Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 73 - Noc w której ożyło morze


Feste
kuglarz
1 lvl
Keffar
łowca
4 lvl
Mabon
łowca duchów
1 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
3 lvl
Simeon
alchemik
4 lvl

Dzień 65 wzrastania

Cały dzień minął na szkoleniu rekrutów i przygotowaniu barykad w porcie, w mieście pojawiają się patrole złożone z rekrutów. Nastroje w mieście stają się coraz bardziej napięte. Kulminacją jest nocny atak nieznanego osobnika. Zdarzenie rozpoczęło się od Nuadu, który zauważył dziwna postać przeskakującą przez mur i przemykającą w porcie pod osłoną nocy. Nuadu podążą za osobnikiem, który znienacka atakuje jednego ze strażników pełniących wartę w porcie. Strażnik ginie, ale Nuadu podnosi alarm, przeciwnik zmuszony jest do ucieczki. Napastnik okazuje się jednak bardzo zwinny i kilkoma susami udaje mu się uciec wykorzystując dachy budynków portowych. W dokach patrol Nuadu znajduje porzuconą łódź rybacką.

Dzień 66 wzrastania

Przyspieszona naprawa statku Simeona zostaje ukończona, zostaje on zabezpieczony w dokach na czas potencjalnego oblężenia. W międzyczasie na zamku odbywa się publiczna debata nad losami wyspy. Okazuje się, że jeździec konny, który w galopie minął pewnego dnia drużynę wiózł ze sobą makabryczne trofeum – głowę istoty z głębin – ryboczłeka. Istoty te, przez gmin zwane Diabłami Morskimi, były przyczyna upadku Przystani Pawolda. Groźba ataku z morza staje się naprawdę realna. Szacowny Oethed z Berne, uczony, wygłasza długie oratorium na temat istot i aktualnego stanu wiedzy na temat ryboludzi i przeszłych z nimi kontaktów – wygląda na to, że to nie pierwszy raz, kiedy to zagrożenie pojawia się w historii wyspy. Techniczny monolog uczonego przerywaj Keffar z Montcortem, którzy raportują spotkanie druzyny z diabłami morskimi podczas powrotu na Rocranon z Haegawo, kiedy to dzielnie dali opór istotom atakującym inny napotkany statek. Oczywiście słowem nie wspominają o taktycznym odwrocie. Swoja znajomością tematu zjednują sobie znów władców miasta, co pieczętuje ich pozycję jako dowódców obrony miasta. Po naradzie Simeon nawiązuje kurtuazyjna rozmowę z Oethedem i poleca swoją pomoc w przeszukiwaniu księgozbioru zgromadzonego w Sothamskim zamku i Świątyni, mając nadzieję, ze dodatkowa wiedza może w przyszłości okazać się kluczem do rozwiązania problemu. Gdy Simeon przekopuje kolejne sterty książek oraz pomaga swoim uczniom przygotowywać mikstury leczące, pozostali członkowie drużyny wracają do swoich zadań. Niestety nadchodząca noc nie będzie okazją do odpoczęcia po trudach dnia.

Noc z 66 na 67 dzień wzrastania

Podczas wart Nuadu w obozie obrońców na wybrzeżu podnosi się alarm. Niskie wyszkolenie i morale przygodnych żołnierzy rekrutowanych z gminu wywołują początkowo zamęt i panikę, którą Nuadu szybko ucina w krótkich, żołnierskich słowach przywołując dowódców pododdziałów do porządku i dobiera ich raport. Rozpoczął się atak ryboludzi na port!

Mabon i Festwe wysyłaja uliczników na zwiady po dachach domów. Od strony portu natomiast słychać dziwne skrzeczenie, przechodzące w wycie, które mrozi obrońcom szpik w kościach. Już po chwili z wież zamku widać pierwsze lecące pociski wystrzelone z trebuszy. Płonące kule wkrótce oświetlają port i ukazują przerażające sylwetki ryboludzi wychodzące na brzeg, uzbrojone po zęby w długie włócznie, dziwne prymitywne miecze i lekkie kusze dziwnej konstrukcji. Wśród nich wyróżniają się szczególnie duże osobniki, wyższe od przeciętnego człowieka, muskularnie zbudowane. Także jedna z postaci przykuwa wzrok – obwieszona dziwnymi totemami i fetyszami – wygląda jakby skupiała wokół siebie szczególna uwagę pozostałych istot. Pod jej rozkazami ponad setka istot karnie ustawia się do szyku bojowego i rusza z impetem na umocnienia. Ryboludzie wyglądają na prawdziwych, szkolonych wojowników.

Przeciwko nim na barykadach zgodnie z rozkazami Keffara ustawiają się obrońcy. Przewagę w wyszkoleniu ryboludzi mają nadzieję zrównoważyć ilością i elementem zaskoczenia. Czekają w pełnym napięcia milczeniu licząc kolejne uderzenia serca i obserwując zbliżających się przeciwników. Jeden, dwa, trzy… Teraz! Krzycza jednoczesnie Montcort i Nuadu na dwóch przeciwległych flankach, oddając pierwsze strzały wskazując cel swoim łucznikom. Śmiercionośna salwa opada na niczego niespodziewających się ryboludzi.

Po udanym, aczkolwiek niezbyt śmiercionośnym strzale:
Nuadu do Montcorta: podrzuciłeś mi serowe strzały jak spałem!

Strzały jednak nie powstrzymują natarcia. Na całej długości frontu ryboludzie dopadają do barykady i zaczyna się okrutna walka w zwarciu. Na flankach udaje się obrońcom odeprzeć atak, zabijając wielu ryboludzi przy minimalnych stratach własnych, jednak centrum nie wytrzymuje zmasowanego ataku i musi się wycofać. Jednocześnie morale obrońców zostaje wystawione na próbę, gdy w porcie pojawia się kolejny oddział ryboludzi. Wraz ze swoimi łucznikami Nuadu próbuje wygrać bitwę przelewając krew dowódcy. Mimo słabego światła celuje i trafia w szamana! Ten z rykiem odwraca się, ale tylko po to aby zobaczyć złowrogi cień opadający z nieba. Łapiąc się za przeoraną pazurami twarz, kapłan ryboludzi wycofuje się w głąb swoich oddziałów. Ani Feste ani Nuadu nie mają już szansy go zaatakować, pozostaje jednak nieuchwytny cień z niebios – jeden z bojowych orłów Montcorta. Ptak ponawia atak, jednak zostaje przepłoszony gradem strzał ochroniarzy kapłana. Jedna z takich strzał trafia także nieszczęśliwie w Festego, który bez ducha zostaje odciągnięty z barykady. W ostatnim zrywie udaje się utrzymać go przy życiu dzięki jednej z mikstur leczniczych od Simeona.

O nieprzytomnym Feste:
Keffar: Lewatywę mu zrób z flaszki leczniczej!
Montcort: od razu, kroplówkę mu daj, dziurę już ma do wenflona…

W tym czasie obrońcom w odważnym zrywie udaje się odzyskać barykady w centrum, a natarcie ryboludzi na flankach załamuje się. Podbudowani i rozochoceni widmem zwycięstwa ludzie opuszczają swoje barykady i nacierają na wycofujących się wrogów spychając ich do morza. W centrum ryboludzie walczą zaciekle, powalając wielu obrońców, ci jednak nie dają za wygraną i ostatecznie dziesiątkują napastników, biorąc pozostałych przy życiu ryboludzi w niewolę.

Jeszcze zanim zaświtały pierwsze promienie słońca bitwa była wygrana a miasto obronione. Spośród przeszło dziesięciu tuzinów atakujących ryboludzi śmierć poniosła prawie setka a ośmiu zostało wziętych do niewoli.

W czasie bitwy Simeon wraz ze swoimi uczniami prowadził nieopodal barykad prowizoryczny lazaret. Dopiero rankiem okaże się, jak dobry był to pomysł. Wykorzystując całą swą wiedzę Simeonowi udało się uratować cztery tuziny spośród obrońców, którzy doznali ran podczas szturmu ryboludzi. Kolejnego dnia jednak nie ujrzało szesnastu mieszkańców miasta. Tylko, a może aż? Pierwsze promienie słońca ujawniły też rozmiar strat jakich doznały budynki poza murami miasta, a żyw nie uszedł nikt z tej garstki nieszczęśników, którzy uparcie zostali bronić swoich domów.

Ryboludzie zostali odparci, ale groźba z ich strony nie została zażegnana definitywnie. Co zrobią bohaterowie teraz? Będą nadal wspomagać ludzi w obronie miasta, czy poszukają jakiegoś heroicznego sposobu na zażegnanie problemu raz na zawsze? Otwiera się wiele dróg…

Podliczanie XPków, a Mabon ciągle na 1 poziomie:
MG – Mabon ma 720 xpeków…
Mabon (bez entuzjazmu) – Jeeej… tłumy szaleją…

Podliczanie XPków cd., MG tłumaczy jak liczy XP za walne bitwy:
Keffar – a ile jest za jednego ryboludzia luzem?
MG – jakieś 120…
Keffar – ILE? O_O
Montcort – Keffar! DAWAJ TYCH WZIĘTYCH ŻYWCEM!

Podliczając straty po stronie ryboludzi:
MG – zabiliście jednego porucznika!
Keffar do Montcorta – mielibyśmy generała, gdyby ta Twoja kura trafiła!

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.