Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 78 - Za ostatni oddech


Feste
kuglarz
2 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
1 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Po odpoczynku przychodzi czas na konfrontację z rzeczywistością – loch z każdym zbadanym pomieszczeniem wydaje się jeszcze większy. To co miało być prostym zadaniem ubicia trolla, stało się sporych rozmiarów wyzwaniem, którego rozwiązanie może pokrzyżować inne plany bohaterów. Co zrobić? Zapał Keffara i Montcorta studzą utyskiwania Mabon i Festego, którzy nie nawykli do tak dramatycznych wyzwań. Simeon siedzi dziwnie osowiały i tylko zdawkowo odpowiada na pytania. Latarnik Geltho zwraca uwagę, że bohaterowie już chyba zbyt mocno nadepnęli na piętę mieszkańcom lochu i miejscowi ludzie boją się o swoje życie, jeśli drużyna zostawiłaby ich teraz samych – to i zdawkowa zgoda Simeona przesądza o dalszym losie przygody. Geltho zaniepokojony stanem psychicznym alchemika postanawia sprezentować mu lokalny napój energetyczny – specjalnie przygotowywaną nalewkę na miodzie i ziołach. Nie tylko Simeon wykorzystuje okazję i już niedługo cała grupa jest w nieco weselszym nastroju za sprawą “magicznego” napoju.

Mały chłopak z wioski przybiega do Montcorta i zaczepia go, wykrzykując, że coś się na dole zmieniło – ktoś chyba zawalił drzwi. Przepytany przez Montcorta szybko przyznaje się, że zszedł na dół po linie w odpowiedzi na wyzwanie rzucone przez inne dzieciaki z wioski. Montcort ruga młodego na czym świat stoi, mając nadzieję, że uchroni urwisa przed pakowaniem się w kolejne, śmiertelne niebezpieczeństwo.

Drużyna schodzi po linach do pieczary, aby odkryć, że rzeczywiście ktoś zaczopował i zatarasował wejście. Dwa kopniaki Keffara jednak szybko dają sobie radę z prowizorycznym zabezpieczeniem. Kiedy Mabon krzesa pochodnię a Feste po raz wtóry wyraża swoje obiekcje co do penetrowania tego lochu, Keffar już zagląda do jamy. A tam oczywiście komitet powitalny złożony z kilku goblinów. Nie czekając na nic, Keffar śmiało szarżuje, za nim wpada Montcort i reszta drużyny. Gobliny nie stanowią wielkiego wyzwania, jednak udaje im się nieco poharatać Keffara z dystansu, zanim zdążył on dobiec do walki.

Do Keffara, tłumacząc nowe mechanizmy
MG – Keffar, zobacz na kartę postaci, tam masz taki przycisk PECH. Nie wszyscy go jeszcze mają, ale Ty masz (szyderczy uśmiech)

Drużyna zajmuje pozycje taktyczne, Montcort zagląda do korytarza, ale nic nie zauważa. Niestety, okazuje się, że jego zmysły zostały oszukane. Nagle, zarówno on, jak i Feste i ryś Keffara, którzy stali najbliżej wyjścia z tunelu, padają jak dłudzy na podłogę! Simeon szybko odciąga Montcorta daleko od wejścia i rozkazuje Artinowi zrobić to samo z Festem. Chwilę potem z korytarza wypadają kolejne gobliny – szaman w asyście czempiona i kilku pomagierów. Drużyna musi szybko się przegrupować, szczególnie, że teraz na wysuniętej pozycji jest Simeon, który zostaje ranny po ataku dystansowym goblinów. Z jakiegos powodu wywołuje to nadzwyczajną zaciekłość uczonego, który zręcznym ruchem rzuca w kierunku nadciągających wrogów granat wybuchający. Dobrze wymierzony strzał powoduje, że gobliny stają w płomieniach, jeden z nich ginie, a spanikowana reszta tratuje szamana! Kiedy Montcort i Feste odzyskują przytomność drużyna podąża dalej korytarzem, gdzie odkrywa kolejne trupy goblinów – wszystkie mocno poparzone, prawie że spalone.

Nie napotykając dalszych przeszkód drużyna schodzi aż do kuchni trolla, gdzie przystaje na chwilę, aby odpocząć. następnie rusza zbadać zamknięte drzwi nieopodal. Mimo wielu wysiłków, drzwi ani drgną. Keffar próbuje na nich użyc swojej nadzwyczajnej siły, ale bez powodzenia. W tym czasie Montcort i Winder oraz Simeon i Artin obchodzą pozycje drużyny, aby dokonać zwiadu. Z korytarza przed nimi dochodzą odgłosy kroków i jakieś pochrząkiwania. Montcort domyśla się, że są to neandertalczycy i szybko zastawia na nich pułapkę. Kiedy troglodyci wychodzą jednak z korytarza, okazuje się, że nie będą takim łatwym orzechem do zgryzienia – potężnie zbudowani i wyposażeni w prymitywne, ale przerażające pałki nabijany krzemiennymi zadziorami. Montcort i Feste kładą trupem pierwszego, ale musieli w tym celu zużyć wszystkie swoje strzały w tej rundzie. Drugiego unieszkodliwia Mabon, celnym rzutem oszczepem zanurzonym wcześniej w truciźnie zwiotczającej mięśnie, otrzymanej od Festego. Niestety z korytarza wypada jeszcze pół tuzina przeciwników! Simeon jeszcze zdąża rzucić granatem zapalającym, zadając znaczne obrażenia, ale po tym zaczyna się ostra kotłowanina – Keffar i Winder przyjmują sporo ciosów, sami również nie pozostają dłużni. Po kilku minutach zażartej walki przewaga taktyczna i przygotowanie po stronie drużyny przeważają szalę zwycięstwa. Ostatni z troglodytów pada. Drużyna ma chwilę na krótki odpoczynek, podczas którego Simeon jak może opatruje rany. Zużyte zostają również niektóre mikstury leczenia – troglodyci mocno dale się we znaki.

Drużyna rusza dalej, i zaraz na rozwidleniu znajduje ślady zakrzepłej krwi – coś lub ktoś ciągnął trupa z północy na południe. Druzyna postanawia sprawdzić najpierw skąd przyciągnięto ofiarę. Na północy, za solidnymi drzwiami znajdują dziwną komnatę z ogromnym kryształem na środku, lewitującym pół metra nad ziemią. Montcortowi oczy zaświeciły się na ten widok – wizją możliwych zysków, jednak Simeon szybko uspokaja – to coś jest magiczne i nie należy tego dotykać.

Kiedy drużyna oderwała wzrok od monumentalnego kryształu, zauwazyła, że pomieszczenie to jest swego rodzaju świątynią – kryształ otoczony jest szeregiem ławek, a nieopodal stoi coś w rodzaju mównicy – ambony. Wśród ławek bohaterowie dostrzegają trupy jaszczuroludzi. Krwawy ślad prowadzi za wschód, gdzie drużyna znajduje zawalisko – które zniszczyło sufit i podzieliło pomieszczenie na dwie części – drugą część pomieszczenia drużyna już widziała. Ta część jest ciekawsza – znajduje się tu dziwna, bardzo mocna klatka z metalowymi prętami, niestety uszkodzona przez zawał, oraz sporo ciał – część, jak można było się spodziewać, z ranami miażdżonymi, ale część, tu niespodzianka, z ranami szarpanymi i ciętymi – jak od kłów i pazurów. Ten widok zapala lampkę alarmową w umyśle Simeona. Gdy tylko drużyna wraca do poprzedniego pomieszczenia, wraz ze swoimi uczniami, Simeon zaczyna przygotowywać pułapkę przy wejściu – tak aby ostrzegła towarzyszy, gdyby uwolniona istota postanowiła wrócić.

Pozostali w tym czasie przygotowują się do wejścia w północne tunele. Niepokój Montcorta wywołuje dziwny, stęchły zapach w jednym z korytarzy, nakazuje więc odwrót. Niestety, nie miał pojęcia w co drużyna się pakowała, więc nie ostrzegł dostatecznie wyraźnie Keffara, aby ten uważał. Gdy tylko Keffar wszedł do drugiego korytarza, na suficie nastąpił cichy wybuch: “puff” i cały korytarz wypełnił się unoszącymi się w powietrzu zarodnikami żółtej pleśni.

Keffar próbował wstrzymać oddech, ale zrobił to zdecydowanie za późno. Pozostali w panice, porzucając swoją broń, szybko wybiegli z korytarza, dławiąc się i kaszląc. Najpoważniej oberwał Keffar i jego ryś, który w panice przebiegł obok Simeona i zniknął w korytarzu. Na ten widok zdziwiony SImeon odwrócił się i zamarł z przerażeniem na twarzy, gdy zobaczył siniejącego i nie mogącego złapać oddechu Keffara – którego od śmierci przez uduszenie dzieliły teraz sekundy. W umyśle Simeona jak na rozkaz pojawił się obraz z dawnych czasów – zajęcia z anatomii pod czujnym okiem mentora – i operacja tracheotomii, ratująca życie ludziom, których gardło uległo poważnym uszkodzeniom. Bez chwili zawachania wyjął skalpel i nakazał swoim uczniom złapać i przytrzymać szamoczącego się Keffara – co samo w sobie stanowiło wielki wyczyn. Simeon w drżących dłoniach uniósł skalpel nad unieruchomionym Keffarem i szybkim ruchem wykonał głębokie nacięcie powyżej mostka łowcy, przebijając się przez skórę i ścięgna aż do gardła. Otwór wypełniła krew i bąbelki powietrza. Ułamana na jednym końcu cienka fiolka posłużyła za rurkę. Po chwili Keffar wykonał pierwszy spokojny wdech, pomimo gardła ściśniętego przez jad zawarty w zarodnikach pleśni.

Kolejny raz bohaterowie musieli zawrócić do obozu. Tym razem powrót do zdrowia zajmie im dużo więcej czasu…

Gadu gadu po sesji
MG – Za pleśń nie dostaniecie PDków, nie pokonaliście jej…
Keffar – Jak to, wciągnąłem ją do płuc i tam pokonałem!
Mabon – PDki możesz dać pleśni, bo nas pokonała…
Keffar – Ej, bo się jeszcze rozrośnie!
Mabon – Jakbyś się mył to by się nie rozrastała…

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.