Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 92 - Łysa góra


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl

Na górze zostaje Wude, ranny, obecnie nieszczególnie zdolny do walki, ma zająć się osłami. Keffar wysyła na zwiad Festego, który jak zwykle jest oporny – na swój zabawny, błazeński sposób, czym irytuje Montcorta. Po krótkiej chwili drużyna już w szyku schodzi w lochy wieży. Pierwszy przedsionek wydaje się bezpieczny, za to za kolejnym przejściem czeka niespodzianka. Zaskoczonych bohaterów wita salwa rzuconych oszczepów. Jeden z nich rani Montcorta.

Czasem z magicznym światem gry, przeplata się rzeczywisty. Podczas walki następuje ten oto opis mechaniki gry:
MG: Ja mam koboldem KP 7, a ponieważ jest całkowicie ciemno… muszę wypuścić kota.

Po szybkim przegrupowaniu drużyna przystępuje do szturmu, który okazuje się być pełnym sukcesem, a same koboldy wydają się być słabsze niż te, z którymi przyszło walczyć na powierzchni. W walce wyróżnia się Mabon, która do tej pory ucierpiała chyba najmniej z całej drużyny. Udaje się jej jednego z nich porządnie nastraszyć groźnym spojrzeniem a następnie idealnym trafieniem zrobić z niego shish-kebab. Gorzej radzi sobie ciężko ranna Bruna, ale jest przy niej zawsze niezawodny Keffar z magicznym toporem. Walka szybko kończy się i druzyna rusza zbadać kolejne pomieszczenie. Nieco ociąga się Feste, który próbuje odnaleźć jakiekolwiek ukryte drzwi lub mechanizmy.

Pierwsza w nowej komnacie jest Mabon, która jeszcze przed wejściem wrzuca do środka pochodnię, aby uniknąć ewentualnego zaskoczenia w ciemnościach. Niestety drużyna i tak jest zaskoczona tym co widzi, na szczęście przeciwnicy są także zaskoczeni – pochodniowym manewrem Mabon. W komnacie znajduje się kilku dobrze uzbrojonych koboldów w tym jeden wyglądający naprawdę twardo, oraz jeden w którym drużyna rozpoznaje maga. Zapowiada się trudna walka.

Sytuacje poprawia jednak Montcort który wbiega do pomieszczenia i praktycznie z przyłożenia zabija maga pojedynczym strzałem z łuku. Pozbawione wsparcia koboldy rzucają się na resztę drużyny ciągle stojącą w wejściu, aby odciąć łucznika i wykończyć go przewagą liczebną. Niestety udaje im się – Keffar i Bruna nie mogą się przebić przez masy kłębiące się w drzwiach. Na pewien szalony pomysł wpada wtedy Feste, który wykorzystuje niski wzrost przeciwników, aby nad nimi przeskoczyć – tygrysim skokiem (czy jak kto woli “na szczupaka”) i przetaczając się ląduje akrobatycznie na środku pomieszczenia. W samą porę, aby jeszcze złapać niecelnie rzucona przez Montcorta wybuchową miksturę Simeona. Natychmiast okręca się wokół własnej osi i z całych sił ciska nią w najmocniejszego przeciwnika, który staje w ogniu. Pozostałe koboldy nie stanowią już wielkiego zagrożenia dla łucznika, który wykorzystuje swoją zręczność, aby unikać ich ciosów. To daje czas pozostałym, aby przebić się przez tłum przy drzwiach. Gdy pada ostatni z koboldów tarasujących wejście, Keffar rzuca się do przodu, niestety potyka się o jedno z ciał. Przeklinając w swoim stylu niezdarność ostrojczyka Bruna rzuca się na ratunek Montcortowi. Z pomocą Festego zabijają dwóch pomniejszych koboldów atakujących Montcorta, a łucznik dobija płonącego szefa.

Walka dobiega końca. Przetrząsając pomieszczenie drużynie udaje ustalić się, że ruiny mają najwyraźniej elfie pochodzenie, ale że od dawna są opuszczone. W jednej ze zmurszałych beczek drużyna znajduje skarb – sporo drobnych monet. Najwyraźniej koboldy trudniły się tutaj dorywczo rabunkiem.

Wyczyściliśmy leże koboldów, zabiliśmy bossa, prężymy piersi z dumy, bo dodatkowo znaleźliśmy ich skarb. Nie możemy się doczekać, żeby sprawdzić, co w nim jest i zwracamy swe pytające spojrzenia na MG:
- To kto rzuca na skarb? – pyta MG.
- Hurra, skaaarb! – cieszą się gracze.
- Ale wiecie – stwierdza MG. Gracze zamieniają się w słuch. – Ten skarb jest bardzo skromny – dorzuca bezlitośnie.
Nasz smutek był bezbrzeżny.

Drużyna postanawia odpocząć w pobliżu ruin. Keffar z Bruną załatwiają opał, gdy pozostali przygotowują obóz. Mabon czeka sporo pracy z leczeniem tych wszystkich odniesionych przez drużynę ran. Na szczęście w nocy jest spokojnie i późnym rankiem bohaterowie budzą się nieco wypoczęci i gotowi do dalszej drogi.

Dzień 25 starości

Gdy w mroźnym powietrzu rozchodzi się zapach gotowanej herbaty, Feste wykorzystuje chwilę na wykonanie własnych ćwiczeń – kilka skłonów, rozciągnięć i fikołków pobudza jego zastane stawy i mięśnie. Gdy reszta pakuje obóz, Keffar i Mabon przetrząsają pobliskie zagajniki w poszukiwaniu cennych ziół – zapasy Mabon kurczą się niebezpiecznie.

Wiedząc, że mogą jeszcze potrzebować zdolności szamanki, bohaterowie pozwalają rozpocząć jej podróż na grzbiecie jednego z osiołków. Dzięki temu może więcej czasu poświęcić na medytacje czarów. Po kilku kilometrach, w przerwie między drzewami zwiadowcy dostrzegają wzgórze – Łysą Górę. Wznoszący się nad okolicą szczyt jest samotny, a ostre skały wystające to tu to tam z nagiego, pokrytego jedynie porostami szczytu doskonale tłumaczą jej nazwę. U stóp wzgórza w porannych promieniach skrzy się spore jezioro.

Nagle z lasu dobiega wołanie o pomoc. Keffar nakazuje zachować cisze i rusza z Feste na zwiad. Szybko znajdują połamane, pomazane krwią liście paproci. Feste dostrzega wśród paproci delikatna dłoń leżącą bez ruchu – w sitowi znajduje ranną elfkę, z paskudną raną na brzuchu. Nieopodal leży złamany łuk. Keffar podnosi ranną i wraca do drużyny. Gdy Mabon opatruje ranę, łowcy sprawdzają teren. Znajdują miejsce walki i ciało zabitego ashery – wężowijca oraz ślady drugiej istoty. Znając te potwory, wszystkim jeżą się włosy na karku – stwory te są śmiertelnie niebezpieczne przez swój silny jad i ogromną szybkość poruszania się. Na szczęście Mabon udaje się zatamować krwawienie i zniwelować efekty trucizny – przydały się wreszcie ostatnie lekcje u Simeona. Elfka jednak nie odzyskuje przytomności. Drużyna postanawia spowolnić marsz, ale zabrać ją ze sobą, aby dopilnować jej powrotu do zdrowia. Bohaterowie przygotowują włuki.

Tymczasem idąc tropem drugiej ashery łowcy natrafiają na polankę, gdzie bestia pożywia się na zabitej sarnie. Bez namysły Montcort posyła dwie celne strzały, którymi zabija wężowijca. Tym sposobem pełna przygód sesja kończy się. Wygląda na to, że odnalezienie kapłanów Tilleopessi nie jest takim prostym i szybkim zadaniem, a wyspa Rocranon zaprawdę miejscem pełnym niebezpieczeństw czyhających na nieostrożnych wędrowców.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.