Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 74 - Koniec rocranońskiego lata


Feste
kuglarz
1 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Mabon
łowca duchów
1 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Od oblężenia Sotham przez morskie diabły mija tydzień. Ten czas drużyna wykorzystuje na złapanie oddechu i pomoc w przeorganizowaniu się i dostosowaniu mieszkańców Sotham do nowych warunków. Okryci chwałą i sławą obrońców portu, która przyćmiła nawet sławę rycerstwa broniącego zamku i murów stają się autorytetami dla rozmaitych grup. Keffar i Montcort bierą udział w naradach w zamku i długoterminowym planowaniu strategii, Nuadu pomaga byłym niewolnikom ze statku Trozzego w asymilacji i stworzeniu nowej społeczności, Simeon pomaga Oethedowi w przetrząsaniu biblioteki w poszukiwaniu odpowiedzi, Mabon i Feste pomagają w organizowaniu prowizorycznych siedzib dla napływających do miasta ludzi z okolicznych wiosek.

Samo miasto zaroiło się ofiarami wojny i uchodźcami. Wiele osób poniosło poważne rany i wielu kalekich ludzi widać na ulicach.Folke Artin i jego straż miejska ma sporo problemów z utrzymaniem porządku – w mieście pojawiło się zbyt wielu nędzarzy, żebraków i ludzi szukających kąta – a pomiędzy nimi drobnych złodziejaszków, paserów i podobnego sortu spod ciemnej gwiazdy próbujących zarobić na ludzkim nieszczęściu, braku żywności i zawierusze wojennej.

75 dzień wzrastania

Mabon budzi się rano słysząc nieprzyjemny odgłos tarcia. Odwraca się i widzi Keffara stojącego do niej tyłem, pracującego zawzięcie nad czymś co leży na dużym dębowym stole. Ze stołu na podłogę kapie krew i zbiera się w sporej kałuży. Kap, kap, kap. Przerażona i zahipnotyzowana Mabon widzi jak Keffar odwraca się ze złowieszczym uśmiechem na twarzy. W ręce trzyma małego trolla, którego trze na miazgę na tarce do prania…

Zlana potem Mabon budzi się – to był tylko sen. Czy aby na pewno? Gdzieś z oddali dochodzi taki sam odgłos tarcia. Wyglądając przez okno Mabon orientuje się jednak z ulgą, że to tylko uczniowie Simeona pracują nad jakimś roślinnym przecierem potrzebnym do alchemicznych eksperymentów.

Tymczasem na zamku już od wczesnego rana trwają ożywione dyskusje i narady. W zamku zjawił się Artis – dyplomata z Haegavo, proponujący pomoc w rozwiązaniu problemu ryboludzi. Szlachta wydaje sie popierać ten pomysł, jednak sam Wanryk Śmiały szybko ucina ich ekscytację – nie ma zamiaru sprzymierzać się z ludźmi do których najwyraźniej żywi jakąś osobista urazę. W szorstkich słowach odprawia posła, ku niezadowoleniu szlachty. Jedynym skutkiem wizyty posła są wiadomości o tym, że ataki ryboludzi dotknęły tylko osady leżące wzdłuż wybrzeża Zatoki Kła. Warto wspomnieć, że Zatoka Kła jest obecnie strategicznym akwenem Rocranon: zapewnia bezpieczny port oraz, co ważniejsze, dostarcza Ostrzyc – ogromnych i smacznych ryb, które są najważniejszym surowcem eksportowym Rocranon i na nich opiera się obecne bogactwo wyspy. Jednym z kluczowych miejsc w zatoce jest latarnia na małej wyspie “czopującej” wejście do zatoki. Problem jej bezpieczeństwa zostaje podniesiony przez Simeona, co spotyka się z aprobatą starszego nad monetą Gilliama, który obiecuje zorganizować wsparcie dla wyspy. Drużyna proponuje też zaplanowanie komunikacji z latarnia, na wypadek ataku ryboludzi. Korzystająz z chwili uwagi Simeon i Oethed przedstawiają wyniki swoich badań nad zapisami o ryboludziach – okazuje się, że ataki tego typu zdarzały się już, średnio co kilkadziesiąt lat. W księga znajdują się dokładne zapiski o co najmniej trzech takich atakach, a więcej można znaleźć w zapisach legend i baśń z odleglejszych w czasie lat. Niepokojące wydaje się fakt, że ataki częstokroć trwały nawet i cały sezon, a ryboludzie potrafili wedrzeć się daleko w głąb lądu. Kroniki mówią jednak, że na suchym lądzie tracą oni nieco ze swoich zdolności bojowych i są zgodne, że to w głębi lądu dokonywano ostatecznego starcia i zniszczenia nacierających sił. Oczywiście dowódca obrony zostawał potem władcą wyspy. Jedna z relacji wspomina jednak o nieznanym artefakcie, który rzekomo miał wspierać obrońców, a który pojawiał się w posiadaniu bohatera dowodzącego siłami Rocranon. Rzeczony artefakt był według podania przechowywany przez elfy zamieszkujące puszczę Quonit na północ od miejsca, gdzie obecnie znajduje się Sotham. W samej relacji pojawia się wiele odniesień gnostycznych do magii krwi a sam tekst jest bardzo surowy, w przeciwieństwie do bogatych w erystyczne konstrukcje pozostałych bohaterskich eposów. W tym jednak momencie, kiedy Oethed chciałby zwrócić na te interesujące fakty uwagę, do sali wchodzi Jacques Gujoza, demonstracyjnie padając na jedno kolano przed Wanrykiem i wygłaszając kwiecista mowę o tym jak to ze swymi ludźmi wyjechał na krucjatę przeciwko elfom, w czasie, gdy Sotham zagroziło tak wielkie niebezpieczeństwo. Zapewnia, że wrócił, gdy tylko dowiedział się o problemach i przyprowadził ze sobą trzydziestu rycerzy i drugie tyle lekkozbrojnych, aby wesprzeć siły Sotham w walce z diabłami morskimi, a siebie oddaje pod bezpośrednia komendę Wanryka. Ta manifestacja wywołuje podziw wśród zebranych, który postanawiają wykorzystać przedstawiciele Kościoła Ostatecznego Porządku. Wraca temat pozyskania sojuszników w postaci paezurczyków, co jednak nie podoba się szlachcie. Keffar wtrąca swoje trzy grosze proponując wynajęcie ostrojczyków za godną cenę, co jednak natychmiast zostaje skontrowane faktem, że ostrojczycy w ostatnim czasie pracują głównie dla argadyjczyków, z którymi Wanryk nie chce mieć do czynienia. Jeden z przedstawicieli rady kupców (?) niejaki Wellson, nalega, aby walczyć własnymi siłami i stworzyć federacje opartą na osadnikach mieszkających na Rocranon. Pomysł Keffara, aby w poczet osadników zaliczyć także dzikich – oraz elfy i innych rdzennych, nieludzkich mieszkańców wyspy wywołuje osłupienie a niedługo potem ożywiona dyskusję, krzyki i kłótnię. Głosy aprobaty szybko zostają jednak zagłuszone przez szlachtę i zwolenników Kościoła.

Montcort przedstawia teorie spiskowe na radzie.
Simeon – Montcort Max Kolanko!
Montcort – Mówię jak jest!

Po obradach drużyna wreszcie ma trochę czasu aby dokonać dokładniejszej inspekcji statku, który został wyremontowany. Keffar rozglądając się w porcie za kandydatami do załogi, obserwuje jak rozładowywany jest statek z pomocą z wioski Trzewia. W pewnej chwili widzi jak po podeście schodzi na ląd barczysty wielkolud z ogromną maczetą niedbale przerzuconą przez ramię, bystrymi oczami taksujący okolicę. Za nim pojawia się dwóch ludzi w tunikach z symbolami Kościoła Ostatecznego Porządku. Keffara uderza uczucie – ja już tego gościa gdzies widziałem… I tak, chwila namysłu i Keffar postanawia, że lepiej dla wszystkich będzie się nie witać i rozejść w dwie przeciwne strony. Rzeczeni ludzie to ekipa, która swego czasu polowała na centaury i zabiła w bestialski sposób jednego z nich nieopodal Trzewi.

MG opisuje bardzo dokładnie i w kwiecistych słowach wyremontowany statek drużyny
Keffar – A grzane zydle ma?

Druzyna stwierdza, że w Sotham zaczyna się robić tłoczno, szczególnie zagęszczenie osób wspierających prawo i porządek przekracza tolerowane przez większość osób w drużynie normy, tak więc zapada decyzja o zostawieniu wielkomiejskiej polityki innym i o udaniu się z wizytą w dzikie ostępy. Pada pomysł o odwiedzeniu starych znajomych w Talzanii. Na popołudnie zaplanowano kolejna naradę, otwartą dla wszystkich obywateli Sotham i na niej drużyna postanawia zakomunikować władzom miasta, że poszukają rozwiązania problemu ryboludzi na własną rękę.

Mabon – ale jak to idziemy do Wanryka na kolację? Nie mam się w co ubrać!
Keffar – pomalujmy ją farbkami Festego!
Montcort – Ale farbki Festego są do białego mężczyzny a nie negroidalnej kobiety!
Mabon – Ja nie jestem negroidalna! Tylko dawno się nie myłam…

Na naradzie Arles Wellson ogłasza wszem i wobec decyzje Wanryka Smiałego. Otóż armia Sotham ma wyjść ryboludziom na spotkanie w otwartym polu, że nowym bohaterem i przyszłym królem całego Sotham jest zwycięski Wanryk Śmiały, a każdego kto zaciągnie się pod jego sztandar opromieni wieczna chwała. Wiwatom w tłumie nie ma końca.

Po części oficjalnej, Simeon próbuje przekonać Wellsona, aby zorganizował osobiste spotkanie z Wanrykiem, na którym chciałby przedstawić plan drużyny. Słowa jednak odbijają się od Wellsona, którego umysł zaprzątnięty jest już organizacją wielkiej kampanii. Półgębkiem obiecuje, że porozmawia z Wanrykiem i przyśle w razie czego umyślnego. Drużyna postanawia poczekać do dnia po święcie ostatniego dnia lata.

Noc – 76 dzień wzrastania / 1 dzień starości – święto

Równonoc jesienną drużyna postanawia spędzić tak jak inni ludzie – świętując. Zgodnie z tradycją w tę ostatnią noc lata odbywają się pielgrzymi z pochodniami na okoliczne wzgórza, a ludzie biesiadują przy ogniskach, zażywają symbolicznego odpoczynku od trudów letnich prac a także dają upust radości i innym żądzom, świętując koniec urodzajnego okresu zbiorów. Noc kończy się za szybko i rankiem pierwsze zimne podmuchy wiatru witają pierwszy dzień jesieni.

1 dzień starości

Po dwóch dniach, nie doczekawszy się wizyty posłańca od Wanryka, drużyna uzupełnia zapasy na podróż i okrętuje się na swój statek. Kierunek: Trzewia. Ciągle czujni, pamiętając o niebezpieczeństwie ze strony ryboludzi, bohaterowie żeglują wzdłuż południowego wybrzeża Zatoki Kła, ciągle mając w zasięgu wzroku ląd. Po kilku godzinach, ze sprzyjającym wiatrem na horyzoncie dostrzegają zarys wysokiej budowli – latarni. Pamiętając o szczególnym znaczeniu tego miejsca, drużyna postanawia sprawdzić, czy załoga latarni nie ucierpiała w jakimś ataku ryboludzi. Przybiwszy do brzegu szybko orientują się, że dzieje się coś niedobrego – w ich kierunku z krzykiem biegnie dwóch wieśniaków. Dziękując niebiosom za ratunek dopadają do naszych bohaterów przekrzykując się tłumaczą co się stało – gdzieś na wyspie otwarły się “piekielne czeluście”, a z nich wychodzą potwory i kradną “łowiecki”.

O powitaniu lokalnych farmerów:
Montcort – jaka odmiana, zawsze do nas kamieniami rzucali…

O dziurze z potworami
Montcort – ale tylko zajrzymy do środka, mam rację, nie?…

Drużyna obiecuje zająć się potworami, jednocześnie dopytuje o ewentualny problem z ryboludźmi. Na szczęście młodzi farmerzy, bliźniacy o wdzięcznych imionach Hrido i Wido i posługujący się równie wdzięczną gwarą, nic nie słyszeli o diabłach morskich. Bracia prowadzą druzyną do wieży – jak się okazuje prostego stosu kamieni układanego bez zaprawy – gdzie rezyduje latarnik, Gelto, ojciec bliźniaków. Gelto zapytany przez Keffara opowiada swą historię posługując się całkiem przyzwoitym językiem argadyjskim – był kiedyś oficjelem na dworze, ale w wyniku jakichś machinacji politycznych został zesłany za karę na tę wyspę. na pocieszenie dostał do towarzystwa niejaką Radissę, która została jego żoną. Wprawdzie niezbyt obyta i rozgarnięta, dobrze zajmuje się domem a i innych “talentów” jej nie brak. Kiedy drużyna zajęta jest słuchaniem opowieści i pałaszowaniem kolacji, wieśniacy organizują line i pochodnie niezbędne do badania lochów. Po posiłku bliźniacy prowadzą drużynę do piekielnej czeluści…

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.