Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.22 - Biały świt

Udział wzięli: Keffar, Nuadu, Simeon

Nic tu po nich – zrozumieli, czas było pomyśleć o żyjących, rannych. Ostatnim zabiegiem w podziemnym warsztacie było przywrócenie maty zasłaniającej ukryte przejście do wnętrza kompleksu. Tym zadaniem zajął się Nuadu, kiedy reszta szykowała grupę do wyruszenia w drogę. W śniegu, który zalegał już do połowy ud, ścieżkę torować miał Ignoc, ciągnąc jednocześnie, przygotowane z barłogów nosze z rannym elfem. Niestety śnieg wydawał się nie zamierzać padać i droga mogła stać się większym wyzwaniem niż można było uważać.

Bohaterowie prowadzą szybką inwentaryzację drużynowego ekwipunku. Simeon zdumiony pewnymi odkryciami:
- Ale osiem porcji leku na biegunkę?! Skąd wy to wzięliście?
Nuadu: – To są wstydliwe rzeczy, nie wszystko może być opowiedziane.

W tych warunkach zmierzch zapadł niezwykle szybko. Nuadu na szczęście znalazł miejsce gdzie można było w miarę bezpiecznie obozować. Cudem zdobyte drewno i rozpalone ognisko dawało nie tylko ciepło ale i odrobinę bezpieczeństwa o czym mogli się wszyscy przekonać tej nocy, kiedy gdzieś w ciemnościach rozległy się potępieńcze wycia i wizg jakiejś niesamowitej istoty. Dopiero rano okazało się, że tuż pod nosem bohaterów doszło do jakiegoś polowania, a po ilości znalezionej krwii można było sądzić, że jedna ze stron nie wyniosła ze starcia swego życia.

Nie było czasu sprawdzać kim były stworzenia, śnieg wciąż padał i wkrótce okazało się, że marsz jest coraz wolniejszy. Wielkie zaspy śniegu, przemoczone i ciężkie płaszcze, wysiłek jaki trzeba było włożyć w przemieszczanie się zmusiły do zmiany planów. Luca zaproponował aby pójść na północ, w stronę wybrzeża zamiast poruszania się po najprostszej linii ku Trzewiom. W ten sposób łatwiej im będzie trafić do osady i nie zgubić się gdzieś w tym zimowym pejzażu, a dodatkowo może plaża będzie mniej ośnieżona? Tak trzeba było zrobić, wszyscy uznali to za pewnik.

Zanim przyszło po raz kolejny popasać, drużyna dotarła do morza, które miało tę samą stalową barwę co niebo i tylko niespokojne fale wyraźnie kreśliły granicę między niebem i ziemią. Na plaży rzeczywiście było łatwiej iść, tyle że potężny wiatr od morza targał wściekle ich ubraniami i przenikał je wdzierając się aż do środka ciał, do samych kości. Noc przyniosła jedynie namiastkę potrzebnego odpoczynku, jednak nikt nie tracił ducha. Morhile otulony kocami wydawał się dzielnie znosić niedogodności mimo swojego poważnego stanu, ale i Keffar nie narzekał ani przez chwilę, choć ręka nie dawała mu wytchnienia. Najsłabiej radził sobie Luca, któego wiek nie nadawał się już na takie przygody, ale dzięki losowi Ignoc dzielnie niósł go, bez żadnej skargi na swoim grzbiecie.

Trzeci dzień miał być ostatnim, już krótko po południu drużyna powinna dotrzeć do Trzewii. Los miał jednak inne plany tego dnia i dał temu wyraz w wyjątkowo paskudny sposób. Kiedy grupa ruszyła zaraz po śniadaniu w drogę, okazało się, że nieustające od kilku dni opady to nie wszystko na co stać naturę i nagle wkoło rozpętała się prawdziwa, szalona zamieć. Nuadu namawiał aby zebrać resztki sił i przebić się przez nią, do Trzewii nie było już tak daleko, ale reszta wyraźnie uważała to za fatalny pomysł. Nagłą pomocą dla bohaterów stało się niewielkie urwisko osłaniające od śniegu i wiatru, w któym udało się przeczekać kilka najtrudniejszych godzin, a kiedy najgorsze minęło ruszyć dalej. Poziom śniegu był już tak wysoki, że Nuadu podjął się skazanej na przegraną misji torowania drogi w zaspach. Zostawił w nich mnóstwo sił i zdrowia.

Wcześniejsze plany przewidywały małe zboczenie z trasy i odwiedzenie chaty Dahoma Żaglownika, aby zostawić tam rannego elfa, ale stało się jasne, że trzeba zrezygnować z tak ryzykownego w tych warunkach pomysłu. Szczęście w nieszczęściu drużyna dociera do osady solidnie po zmierzchu, a na ulicach z powodu fatalnych warunków nie spotykają nikogo. Wszyscy zatrzymują się u Maryny, tym razem wynajmując pokój, aby uniknąć potencjalnych, wścibskich oczu.

Kiedy minęło bezpośrednie zagrożenie, wróciły rubaszne rozmowy.
Nuady: – Wyciągam onuce z butów, rozchodzi się zapewne ten specyficzny zapach.
Keffar z rozrzewnieniem: – Onuce dziadka śmierdziały jak najpyszniejszy ser.
Nuadu: Taaa. Wyciągam onuce i od razu przychodzi głód.
Simo wciągając powietrze: – Mi to wygląda, że to musiał być jakiś Cheddar.
Nuadu: – Hmm, nie znam tej nacji.

O poranku okazuje się, że śnieg w końcu przestaje padać i pogoda zaczyna się stabilizować. Trzewia, również sparaliżowane nagłym nawrotem zimy, zaczynają odżywać. Jest mnóstwo spraw do załatwienia i bohaterowie zabierają się za nie, jedna po drugiej. Do Dahoma zostaje wysłany zaufany umyślny z informacją o potrzebie pomocy z rannym elfem, jeszcze tego samego wieczoru obaj synowie Żaglownika zjawią się saniami i zabiorą ze sobą Morhilea.

Krótkie targi z Zyvaltem prowadzą do upłynnienia części znaleziska z podziemi, tak że bohaterowie mogą wręczyć Luce jego część łupów. Traper uszczęśliwiony całkiem pokaźnym zyskiem zapowiada, że znaleźć go teraz będzie można w domu niejakiej Yenomy, miejscowej profesjonalistki, trudniącej się najstarszym zawodem świata, choć ponoć to nie jedyny jej talent.

Bohaterowie powątpiewają nieco w możliwości Luci do cieszenia się obecnością Yenomy.
Luca: – Nie martwcie się nic! Yenoma ma swoje metody i zioła…
Simo: – O! Kolejna osoba, od której będzie można kupić zioła!
MG: – Tak i będziesz po nich stał na baczność.
Simo: – Oj tam, będzie można z nich zrobić napój twardości!
Keffar: – To lepiej zrób to w maści! Żeby można było stosować miejscowo gdzie trzeba.

Tego wieczora, wkrótce po wizycie synów Dahoma, bohaterowie toczą niezwykle ciekawą rozmowę z dwoma miejscowymi rybakami. Oprócz informacji o tym, że za sztormy i dziką pogodę ostatnich dni odpowiada morska demonica Cosha i jej małżonek Coar, mówią również o niezwykłych odwiedzinach w Trzewiach. Podczas nieobecności drużyny wieś odwiedził krasnolud. Niektórzy mieszkańcy po raz pierwszy w swoim życiu widzieli przedstawiciela tej rasy na własne oczy. Niby zwykłe niezwykłe, ale kiedy pada imię gościa – Heingrim, przed oczami bohaterów staje tajemniczy inżynier z labiryntów Płaskowyżu Tafli, który zniknął w niezwykle tajemniczych okolicznościach.

Opis krasnoluda i dopytywanie prowadzą do wniosku, że z wielkim prawdopodobieństwem był to ten sam właśnie osobnik. Heingrim wypytywał ponoć miejscowych o kamienie ze starożytnym pismem i chodził oglądać drzewo wisielców, a potem nagle zniknął. Zostawił nawet u miejscowego rzemieślnika, Ethronda cybuch od swojej fajki, który ten mu naprawiał. Prócz tego bohaterowie dowiadują się, że najbardziej szanowaną osobą Trzewii, z powodu jej wieku i wiedzy jest niejaki Fallkalp.

Kolejnego dnia na niebo nad Rocranon wraca słońce, a śnieg bardzo szybko zaczyna topnieć i spływać ścieżkami do morza. Nuadu i Keffar nie pamiętają już przykrego swędzenia po “oparzeniach” jakie pozostały im po walce z podziemnymi grzybami, ale ręka Simeona wygląda bardzo źle i alchemik zaczyna się poważnie o nią martwić. Wizyta u Yapvena dość szybko tłumaczy całą sytuację. Rzeczywiście proces gnilny jest właściwy ranom zadanym przez te znane przez zielarza grzyby. Na szczęście jest łatwy do leczenia, stąd zaopatrzony w odpowiednią maść Simeon przystępuje do kuracji. Gorzej ma się sprawa z ręką Keffara. Złamana ręka potrzebuje kilku tygodni na zrośnięcie się, nie powinna być w tym czasie obciążana. Bohaterowie postanawiają skorzystać z tego, że posiadają chatę na własność w Talzanii i odpocząć tam przed podjęciem kolejnych wypraw. Przygoda kończy się kiedy ruszają w stronę leśnej wsi.

  • * *

Moi drodzy, bardzo przepraszam, ze tak długo musieliście czekać na ten raport. Po ostatniej sesji zarządziłem koniec pierwszego sezonu naszej kampanii i przerwę. Nie do końca wszystko dobrze pamiętam co się działo, więc jeśli macie jakieś uwagi, proszę podzielcie się nimi, poprawię miejsca, w których mogłem się mylić. Czeka nas jeszcze epilog do tej przygody, ale już dziś możecie pisać mniej więcej co wasze postaci chciały by robić w okresie przymusowego odpoczynku. Na dniach oczekujcie następnej notki.

Comments

Wszystko w miarę dobrze, z tego co pamiętam. Pamiętam, że elfa jeszcze zabrali ludzie od Dahoma, wiec jego sprawa jest już chyba zakończona.

Moje deklaracja jeśli jeszcze jesteśmy w Wiosce:
1) U Zyvalta dowiedzieć się o możliwość ściągnięcia jakiś tomów dotyczących zywiołaków, jakis naukowych typu “Elementala Taxologis” czy coś – gdzie możnaby się doczytać o tych stworzeniach, ich zwyczajach, rodzajach, może imionach.
2) Wysłać umyślnego do brata na Argadach – z zapytaniem o zdrowie, oraz z podobnym pytaniem, albo z prośbą o kontakt w tej sprawie z moim starym mentorem/przyjaciółmi naukowcami.
3) Wypytać o loszek tego najsatrszego i najmędrszego gościa Fallkalpa, być może, jesli bedzie się szansa czegoś dowiedzieć, to popracować z nim nad ksiązką z loszku.
4) Zapytać o cybuch Heingrina, byc moze zaczekac na krasnoluda trochę w wiosce? (szczególnie jesli Fallkalp będzie chętny do pracy nad księgą i bedzie szansa coś z tego wyciągnąć). Byc może warto tez odwiedzić tego starszego wioski, który zajmował się sądem nad szwagrem kapitana?

Moje deklaracje (po powrocie do Talzanii):
1) Studiować dokładnie strona po stronie ten wolumin, może cos odkryje niezwykłego? Byc może są jakies ukryte litery, zapisy? Widoczne np. przy pomocy soku z cytryny czy innego znanego mi środka do atramentu sympatycznego? Czy dam radę okreslić wiek ksiązki po reakcjach chemicznych? (Metoda węgla C14? ;) )
2) Spróbować się skomunikować z Magiem Nogliphusem w sprawie woluminu i w sprawie zywiołaka, wypytać o to czy da sie to zniszczyć/uniknąć i odzyskac ciało Finora. Byc może bedzie tez wiedział coś o samym loszku? Być może sama Timwillkana (ją chyba najlepiej zapytać o Nogliphusa) bedzie też cos wiedzieć, jesli nie uda się nam jakoś odnaleźć Nogliphusa.
3) jesli zostały nam te jakieś grzyby, to chętnie sobie je pobadam (ostroznie!), mimo, ze zielarz mówił, ze są juz bezuzyteczne, to być może poznam ich jakies własciwości (np. na co są podatne, jak tworzą tę truciznę z macek, gdzie są gruczoły z trucizną, czy tez w końcu po prostu opisac je taksonomicznie w mojej księdze). To samo zrobiłbym z kawałkiem skały z jaskin, którą kiedys odłupałem czy mchem z tychże jaskiń (które mam w ekwipunku).
4) Korzystając z pobytu w puszczy i wczesnej wiosny, z pomocą kompanów i ludzi z wioski (Timwillkana, Chalaya) pochodziłbym i uzupełnił ile się da zapasy ziół, gdzies niedaleko wioski, zeby nie było zbyt niebezpiecznie.

Chyba tyle, jak mi wpadnie coś do głowy to dam jeszcze znać.

 

Jeśli chcesz wykonać rzeczy z punktów 3-4 w części Trzewiowej to musiałbyś zostać w Trzewiach i dołączyć do drużyny później. Na część Talzanii i Trzewiową też, odpowiem później, zwróć uwagę na dokument Sesja 22 – Epilog w Google Docs, jeśli jednak idziesz z łowcami do Talzanii od razu tak jak zadeklarowaliście na ostatniej sesji.

 

To ja mam pytanie do ludzi z druzyny, czy gdybym został w wiosce, to za tydzień wpadlibyście po mnie? Nie chcę sam potem błąkać się 2 pozowym magiem z 5 HP po dziczy przez 2 dni ;)

 

dobra, więc jakby ci to powiedzieć.
W tej chwili drużyna składa się: z ciebie, co masz 5 hp,
z Keffara co ma złamaną rękę, i ze mnie.
Jeśli chcesz zostać w Trzewiach, to prosze bardzo, ale wrócimy po ciebie dopiero jak Keffar się poskłada, bo wcześniej, to musiałbym iść po ciebie sam, bieganie po dziczy samemu, to jeszcze mniej fajnie, niż jak się ma 5hp :)

Moim zdaniem najrozsądniej będzie udac sie razem do Talzanii, spokojnie i unikając awantur, omijając z daleka wszystko co choćby wygląda podejrzanie, a jak już Keffar wyzdrowieje, albo skład się powiększy, to wtedy ewentualnie szlajać sie po okolicy.

 

Tylko ze wtedy tracimy sporo możliwości… Przynajmniej zamówienie tych książek i wysłanie wiadomości do brata chciałbym mieć mozliwość jeszcze zrobić zanim pójdziemy, a chyba nie daliście mi na sesji dojśc do głosu i stwierdziliście, ze “To teraz idziemy do Trzewi” no a MG przyjął to za pewnik ;) No i jeszcze co z Haingrinem? Z tego co pamietam mieliśmy pójśc jeszcze do Cybuchowni i poprosić o kontakt, albo skierowanie mości krasnoluda do nos, gdyby sie pojawił. Czy to sie nam udało załatwic na sesji, cz nie? Bo nie pamietam do końca – na pewno o tym gadaliśmy…

PS. zawsze mozna poprosić potem Chalaye albo któregos z innych tamtejszych wojów, zeby towarzyszyli Ci w drodze po mnie?

 

takie krótkie rzeczy to mozemy chyba załatwić przed wyjściem.

W sensie nie musimy dawać dyla z Trzewi zaraz następnego ranka, deklaracje długofalowe mieliśmy składać przy okazji epilogu. Nie chciałbym jednak za długo siedzieć w Trzewiach, coby nie trwonić pieniędzy. W Talzanii mamy chatę, możemy polować, to znaczy ja mogę, i pomogać miejscowym, a w wolnym czasie zajmować się swoimi rzeczami.

Możesz wysłac wiadomość do brata, Heingrimowi trzebaby zostawić informację, że jesteśmy w Talzanii i informacje która może go interesować.

Książki można zamówić i tak od razu nie dojdą. Mieszkańców Talzanii nie nadużywałbym bez potrzeby, żeby z nami ganiali.

 

Po mojemu to nigdzie nam się nie śpieszy i w sumie moglibyśmy poczekać. Tylko tak realnie po co? Umyślnego z listem czy zamówieniem na książki można wysłać w 2 modlitwy. A na odpowiedź i tak przyjdzie czekać kilka (naście) dni. Trochę bez sensu trwonić w tym czasie kasę na siedzenie u Maryny i opilstwo z nudów.
Moim zdaniem należy spokojnie wyruszyć po załatwieniu sprawunków i wrócić, ale najwcześniej za dwa tygodnie. Też nie przesadzajmy z tym podróżowaniem, wprawdzie jest to kawałek, ale po przyjaznym w sumie lesie a nie po terenach łowieckich ogrów ludojadów (chyba :) ).
Poza tym wydaje mi się że po dwóch tygodniach siedzenia w Talzanii samą przyjemnością będzie krótki wypad do Trzewii na jednego :) A przy okazji będzie można sprzedać skórki które upolujemy i kupić to czego w Talzanii brakuje (sól, narzędzia itp).

Co do krasnoluda-zjawy, wydaje mi się że zostawiliśmy prośbę o kontakt i też nic więcej nie zrobimy.

 

Ok, czyli skoro MG napisał że zostawanie dotyczy punktów 3-4, a notke Haingrinowi zostawiliśmy (czyli notabene 4 zrobiliśmy), to w takim razie falkalpa na razie zostawiamy, zamawiam księgi i pisze list do brata i ruszam z nimi do Trzewi.

 

Okey, zaraz to ogarnę, a ty rzuć okiem na Epilog w Google Docsach i wypowiedz się w nim proszę!

 

Ad1. i Ad2.

Zyvalt na twoje pytania zasapał się i niemal zakrztusił, zaczął tłumaczyć, że to niełatwe zlecenie i będzie musiał uruchomić znaczną liczbę swoich kontaktów, aby znaleźć dla ciebie książki o temacie tak niezwykłym. Jednak w jego oczach pojawił się błysk chciwości, a może tylko Ci się to zdawało? W końcu potwierdza, że może sprowadzić tego typu księgi, jednak potrzebował będzie na to co najmniej dwóch tygodni i oczywiście jakiejś zaliczki, najlepiej takiej w wysokości 4 Bram, aby miał się jak zabezpieczyć, jeśli nagle rozmyślisz się i nie kupisz u niego towaru, w poszukiwanie którego tak mocno będzie musiał się zaangażować.

Zyvalt równie chętnie przyjmie listy, przekazania których podejmie się do twojego brata oraz mistrza i znajomych. Za każdy list policzy sobie “śmieszną wręcz kwotę” 1 Bramy. Listy wysłane zostaną jeszcze w tym samym tygodniu, więc jeśli tylko twoi bliscy zechcą odpisać, możesz spodziewać się odpowiedzi w nie dalej niż 10 dni. Przybędą wtedy razem z argadyjskimi winami i pewnymi interesującymi tekstyliami, które zapewne również będą mogły cię zainteresować.

Wyruszyliście w drogę, wracam do opisu w osobnym pliku google docs.

 

O, tego nie zauwazyłem. Ja bym się spróbował potargować: 3 bramy za listy i 3 bramy zaliczki. Jak tam nasz pilnujący skarbu Keffar się na to zapatruje? Jakby coś moge odpracować w miksturach albo innych takich pierdołach przez te dwa tygodnie co będziemy siedzieć w Wiosce ;)

 

(3 bramy za listy, bo rozumiem, że 3 pójdą – jeden do brata, jeden do mistrza, jeden do znajomego naukowca (np. z innego miasta, albo do gościa o którym wiem, że zajmuje sie taką działką, np. jakiegoś maga z mojej ojczystej stolicy Argadów).

 

No to git. Bierzemy. 6 Bram to i tak chyba wypada w limicie tego co przypada na głowę po spenetrowaniu loszku ;)

rocranon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.