Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.18 - Złoto głupców

Udział wzięli: Kaszkur, Keffar, Nuadu, Simo

Nastał czas pożegnań. Spakowani i zaopatrzeni w prowiant bohaterowie postanowili ruszyć w stronę Trzewii. Do ich kompanii dołączyć postanowił Dwieman Studnia, którego również czekały jakieś zobowiązania na północy. Uhlerad i Nogli-Cuir wyruszyli na południe, przez jakiś czas mieli podróżować razem aby potem rozdzielić się każdy ku swojemu celowi. Ani w nocy, ani rano nikt nie widział nigdzie Kylunube. Tak właśnie rozstały się wspólne ścieżki najemników z pod Wodnej Bramy.

Drużyna ruszyła na północny wschód kierując się na kamień uleczeń, a później bezpośrednio na Płaskowyż Tafli. Nieco zboczywszy z drogi napotkała kolejne dziwne miejsce, tak nie pasujące do dziczy. Pośrodku średniej wielkości polanki natrafili na kamienny słup zakończony metalowym okręgiem, który niezwykle przypominał pręgierz. Jednak skąd on w środku lasu? Tego nie udało się ustalić.

W końcu bohaterowie stanęli na szczycie wzgórza, z którego zobaczyć można już było całą dolinę Płaskowyżu Tafli. Krótko trwała dyskusja, czy ruszyć znaną ścieżką od zachodniej strony masywu, czy wpróbować nową po wschodniej. Simeon dał jasno zrozumieć, że ma zamiar wypić, nad grobem swojego nieodżałowanego towarzysza Koukhasha, szklanicę miodu, który wział w tym celu z Talzanii. Reszta postanowiła dołączyć do niego. Po wzniesieniu kielichów i spełnieniu ich podróżnicy postanowili zatrzymać się na noc w tym miejscu, bo słońce już niemal całkiem zaszło na wzgórzami. Noc była spokojna, tylko kilka godzin przed świtem, czujne oczy Keffara dostrzegły pełgające ogniki pochodni, gdzieś na zboczu Płaskowyżu.

Z samego rana dziarsko ruszono dalej. Bohaterowie przeprawili się przez Rzekę Tarła i zostawiając Płaskowyż po lewej ręce szli prosto jak z bicza strzelił na północ, aby po odnalezieniu miejsca gdzie popasali jeszcze z Noglimaxem w drodzę do Talzanii, skręcić ponownie na północny – zachów. Droga przez las była dość spokojna, jeśli nie liczyć jednego małego incydentu.

W którymś momencie grupa natrafiła na solidne osuwisko. Wybór był prosty, albo nadkładamy drogi aby go obejść i zejść ze wzgórza w innym miejscu, albo ryzykujemy blisko sześciometrowe zejście skarpą w dół. Szybko uradziwszy, przygotowano zabezpieczenie w postaci liny i zaczęto schodzić w dół. Wszystko szło dobrze, aż do chwili kiedy na linie zaczął opuszczać się Dwieman. Tak się pechowo złożyło, że nogą trafił wprost w jamę jakiegoś zwierzęcia, zapadł się w nią aż po udo i nie mogąc utrzymać równowagi zawisł niemal głową w dół, jedną ręką trzymając linę a drugą starając się uratować ekwipunek. Na szczęście szybka interwencja Nuadu pozwoliła wkrótce wszystkim bezpiecznie znaleźć się na dole.

Kiedy noga Dwiemana utkwiła w norze w ziemi ten przerażony nie mogąc jej wyszarpać wrzeszczy, że jakaś bestia złapała jego nogę w swoją paszczę i nie chce puścić. Pozostali komentują głośno.
Kaszkur – Widać bestia potraciła zęby ze starości.
Nuadu – I tylko ciumka go w nogę.

Kiedy w końcu drużyna opuściła las i zobaczyła przed sobą znajome pasma wzgórz pokrytych jasnymi kamieniami, wszystko wydawało się już być na najlepszej drodze. Do Trzewii zostało ledwo kilka godzin marszu, w sam raz aby zdążyć przed zmierzchem i spędzić pierwszą od dawna noc pod ciepłym i gościnnym dachem “U Maryny”. Tylko, że los chciał inaczej.

Kiedy na horyzoncie zamiast upragnionego widoku morza i osady pojawiały się wciąż nowe wzgórza, trzeba było stanąć twarzą w twarz z prostym faktem. Drużyna się zgubiła. Zaczęło się robić ciemno i dalsze podróżowanie w niewiadomym kierunku przestało mieć sens. Nim udało się zebrać chrust na ognisko do uszu obozowiczów dotarły odgłosy wolno człapiącego konia, a wkrótce potem ciche mamrotanie człowieka. Nocnym gościem okazał się być stary traper i imieniu Luka i jego równie niemłody muł Ignoc.

Luka opowiada o swojej bujnej młodości i rozrzutności, kiedy zarobione pieniądze przepuszczał na kobiety. Zbliża się ku końcu opowieści.
Luka – Teraz już i potrzeb nie ma takich…
Kaszkur – Kuśka lepiej wisi jak stoi?

Wieczór szybko mijał w nowym towarzystwie, Luca chętnie opowiadał o swojej młodości, zawodzie, okolicznych lasach i zamieszkujących je elfach. Poradził gdzie kupić muła, a w końcu nabierając nieco zaufania do drużyny, złożył im pewną propozycję. Niedawno natrafił na miejsce, w którym rzeczka po wiosennych opadach wymyła część ziemi, a pod osuwiskiem otwarła się tajemnicza jaskinia. W chwili obecnej zalana jest wodą, ale wygląda na stworzoną ludzkimi rękami i tym samą wartą zbadania. Luca chętnie podzieliłby się czymkolwiek co udało by im się tam znaleźć, bo samemu nie bardzo ma ochotę się w podziemia zapuszczać. Drużyna poprosiła o czas do namysłu.

Rozmowa schodzi na żywy inwentarz i pytanie gdzie go nabyć.
Nuadu – Może sobie kozę kupimy? Nie trzeba będzie na dziwki wszeteczne wydawać.
Keffar – Kto co lubi.

Dalszy ciąg rozmowy o zaletach żywego inwentarza.
Luca o swoim ośle – Ignoc już niemłody, ale jeszcze trochę pociągnie.
Kaszkur – To koza będzie ciągła!

Rankiem wszyscy już razem ruszyli w kierunku Trzewii, które jak się okazało były bardzo niedaleko, choć przyznać należy, że nie do końca w tym kierunku, w którym prowadzili dzień wcześniej drużynowi przewodnicy. Schodząc ze wzgórz miło było patrzeć na krzątających się w miasteczku ludzi i ciekawe było zobaczyć wznoszoną w porcie sporą budowlę.

Przyszedł czas na sprawunki. Wchodząc do Trzewii od północnego zachodu pierwsze kroki skierowali ku targowisku. Znany alkoholik (albo alchemik, brzmią podobnie więc nie jestem pewien) Simeon postanowił od razu zakupić kilka litrów spirytusu, tłumacząc, że to do jego alchemicznych wywarów. Pomysł tak się spodobał Kaszkurowi, że postanowił dołączyć do grona naukowców i również wyłożył monety na piorunującej mocy płyn. Tyle, że kiedy już miał wręczać gotówkę kupcowi nagle z przerażeniem stwierdził, że monety rozsypują mu się w dłoniach niczym suche liście. Reszta drużyny z obawą zaczęła zaglądać do swoich sakiewek, okazało się, że wszyscy mają dokładnie ten sam problem.

Kiedy okazało się, że złoto drużyny zamieniło się w rozsypujące się liście, szczególnie ciężko przeżył to Kaszkur.
Kaszkur – No w ch…. tną jak Zorro! Ech najważniejsze, że zdrowie jest.

Skonfudowani bohaterowie schronili się w karczmie “U Maryny” nie chcąc na targowisku wzbudzać jeszcze większej sensacji. Niestety monety nadal wyglądały jak stare liście, w dodatku dokładnie wszystkie, które posiadali. Przynajmniej fundusze, które drużyna posiadała w kruszcu, kamieniach szlachetnych i biżuterii, nadal były pod swoją właściwą postacią. Nadal pozostawała zagadka, co tak naprawdę się stało?

Keffar zaproponował wyprawę do Domu Spotkań i rozmowę z Gerrissem, który zastanowiwszy się chwilę opowiedział, że słyszał niegdyś o takiej legendzie, w której podróżni wyratowani w ciężkiej sytuacji z dobrego serca przez tajemniczego podróżnego, odkrywali poniewczasie, że całe ich pieniądze rozsypały się w pył. Nagle Simeon uderzył się w głowę i wszystko stało się jasne. Kiedy tylko przypomniał pozostałym dziwne zniknięcie Broula z Talzanii i jego jeszcze dziwniejsze ostatnie słowa, pozostali też pojęli co musiało się stać. To wszystko sprawka tajemniczego nieznajomego, który przez wiele dni wspierał ich u Wodnej Bramy.

Gerris obowiada bohaterom o legendzie, w której w podobny sposób jak to sie przytrafiło drużynie, pozbawia się złota jej bohaterów.
Kaszkur – Wyciulali nas po całości, jeszcze w legendzie o tym będzie…

Cadenda Białe Oko był winien bohaterom 6 Bram, poza tym, to właśnie u niego przygotowywana była zbroja z łuski wielkiego skorpiona, którego bohaterowie upolowali w Targowisku cyrkowców, więc tam właśnie skierowali swoje kroki. Niestety okazało się, że zbroja cały czas jest w trakcie tworzenia i choć to co można było już zobaczyć wyglądało zachęcająco, to do końca wyraźnie jeszcze było daleko.

Bohateorowie odwiedzają rymarza Cadendę. Dowiadują się, że jego ojciec wykonujący zbroje śpi, ale może pokazać postępy. Te niestety są daleko słabsze niż chcieliby bohaterowie. Duch nieco opada w bohaterach.
Kaszkur – Kurwa, jak on tyle śpi…!

Od Cadendy bohaterowie wyruszyli do sklepu Zyvalta, którego zastępowała jego córka Rhagune. Szybkim targiem udało się zakupić pudełeczko pełne flaszeczek po pachnidłach i dowiedzieć się, że sam Zyvalt nadzoruje budowę nowego magazynu w porcie. Tam też swoje kroki skierowała drużyna.


Naszą sesję zakończyliśmy właśnie w drodze do portu i ustaliliśmy, że zakupowe sprawy będzie można załatwić między sesjami, co wydaje mi się bardzo dobrym pomysłem. Również wyprawę do zielarza chcieliście załatwić poza sesją, to już nieco mniej mnie przekonuje, ale jestem gotów przystać na takie rozwiązanie.

Proszę o jednozdaniowe deklaracje czego potrzebujecie i co chcecie robić w komentarzach pod postem, a ja wymyślę jak je przeprowadzić pomiędzy naszymi sesjami.

Z rzeczy, które przed wami są otwarte znajduję następujące tematy:

- Wyprawa do “piwniczki z winem”
- Odwiedziny w stolicy wyspy, Sotham
- Penetrowanie loszku Luci
- Wyprawa do zielarza
- Wyprawa na wyspę senną

Czy coś przeoczyłem? Dyskusję o przyszłości również proszę prowadzić w komentarzach pod wpisem.

Comments

Ja żywo jestem zainteresowany wyprawą do zielarza i wypytaniem go o sprawy związane z Awicenną i ewentualnie zaopatrzenie się w zielarskie ingredienty potrzebne do stałych mikstur: leczenia, trującej (żrącej) i świecenia. Do tego zapytałbym go czy nie ma jakiś rad, gdzie najlepiej szukać konkretnych ziół i czy mógłby coś powiedzieć o rzadszych i przydatnych ziołach (gdzie szukać, jakie mają właściwości), które rosną na Rocranonie – jesli jakiś potrzebuje możemy mu obiecać że się za nimi rozejrzymy. Być może byłby w stanie podzielić się jakimiś recepturami? Byc może w zamian ja będę mógł mu zdradzić jakąś wiedzę przywiezioną z Haegavo?

To tyle jeśli chodzi o Zielarza – być może rzeczywiście lepiej rozegrać to na żywo.

Jeśli chodzi o Zyvalta i zakupy, to ja bym zapłacił do końca za te fioleczki z perfum i proponował wymienić jakiś pomniejszy klejnot na złoto. Chciałbym też kupić ten kociołek dla siebie (żebym mógł moczyć gruczoły ;)), jakąś chochlę do tego i jakby były to bym poszukał tych glinianych kubków lub najlepiej słojów z pokrywką – wraz z woskiem pszczelim który mam mogą się nadać do robienia ‘granatów’ żrących itp, a być może jako łatwiej dostępne – będą nieco tańsze od szklanych fiolek.

A dla drużyny – może wartoby odwiedzić kapitana i zapytac o zdrowie? Dowiedzieć się co ze szwagrem?…

 

ja proponowałem kolejność działań.
Zielarz, Luka i jego jaskinia, piwniczka z winem +ewentualne polowanie.
Później się zastanawiamy nad Sotham.
dla siebie zamówiłbym tę skórznie, w miarę możliwości już teraz, to szybciej przyjdzie.

co do rozgrywania, proponuję następującą metodę. Miś Gry rzuca na spotkanie, jeśli jest gdzieś dalej, jeśli nie ma spotkania skracamy znane drogi.
Jeśli gdzieś nie byliśmy gramy, ale poruszanie się po utartych ścieżkach, które już znamy, a nic się akurat na nich nie wydarzyło, można skrócić, choćby po to, żeby więcej nowego na sesjach odkrywać.

Przykładowo: Idziemy do Zielarza, Sławek rzuca spotkanie, ale nic ciekawego się nie dzieje.
to tylko kawałek , na dodatek znaną drogą, więc pomijamy fragment.
Ewentualnie Sławek przypomina, że po drodze, leży obozowisko jakichś ziomków, deklarujemy, czy zachodzimy czy omijamy. W drodze powrotnej Sławek znów rzuca, coś wypada, więc gramy od momentu cosia.

 

Co to jest Sotham i gdzie to jest? ;)

‘Miś Gry’ zabija ;)

PS. po przeczytaniu ‘plotek i pogłosek’ wpadło mi jeszcze do głowy, ze moznaby przy okazji siedzenia i picia z Lucą podpytac miejscowych co sie w wiosce święci, moznaby tez zapytac o ich reakcje na Zyvalta i jego monopol, który sie buduje – gdzies czytalem, że ktos miał do tego jakieś obiekcje z miejscowych (chyba w światyni?).

 

Czemu zabijam?

Sotham to obecna, samozwańcza stolica wyspy. Jeśli spojrzysz na mapę: http://www.obsidianportal.com/campaigns/skrzydla-rocranon/maps/32454 zobaczysz że Rocranon ma taką dużą zatokę, to w niej właśnie znajduje się stolica.

Zdecydowanie plotki są jednym z najważniejszych narzędzi do grania w systemie sandboxowym, a ich zdobywanie może być sztuką. Niektóre są łatwo dostępne o inne trzeba się wystarać, zaś łączenie plotek ze sobą i ze swoją empiryczną wiedzą może dawać sporo odpowiedzi. Pamiętajcie, dużo nie wiecie, na przykład gdzie leży wyspa Senna, czy Sotham, ale są ludzie, którzy wiedzą.

Zbieram wszystkie wasze deklaracje i wkrótce coś z nimi zrobimy.

 

Ja prawie na pewno nie będę mógł być, także zostawiam wam wszelkie decydowanie.

 

Ej, no własnie jeśli być nie mozesz to najlepsza okazja jeszcze coś wymyślić od siebie – w końcu zostawienie komentarza nic nie kosztuje ;)

 

Z innej beczki: panowie, kto chce avatar dla swojego bohatera? Bo mam fazę na prace artystyczną :P

 

jak masz fazę to pracuj, jeśli kogoś widzisz w swojej głowie, pokaż nam co widzisz.

Myślę, że nikt się nie obrazi :)

rocranon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.