Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 90 - Strażnicy drzew


Feste
kuglarz
3 lvl
Halden
uczeń alchemika
1 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl

20 dzień starości, obóz elfów

Wieczorem znów wszyscy gromadzą się wspólnie przy wielkim ognisku. Wśród elfów pojawia się sporo nowych twarzy, których bohaterowie nie rozpoznają. Nuadu udaje się nawiązać rozmowę z jedną z nowo przybyłych elfek, która wydaje się być zafascynowana znajomością języka elfów, którą może pochwalić się Nuadu. Jego akcent przykuwa uwagę, stąd tez musi on wyjaśnić, że nauczył się go na innym kontynencie – w paezurii. To proste stwierdzenie sprawia, że elfka, Nerwenye, tym bardziej jest zainteresowana opowieściami łowcy z dalekich krajów.

W tym samym czasie Halden szuka sposobności, aby wyrwać się spod bacznego wzroku Montcorta i spróbować zrealizować część swojego planu. W końcu udaje mu się namówić Daenaliego, aby ten zabrał go jako pomocnika do kuchni. Tam, obierając warzywa opowiada o swoich planach i o księdze, którą ma ze sobą. Elf chce zobaczyć księgę, ale Halden martwi się, co zrobi Montcort, gdy zobaczy go pałętającego się po obozie, nie chce ryzykować opuszczenia bezpiecznego schronienia w kuchni. Daenali zgadza się przynieść rzeczy młodego maga… Udaje mu się bez zwracania uwagi wyciągnąć rzeczy Haldena i już po chwili jest spowrotem. Jednak okazuje się, że księga jest zbyt skomplikowana. Radzi Haldenowi, aby porozmawiał z Ladrime, która posiada tutaj chyba największą wiedzę w zakresie magii.

Feste wymyka się po cichu do lasu, ale czujna Mabon zauważa to. Martwiąc się jeszcze, po niedawnych przygodach, o swojego przyjaciela namawia Keffara aby oboje śledzili minstrela i sprawdzili, czy nie zrobi ‘czegoś głupiego’. Tracą jednak w ciemności trop. Rozglądając się bezradnie Mabon nie dostrzegają, gdy w pobliżu pojawia się bezszelestnie jeden z elfów. Gdy Mabon go dostrzega, omal nie dostaje zawału – elfowi udało się podejść niezauważenie na odległość wyciągniętego ramienia! Przy takim wyczynie, nawet Keffar zwątpił w swoje umiejętności tropienia. Elf nic nie mówiąc, gestem nakazuje iść za sobą. Prowadzi dwójkę przyjaciół do wielkiego zwalonego drzewa, po czym znika. W zagłębieniu pod korzeniami Keffar dostrzega pochyloną sylwetkę Festego, który… rozpala ognisko.

Mabon z Keffarem chodzą po lesie, szukając Festego, który się gdzieś zawieruszył. Wkrótce spotykają elfiego strażnika. MG opisuje sytuację:
- Elf coś mówi śpiewnie w swoim języku, uśmiecha się i wskazuje wam drogę w ciemność.
Mabon i Keffar nie znają tego języka i nic nie rozumieją. Z pomocą przychodzi im Nuadu, który udając mowę elfa, tłumaczy, szeroko się uśmiechając:
- Idźcie tam, ludzie, tam są kociołki, w których gotujemy obcych!

Gdy ogień zaczyna wesoło trzaskać łotrzyk wstaje i zaczyna się rozglądać z zakłopotana miną, tak jakby czegoś szukał. W pewnym momencie jego wzrok napotyka Mabon i Keffara. Trefniś jest zmieszany i nie za bardzo wie jak się wytłumaczyć ze swoich poczynań (miał w planach przygotowanie trucizny ze zdobytych składników) – tak więc zamiast wyjaśnień postanawia przejść do kontrataku i zaczyna wypytywać co to Mabon i Keffar sami po nocach robią w krzakach tak daleko od obozu? Zmieszana Mabon jąkając się i czerwieniąc tłumaczy, że to tylko z troski poszła za nim, aby upewnić się, że wszystko ok i że z Keffarem to nic a nic nie znaczy. Suma sumarum, po dłuższej wymianie zdań i paru uszczypliwości ze strony Festego, cała trójka wraca do obozu. Feste zaś zastanawia się przez resztę wieczoru skąd wytrzasnąć naczynka.

Rozkojarzona po spotkaniu w lesie i oskarżeniach Festego Mabon postanawia zajrzeć do świata duchów. Gdy wszyscy zajmują się swoimi sprawami szamanka wykonuje jeden ze swoich rytuałów i zapada w trans. Cała polana ożywa niesamowita ferią barw magicznych żył drzew i bogactwem żwawych dusz zwierząt. Szczególnie jej uwagę przyciąga niewielki, ale jasno świecący duch oposa, który przysiadł na pobliskim drzewie. Mabon wyciąga rękę i karmi ducha tak jak zwykłe zwierzę, resztką kolacji, co napawa jej dusze dziwnym spokojem i harmonią…

21 dzień starości

Drużyna budzi się o świcie i zaczyna zwijać obóz. Zaspana Mabon jest jak zwykle głodna, więc wyciąga skądś udko z kurczaka i zaczyna je wcinać. Zdumiony Keffar pyta:
- Skąd je masz?
- Z wczoraj! – pada odpowiedź.
- Jak by ją wziąć za nogi i wytrzepać – myśli na głos Nuadu – pewnie wypadłoby masę żarcia!
Jak zwykle Montcort O Ciętym Języku nie może się powstrzymać od przedrzeźniania koleżanki:
- „O, to jadłam dwa tygodnie temu! O, a to marchewka! A nie, to nie do jedzenia…”

Elfy znów zniknęły wcześnie rano. W obozie został praktycznie sam Daenali, który od rana stara się wymyślić jakąś rozrywkę dla naszych bohaterów. Razem z Nuadu postanawiają nałapać ryb na obiad, gdy tymczasem Montcort wpada na cudowny jego zdaniem pomysł szkolenia dla Haldena: pójdziemy tropem elfów. Haldenowi nie jest to w smak, ale Daenali wyjaśnia, że razem z elfami jest też Ladrime – to nieco ożywia markotnego młodzieńca. Wyruszają w trójkę z Keffarem.

W tym czasie Feste zaczepia Mabon i dopytuje się, tym razem bez świadków, co tak naprawdę łączy Mabon z Keffarem – widać chłopak wziął sobie wczorajsze spotkanie ‘do serca’. Mabon jak zwykle ma problemy z rozmawianiem na takie tematy i czerwieniąc się uroczo zapewnia, że nie ma żadnych powiązań i że nie ma o czum mówić, a w ogóle to może dobrze byłoby zmienić temat i pozbierać nieco ziół w lesie. Razem udają się na pobliską łączkę, gdzie… znajdują rozerwanego na strzępy królika. Nie zdążyli jeszcze pomyśleć, że coś jest nie tak, gdy z lasu szarżuje na nich wielka stonoga! Szybko zrywają się do biegu, pamiętając opowieści Keffara o śmiertelnie groźnych i jadowitych aszerach. Udaje im się uciec, po drodze jednak gubią drogę. Mabon postanawia użyć magii, aby wykryć właściwy kierunek. Gdy już wydaje jej się, że w miarę rozróżnia strony świata, ustanawia kierunek. Po kilku minutach ostrożnego skradania się gęsty dotąd las zaczyna się przerzedzać, a przed nimi wydaje się otwiera się polanka. Feste jest pod wrażeniem zdolności Mabon, jednak po chwili okazuje się, że to jednak nie obóz elfów, a wielka polana wypełniona wysokimi paprociami. Mabon wyczuwa, że coś jest nie w porządku z magia tutaj, dlatego postanawiają pójść brzegiem i nie zanurzać się w dziwnie wybujałe krzaki. Około kilometra dalej wynurzają się w pustym obozie. Gdzie podziali się wszyscy?

Po kilku godzinach ‘szkolenia’ Montcort postanawia schować się Haldenowi, dla psikusa, i zobaczyć jak młody chłopak sam poradzi sobie w lesie. Okazuje się, że Halden jest niezrażony. Jednak zamiast szukać łucznika, postanawia sam wrócić do obozu. Dzięki wyczuciu i swoim ostrym zmysłom udaje mu się zlokalizować rzekę i pójść jej brzegiem we właściwym kierunku. Montcort podąża za nim, obserwując z ukrycia. Gdy około południa udaje się Haldenowi, a następnie dwóm łowcom wrócić do obozu, zastają Nuadu i Daenaliego przy przygotowaniu posiłku złożonego ze złowionych ryb – zapowiada się kolejna suta uczta. Dopiero po chwili dociera do przyjaciół fakt, że nigdzie w obozie nie ma Festego i Mabon. Daenali przypomina sobie, że nie widział ich od rana. Drużyna szybko organizuje się w celu wykonania akcji ratunkowej, po śladach szybko docierają do martwego królika i tropów co najmniej dwóch aszer. Tych jednak nigdzie nie widać. Drużyna idzie dalej po tropach spodziewając się najgorszego. Na niebie pojawiają się burzowe chmury i zaczyna padać. Przemoczeni do suchej nitki mijają polane z paprociami i w końcu docierają do obozu, gdzie znajdują winnych, od jakiegoś czasu schowanych pod płachtą i grzejących się przy ognisku… Widząc nietęgie miny zmoczonych towarzyszy Feste tylko wzrusza ramionami i uśmiecha się rozbrajająco.

Gdy wieczorem pojawiają się elfy, Eron przyprowadza nieznajomego, ubranego od stóp do głów w strój złożony z liści i gałązek idealnie pasujący do aktualnej pory roku. Wyjaśnia, że nazywa się on Gonarfin i będzie to przewodnik do opiekunów drzew. Nieznajomy nie odzywa się wiele i drużyna nie uzyskuje dodatkowych informacji.

Przy ognisku Feste postanawia zorganizować występy i śpiewa rzewną piosenkę miłosną. Wszystko byłoby dobrze, gdyby na końcu nie okazało się, że bohaterowie poematu to dwaj mężczyźni. Na koniec Feste zamaszyście kłania się i uśmiecha się w kierunku Montcorta. O co chodziło trefnisiowi? Tego Montcort nie jest w stanie pojąć…

Haldenowi udaje się uzyskać pomoc Nuadu i porozmawiać z Ladrime. Ta ogląda księgę i po jej zamknięciu zadaje pytanie: dlaczego Halden zaczyna od tak trudnej wiedzy? Ten jest zmieszany i odpowiada tylko, że to dlatego iz nie ma dostępu do innej wiedzy, a sam nie wie jak się uczyć. Ladrime nakazuje mu gestem podążać za sobą i prowadzi go poza krąg ogniska. W ciszy i spokoju rozpoczyna naukę prostego zaklęcia. Wolno wykonuje wszelkie ruchy i obserwuje jak Halden je powtarza. Wielokrotnie każe powtarzać parę słów. Wreszcie, gdy Haldenowi wydaje się, że minęły wieki, Ladrime przerywa i udaje się znów w kierunku obozu. Gdy zasiadają przy ognisku do Haldena pochodzi elf z dziwnymi narzędziami, które okazują się służyć do wykonywania tatuaży. Między kciukiem a palcem wskazującym lewej ręki Haldena elf wykonuje pojedynczy, delikatny symbol, po czym kłania się i odchodzi. W ten sposób Halden poznał i zapamiętał swój pierwszy czar.

22 dzień starości

Wczesnym rankiem Gonarfin budzi drużynę i ponagla do szybkiego marszu. Widocznie coś dzieje się w lesie. Idąc na zachód drużyna napotyka dwóch elfów, ubranych maskująco tak jak Gonarfin, oraz stos ludzkich (!) ciał naszpikowanych strzałami. Szybko jednak bohaterowie zauważają, że są to ciała istot nieumarłych. Widocznie udało im się przebyć rzekę. Gonarfin tym bardziej nalega na pospiech. Po długim, forsownym marszu na horyzoncie pojawia się jakaś dziwna, bursztynowo-zielona łuna. Gonarfin wskazuje przed siebie i mówi: Strażnicy Drzew. Bohaterowie schodząc ze ścieżki i zanurzają się w lesie. Las staje się czystszy a drzewa znacznie potężniejsze i rzadziej rosnące. W pewnym momencie Gonarfin zatrzymuje się – w odległości około 100 metrów od kręgu ogromnych drzew – w ich korze widać cieki żywiczne, które opalizują tym dziwnym, magicznym światłem. Aura spokoju i niezmierzonych wieków promieniuje z tego miejsca. Z braku lepszych pomysłów bohaterowie idą w ślad za przewodnikiem. Mija godzina czekania, która nie dłuży się, gdyż rzadko ludzie mogą być świadkami takiego cudu natury jakim jest ten las. Zadumę przerywa pojawianie się trzech elfów – ku zdumieniu drużyny – starych, posiwiałych i pomarszczonych, jak zwyczajni ludzie! Widać w ich twarzach jednak szlachetne rysy elfów, a z postawy bije dostojeństwo wielu wieków życia. Krótkie powitanie i… mimo, że Montcort i Nuadu chcieli od razu wyłożyć cel misji, strażnicy drzew odkładają rozmowę na jutro! Postrzeganie upływu czasu przez elfy jest po prostu dla naszych bohaterów nie do zrozumienia.

Starcy odchodzą, Gonarfin znika. Drużyna nie za bardzo wie co ze sobą zrobić. Nie wiedzą nawet czy mogą przebywać w obrębie drzew. Po krótkiej obserwacji otoczenia Nuadu wreszcie zauważa elfa – jednego z mieszkańców świętego gaju – i wypytuje go o zwyczaje i prawa panujące w tym lesie. Przepisy wydają się być jasne – poza obszarem magicznych drzew możemy zachowywać się jak zawsze – ale z umiarem. Natomiast krąg drzew jest miejscem uświęconym i nie wolno w nim zabijać ani niszczyć żadnego żywego stworzenia czy rośliny.

Podczas rozbijania obozu, na skraju świętego lasu, Montcort i Keffar odkrywają, że niektóre z drzew są żywe! Jedno właśnie wstało i odmaszerowało… Byłby to może szok, gdyby nie fakt, że z jednym drzewcem ale dużo mniejszym!) mieli już do czynienia podczas obrony przełęczy Zimowego Kła. Dzień kończy się, gdy każdy z bohaterów zajmuje się swoimi sprawami. w szczególności Halden zostawiony samemu sobie przez Montcorta ma wreszcie czas aby czytać księgę. Zasypia marząc o chwale i potędze czarnoksiężnika.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.