany cypla podziurawione są ziejącymi czernią otworami jaskiń, zarówno tuż przy samej wodzie jak i na całej ich wysokości. U podnóża cypla przy pomoście buja się na falach kilkanaście małych łodzi rybackich, celem graczy będzie jednak wielki pomost portowy znajdujący się tuż przy głównej części portowej i głównej części osady. Nie da się mocniej wyrazić tego, że osada Mrzysen podzielone jest na dwie części.

Wkrótce szalupa z “Morskiego robaka” wyładowuje bohaterów na portowy pomost i wraca na zakotwiczony w zatoce statek. Drużyna od tej chwili zdana jest sama na siebie. Jako pierwsza, wita ją delegacja straży portowej wypytując o cel pobytu i wskazując najbliższą tawernę, w której można napić się czegoś i zjeść.

Drużyna stoi przed portową tawerną nakrytą strzechą z tataraku?
MG – Okna są tak malutkie że nie da się przez nie przejść.
Keffar – Czyli wyrzucają drzwiami?
Bjornei – Albo dachem…

“U Żywego Pirata” to najbardziej klasyczna z portowych tawern. Niski strop, maleńkie okienka, słabiutko oświetlona za to poważnie zadymiona dzięki łuczywom wiszącym na ścianach i pękająca w szwach, wypełniona zarówno miejscowymi jak i marynarzami z zakotwiczonych w porcie statków. Muzyk dmie w przedziwny podwójny flet, bywalcy ryczą sprośne piosenki, Haeri poczuł się od razu jak u siebie i jął przepychać w stronę jednego z obsługujących gości zamawiając piwo. W tym czasie reszta drużyny wykorzystując zaawansowany stan upojenia alkoholowego i nieco łokcie, znajduje sobie miejsce przy jednym z zaimprowizowanych ze starej skrzyni towarowej stołów.

Bjornei na cały głos przyłączył się do muzyka grającego na flecie swoją przyśpiewką – Złów se rybę, ruchaj ją! Lecz nie rybę, żonę swą!

Nie trzeba długo czekać kiedy do towarzystwa dołącza kilku kolejnych imprezowiczów, w tym szczęśliwym trafem doker o imieniu Masym, który okazuje się być nie kim innym jak synem Arendy Białej, na spotkanie z którą przybył do tej osady Simeon. Po solidnym posiłku, usłyszeniu kilku miejscowych plotek i otrzymaniu solennego przyrzeczenia, że Masym przekaże uszanowania swojej matuli, drużuna zmienia lokal na nieco spokojniejszy, gdzie będzie mogła złożyć swoje zmęczone ciała do snu.

W tavernie obsługuje para młodych, nastoletnich dziewczyn.
Keffar – O tej porze dzieci w lokalu gdzie podaje się alkohol?!

Pokój wynajęty w “Kuflu Wędrowca” był co prawda czteroosobowy, ale cóż to za problem dla morskich wilków, którzy ostatnią noc spędzili przytuleni do siebie przy burcie statku na pełnym morzu. Początkowe wątpliwości gospodarza Gereya Wątpiącego (jakże celny przydomek) rozwiały monety, które szybko pojawiły się na otwartych dłoniach jego nowych, dość specyficznie wyglądających gości. Cóż, trzeba przyznać, że drużynie przydało by się nieco higieny osobistej, może fryzjera, zmiany ubrań? Przynajmniej niektórym z nich i zanim zaczną się pojawiać w bardziej mieszczańskim towarzystwie.

Drużyna wkracza do karczmy, Bjornei od drzwi ordynuje.
Bjornei – Wątpia Halibuta dla mnie!
Karczmarz zdziwiony – Ależ! Mamy znacznie lepsze specjały! Sandacza w niebieskim serze, placek ryżowy z ostrym serem, pigwówke…
Bjornei – Dobra! Dawaj!
Keffar – Dopiero jadłeś kolację! Ile ty jesteś w stanie zjeść?
Bjornei – Szczerze mówiąc myślałem o materiałach do wróżenia, ale skoro proponują posiłek…

Sześciu bohaterów dostało pokój z czterema łóżkami, dwóch musi spać na ziemi. Kłócą się, zamieniają miejscami, tu próbują, tam próbują.
Nuadu – Wolę Bjonei, bo Haeri wali rybą!
MG – Jesteście jak dzieci na zimowisku!
Bjornei nadąsany – Mistrz Gry był teraz dla nas niemiły…

Z samego rana, po dobrym śniadaniu, drużyna postanowiła sobie zwiedzić osadę, prócz Simeona, który pozostał w “Kuflu Wędrowca” oczekując na umówione spotkanie z Masymem. Jakieś było jego zdziwienie, kiedy wracając z wychodka, zauważył dokera dźwigającego jakąś ciężką skrzynię w kierunku portu. Czym prędzej pozbierał swoje klamoty, zostawił informacje dla reszty towarzyszy gdzie go szukać i czym prędzej ruszył za mężczyzną.

Masym niezwykle się ucieszył widząc poznanego dzień wcześniej mężczyznę, ale z matką jeszcze nie rozmawiał, gdyż późno wrócił i mocno wstawiony więc nie chciał się narażać na jej gniew. Obiecał to uczynić tego wieczoru. Simeon rozczarowany był tylko przez moment, bo oto ujrzał całkiem niedaleko swoich towarzyszy załatwiających sprawunki przy jednym z warsztatów rzemieślniczych. Sprężystym krokiem ruszył na ich spotkanie i… wpadł prosto na kolejnego dokera wytrącając mu z ręki skrzynię, która wypadła mu z rąk i na ziemię posypały się potłuczone ceramiki.

Doker najpierw osłupiał, a w chwilę później wpadł w gniew i zaczął lżyć Simeona obelżywymi słowy. Chwycił oszołomionego alchemika za poły płaszcza, zaczął szarpać a w końcu wymierzył mu potężny cios pięścią. Alchemik jednak w ostatniej chwili uniósł w górę swą nieodłączną torbę i zasłonił nią twarz, a tak się składało, że miał w niej akurat oprawną w drewno i skórę rozprawę naukową pod tytułem “O pobocznych Planach i ich mieszkańcach”, która okazuje się, całkiem sprawnie radzi sobie też w charakterze tarczy.

Drugi cios już nie padł, bo krewkiego dokera dopadł Haeri i położył ciosem pięścią na ziemi. Okazało się, że gwar jaki powstał podczas wypadku Simeona, zwrócił na całą sytuację uwagę bohaterów, którzy już spieszyli z pomocą. Niestety wydzierający się doker sprowadził też kilku swoich towarzyszy i wkrótce pomiędzy stronami rozgorzała typowo portowa rozróba na pięści, kopniaki i ugryzienia.

W porcie wybuchła zadyma z dokerami, deklaracja idzie za deklaracją.
MG – Ok Bjornei, więc wedle twojej deklaracji stajesz wpobliżu Nuadu i patrzysz czy masz przylać lagą dokerowi, na którym on siedzi i stara się go okładać…
Nuadu – Ja się nie staram! Ja go okładam!

Całe zamieszanie trwało tylko kilka chwil i wkrótce dokerzy leżeli rozciągnięci na ziemi, a drużyna z uśmiechami na twarzy otrzepywała ubrania z kurzu. Miny jednak nieco im zrzedły kiedy rozejrzeli się wkoło i zobaczyli kilkudziesięciu gapiów otaczających miejsce zdarzenia. Czym prędzej pozbierawszy swoje klamoty, przepraszając i przeciskając się między miejscowymi postanowili opuścić miejsce ostatnich gorszących zdarzeń i zaczerpnąć nieco innego powietrza, na przykład na szczycie cypla, który góruje nad portową zatoką.

Drużyna pobiła kilku dokerów, zadyna zaczęła się po tym jak nieuważny Simeon wpadł na jednego z robotników i zbił niesiony przez niego towar.
Keffar – Pierwszy dzień w nowym mieście i już nas dokerzy nie lubią.
Haeri – Bo Simeon zadymy szukał!
Bjornei – Mów jak krowie na rowie! Nie idź sam! No i masz.
Nuadu – Widzisz Keffar? Naukowiec, a swój chłop.
Keffar – Jeszcze pić go nauczymy i będzie genialnie!
Simeon – Ja muszę się nie zgodzić. No wiecie, na konferencjach naukowych wcale nie ma tak bardzo spokojnie.


Ha! Trochę podróżowania, trochę imprezowania, na koniec coś na rozruszanie wolno w żyłach płynącej krwii. Ja się bawiłem wczoraj wyśmienicie, a uśmiałem za wszystkie czasy. Koloryt drużyny przyćmił moje opisy Mrzysnu, a wszystko to w połączeniu z brakiem jakichkolwiek problemów technicznych sprawiło, że był to wieczór przemiły, za który całej mojej rozwrzeszczanej hałastrze dziękuję. Do następnego razu!

P.s. Tymczasem nie mamy żadnych sprawunków pomiędzy sesjami, jesteście zawieszeni w połowie drogi na szczyt cypla, ale jeśli macie jakieś rzeczy do ustalenia, albo zadeklarowania, to jak zwykle zapraszam do komentowania tego wpisu.

Comments

hehe, inspirację do do użycia księgi w rodzaju broni / tarczy czerpałem stąd:
http://www.youtube.com/watch?v=FKyKaoh7qdw

Skrzydła Rocranon cz.24 - Mrzysen
mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.