Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.23 - Coś się zmieniło

Udział wzięli: Keffar, Nuadu, Simeon

Avelox: Młodzieniec z Paezurii, który nagle musiał opuścić dom z powodu tajemniczych ONYCH, zagrażających jego życiu. Nie chce wiele zdradzać ze swojej przeszłości. Po raz kolejny musiał uciekać z pokładu statku, kiedy kapitan dowiedział się, że nie ma czym opłacić rejsu. Tak trafił na Rocranon.

Bjornei Ga’Ahwr: Argadyjski szaman z pod znaku totemicznego niedźwiedzia, który w wizji wyczytał, że jego obowiązkiem jest odnalezienie kryształowego jeziora. Ścieżki poprowadziły go wprost na Rocranon.


Wiosna nastała na dobre i przeszła w swą drugą połowę kiedy bohaterowie odpoczywali w Talzanii. Dobre to było miejsce i spokojne, pełne przyjaciół, radości i nauki. Nuadu szybko dopasował się do łowców z osady, Simeon na całe dnie znikał ucząc się nowych przydatnych rzeczy, a Keffar coraz częściej widywany zaczął być w towarzystwie młodej Imary, wyraźnie zainteresowanej względami ostrojskiego wojownika. I pewnie sielanka trwała by dalej, gdyby świat nie przypomniał o tym, że każdy dzień może być dniem walki o życie.

Kiedy Nuadu w czasie polowania dostrzegł przeszło stuosobową armię goblinów i koboldów, szybko domyślił się, że to powracająca wyprawa łupieżcza, która opuściła Płaskowyż Tafli na moment przed próbą zamknięta wejść do podziemnych korytarzy. Postawiona w stan alarmu Talzania przystąpiła do działania, wkrótce jednak okazało się, że nie mogąc znaleźć wejścia do podziemnego kompleksu, stwory pokłóciły się, podzieliły na trzy części i rozeszły w różne strony świata.

Tymczasem ręka Keffara wydobrzała, a Simeon coraz częściej myślami wybiegał do napisanych przez siebie i wysłanych listów, na które odpowiedź powinna już czekać u kupca Zyvalta w Trzewiach. Czas było ruszać w drogę. Tymczasem w osadzie pojawił się szaman Bjornei, który nie dowiedziawszy się nic na temat poszukiwanego przez siebie kryształowego jeziora, postanowił dołączyć do bohaterów i udać się wraz z nimi tam, gdzie będzie mógł kontynuować swoje poszukiwania.

Zimny wiatr powitał wędrowców na szlaku. Trasa była dobrze znana, nie raz już nią grupie zdarzało się podróżować więc dziarsko ruszono na północ. U podnóża Płasowyżu Tafli bohaterowie trafiają na błąkającego się Aveloxa, który po pośpiesznym opuszczeniu pokładu statku, którym podróżował, zagubił się kompletnie pośród wzgórz i lasów, poszukując osiedli ludzkich. Młody chłopak szybko przypadł do gustu reszcie grupy imponując swoim wygadaniem i poczuciem humoru, wzięli więc go pod skrzydła i nakarmili, bo biedak już czas jakiś nie miał nic w ustach.

Drużyna spotyka zagubionego Aveloxa. Ten Opowiada coś niejasno, że musiał uciekać z miejsca dotychczasowego pobytu. Zapytany kim jest z zawodu kręci:
Avelox – Coś tam jeszcze potrafię, ale to trzeba jeszcze praktyki…
Simeon – Ale to nie są jakieś lepkie ręce czy coś?

Stało się już zwyczajem, że grupa zatrzymała się przy grobie Koukasha, aby odrobiną wódki i krótkim wspomnieniem oddać cześć swojemu zmarłemu towarzyszowi. Niestety postój ten okazał się brzemienny w skutkach, nie spodziewających się niczego bohaterów otoczył niepostrzeżenie oddział gnolli, wyraźnie wracających z polowania. Tego dnia stwory miały szczęście. Prócz upolowanego dzika, którego dwóch wojowników niosło na długim drągu, udało się przyprzeć mniej liczebną grupę awanturników do muru płaskowyżu, odcinając im wszystkie drogi ucieczki.

Avelox w końcu odważył się zadać pytanie bandzie opatulonych w futra i skóry mężczyzn z drużyny:
Avelox – Czy mogę zapytać czemu się tak dziwnie ubieracie?
Keffar – Ty nie rozumiesz tego, że nas jest więcej, w związku z czym to ty się dziwnie ubierasz?
Avelox – Aaa to taka filozofia jest? Ale jej trochę nie rozumiem i jest głupia.
Keffar – Sprawa jest prosta! Nas jest więcej i jesteśmy silniejsi!
Avelox – Aaaa… to teraz rozumiem. To jest ten sam powód dla którego musiałem się ewakuować z mojego domu rodzinnego. ICH też było więcej i byli silniejsi.

Drużyna z niepokojem patrzyła na rosłych przeciwników, wyraźnie gotowych na najgorętszz nawet scenariusy, kiedz spośród istot wystąpił ich przywódca i gardłowym głosem zażądał czegoś w nieznanym języku. Widząc niezrozumienie na twarzach awanturników, łamanym wspólnym rozkazał opłacić pozostawienie ich w spokoju tym co mają w plecakach. Bohaterowie zaproponowali swoje racje żywnościowe, na co gnolle ochoczo przystały, ale kluczem transakcji miała się okazać butelka z chemiczną substancją przygotowaną przez Simeona, która po wstrząśnięciu zaczęła świecić opalizującym światłem. To zdecydowanie spodobało się Arruhelowi, przywódcy oddziału potworów.

Bohaterowie w pośpiechu opuszczali miejsce niefortunnego spotkania, oglądając się za siebie tylko żeby sprawdzić, czy nie są ścigani. W tym czasie gnolle rzuciły się na stos jedzenia i zaczęły go sobie wyrywać. Simeon wiedział, że świecaca flaszeczka przestanie działać za kilka godzin, dlatego za jego radą drużyna co prędzej skryła się pośród drzew Lasu Odległych Szeptów, porzucając wybraną wcześniej marszrutę.

Banda gnolli napadła drużynę, która wykupiła się świecącą miksturą Simeona.
MG – Jak długo to świeci Simeonie?
Simeon – Jakieś 8 godzin.
MG – No to wiesz ile macie czasu zanim zaczną was ścigać…

Kierując się na matecznik, w którym wiele tygodni wcześniej drużyna urządzała polowanie, udało się upolować dwa króliki i jednego nieostrożnego dzika a także znaleźć kilka smakowitych korzeni i przypraw, nocny popas przebiegł więc pod znakiem sprawiania mięsa i gotowania potrawki z królików.

Kolejnego dnia już bez żadnych przeszkód i dodatkowych postojów drużyna dotarła do Trzewii. Już z daleko widać było cztery statki stojące w porcie osady i kilka kolejnych kutrów rybackich będących przygotowywanych do sezonu połowów. Również na lądzie tłoczyło się mnóstwo ludzi, a nad zdecydowanie odświeżoną i jaśniejącą czystością i świeżością świątynią Kościoła Ostatecznego Porządku powiewały wesoło na mocnym wietrze flagi w kolorach spranej żółci i błękitu.

Simeon naukowo opowiada o dogmatach wiary kościoła, używa wielu słów nieznanych Keffarowi.
MG – Teraz na przykład Keffar zastanawia się co to jest “materia nieorganiczna”.
Keffar – Nie! No taki głupi nie jestem! Materia to takie coś z czego się koszule robi a skoro nieorganiczna to to jest coś takie jak koszula z kamienia!

Gracze czym prędzej skierowali kroki w stronę Karczmy “U Maryny” gdzie bez zdziwienia odkryli, że tam również gwarno jest i tłoczno, a przy stolikach załatwiano interesy, jedzono i pito przy wtórze podniesionych głosów i śmiechu. Tylko samej Marynie nie było jakoś zbytnio do śmiechu, szybko dała znać drużynie żeby znaleźli sobie gdzieś ciche miejsce i nie pokazywali swoich twarzy w mieście za dnia i porozmawiali z nią w nocy.

Poważny ton znajomej i kilka wieści złapanych tu i ówdzie spowodowały, że gracze ewakuowali się poza miasto i zabawili kilka godzin u zielarza Japvena. Po powrocie, już pod osłoną ciemności wkradli się znów do lokalu Maryny i w końcu mieli okazję dowiedzieć się co dzieje się w mieście. A nie działo się dobrze.

Okazuje się, że wiele się zmieniło za sprawą nowego mieszkańca wsi, kapłana o imieniu Albst. Ten wziął się ostro za działalność misyjną i zaczął tłumaczyć że złem czyhającym na spokojnych mieszkańców miasta są nieludzie i dawne wierzenia. Jakby w sukurs temu co mówił przyszły następne wydarzenia. Przybocznego Albsta, rycerza Hageliona Szmaragdowego zabić miał szalony centaur, za którym kapłan wysłał swoich łowczych, którzy złapali go i pozbawili łba. Ten wisiał jakiś czas przed świątynią w Trzewiach na pice, a bohaterowie wiedzieli już o tym z relacji Agavina Smutnego.

Albst wykorzystał tę sytuację jako przykład pokazujący jak odległa jest cywilizacja ludzi od tych dzikusów. Kiedy okazało się, że bohaterowie całkiem niedawno ukrywali w karczmie w mieście rannego elfa posypały się i na nich gromy. Czary przelała paczka jaką Simeon otrzymał od swojego nauczyciela, w niej bowiem znajdował się tom o dawnej wiedzy tajemnej. Cała drużyna okrzyknięta została przez Albsta wrogami porządku, cywilizacji i sługami zabobonów i czarnej magii i personami non grata w Trzewiach.

Maryna opowiedziała jak groźbą, ale i srebrem które sypie na lewo i prawo, pracą dla zainteresowanych, obietnicą bezpieczeństwa i prosperity, Albst zjednuje sobie mieszkańców wsi, a ona siłą rzeczy musi dbać o swój interes, choć jak zapewne wielu nie bierze do siebie tego co o bohaterach głosi kapłan. Niestety Zyvalt miał okazać się bardziej sprzedajny, bo księgę którą dostać miał Simeon zadeklarował się zniszczyć jako plugastwo, żeby ręki do zepsucia nie przyłożyć.

Po tych kiepskich wieściach bohaterowie usiedli aby przedyskutować swoje następne posunięcia i zadecydowali, że opuszczenie Trzewii jest w ich interesie, ale wcześniej postanowili jeszcze odebrać zbroję, którą ojciec Cadendy przygotowywał dla Nuadu i sprawdzić czy Zyvalt na pewno zniszczył księgę. Tliły się podejrzenia, że kupiec jest bardziej zdroworozsądkowy niż chce to na zewnątrz okazywać. I wkrótce okazało się to prawdą. Zyvalt księgę schował i za dodatkową opłatą obiecał ją awanturnikom zwrócić. Po uściśnięciu sobie dłoni jeszcze ostentacyjnie i na pokaz “wyrzucił” bohaterów ze swojego sklepu, tak aby wszyscy ewentualni świadkowie widzieli, że brzydzi się nimi i nie chce robić żadnych interesów. Księgę miał zwrócić następnego dnia.

Zyvalt liczy że zarobi na infamii jaka spadła na bohaterów w Trzewiach i podbija cenę za usługę, za którą już raz zapłaciła drużyna.
Zyvalt – No to musicie zapłacić jeszcze 8 Kłów.
Nuadu – Ty chyba w łeb chcesz dostać! Nic ci nie zapłacimy!
MG – Ale wiesz Nuadu, ciebie tam nie ma…
Nuadu – A bo mnie wkurwił!

Tymczasem Nuadu odebrał swoją upragnioną zbroję, która była prawdziwym, małym dziełem sztuki. Z wykorzystaniem impregnowanych skór i kawałków pancerza ogromnego skorpiona powstało coś do czego uśmiechnąć się muszą oczy wszystkich wojowników. Koszt wytworzenia okazał się większy niż pierwotnie przewidywano, ale Nuadu postanowił bez zastanowienia wyłożyć te pieniądze.

Tej nocy bohaterowie spać mieli w gospodarczym pomieszczeniu w karczmie “U Maryny”, w miarę możliwości incognito, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Jednak znaleźli się tacy, którzy wiedzieli, że tam będę, jak na przykład kapitan Petlamin, który w środku nocy z gąsiorem wina odwiedził bohaterów, żeby wymienić się wieściami. Potwierdził wszystko to co gracze już wiedzieli, a także opowiedział o swoim biznesie i statku “Morski Robak” pod kapitanem Cacotem Hywoldem, który następnego dnia wypływa z Trzewii.

W schowku u maryny,. gdzie zamelinowała się druzyna
Petlamin: może byście tu udekorowali?
Keffar: napijemy się to udekorujemy!

Z samego rana Zyvalt dostarczył księgę i listy do Simeona, pozostawiając je sprytnie ukryte w beczce z kiszoną kapustą. Okazało się, że wolumin to stara praca naukowa dotycząca magii żywiołów, listy zaś pochodziły od rodziny, lekarza leczącego brata Simeona i jego nauczyciela z akademii, który przesłał mu księgę. Z bratem Simeona było źle, wszyscy wypatrywali z nadzieją, że misja odnalezienia Kwiatu Awicenny zakończy się powodzenie, bo prawdopodobnie była to ostatnia szansa dla młodego człowieka, na zachowanie swojego życia.

Po krótkiej dyskusji, drużyna postanowiła zaokrętować się na “Morskiego Robaka” i popłynąć na Wyspę Senną, gdzie mieszkać miała kobieta, która wie gdzie znaleźć mityczny Kwiat Awicenny…

Simeon marzy o tym, że swoją świecącą zabawkę, którą przekupił wodza Gnolli mógłby usprawnić i po tych 8 godzinach mogła by wybuchnąć. Pomysł wszystkim się podoba ale MG jątrzy.
MG – Ty uważaj Simeonie, a może wódz Gnolli po powrocie do domu dałby ją swojemu małemu synkowi, który uwielbia koniki i motylki… koniki zjadać a na motylkach siadać?
Simeon – Taaa i chce być programistą w przyszłości jak już dorośnie…


Ha! Ależ było fajnie wrócić na Rocranon, choć zardzewiały jestem straszliwie od nieprowadzenia. Mam nadzieję, że forma szybko wróci, tak samo jak wrócą do normy standardy z połączeniem skajpowym, bo niestety Nuadu był tym razem słabiej słyszalny. Straszliwie spodobało mi się porównanie Keffara, który powiedział, że poczuł się jakby wrócił w stare, wygodne, dobrze mu znane buty, ja poczułem podobnie. Tymczasem jednak niby to samo, a sporo się zmieniło, do tego stopnia, że aż gracze postanowili opuścić znajome strony. Ja tam się z tego bardzo cieszę. O!

Do następnego razu!

Comments

Ja nie napisałem nic w sprawie zakupu mięsa dzika przez Marynę, a wy chyba mieliście jeszcze jakieś inne sprawunki przed wypłynięciem. Proszę o deklaracje tutaj, załatwimy sprawę w Epilogu. Pozdrawiam.

 

a kiedy zbadamy piwniczkę z winem?
Jesteśmy to winni Koukashowi! :)

 

Stara buty, starymi butami, ale coś czuje że wyprawą na Wyspę Senną to nas szanowny MG wyrwie z kaloszków :D
Ech, cieszę się że znów zaczeliśmy :) :) :)

 

Co do sprawunków, ja tam nie widzę większej potrzeby, ewentualnie jakby dało radę zbroję na mnie znaleźć w typie tej co miał Nuadu.
Jest natomiast inna sprawa do ogarnięcia, trzeba by podzielić skarb drużynowy. Zaczyna się nowy sezon, dochodzą nowe postacie, a sytuacja jest taka że nie mamy żadnej prywatnej kasy. O ile nie widzę problemu w dokładaniu się do zbroi czy kupowaniu drużynowych zapasów, to na literackie fanaberie Simeona odzywa się we mnie krasnoludzka dusza :)
Dobra, teraz na poważnie, proponuję podzielić połowę (do uzgodnienia) tego co mamy między starą ekipę, resztę zostawiając jako “drużynową”. W przyszłości można robić tak samo, połowa do podziału, połowa do skarbczyka. Ze skarbczyka opłacamy żarcie, noclegi, transport, henczmenów itp, fanaberie każdy załatwia we własnym zakresie.
Co Wy na to?

 

Juz chyba o tym mówiliśmy, i tak na tym staneło, ale nigdy nie było czasu aby podzielić to co mieliśmy a i nowych loszków dawno nie zwiedzaliśmy.

Ze sprawunków to by trzeba się dogadać z kapitanem, aby nam sprzedał suchego prowiantu na pare dni i zachowac go na pierwsze dni na wyspie (jak dopłyniemy) – nie wiemy co tam zyje i czy szybko znajdziemy Senną (a tez nie wiemy czy tam jest port). Wogóle to ja bym wykorzystał chwilę i najpierw dowiedział się od kapitana jak senna wygląda z grubsza (jaka duża, gdzie port(y) albo miejsca gdzie mozna wysiąść no i najwazniejsze jak póxniej znaleźć statek powrotny? – dobrze by bylo ustalić jakoś sposób skomunikowania się z przepływającym statkiem, np. wracającym Morskim Robakiem, albo ustalić w jakich dniach powinniśmy gdzie przebywać żeby móc się spowrotem zaokrętować).

Póki co to tyle. Jak mi cos jeszcze wpadnie do głowy to napiszę.

 

- Loszek to wasza sprawa, w Wieściach i plotkach macie kilka plotów, które można by jeszcze pociągnąć, tak samo na mapach w Google Docsach macie kilka miejsc dość tajemniczych, których można by użyć. Nie będę wam podpowiadał, ale w raportach i na mapach jest sporo różnych możliwości samemu sobie znalezienia ciekawego zajęcia.

- W sprawie zbroi już powiedziałem Parasitowi, że stara zbroja Nuadu wymagać będzie tylko niewielkich poprawek, więc dogadajcie to między sobą poproszę.

- Podział kasy, aby każdy miał trochę własnych drobnych wydaje mi się ok, ale to też pozostawiam do rozwiązania między wami. Tutaj dodam jednak, że krasnoludzka dusza nie budzi się w Keffarze kiedy Simeon robi napoje ze swoich umiejętności i zakupionych w przypływie fanaberii elementów, a następnie używa ich do obrony drużyny w stresowych sytuacjach. ;)

- Kapitan “Morskiego Robaka” trochę sarkał, że nie prowadzi sklepiku, ale w końcu sprzedał wam po 2 racje żywności na głowę, za każdą policzył sobie 2 skrzela.

- Kapitan mówi, że na Sennej jest osada portowa, nazywa się Mrzysen i że będzie wracał za 6 dni od wysadzenia was na ląd, może zatrzymać się na dzień w porcie, być może weźmie na pokład trochę towaru (na sennej rośnie len i robi się tam z niego porządnej jakości tkaniny). W porcie spędzi dzień, jeśli gracze zdążą chętnie weźmie ich na pokład. Tyle może zrobić, a i tak robi to tylko dlatego, że Petlamin kazał mu wam pomóc.

 

Co do pytania Mijaua:

“Podpytałbym troszkę kapitana Morskiego Rybaka o florę na Sennej. Nie żebym się spodziewał potknąć się o Kwiat wysiadając ze statku, ale ciekaw jestem. Może powie coś więcej, a nie tylko o rosnącym tam lnie.”

Statek nazywa się Morski Robak, kapitan nie jest pewny czy się obrazić ;).

- Flora na Sennej? Co to jest flora? Aaaa, ta flora? A skąd ja mam wiedzieć panie. Kilka razy się tam zatrzymałem i zawsze jeno w porcie. Ale płynąc wkoło… no to tak jak wszędzie, trawa, drzewa… Nie wiem co mam odpowiedzieć na tak zadane pytanie. A co do lnu? No to na polach rośnie nie? I potem zbierają chłopi… Ja to od zawsze na statku drogi panie, nie wiem czym się zajmują szczury lądowe. Ja już jak gówniarzem byłem to z ojcem sieci rzucałem w morze…

 

ja tam jestem ogólnie przeciwny dzieleniu pieniędzy, drużyną jesteśmy, wszsytko co zdobywamy jest drużynowe, co najwyżej wydatki można konsultować, szczególnie te grubsze. Jeść i pic i tak musimy. Zbroić się , dokształcać, czy co kto tam lubi też. Jak ktoś sobie kupuje coś co w jakiś sposób czyni go lepszym, twardszym, szybszym, mądrzejszym, to zyskuje na tym cała kompania. Kto wie, kto potem komu dupę uratuje.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.