Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 84 - Zasypany świat


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
2 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Schód za schodem drużyna pnie się ku górze, znajome korytarze wiodące ku wyjściu budzą otuchę, ale osłabiają uwagę. Drużyna wpada wprost w kolejną zasadzkę jaszczuroludzi, którzy atakują z ciemności. Strzały Montcorta kładą pierwszego wroga, dynamiczne wejście w zwarcie Keffara kolejnego, ale z ciemności wychodzą kolejni, jeden po drugim, z tyłu, z boku drużyny.

Skupieni w centrum strzelcy, starają się wspierać walczących na obrzeżach grupy towarzyszy. Feste wskakuje na plecy kamiennego posągu i niczym na rumaku zmierza do walki. Montcort usuwając zagrożenie z jednego ze skrzydeł, wbiega w ciemny korytarz planując oflankować wrogów. Nuadu przyparty do ściany obrywa poważnie, ale na szczęście w sukurs przychodzi mu Kaffer.

Tymczasem, po pierwszym zaskoczeniu, jaszczuroludzie w końcu atakują górującego nad nimi z wysokości barków posągu Festego. Wzięty na cel zostaje przebity oszczepem i bez ducha pada na ziemię. Posąg rozrywa na strzępy tego wroga, który posłał zabójczy oszczep, a w tym samym momencie Simeon wlewa w usta kuglarza jeden ze swoich magicznych napoi. Cudownie ożywiony Feste zrywa się z ziemi i z wściekłością rzuca się w kierunku wrogów, niepomny, że ledwo przed chwilą otarł się o śmierć, ale ślizga się na mokrej od krwi podłodze i ląduje niczym długi u stóp jaszczuroludzia. Gdyby nie Montcort, który właśnie wyrósł za plecami szykującego się do zadania decydującego ciosu jaszczuroludzia, kuglarz po raz drugi w ciągu kilku minut zostałby powalony celnym ciosem oszczepu.

Bohaterowie zabili już tak wielu jaszczuroludzi, że ich koniec musi być bliski.
MG – to są już tylko rezerwy…
Montcort na znaną melodię – Godzinaaa piątaaa, minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrałaaa…

Chwilę później jest po walce. Drużyna znów miała szczęście. Nagle zaniepokojeni zdają sobie sprawę, że jaszczuroludzie musieli znaleźć ciała Hashbela i jego wojowników, których przecież zostawili w świątyni tuż za ścianą. Szybkie sprawdzenie stanu rzeczy pozwala stwierdzić, że obawy były uzasadnione, a co gorsza ciała zniknęły. Wnioskując po śladach ciała zaciągnięto pod jedną ze ścian świątyni, ale zanim udało się dokładnie przeszukać jej powierzchnię, szukając tajemnych drzwi, które musiały gdzieś tam być, niesforny Feste znów doprowadza do potencjalnie niebezpiecznej, dla niego samego, sytuacji.

Kiedy reszta przeszukiwała świątynię z freskami, Feste postanowił sprawdzić, czy tajemniczy ołtarz nie kryje jeszcze jakichś dodatkowych skrytek. Niestety kiedy tylko dotknął jego powierzchni, solidne wyładowanie elektryczne odrzuciło go od stołu i niemal spowodowało utratę poczytalności. Jego towarzysze postanawiają czym prędzej opuścić niegościnne miejsce i zabierają na pół oszołomionego kuglarza ze sobą. W głowie Festego wszystko wiruje jak w jakimś szalonym śnie, został drugą ofiarą przekleństwa świątyni i niepostrzeżenie jego spojrzenie na świat poczęło się zmieniać.

Zmiana charakteru na praworządny w przypadku złodzieja/zabójcy jest chyba najgorszym co może się człowiekowi przydarzyć… Drużyna nie zostawia na biednym Feste suchej nitki:
Keffar – Charakter praworządny oszołomiony.
Montcort – A weź mi z oczy tego paladyna złodziejstwa…

Keffar wyrokuje, że nie ma co już więcej narażać się na kolejne spotkania i trzeba szybko wychodzić. Tym razem wszystko idzie gładko i już po chwili drużyna zgarnia pozostawione przy schodach na pierwszy poziom zdobione lustro. Na górze też jest spokojnie i już po chwili bohaterowie wspinają się po linach. Niestety w międzyczasie zaczął padać deszcz i Simeon niestety ślizga się uwalając całe ubranie błotem. Z pomocą innych w końcu wychodzi na górę. Wydaje także rozkaz golemowi, który jednak zostaje w miejscu i ni chce ruszyć się o cal – tak jak Simeon myślał, golem jest przywiązany do terytorium twierdzy.

Drużyna tymczasem wdaje się we wzajemną kłótnię, co do dalszych planów. Wszystkiemu przysłuchują się mieszkańcy wyspy – zaniepokojeni kierunkiem, w którym zmierzają plany. Z jakiegoś powodu po ostatniej wizycie w podziemiach większa część drużyny zdaje się być przychylna planowi Montcorta co do powrotu do Sotham i sprawdzenia propozycji Wellsona. W obliczu przedłużającej się kłótni w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, Gelto zaprasza wszystkich do siebie, aby spożyć porządny posiłek i odpocząć – i w lepszym nastroju dokonać decyzji. Po posiłku zapada decyzja – pozwalamy zorganizować zasypanie dziury w ziemi, a drużyna zostanie do czasu, póki możliwe będzie wyjście czegokolwiek z lochu, aby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom. Drużyna w tym czasie leczy rany i odpoczywa.

Cały wieczór Simeon poświęca na przygotowanie paru mikstur oraz roztopienie z wosku znalezionego w lochu zwoju. Rankiem natomiast schodzi do rozpadliny i prowadzi golema do pierwszego pomieszczenia, gdzie wyciąga klejnot aktywujący i zabiera go ze sobą – na wszelki wypadek.

6 dzień starości

Keffar i Mabon wykorzystują kolejny dzień na wędrówkę po wyspie w poszukiwaniu innych, potencjalnych wejść do pod-świata, ale bez większych rezultatów. Znajdują jednak kilka ziół, które mogą przydać się Simeonowi.

Więcej “szczęścia” ma Nuadu, który podczas polowania zauważa parę mieszkańców wyspy cichaczem przemykających między skałami. Z ciekawości śledzi ich i jest świadkiem nieszczęścia – podczas, gdy mężczyzna próbuje ukryć coś między skałami, ślizga się i spada w przepaść. Młoda kobieta przerażona biegnie w kierunku wioski – pewnie po pomoc. Nuadu postanawia sprawdzić co stało się rannemu, przy okazji rzuca okiem na pakunki, które młodzi ukrywali – okazuje się, że są to duże ilości złota. I to nie byle jakiego, bo wyglądającego na skarb piratów.

Drużyna dopinguje Nuadu, który nagle, ni stąd ni zowąd dostał możliwość wzbogacenia się kosztem wieśniaków.
Nuadu – Noooo tooo jak stracił przytomność, to ja może…
Keffar – Bierz złoto i spier…dzielaj!
Montcort jako narrator opowieści – I wtedy, gdzieś z tyłu czaszki, Nuadu słyszły głos mądrości: ‘bierz złoto i spierdzielaj’

Ignoruje jednak złoto i postanawia pomóc człowiekowi. Okazuje się, że jest przytomny, ale leży w powiększającej się kałuży krwi. Nuadu wie, że musi szybko go opatrzyć, inaczej może się wykrwawić. Przytomnie jednak najpierw pyta, czy ranny może się ruszać, czy czuje nogi, itp. W tym momencie na twarzy rannego maluje się przerażenie, gdyż uświadamia sobie właśnie, że nie czuje nóg. Nuadu z braku głębszej wiedzy medycznej postanawia bardzo ostrożnie przewiązać rany na plecach za pomocą szmat z pakunków. Mimo, ze starał się być uważny, ranny z bólu traci przytomność. Niedługo później zjawa się dziewczyna z grupą ratunkową. Po krótkiej wymianie zdań, montują włóki i ciągną rannego do wioski. W czasie marszu Nuadu nie owijając w bawełnę dopytuje się o co chodziło ze skarbem. Dowiaduje się od niechętnych do udzielania szczegółów wieśniaków, że gdzieś w okolicy, za życia ich dziadków, zatonął okręt. Zanim poszedł na dno, dziadkowi dziewczyny udało się odzyskać część przewożonych skarbów, które stały się teraz jej posagiem. Za obietnicę nie drążenia tematu Nuadu otrzymuje kilka szlachetnych kamieni. Dla łowca, który nie przywiązuje zbytniej uwagi do skarbów tego świata jest to aż nadto wysoka nagroda.

Po powrocie do wioski o wypadku zostaje powiadomiony Simeon. Mimo usilnych starań Simeonowi udaje się jedynie doprowadzić rannego do w miarę stabilnego stanu – niestety na zawsze pozostanie on kaleką.

7 dzień starości

Rozpadlina zostaje zasypana w zadowalającym stopniu – najpierw sporymi kamieniami, aby utrudnić przekopanie się od strony lochu, następnie żwirem i w końcu, gdy nie widać już wejścia do lochu, mieszkańcy zaczynają zwozić ziemię. W tym momencie rola drużyny się kończy i po szybkim zaokrętowaniu się na ‘Kalmara’, wczesnym rankiem bohaterowie odpływają, nie osiągnąwszy pierwotnego celu swojej wyprawy. Za to Simeon ma wiele ciekawych informacji dotyczących potencjalnego sojusznika jakim jest awatar boga Thileopessi – który być może jest tym samym, o czym wcześniej czytał wraz z Oethedem. Uczony już nie może doczekać się ponownej wizyty w świątynnej bibliotece.

pośród pozostałej części załogi humory są raczej minorowe. Mabon ciągle towarzyszy oszołomionemu Festemu. Wszyscy do tej pory są w szoku po tym, gdy okazało się, że pod warstwą białej farby skóra Festego okazała się całkowicie czarna. Sam trefniś bardzo spoważniał i nieskory jest już do tych charakterystycznych dla niego krotochwil. Częściej przesiada na pokładzie i wpatruje się w zamyśleniu w horyzont.

Pogoda nie jest sprzyjająca i wszyscy, którzy znają się na żegludze pracują w pocie czoła na pokładzie. Wysokie fale od czasu do czasu zalewają pokład, statek skacze to w górę to w dół. Nagle słychać krzyk: “człowiek za burtą!”. jeden z marynarzy został zepchnięty przez żagiel do morza. Niewiele myśląc Keffar staje na burcie i chce skoczyć na ratunek – w ostatniej chwili podbiega Montcort i przewiązuje przyjaciela długą liną. Keffar skacze do wody, jednak tonący już zniknął pod falami – starego wilka morskiego czeka nie lada wyzwanie. Potężny haust powietrza i Keffar znika pod wodą. Mija kilkadziesiąt uderzeń serca, tak iż pozostali na statku towarzysze zaczynają rozważać wciągnięcie wojownika siłą na pokład, gdy nagle woda się kotłuje i na powierzchni pojawia się Keffar holujący nieprzytomnego marynarza. Mimo pokazu bohaterstwa i wytrzymałości Keffara marynarza nie udaje się już ocucić. Przygnębiona załoga dokonuje tradycyjnego pochówku towarzysza.

Po całym dniu walki z żywiołem, wieczorem Kalmar wpływa do dziwnie opuszczonego portu w Sotham. Na uwagę zasługuje jednak obecność ogromnego okrętu pod banderą paezurską. Co też działo się w ostatnich dniach i co czeka na bohaterów, gdy spróbują opowiedzieć się po jednej ze stron w sporze o przywództwo na Rocranon? Już niedługo przyjdzie im się przekonać jaki smak ma wielka polityka.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.