Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 81 - Polowanie na Abishaja


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
2 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Przed sesją:
Mabon – Sorki, że się spóźniłam, miałam strasznie dużo…
Feste (grobowym głosem) – Nic. Nas. To. Nie obchodzi.

Przy akompaniamencie ryków rozwścieczonego żywiołaka ziemi, drużyna stara się wymyślić jakiś plan działania. W planowaniu nie pomaga Hashbelu, który ciągle nagabuje Keffara, aby ten w końcu wyciągnął klejnot z pomieszczenia mistrza. Biedak jeszcze nie widział, co stało się z jego nauczycielem. Simeon przekrzykując hałas nakazuje Montcortowi sprawdzenie południowych, a Keffarowi północnych drzwi. Keffar jednak ignoruje propozycje, przepychając się do drzwi komnaty maga. Montcort natomiast sprawdza południowe drzwi i za nimi odkrywa pomieszczenie wypełnione eksponatami niczym z pracowni taksonomicznej. Spreparowane ciała dziesiątek istot, zanurzone w płynach konserwujących, a czasem po prostu ustawione w naturalnych pozach wypełniają pokój, w którym unosi się ostry, nieprzyjemny zapach. Najbardziej godnym podziwu eksponatem jest szkielet ogromnej ryby, rozciągający się w poprzek całego pomieszczenia. Niestety, eksponaty stanowią całą zawartość pokoju i nie ma nic przydatnego w tej chwili dla drużyny.

Z drugiej strony Keffarowi udaje się zajrzeć do pracowni maga i zaczyna on próbę pertraktacji z żywiołakiem, co nie zyskuje wiele aprobaty ze strony Simeona – uczony wie, że bez odpowiedniego magicznego szkolenia nie uda się zapanować nad istotą. Niemniej jednak po paru uspokajających zdaniach wydaje się, że żywiołak reaguje – przestaje krzyczeć i opuszcza ręce. Ośmielona tym wyczynem Mabon próbuje wejść do komnaty… co omal nie kończy się jej śmiercią, gdy żywiołak błyskawicznie podrywa z ziemi przygotowany ogromny kamień i ciska w szamankę. Keffar w ostatniej chwili odciąga Mabon, która jednak zostaje lekko ranna. Niestety nauka idzie szybko w las – teraz Keffar zagląda do pomieszczenia, za co oczywiście obrywa kamieniem. Myśli Simeona kotłują się coraz bardziej, ale mimo wszelkich wysiłków nie jest w stanie wymyślić, co w tej sytuacji można by zrobić. Do ostatecznej frustracji uczonego doprowadza Nuadu, który próbuje przetestować znane ludowe powiedzenie “do trzech razy sztuka” – za co oczywiście… obrywa kamieniem.

Simeon, w poszukiwaniu rozwiązania, postanawia sprawdzić drzwi zignorowane przez Keffara. Niestety na drodze staje mu Hashbelu, który z jakiś powodów wydaje się strzec tego przejścia. Mimo pytań i perswazji Simeona Kobold odmawia odsunięcia się od drzwi, nie wyjaśniając nic ani nie odpowiadając jednak na żadne pytanie. Ciągle mówi tylko o klejnocie.

Wykorzystując nieuwagę żywiołaka, który po ostatnim pocisku rozpoczyna poszukiwanie nowej amunicji, Feste wskakuje zwinnym ruchem do pracowni maga i szybko zajmuje ukryta pozycję za jednym ze zniszczonych mebli. Żywiołak zdaje się go nie dostrzegać – zajęty jest wyrywaniem kolejnego głazy z sufitu. Feste ma okazję lepiej przyjrzeć się pomieszczeniu. Zauważa on przede wszystkim, że martwy mag trzyma w ręce srebrną różdżkę z dziwnym zielonym klejnotem w głowicy. Drugim spostrzeżeniem jest obecność sporej sterty solidnych kamieni, kilka stóp od miejsca, gdzie leży ciało maga. Feste postanawia zaryzykować i rzuca się w kierunku tej osłony. Nad głową, na szczęście, przelatuje mu bryła ziemi zdolna zamienić dzielnego łotrzyka w kotlety mielone. Z łomoczącym w piersi sercem Feste ukrywa się za stertą kamieni, która natychmiast staje się celem ataku żywiołaka. Ciosy ogromnych łap są tak silne, że wywołują niewielkie trzęsienie ziemi. Ze sterty kamieni zaczynają sypać się okruchy i pojawiają się pęknięcia.

W tym momencie do planu Festego przytomnie włącza się Montcort, wbiegając do sali i krzycząc aby zwrócić na siebie uwagę. Fortel działa i już niedługo żywiołak całą swoja furie wyładowuje rzucając czym popadnie w kierunku kryjówki, w której schował się tym razem Montcort.

MG – No więc, tu jest taka fontanna…
Montcort – Nie dzięki, kąpałem się miesiąc temu…
MG – …ale ona jest wysoka
Montcort – O Jezuuuu, przesłyszałem się…, że ona jest ze złota… aż się zainteresowałem!

Feste ma teraz możliwość zbadać ciało jaszczura-czarodzieja. Bogata, ale doszczętnie przesiąknięta krwią szata wydaje się nieuszkodzona. Przy pasie Feste znajduje trzy sakwy – w jednej z nich znajdują się dziwne okrągłe, czarne i białe kamienie, w drugiej sporo dziwnych ziół, natomiast w trzeciej… Łotrzykowi aż zaświeciły się oczy. W trzeciej sakwie znajduje rubin, wielki jak pięść, mieniący się światłem odbitym w tysiącu misternych fasetek. Feste pośpiesznie chowa rubin w sprytnie ukrytej, wewnętrznej kieszeni własnego kubraka i wyrzuca trzecia sakwę. Teraz gdy ma już skarb, mógłby wracać, ale korci go jeszcze srebrna laska w ręku maga. Niestety aby ją zdobyć, musiałby wystawić się na widok żywiołaka. Ufając swoim akrobatycznym umiejętnością, Feste odlicza do trzech w myślach, trzykrotnie głęboko wciągając i wypuszczając powietrze z płuc, po czym zrywa się płynnym ruchem i wykonuje gwiazdę a następnie salto w tył. Czas na chwilę zwalnia, gdy oczy wszystkich zwracają się ku niecodziennemu wyczynowi. Wszystkich, łącznie z płonącymi nieziemskim światłem oczodołami żywiołaka. Z ogromnym rykiem zrywa do biegu się w kierunku łotrzyka, wyciągając ogromne ramiona, zakończone potężnymi, rękami wykonanymi z grubych odłamków granitu, zdolnymi miażdżyć i rozrywać skały. Feste wyciąga rękę i zamyka palce na berle trzymanym przez martwą rękę maga – po czym pęd pozwala mu ją wyrwać z pośmiertnego uścisku. Żywiołak wyciąga łapę aby już zmiażdżyć trefnisia, gdy następuje nagła implozja powietrza… i w obłoku pary monstrum znika z tego świata. Czar wiążący przestał działać.

Ciszy jaka zapanowała po uwolnieniu stworzenia nie da się porównać do niczego innego. Oszołomiona drużyna opuszcza swoje kryjówki i z niedowierzaniem spogląda na niepozornego trefnisia, który z rozbrajającym uśmiechem wymachuje trzymanym w ręku berłem. Pierwszy, który wyrywa się spod tego uroku chwili jest Hashbelu – natychmiast dopada do Festego i zaczyna wypytywać: “_Klejnot!? Masz klejnot!? Dawaj klejnot!”. Feste wzrusza ramionami i pokazuje dwie sakwy oraz berło: “_Tylko to było. Możesz zachować różdżkę, jeśli chcesz – jest na niej klejnot. Możesz też przeszukać ciało swego mistrza_”. Hashbel zrywa się i znika w pracowni. Wraca po paru chwilach rozdrażniony: “_Nie ma! Nie ma! Nie ma!”. Nie wydaje się wstrząśnięty śmiercią mistrza. W zamieszaniu nikt nie zauważa, że Simeon wykonuje kilka skomplikowanych ruchów i wypowiada niezrozumiałe słowa.

Hashbel dopada Festego i zarzuca go oskarzeniami: “_Nie ma! Nie ma! Ty masz! Oddaj!”. Feste próbuje się bronić, znów wskazując sakwy “tylko to mam”. W tym momencie do rozmowy włącza się Simeon, który ukradkiem rzucił na Festego czar poznania myśli i wykrył kłamstwo łotrzyka: “_Tak? To pokaż, co masz w kieszeni kubraka, o tej tutaj!”. Zdezorientowany Feste próbuje się jeszcze wywinąć, zręcznym ruchem przerzucając klejnot do rękawa a następnie do torby Simeona. Rozgląda się chytrze, gdyż sztuczkę tę opanował do perfekcji, tak iż nikt nie mógł zauważyć. Co też się stało, jednak Feste nie mógł wiedzieć, że Simeon dosłownie czyta w myślach każdy jego ruch. Feste nie zdążył jeszcze powiedzieć: “_O widzisz, że nic tu nie ma…_”, gdy Simeon przerwał, wyciągając rubin z torby: “tak nie ma, bo właśnie wrzuciłeś go do mojej torby”.

Simeon (do Festego, z rogalem na twarzy) – Abrakadabra!

Feste jest bardzo niepocieszony, ale nikt nie wytyka mu jego próby zawłaszczenia klejnotu. Gdy tylko rubin pojawia się w ręce alchemika, wybucha kłótnia pomiędzy Hashbelem a drużyną – o to kto, jak i kiedy zaniesie klejnot, aby obudzić strażnika. Keffar próbuje wydobyć z Hashbela obiecane informacje o ryboludziach, powołując się na umowę, według której drużyna miała tylko odzyskać rubin. Chciałby aby drogi drużyny i jaszczuroludzi w tym momencie się rozeszły i aby drużyna mogła wrócić na wyspę. Hashbelu natomiast domaga się pomocy w pokonaniu Abishaja.

W tym czasie, aby udobruchać obrażonego łotrzyka, Simeon próbuje przekonać Festego, że lepsze skarby będą prawdopodobnie za drzwiami bronionymi wcześniej przez Hashbela. Umawiają się, że łotrzyk zostanie nieco z tyłu, gdy wszyscy pójdą, po to aby zbadać drzwi i zrobić mały rekonesans w pomieszczeniu za nimi. Gdy Feste zgadza się, alchemik dołącza do kłótni, po to aby przekonać pozostałych do jak najszybszego opuszczenia tego poziomu twierdzy, przy okazji wyraża swoją aprobatę co do planu pomocy w zgładzeniu Abishaja. Udobruchany Hashbelu uspokaja się i krzyczy: “_za mną!_” po czym zaczyna schodzić po schodach. Wszyscy ruszają za nim, nie licząc ociągającego się Festego. Gdy światło pochodni znika za zakrętem schodów, Feste szybko rzuca okiem na drzwi, bada je i, nie stwierdziwszy żadnych oznak niebezpieczeństwa, uchyla…

Do uszu drużyny dobiega odgłos potężnej eksplozji. Bohaterowi szybko wbiegają po schodach, tylko po to by odkryć okropnie poparzonego Festego leżącego na środku pomieszczenia, otoczonego kręgiem przypalonych kamieni. Simeonowi niepokój ściska gardło -na szczęście łotrzyk żyje. Niezwłocznie podbiega, aby podać cierpiącemu leczniczą miksturę, która szybko stawia towarzysza na nogi. Wściekły Hashbel zatrzaskuje uchylone drzwi i krzyczy w niebogłosy, że przecież ostrzegał, że mówił żeby nie dotykać, że mistrz cenił prywatność, że zapewne teraz rzeczy mistrza uległy zniszczeniu, i tak dalej. Drużyna pozostawia ten pokaz bez komentarza i szybko znów ustawia się do wyjścia. Tym razem Hashbelu postanawia zamykać pochód.

Zbliżając się do statuy strażnika Hashbelu ostrzega drużynę, że Abishai może być blisko i że muszą od teraz zachowywać się cicho. Simeon wyciąga z kieszeni rubin i przygląda się mu uważnie oraz miejscu na piersi posągu. W tym czasie Mabon wprowadza swój umysł w trans aby wejrzeć w świat duchów i zbadać aurę statuy. Okazuje się, że jest ona podobna do aury emanującej w pomieszczeniu z kryształem – jest spokojna, uporządkowane, opanowana i dostojna. Posąg w świecie duchów nie jest już wykonany z metalu – Mabon widzi organiczną strukturę, potężne mięśnie i gładką powierzchnię skóry istoty. Tam gdzie powinny być oczy jarzy się złote światło. Duch wydaje się czekać.

Simeon podchodzi do piedestału, unosi klejnot w obu dłoniach i przykłada do piersi posągu. Manewruje rubinem, szukając odpowiedniego ułożenia, gdy nagle kamień zostaje wciągnięty nieznana siłą do zagłębienia. Ze skrzypieniem nieoliwionego mechanizmu posąg budzi się do życia. Na pytanie Keffara: “I co? Kontrolujesz to?”, Simeon wydaje w myślach polecenie, aby posąg odwrócił się w stronę Keffara i uniósł dłoń w geście powitania. To chyba wystarcza Keffarowi za odpowiedź. Do drużyny dołączają dwaj jaszczuroludzie. Simeon wypytuje, gdzie jest Abishaj, ale otrzymuje wymijającą odpowiedź – nikt nie wie. Z braku lepszych perspektyw drużyna rusza na poszukiwania w kierunku, jak wyjaśnia Hashbel, kuźni.

Po drodze drużyna odnajduje kilka pomieszczeń, w których widzi ślady rzezi. W jednym pokoju są to zmasakrowane ciała jaszczuroludzi, w innym dziwnych, małych istot – xvartów – najwyraźniej odgrywających niewolników w tym kompleksie. Z ust Nuadu wyrywa się przekleństwo pod adresem Ramna Ariela, którym Nuadu wyraża swoją aprobatę co do losu jaki spotkał tego tyrana.

Kiedy drogę przecinają tory, towarzysze postanawiają sprawdzić dokąd prowadzą – w pomieszczeniu z jednej strony spotykają żywe xvarty, szóstkę, przykutą łańcuchami do kopalnianego wózka. Na wschodniej ścianie wznosi się piec hutniczy z którego bucha żar. Mabon wyraża swoje zdziwienie – w końcu nie widzieliśmy na wyspie nigdzie dymu, powinien gdzieś przecież uchodzić? W tym momencie w piecu słychać “łup! łup!”, jakby coś próbowało go rozwalić od środka. Drużyna natychmiast przypomina sobie żywiołaka ognia w jaskini jubilerów. pamiętając los FInora postanawiają zostawić piec w spokoju.

Gdy bohaterowie przeczesują komnatę do nóg czepiają im się natrętne xvarty. Ich dotyk wywołuje dziwne nieprzyjemne uczucie obrzydzenia u Simeona, jakby obsiadły go spasione gzy. Na to wspomnienie pojawia się myśl o odpędzeniu lub utłuczeniu natrętnych pasożytów. Niestety, połączony myślowo z golemem nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swoich skojarzeń. Z przerażeniem w oczach druzyna obserwuje jak golem unosi xvarta uczepionego nogi Simeona po czym uderza w jego głowę ogromna, kamienną pięścią. Głowa nieszczęsnego stworzenia koziołkuje w powietrzu, chlapiąc na około krwią. Pozostałe Xvarty trwożnie uciekają jak najdalej w kąt, zostawiając drużynę samą. Bohaterowie ruszają zobaczyć co znajduje się po drugiej stronie torów. Na końcu szlaku natrafiają na głęboką dziurę i solidnie zbudowany kopalniany dźwig do podnoszenia wózków. Gdy bohaterowie analizują swoją sytuację, do ich uszu dobiega dźwięk toczenia się wózka. Przygotowują broń, ale szybko ją opuszczają, gdy okazuje się, że to wózek ciągnięty przez pięciu żywych xvartów, z przytroczonym ciałem piątego, który zostawia na szynach krwawy ślad. Widząc tą żałosną scenę Nuadu lituje się i rozkuwa biedne istoty. Te w szale radości szybko znikają, biegnąc w kierunku jednego z pokoi, które towarzysze minęli po drodze.

Drużyna pozostawia schodzenie w dół na inna okazję i rusza zwiedzić ostatni z korytarzy. Na jego końcu znajdują sporej wielkości kuźnię – na zachodniej ścianie widać drugą część pieca, z mechanizmami do odbioru przetopionego materiału. W pomieszczeniu jest jeszcze więcej xvartów. Simeon dostrzega potężny młot kowalski i rozkazuje golemowi się uzbroić. Wypróbowuje zdolności strażnika, rozkazując mu zamachnąć się młotem w powietrzu, co ten wykonuje z ogromną szybkością i zręcznością, jakby ciężki oręż nic nie ważył. Zachęcony tym pokazem Simeon wydaje rozkaz ataku na pobliski stół, który pod ciosem rozpada się na dwie części. Xvarty uciekają w panice, a z korytarza dobiega gardłowy ryk. Drużyna chyba znalazła Abishaja.

Simeon – uderz w stół a nożyce się odezwą!

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.