Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 77 - W Prawo się odmienię


Feste
kuglarz
2 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Za dużo tych niespodzianek spada na drużynę. Keffar wyznacza opierającego się Festego na szpicę drużyny i awanturnicy przystępują do drugiej próby penetrowania odkrytych podziemi. Cóż z tego, skoro na drugim poziomie, niemal natychmiast Feste pakuje się na sześć goblinów. Kompletnie zaskoczony patrzy niemal w pyski karykaturalnym istotom, które prychają, szczerzą się, syczą, niemal szczekają i zawodzą starając się przestraszyć kuglarza. Spanikowany próbuje zaatakować i odskoczyć, niestety sam nie trafia, za to pierwszy z goblinów poważnie godzi go w brzuch swoją bronią.

Keffar postanawia przydzielić zadania drużynie, aby zwiększyć jej skuteczność. Feste ma został przepatrywaczem w podziemach.
Feste protestuje – Ale jestem błaznem! Ja się nie znam na szukaniu pułapek!
Montcort – To przynajmniej nas czasem rozśmieszaj!

Feste nadal zafrasowany nowym zadaniem, przegląda ekwipunek, czy ma coś przydatnego pod ręką.
Feste – Nie wiem, czy mi Keffar tyczki pożyczy…
Montcort – Jak użyjesz kurrary to Ci wszystko pożyczy!

W tej chwili niczym burza dopadają Keffar i Simeon, odciągając w tył towarzysza ratują mu życie, za to sami zajmują miejsce w pierwszym szeregu, choć nie do końca wiadomo czy jest taka potrzeba, bo goblin strzelający w łuku, zamiast łowcę, trafia swojego towarzysza. Ten wściekły rzuca się na niego i już wkrótce zdziwieni bohaterowie patrzą na kotłujące się na podłodze stworzenia. Bohaterowie postanawiają wykorzystać zaskoczenie. Keffar sztychem zabija jednego z potworów, Nuadu z łuky kładzie drugiego, a Simeon ciskając fiolką z trującym gazem kładzie trzeciego i rani dwóch kolejnych.

Feste wpadł wprost na drużynę goblinów, rannego ratuje Keffar wpadając na wrogów jak burza. Cios! Zadaje ogromne obrażenia!
Montcort – Po takim jebnięciu, to umieraja dwa pokolenia goblinów wstecz.

W szeregach wroga panika. Keffar i Nuadu korzystając z zamieszania masakrują przeciwników, a za ostatnim żywym, który rzucił się do ucieczki pognał Lynx, żbik Keffara dopadając go gdzieś w dali o czym świadczą dzikie ryki stworzenia. Kiedy drużyna dociera na miejsce gdzie padł, żbik już przestaje się interesować nieruchomym truchłem.

Jeden z goblinów próbuje strzelić z łuku zza pleców towarzyszy w awanturników. Trafia swojego i natychmiast oba gobliny rzucają się na siebie z pięściami wyjąc i szczekając na siebie.
Montcort – Czy nie masz wrażenia, że MG goblinami parodiuje w krzywym zwierciadle nasze poczyniania?
Keffar – Dlaczego w ‘krzywym’?

Drużyna ogląda komnaty, niegdyś mieszkalne, przez które przebiegła drużyna. W resztkach czegoś co niegdyś musiało być łóżkiem Nuadu znajduje niewielkiego idola z solidnym wzwodem i daje go Simeonowi do zbadania, ten jednak nie potrafi opowiedzieć o nim nic szczególnego. Awanturnicy postanawiają się cofnąć nieco i przeszukać komnatę trolla, którą minęli biegnąc za goblinem.

Troll nie zdążył zdjąć z rusztu owieczki i a ta przypiekła się nieco bardziej niż powinna, ale nadal, część mięsa nadaje się do spożycia, czym zajmuje się drużyna, nie zważając na nieprzyjemne zapachy jakimi przesiąknięta jest komnata. Oczywiste wydaje się, że troll powinien mieć jakiś skarb, więc drużyna przystępuje do jego poszukiwania i po przewrócenia do góry nogami całego legowiska rzeczywiście udaje się znaleźć dużą ilość brązowych i srebrnych moment, z których większości nie udaje się zidentyfikować jako używanych obecnie przez któreś z wielkich królestw.

Drużyna wraca do penetrowania lochów i trafia na salę, którą przedzielił, tak jak poziom wyżej, zawał kamieni i gruzu. kolejne pomieszczenie wygląda na salę tronową, z poważnie wyglądającym stolcem i krzesełkami dla petentów, ze ścian wystają haki, na których niegdyś musiało coś wisieć. Może banery, a może gobeliny? Za tronem kolejne drzwi prowadzą do sali z dwoma dużymi, marmurowymi stołami i drewnianą zabudową ścienną, z której wyprowadzone są wygodne krzesła. Cała zabudowa jest bogato zdobiona rzeźbieniami z motywami kwietnymi i związanymi z morzem: ryby, kalmary, fale, itp.

Sala tronowa posiada solidne krzesło na postumencie.
MG – Krzesło jest solidne i wygląda na wygodne, masz nawet ochotę aby na nim usiąść.
Nuadu – NIE! Nie mam!

Simeon badający dokładnie drewniane płaskorzeźby zastanawia się nad jednym z elementów ściany i po chwili przy pomocy dwóch bełtów do kuszy uruchamia mechanizm otwierający część ściany. Tajemne przejście! To prowadzi do kolejnej sali, pośrodku której w środku wyrysowanego magicznego znaku stoi ogromna bryła szarej soli. Poza tym w sali są jeszcze tylko ogromne kałuże zaschniętego wosku, z których sterczą mniejsze i większe kawałki świec. Simeon zbiera co mniej zużyte świece i znajduje zatopioną w wosku kartę pergaminu. Ją również zabiera ze sobą, odłupując cały, duży kawałek wosku.

Drużyna wraca do głównego korytarza i natrafia na galeryjkę ze schodami wiodącymi w dół. Na razie jednak pozostawiają schody i kierują się w kierunku kolumnady, docierając nią do dużej sali, przypominającej nieco katedrę. Prócz kolumn, ogromnego marmurowego ołtarza i wnęk w których leżą zawinięte w płótna kości, szczególną uwagę przyciągają ogromne, przytłaczające rozmachem przedstawionych scen, ścienne malunki. Karawany jaszczuroludzi, tuż obok stojącego na skale jegomościa z głową ośmiornicy, wokół którego kłębią się tłumy neandertalczyków. Jadący na ogromnym żuku człowiek o łbie niedźwiedzia, morskie diabły wychodzące z morza, przeciw którym staje na brzegu mąż w błękitnej zbroi a za nim armia ludzi. Cień wyłaniający się z lawy, a nad nią niebieski smok zataczający kręgi i kolejni jaszczuroludzie wznoszący w niebo ręce w geście zwycięstwa. Wiele innych scen można znaleźć jeszcze na tych malunkach, ale drużyna już rozgląda się za czymś jeszcze bardziej niezwykłym.

Feste ciągle się opiera przed byciem awangardą drużyny, albo nawet sprawdzaniem co to za niepokojące dźwięki usłyszała drużyna. Keffar się złości się.
Keffar – A ty masz tam jakieś ukrywanie się w cieniu, czy głupka udajesz?
Feste – No coś tam mam, ale odgrywanie głupka to jest moja praca…

Feste ostrożnie ogląda ołtarz, przed którym ostrzegł go Simeon. Rzucając zaklęcie wykrycia magii alchemik stwierdza, że stół opalizuje wyjątkowo mocną magią. Na blacie leżą dwie czarki z pyłem i kilka kartek zapisanych niezrozumiałymi runami. Simeon przy pomocy zaklęcia czytania języków odcyfrowuje jedną z nich. To hymn dziękczynny składany istocie o imieniu Thileopessia, dziękujący za ochronę, możliwość wzrastania, opiekę przed wrogami. Simeon próbując podnieść kolejną z kart, niechcący, delikatnie dotyka stołu. Nagle wszyscy widzą jak ich towarzysz zatacza się i o mało nie upada.

Tymczasem w umyśle maga jakby wybuchła raca, wszystko staje się zbyt głośne, zbyt jasne, jakby prąd przeszedł przez jego członki. Przy pomocy towarzyszy dociera do kolumny, o którą oparty może dojść do siebie. Nie wie jeszcze, że dotknięcie ołtarza zmieniło jego charakter na praworządny, ale powoli docierać zacznie do niego natura zmiany jaką magicznie przeszedł. Drużyna postanawia wyjść na powierzchnię, dać odetchnąć towarzyszowi i dopiero wrócić do dalszego penetrowania lochów. Za zdziwieniem jednak dostrzegają, że ktoś pozbierał truchła zabitych goblinów i ułożył je w jeden stos. Nagle do awanturników wracają wspomnienia dziwnego zachowywania się Lynxa, zwierzę musiało słyszeć dziwnych ktosiów. Ale kim są i gdzie się podziali?

Drużyna ostrożnie wspina się schodami na wyższy poziom lochów i rzeczywiście wkrótce słyszy jakieś stworzenia rozrabiające w pomieszczeniu z piecem do wypalania gliny. Awanturnicy postanawiają założyć pułapkę i zwabiają w nią goblina! Zaskoczone stworzenie wciągnięte z całą siłę zderza się ze stołem i ginie, a Nuadu i Keffar zauważywszy, że nie mają do czynienia z nikim groźnym, rezygnują z utrzymywania przygotowanych pozycji i niczym barbarzyńcy wpadają do sąsiedniej komnaty lejąc zaskoczone gobliny prawem i lewem. Nawet Simeon rusza do walki zaskoczony zapałem z jakim atakuje potwory. Nagle jakby szczególnie obrzydliwa stała mu się ich egzystencja.

Już na powierzchni drużyna rozbija obóz i mimo mrzawki postanawia spędzić noc w pobliżu rozpadliny. Simeona w nocy męczą jakieś koszmary, zrywa się ze snu, w którym jakiś cień w głębinach morza wyciągał po niego swoją pazurzastą dłoń.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.