Skrzydła Rocranon

Historia Rocranon

Rocranon, żyzna, zielona wyspa pośrodku archipelagu, od zawsze obiekt ludzkich gawęd i opowieści. Chodź dookoła niej ziemię dzielono pomiędzy władców, wydzierano sobie z rąk i kupczono nią, wyspa pozostawała nietknięta, choć wielu chętnie położyło by na niej swoje łapy. Powodem jej unikalności były smoki, które niedostępne szczyty Tahadów uznały za swój dom.

Każdej wiosny z Rocranon te wielkie gady wzbijały się do lotu aby zaspokajać swój wielki apetyt pośród ludzkich osad, atakując stada zwierząt, rolnicze osady, kupieckie statki, czasem zaś nawet otoczone murami miasta. Ciężko było żyć na oddalonych o dziesiątki kilometrów od Rocranon wyspach i zdecydowanie nikt nie wyobrażał sobie zamieszkania w cieniu smoczych gór na niej.

Potem jednak smoki zniknęły. Nie całkiem oczywiście bo i nawet dziś pojawiają się plotki o gadzie, który przeleciał wysoko nad jakimiś wyspami, czy rzadziej, że spalił jakieś sioło. Dość jednak tego, że przeszło sto lat wcześniej nie było dorosłego, który choć raz w życiu nie widział by smoka, a dziś większość zaczyna w ogóle powątpiewać czy one istnieją, a wieści o ich spotkaniu nazywają bajkami dla dzieci.

Kiedy zniknęło bezpośrednie niebezpieczeństwo, ku wyspie zaczęto wysyłać statki, a wkrótce założono przy jej brzegach pierwsze osady ludzkie. To Argadyjczycy jednak jako pierwsi dojrzeli potencjał wyspy i z małej osady handlowej, którą nazwali Rocranon, zaczęły płynąć w świat statki z jej skarbami. Osada szybko się bogaciła i powiększała, aż zmieniła się w dumne miasto, od którego zaczęto nazywać wyspę Rocranon. Dziś tylko historycy badający dawne mapy mogliby powiedzieć, jak niegdyś nazywano ten kawałek lądu pośrodku archipelagu.

I tak przez blisko sto lat Rocranon prosperowało, bogaciło się i wrastało w świadomość jako ziemia ludzi (choć osadnicy szybko odkryli, że wyspę od dawien dawna zamieszkują elfy) stając się kolejnym bezpiecznym kawałkiem lądu. Choć na wyspie mieszkali osadnicy z różnych stron świata, to Argadyjczycy ze swoim wspaniałym miastem uchodzili za mających na niej największe wpływy. Wyspa jednak nigdy i w żadnym oświadczeniu nie została uznana za część Lordostwa Argadów. Co najwyżej za półkolonię, gospodarczo uzależnioną od macierzy, ale posiadającą dużą dawkę autonomii i zarządzaną przez wybieranych na miejscu władców.

Dziś nikt nie wie dokładnie co stało się piętnaście lat temu (w roku 783 według kalendarza Argadów), jaki kataklizm przetoczył się przez dumne miasto Rocranon. Miasto zostało jednak nagle zniszczone, ale najbardziej przerażąjące było to, że jego mieszkańcy przemienili się w budzących grozę nieumarłych.

Ledwo kilka setek przerażonych i zdezorientowanych ludzi uciekło z tego piekła, niosąc w świat straszliwe opowieści o trzęsącej się ziemi, kruszejących murach i nieumarłych rozdzierających na ulicy tych, którzy jeszcze wczoraj byli ich sąsiadami. Ku Rocranon ruszyły statki aby zbadać te niezwykłe wieści, ale obrazy zniszczenia i grozy jakie przynieśli ci, którym udało się wrócić, świadczyły dobitnie. Miasto zostało utracone.

Liczba hipotez mówiąca o przyczynach kataklizmu rosła w zastraszającym tempie. Powiadało się, że to elfy, które z miastem żyły w jawnej wrogości, zrzuciły na nie klątwę ich plugawą magią. Inni wspominali o potężnym czarnoksiężniku, który poprzysiągł zemstę za jakieś nieokreślone krzywdy. Lecz komu? I dlaczego ucierpiało całe miasto? Przez długi czas popularne były pogłoski o starożytnym demonie, który rękoma swych kultystów zaspokoił swój głód bólu, destrukcji i krwi. Z latami jednak spekulacje bladły, a miasto popadało w coraz większe zapomnienie

O miejscu tym nie zapomnieli jednak Ci, którym miasto przynosiło dochód. Historie o bogactwach, perspektywach społecznego awansu krążyły pośród wysoko postawionych Argadyjczyków, jednak długo nie mogły trafić na przychylne ucho. W końcu jeden z młodszych synów, któregoś argadyjskiego lorda, nie mogący liczyć na zbyt wiele po ojcowskiej schedzie, zebrał wokół siebie grupę podobnych sobie młokosów i z własnych środków zorganizował wyprawę na Rocranon. Nazywał sam siebie Wanrykiem Smagłym.

Tak jak poprzednich wyspiarzy, to co zobaczyli pośród ruin miasta Rocranon, napełniło ich grozą i zwątpieniem. Zrozumieli, że miasta nie da się ponownie zasiedlić. Wanryk nie miał po co wracać na Argady. Cały jego majątek przepadł wraz z tą wyprawą, a dodatkowo śmieszność jaką by się okrył wracając pod ojcowskie skrzydła ze skulonym ogonem, odebrała by mu możliwość starania się o jakąkolwiek godną szlachcica pozycję.

Wanryk skierował swój statek ku Zatoce Kła i po wylądowaniu w najbardziej sprzyjającym miejscu wygłosił do swoich ludzi mowę. Powiedział tam, że jeśli nie da się wrócić do tego co było niegdyś, to on własnymi rękoma zbuduje przyszłość w tym dokładnie miejscu. Porwani jego słowami młodzieńcy przyłączyli się i w ten sposób osiem lat temu (790 RWA) powstało miasto Sotham, które stało się nową stolicą ludzi na wyspie.

Wkrótce okazało się, że prócz elfów, wyspę wciąż zamieszkują ludzie, uciekinierzy z Rocranon i wieśniacy, którzy zdecydowali przed laty nie zostawiać swego domu, lub, którym brakło miejsca na statkach. Ich zapasy pomogły przeżyć pierwszą zimę, a miejscowi w silnej ręce Wanryka dostrzegli szansę na przyszłość.

Wraz z wiosną udało się uruchomić pierwsze z opuszczonych kopalni, oczyścić szlaki i miejsca zamieszkane przez ludzi z nieumarłych, na południowe wyżyny wrócili rolnicy i pasterze, a na Rocranon zaczęli napływać ludzie szukający dla siebie lepszego losu. Również pod skrzydła Wanryka, zwanego teraz Wanrykiem z Sotham, ściągali wciąż młodzi szlachetkowi ze swoimi pocztami.

W działaniach Wanryka odzwierciedlenie swoich ideałów zobaczył również Kościół Ostatecznego Porządku i wsparł jego dążenia, nadając mu tytuł Palatyna Rocranon, i oddając do dyspozycji kapłanów i rycerzy. Bardzo szybko Sotham stało się centrum kultu na wyspie, a święte słowo coraz szerzej znajduje posłuch u mieszkańców.

Choć po tych wszystkich latach, wygląda na to, że ryzykowna wyprawa Wanryka stała się sukcesem, to wyspa nadal pozostaje autonomicznym kawałkiem lądu. Wanryk nie odcina się od swoich argadyjskich korzeni, ale nie uczynił też żadnego gestu, aby wydartą własnymi rękami dziedzinę podporządkować swojej macierzy. Tymczasem szepcze się już, że swoje oczy ku Rocranon, zwrócił również król Hordswern z Paezurii.

Comments

A my jak te ostatnie wsioki nawet żeśmy w Sotham nie byli.
Choć zastanawiam się czy w ogóle jest po co?

Historia Rocranon
 

He he he :). W sumie oprócz Simeona to jesteście takie wsioki :). A co do Sotham i czy jest po co, no to oczywiście kwestia potrzeb i ambicji. Było nie było tam krzyżuje się najwięcej ścieżek i można pewnie znaleźć tę, którą chciało by się podążać. Oczywiście pozostaje temat waszego światopoglądu…

Historia Rocranon
rocranon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.