Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.15 - Pierwsza fala

Udział wzięli: Finor, Keffar, Koukash, Simo

Gorluk Grogson – Toporny z wyglądu, łysy i rudobrody najemnik z południowych krain. Klasyczny żołnierz, wciśnięty w zbroję i zasłaniający się potężnym pawężem. Syn zubożałego szlachcica, szukający swojego szczęścia w jedynym fachu jakiego zdołał się nauczyć.


Malutka przestrzeń za barykadą została szybko i sprawnie zagospodarowana. Dwóch wojowników z przodu, w drugim rzędzie łuki i łócznie, z tyłu wsparcie i rezerwy. Gobliny nadchodziły. Nim jeszcze zdążyły wychynąć z korytarza, którym szły, Keffar rzucił krótki rozkaz aby Ci z samego tyłu opróżnili ich komorę sypialną z ekwipunku. Kto wie, może przyjdzie się cofać za drugą barykadę, a może nawet dalej. Chwila napięcia i w końcu jest! W pierwszą zastawioną pułapkę wpadają pierwsze stworzenia i kłęby dymu zasnuwają część korytarza na granicy światła pochodni. Po omacku stworzenia wpadają w drugą pułapkę. Wstrząśnięta fiolka zaczyna żarzyć się bladym światłem a na głowy goblinów opada mgiełka halucynogennej substancji.

Gobliny wpadają na siebie, wrzeszczą, część z nich rzuca się do ucieczki zdezorientowana, ale niektóre stworzenia oparły się mocy czaru i w końcu dostrzegają przeciwnika. Salwa strzał zza barykady nie grzeszy skutecznością, choć Keffar popisuje się swoim myśliwskim talentem i powala goblina niezwykle precyzyjnym strzałem. Mniej szczęścia ma Gorluk, jego antyczna kusza, pamiątka po dziadku rozsypuje się na kawałki przy próbie oddania pierwszego strzału! W końcu z tłumu wybiega pierwsza fala wrzeszczących stworzeń i biegnie na obrońców.

Nie tak łatwo wspiąć się na barykadę, omijając zaostrzone pale, wspinając się na konstrukcje będąc cały czas popychanym przez następujących z tyłu pobratymców. Zza barykady lecą strzały, fiolki ze żrącą substancją, wspinających dosięgają włócznie, jednak ciężko zatrzymać szaleńcze parcie do walki tych niewielkich stworzeń. W momencie kiedy na barykadę wspiął się, omijając ostrza obrońców, pierwszy z goblinów, z ciągle utrzymującego się dymu z pierwszej pułapki wychynęli łucznicy i posłali swoją salwę. Groty grzechotały wkoło, a strzały łamały się na kamiennych ścianach, ale dwie dosięgnęły celu raniąc Koukasha i Uhlerada. Goblin na barykadzie zostaje ścięty z nóg, ale już wspinają się po niej następni a dookoła świszczą strzały.

Impet ataku jakby przeraził obrońców. Ich strzały rzadko dosięgają celu, a razy z ich broni są skutecznie odbijane, Gobliny zaczynają mieć przewagę. Choć kolejny goblin zostaje ścięty z barykady, to Koukasha dosięga zakrzywione ostrze ni to włóczni, ni szabli goblina, a w chwilę później kolejna strzała przebija jego skórznię. Tymczasem kolejne niebezpieczeństwo już się zbliża. Tuż za goblińskimi łucznikami, w oparach dymu pojawia się okutana w szmaty postać, która skrzecząc jakieś słowa rzuca na obrońców zaklęcie. Nagle część wojowników czuje jak w ich serca wkrada się zwątpienie. Ramię mniej chętnie podnosi broń, wzrok coraz częściej podąża ku wyjściu z tych przeklętych jaskiń.

Tymczasem ze szczytu barykady, z obłąkańczym wyrazem pyska spada na Koukasha gobliński wojownik. Nie zdoła jednak dosięgnąć obrońcy, miast tego nabija się na błyskawicznie nastawioną do kontry włócznię, unieruchamiając jego broń. Koukash krzyczy o zmianę i cofa się a w jego miejsce przy barykadzie natychmiast wchodzi Keffar. Mniej szczęścia ma jednak Gorluk, wyprowadzając cios swoim bojowym toporem odsłania się tylko na moment zza swojego pawęża i otrzymuję maczugą cios prosto w twarz, tak poteżny, że aż wygina nosal jego hełmu. Najemnik pada a w jego miejsce wskakuje napierany przez kolejnego wspinającego się na barykadę goblina, napastnik. Gdzieś z tyłu ku barykadzie przepycha się zakuty w zbroję goblin, który wygląda na solidniej zaprawionego w bojach, okutany w szmaty szaman zniknął gdzieś w zasłonie dymnej, a na ścianach rozbijają się kolejne, szczęśliwie niecelne, salwy goblińskiego ostrzału.

Sytuacja jest poważna. Koukash ranny z unieruchomioną bronią, Uhlerad ranny, stojący w bezpośredniej bliskości goblina, który położył przed chwilą potężnym ciosem jego przyjaciela, kolejne gobliny szarżują z wysokości barykady na obrońców, w sercach których króluje zwątpienie. Finor dotychczas wspierający swoich przyjaciół z tylnego rzędu dotyka swoich skroni i wykrzykuje zaklęcie, którego słowa z potężną mocą odbijają się od ścian korytarza i nagle połowa stworów zapada w magiczny sen upadając na ziemię tam gdzie stali. To łamie morale nacierających, którzy rzucają się do ucieczki, a za nimi kolejne strzały posyła Chalaya i Kylunube, którzy nagle odzyskali wiarę w zwycięstwo.

Dookoła leżą zabici i uśpieni, Koukash w szale rąbie tarczą leżące ciała goblinów, Simeon pochyla się z opuszczoną głową nad Gorlukiem. Cios, który go dosięgnął okazał się być śmiertelny. Nie czas jednak na odpoczynek, wrogowie mogą wrócić. Śpiący zostają dobici, prócz jednego goblina, który wydawał się być kimś znaczniejszym. Niestety próba nawiązania z nim kontaktu spełza na niczym, szarpiąc się i odgrażając w swoim języku nie potrafi zrozumieć o co pytają go obrońcy. W końcu zostaje przywiązany do zewnętrznej strony barykady, ale wcześniej pozbaiowny jest ekwipunku. Tarcza, kolczuga i nadziak są zdecydowanie krasnoludzkiej roboty, co po krótkim badaniu potwierdza Simeon, Finor zaś stwierdza, że broń jest magiczna. Trafia w ręce Koukasha.

Dyskusja o tym co zrobić z pojmanym goblinem.
Keffar: Napchajmy go siarką i blekotem i wrzućmy do jaskinii ślimakowi!
Koukash: Nie! Weźmy go na sznurek do ślimaka, niech ten idzie za nim i zaczopuje wejście!

Ciała zabitych wyniesiono na zawnątrz, obok zgromadzonego przy wejściu do jaskinii ekwipunku wartę zaciąga Keffar. Na trzecią barykadę wysłani zostają ci wojownicy, którzy nie brali bezpośredniego udziału w jej obronie, reszta zaś po zaopatrzeniu ran kładzie się na odpoczynek. Jeszcze tego wieczoru pod barykadą pojawia się kilku koboldów i niecelnym ostrzałem stara się nastraszyć obrońców, nie podejmują jednak starcia wręcz.

W korytarzu tymczasem wre praca. Mieszkańcy wioski, którzy dotarli tu popołudniem stawiają stemple mające podtrzymywać strop na czas prac potrzebnych do… właściwie do końca nikt nie wie do czego, efektem jednak ma być zawalenie przejścia.

W środku nocy Koukasha budzi Challaya. W pobliżu barykady pojawił się goblin trzymający na kiju jakąś szmatę, wyglądającą trochę jak flaga, okazuje się, że stwory chcą gadać. Czerwonoskóry goblin o długich czarnych włosach, misternie splecionych na karku i ośmiu równoległych nacięciach na prawym policzku, przedstawia się jako Kozghor. Proponuje aby jego i ludzi z jego klanu wypuścić z oblężenia, w zamian obiecuje, że znikną z tych rejonów na dobre i nie wezmą udziału w walce z obrońcami. Bohaterowie nieszczególnie są zainteresowani paktowaniem i ignorują możliwość kolejnego spotkania mającego na celu przekazanie swojej decyzji. Gobliny mają zostać tam gdzie są.

Bladym świtem budzi obrońców krzyk od strony barykady. Niemal wszyscy rzucają się w tamtą stronę tylko po to, aby zobaczyć jak z korytarza wyłaniają się potworne, sięgające 120-140 centymetrów w kłębie wargi, galopujące w stronę barykady. Keffar bez zastanowienia sięga po łuk, podobnie jak inni strzelcy, ale tylko jego strzała celnie i dotkliwie godzi w jednego z potworów, który z dzikim wizgiem znika gdzieś pod łapami pozostałych stworów, tuż przed przeszkodą. W pełnym pędzie stworzenia przelatują nad barykadą, niektóre z nich okazują się nosić jeźdźców, którzy ciskają w przeszkodę czymś wypełnionym oliwą, która rozlewa się wkoło. Niegotowi do obrony, rozrzuceni impetem zwierząt obrońcy dają uciec ku wyjściu trzem stworzeniom, jednak kolejne wbijają się już w mur wojowników. Błyskając zębami i szalonymi ślepiami dają jednak do zrozumienia, że nie do końca wiadomo, kto tu się znalazł w pułapce…


Uczucia mam mieszane, bo z jednej strony dramatycznie bardzo było, ale z drugiej mechanicznie mocno i właściwie większość czasu zajęła nam walka. Efekt fajny, ale przebić musieliśmy się przez niespotykane wcześniej w naszym graniu księgowanie i rollowanie.

Pechowo zaczęła się zabawa dla naszego nowego gracza i jego postaci, Gorluka. Mam nadzieję, że Tomek się nie zraził i wróci do nas z nowymi pomysłami. Niby zginęła postać gracza, ale mam wrażenie, że nie zdążyła się jeszcze na tyle zżyć z resztą, aby bardzo to wszyscy odczuli, razem z prowadzącym ją. Natomiast na pewno dało do myślenia to, jak łatwo zginąć i brawura nie będzie najczęściej spotykaną cechą bohaterów.

Do końca obrony Wodnej Bramy, jakim by on nie był, już blisko. Z niecierpliwością, po raz kolejnu w zawieszeniu, czekam na następną sesję.

Comments

Trochę buchalterii było, ale bez przesady. Od czasu do czasu trochę można. Choć z drugiej strony zastanawiam się jak i czy ewentualnie samego przeliczania nie dało by się przyśpieszyć. Jedyne co mnie trochę raziło to przeliczanie co turę kto i ile ma THAC0/AC itp. Złożę to jednak na karb nieobycia się z zasadami nas jako graczy.

 

Tu rzeczywiście powinienem podawać tylko KP przeciwnika i modyfikator do walki a wy powinniście obliczać swój rzut, no i muszę sobie zapisać gdzieś na boczku wasze cechy po prostu. Mam wrażenie, że do tego momentu po prostu nie było takiej potrzeby.

 

Ja to się modlę o kawalerię. Zabrakło nam dobrego skautu. Ale gdyby umierać przyszło przypomnimy co rzekł Camm Brohn!

 

Uuuuu, zaiste pechowo. Początek gry i odstrzał :). Widzę, że zrobiło się heroicznie. BTW jak długo zamierzacie blokować gobliny w jaskiniach?

 

@VanDeiMin zwiad był :) Tylko “ktoś” miał opory i się wróciliśmy :) Obawiam się że teraz te cholery z całej góry będą w naszą stronę ciągnąć.

@Smartfox Jak bogowie dadzą to jeszcze dzień, dwa. Czekamy aż saperzy przygotują zawalenie korytarza.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.