Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 80 - Nazywam się Hashbelu


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
2 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Drużyna znów namawia Festego, aby w końcu otworzył te cholerne drzwi, ten jednak musi wygłosić parę uwag natury ogólnej i sceptycznej. Po czym oczywiście bierze się do roboty. Po sprawdzeniu drzwi na wypadek pułapki, ostrożnie je uchyla i zagląda – w nikłym świetle pochodni trzymanej przez Mabon widać tylko niknący w oddali korytarz. Drużyna wchodzi i ostrożnie podąża dalej, mijając po drodze jeden zakręt i dochodząc w końcu do małego, ale przytulnie urządzonego pomieszczenia. W środku uwagę przykuwa ogromne lustro w bogatej oprawie. Mimo, że wywołuje ono pewne podejrzenia o ewentualnej naturze ukrytych za lustrem przejść, okazuje się, że jest to zwykły mebel, nie kryjący żadnych niespodzianek. Po bezskutecznym przeszukaniu reszty pomieszczenia, bohaterowie postanawiają wynieść lustro – wygląda na sporo warte, poza tym Simeon wspominał coś, że przydałoby się takie w kajucie kapitana na Kalmarze.

Drużyna wraca do pomieszczenia z sarkofagami i bada ostatnie drzwi. Po otwarciu okazuje się, że to koniec tego poziomu lochów – w dół prowadzą schody, z dołu dochodzi niezwykłe ciepło. Keffarowi nie dają spokoju sarkofagi i całą swoją charyzmę wkłada w próbę przekonania Festego do wykazania się talentem włamywacza. Ten jednak, mimo dwóch prób i wykorzystania spinki do włosów Mabon nie jest w stanie nic wskórać – zamek jest zbyt skomplikowany. Kolejne kilka minut kłótni przynosi kolejny plan, prosty jak konstrukcja cepa Windhera – rozpierniczyć kłódkę lub całą kratę na drobne kawałeczki! W tym czasie kończy się ostatnia pochodnia i drużyna, ku niezadowoleniu Keffara, musi zacząć używać lampy oliwnej, do której paliwo jest, w mniemaniu Keffara, zdecydowanie za drogie, aby marnować je na taki podrzędny loch.

Montcort – Pół litra, które trzyma 4 godziny, nieeeźleee…
(O lampie olejowej, gdyby ktoś się nie domyślił)

W czasie gdy Simeon argumentami próbuje odwieść Keffara od dalszych prób dobrania się do sarkofagów, Feste ponownie bada pomieszczenie, tylko po to aby odnaleźć wandalski napis na pomniku maga. Zaciekawiony Simeon wykorzystuje swoje zdolności, aby odczytać napis: “_Nie dotykać, bo może up…_” (…aść, …ierdzielić ręce?). Dziwny napis nie daje spokoju uczonemu, tak więc gdy drużyna jest już na schodach postanawia przetestować jedną z hipotez, wykorzystując manewr Keffara – rzuca sporą świecą w kierunku pomnika, mając nadzieję zobaczyć jakieś efektywne sztuczne ognie. Nic takiego jednak się nie dzieje, a świeca odbiwszy się ląduje u stóp alchemika. Zawiedziony podnosi ją i chowa do plecaka.

Na dole drużyna zbiera się już w skupieniu wokół podstawy kręconych schodów. Z pomieszczenia wychodzi tylko jedna droga, z której czuć gorący powiew. Ustawiony na szpicy Feste słyszy niepokojące odgłosy dochodzące z tunelu – po chwili orientuje się, że to słowa w jakimś syczącym języku. Wycofuje się i zdaje raport Montcortowi, który rusza do tunelu z przygotowanym do strzału łukiem. O dziwo wydaje się, że głosy zaczynają się zbliżać… Drużyna przygotowuje broń.

Przygotowując się do zasadzki na zbliżających się jaszczuroludzi:
Simeon – (bawiąc się strzałką zasięgu) Uwielbiam zapach alchemii o poranku!
Montcort – Zawał wywołujesz przeciągając tą strzałkę zasięgu!

Montcortowi coś jednak nie gra – głosy jaszczuroludzi są zbyt regularne, układają się najwyraźniej w jakiś komunikat. Do tego słychać szuranie pazurami po ścianie – jakby wcale nie chcieli ukryć swojej obecności w tunelu. Na rozkaz Montcorta Mabon odsłania zakrytą latarnię, oświetlając trzech jaszczuroludzi w tunelu. Ci jednak nie rzucają się do ataku, mimo, że Montcort celuje do nich z łuku. Pierwszy z napastników unosi palec do ust w geście nakazującym milczenie – chyba chce paktować? Montcort rozluźnia cięciwę i opuszcza łuk, zaprasza jaszczury bliżej. Następuje niezręczna chwila, gdy dwie grupy nie potrafiące dogadać się we wspólnym języku próbują przekazać sobie jakieś ważne informacje. Simeon próbuje nakłonić ich do pisania,a le bez skutku, natomiast Keffar wpada na pomysł – wyrywa pergamin uczonemu, wskazuje na ślady krwi i rysuje potwora na pergaminie. W odpowiedzi słyszy podekscytowane głosy: “Abishaj! Abishaj!”. Dowódca jaszczurów daje znak, aby drużyna za nim poszła.

W pomieszczeniu do którego docierają, zaskoczeni znajdują kobolda okutanego w długie szaty, z duża ilością fetyszy rozwieszonych na całym ciele. Zdziwienie staje się większe, gdy ten przemawia w znanym wszystkim języku argadyjskim. Przedstawia się jako Hashbelu, sługa i uczeń Ramna Ariela, wielkiego maga i pana tego zamku. Bez ogródek przechodzi do interesów – proponuje bogactwo za pomoc w rozwiązaniu pewnego problemu. Podejrzliwi poszukiwacze przygód postanawiają jednak dopytać najpierw o szczegóły. Simeon wypytuje dokładnie o wszelkie niezwykłe rzeczy, które bohaterowie widzieli w lochu do tej pory – rozbite klatki, pentagramy, uwięzione demony… Odpowiedzi Hashbela są jednak enigmatyczne i sprowadzają się zazwyczaj do zdania “_to wielka tajemnica mistrza Ramna Ariela_”. Zniecierpliwiony Simeon okazuje podejrzliwość i sugeruje drużynie pospieszne opuszczenie podstępnego kobolda. Gdy Keffar przytakuje, Hashbel natychmiast zaczyna przegrzebywać swoje szaty i skądś wyciąga ogromny kamień szlachetny – szmaragd. “_Zaliczka, zaliczka za pomoc!” – woła zdesperowany. To oczywiście jest miód na serce Keffara, ale nie tylko – widać jak Montcortowi i Festemu zaświeciły się oczy. Ku niezadowoleniu Simeona, zgadzają się oni wysłuchać kobolda i rozważyć sprawę pomocy. Hashbelu nakazuje swoim straznikom-jaszczurom zabarykadowanie pomieszczenia i zaczyna opowiadać o ostatnich wydarzeniach w twierdzy. Okazuje się, że mieszkańcy mają ogromny problem w postaci uwolnionego jednego z eksperymentów swego pana – chodzi o demona z zewnętrznych kręgów otchłani zwanego Abishajem – nazwa ta przywołuje w umyśle Simeona wspomnienie z lektury księgi “_O znaczeniu żywiołów_”. Hashbelu w tym czasie kontynuuje opowieść i stwierdza, że demon nie byłby problemem, gdyby był tu ich pan – Ramna Ariel, który ponoć jest wielkim magiem. Ma on ponoć także klejnot, który umożliwia przyzwanie jakiegoś rodzaju potężnego strażnika – Hashbelu komentuje, że sam strażnik wystarczyłby, aby rozprawić się z demonem, wystarczyłoby tylko poprosić mistrza o użyczenie kamienia. Zapytany, dlaczego nikt jeszcze do mistrza nie poszedł w tej sprawie, bohaterowie słyszą pokrętna odpowiedź – coś o złości mistrza i o tym, że potrzeba kogoś o sercu świętego męża. Drużyna patrzy na kobolda jak na pomylonego, ale w końcu lituje się i każe zaprowadzić się do komnat mistrza, chcąc przekonać się ile z tego co mówi kobold jest prawdziwe. Hashbelu prowadzi drużynę nieco inną drogą – po drodze omijają ogromny posąg istoty podobnej do bohatera jaszczuroludzi odzianego w zbroję, którego podobizna zdobiła sklepienie kaplicy poziom wyżej. Kobold z wyrazem uwielbienia zatrzymuje się przed posągiem i szepcze: “_Wielki Strażnik!”. Drużyna przygląda się posągowi i dostrzega na jego piersi dziwne zagłębienie – w kształcie wielofasetkowego kamienia. Feste postanawia sprowokować Hashbela, pytając, czy ten cały Ramna Ariel rzeczywiście istnieje, skoro jego strażnik jest posągiem. Kobold obrusza się, po czym wyrzuca przed siebie rękę z której buchają płomienie zamieniające się po chwili w ogniste motyle. “_Mistrz Ramna Ariel nauczył Hashbela sztuki magicznej, tak jest!” – skrzeczy dumny kobold. Niezrazony Feste postanawia się odciąć, pokazując swoje sztuczki “_O widzę, że robimy pokaz sztuczek, ja też coś pokarzę!” – woła, po czym płynnym ruchem wyciąga swój zdobny miecz i… połyka go. Hashbel zaczyna się denerwować “To tylko sztuczki, sztuczki. Mistrz prawdziwy – ja pokażę!” – po czym pośpiesznie rusza ku schodom.

O Festem połykającym miecz
Simeon – ciekawe czy wytarł truciznę…

Hashbel prowadzi śmiałków poziom wyżej, do komnaty z wielkim lewitującym kryształem. Ku ich zaskoczeniu zatrzymuje się w jednym z rogów pomieszczenia i skrycie zaczyna przesuwać rękami wzdłuż ściany. Mabon uważnie się przyglądając zauważa, że jego ręka na chwile zatrzymuje się na jednej z cegieł muru i wciska ją lekko do środka. Po chwili słychać “klik” i mur ustępuje, odsłaniając przejście. Drużyna zaczyna wspinać się po schodach choć z jakiś powodów z każdym krokiem wydaje się, że w powietrzu narasta dziwny opór. Nawet słynący z wyjątkowej siły Keffar zaczyna coraz gwałtowniej walczyć z dziwna barierą. Co bardziej ciekawe, wydaje się, że bariera działa także na Hashbela i jego strażnika-jaszczura. Jedyną osobą, która niczego nie zauważa jest o dziwo Simeon. Dopiero dotarłszy na górę zauważa, że pozostali poruszają się w dziwny sposób. Gdy docierają na szczyt schodów, Hashbelu wskazuje na dziwne znaki opalizujące na podłodze korytarza – “_dalej nie możemy iść_”. “Jak to_?” – pyta Simeon. Hashbelu wydaje polecenie w języku jaszczuroludzi i jego strażnik rusza z wysiłkiem do przodu, tylko po to aby na granicy pierwszych runów odbić się od niewidzialnej ściany. Zaciekawiony Simeon podchodzi jak gdyby nigdy nic… i przekracza barierę. Stając w centrum kręgu Simeon widzi zdziwione wyrazy twarzy pozostałych i radość na pysku kobolda! “_Tak tak! Iść do mistrza i z nim porozmawiać!” Simeon nie zamierza jednak pakować się w nieznane w pojedynkę. Po krótkiej inspekcji zauważa, że runy są w rzeczywistości wytrawione w kamieniu, po czym ktoś wsypał do nich jakiś złotawy proszek. Zza pazuchy wyciąga mały pędzelek, służący do alchemicznych czynności i zaczyna wymiatać magiczny pył z kolejnych runów… pięć, cztery, trzy, dwa… gdy wymiata ostatnią z run następuje potężna eksplozja kinetycznej siły, która wyrzuca alchemika w kierunku drzwi, a stojącego zbyt blisko Festego prosto w objęcia zaskoczonej Mabon. Simeon stękając wstaje, widząc jak pozostali już przechodzą przez niedawny glif strażniczy, a Mabon szybko i skutecznie zrzuca Festego, prychając, sprzedaje mu jeszcze mocnego kuksańca łokciem w żebra. W zamieszaniu Hashbelu próbuje się ulotnić, ale zostaje zatrzymany przez Keffara. Drużyna domyśla się, że stosunki panujące między mistrzem a jego sługami są oparte na klasycznym zastraszeniu, co nie świadczy dobrze o nadchodzącym spotkaniu.

Keffar stawia kobolda przy drzwiach i kiwa głową w ich kierunku. Przyjmując służalczą postawę i składając ręce w proszącym geście Hashbelu uchyla drzwi. “_O najwspanialszy mistrzu Ramna Arieluuuu… to ja… twój ulubiony sługa… Hashbeeelu…” – uniżenie nawołuje. Nikt jednak nie odpowiada. Drużyna otwiera drzwi do pomieszczenia, po to aby przekonać się że nikogo nie ma. Na środku pomieszczenia znajduje się oczko wodne otoczone piedestałami. Troje innych drzwi prowadzi w każdym z pozostałych kierunków. Gdy bohaterowie wchodzą do pomieszczenia, słychać przerażający odgłos dziwnego ni to ryku, ni zionięcia – coś jakby wycie wichru w wysokich turniach, czy ryk nadciągającego sztormu. Wszyscy patrzą na Hashbela, a Simeon zadaje pytanie: “_Kim do diaska jest ten twój pan?”. Hashbel wzrusza ramionami i stwierdza, że jest kuzynem innych jaszczuroludzi. Drużyna podejrzewa po tym opisie, że będzie miała do czynienia co najmniej ze smokiem.

Uchyliwszy drzwi do gabinetu mistrza szybko jednak konfrontują swoje wyobrażenia z rzeczywistością – gdy tylko drzwi się otwarły w ich stronę polecała ogromna bryła ziemi, a nieziemski ryk powtarza się. Ostrożnie zaglądając do pomieszczenia bohaterowie przekonują się, że pokój jest normalnych rozmiarów, zawalony różnego rodzaju magicznymi utensyliami, stołami i sprzętem jak z sali tortur. Pod jedną ze ścian – która okazuje się kamiennym zawałem – znajduje się strzaskany w części pentagram. W nim uwięziona jest istota wyglądająca jak kawał ziemi wydarty siłą z gruntu – mający jednak coś na kształt masywnych nóg i ramion, którymi w złości wymachuje, czepiając się wszelkich elementów jaskini, które mógłby wyrwać z ziemi. Wkurzony żywiołak ziemi. Nieopodal, w kupce gruzu i sporych kamieni leży zmiażdżone ciało jaszczuroczłeka w ozdobnej szacie. W tej chwili cała historia ostatnich kilku dni, trzęsienia ziemi i innych wydarzeń zaczyna układać się w całość.

Siemon – wymyśliłem dowcip:
“- Hasbelu, czy to wasz mistrz?
– Nie, mistrz nie był taki płaski. “

W tym momencie sesja się kończy, a gracze mają okazję zastanowić się cały tydzień, co dalej począć…

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.