Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.9 - Kres dwa dni przed końcem

Udział wzięli: Keffar, Koukash, Nuadu

Ustawieni w tyralierę bohaterowie przeczesują las, szukając kolejnych śladów bytowania pająków. Pojedyncze sieci niewiele wnoszą nowego, ale wreszcie, udaje im się natrafić na wyraźny ślad żerowania tych zwierząt. Kiedy w końcu stają przed oblepionym sieciami parowem Noglimax oznajmia, że znaleźli gniazdo. Krótka dyskusja o tym co zrobić prowadzi do jedynej, możliwej konkluzji. Trzeba to zbadać. Nuadu wysłany górą, przy krawędzi parowu, ma osłaniać drużynę przy pomocy swojego łuku, pozostali śmiałkowie schodzą na dno parowu ostro opadającą ścieżką.

Ostrożnie manewrując pomiędzy ogromnymi pajęczynami, drużyna zagłebia się w lepki półmrok gniazda i zatrzymują się jak wryci. Na pionowych ścianach sieci siedzą pająki różnej wielkości, największo ma długość męskiego przedramienia. Jest ich wiele. Chwila zwątpienia wkrada się w serca łowców, kiedy zdają sobie sprawę, że być może nieco przecenili swoje siły. Noglimax proponuje wycofanie się i powrót z większą ilością ludzi, ale reszta optuje za głębszym rekonesansem i przekonaniem się co też jest dalej.

Nim zostaje podjęta ostateczna decyzja, z sieci w centrum leża zsuwa się jeden z mniejszych pająków i wolno zaciekawiony zaczyna zbliżać się do intruzów. Niewiele myśląc Koukash chwyta za spory kamień i ciska nim w stawonoga. Pająk ginie przygnieciony improwizowanym pociskiem, co wlewa w serca reszty odwagę, pewnie ruszają w głąb leża. Teraz już i pozostałe pająki są zaalarmowane i ruszają zbadać nieoczekiwane niebezpieczeństwo.

Pierwsza euforia zamienia się w niepewność kiedy z każdej dziury zaczynają wyłazić pająki, a w głębi leża pojawia się nagle największy z nich, sięgający długością 60 centymetrów. Z góry parowu Nuadu zaczyna ostrzeliwywać przeciwników, z poziomu ziemi to samo robi Keffar. Ten ostatni posyła celną strzałę największemu pająkowi i zmusza go do ucieczki gdzieś pomiędzy sieci. W tym samym momencie Noglimax i Koukash przyjmują na siebie główną siłę uderzenia i teraz już odganiają się od pająków włóczniami.

Koukash do nie mogącego się zdecydować, do którego pająka strzelać Nuadu:
- Zaraz dostaniesz -2 do trafienia za niezdecydowanie.
- Spoko, mam minutę na oddanie strzału (czas trwania rundy w AD&D)

Wściekle kąsający wrogowie powoli zaczynają ustępować pola. Włócznie i strzały niosą ze sobą śmierć kolejnych stworzeń, nic nie zapowiada tragedii, aż do chwili kiedy ta następuje. Największy z pająków, sobie tylko znanymi korytarzami z liści, drzew i pajęczyn przedostał się na tyły bohaterów i podstępnie atakuje Noglimaxa. Atak jest tak niespodziewany, a zarazem potężny, że ten dzielny woj pada jak skoszony na wyciągnięcie ręki od Koukasha. Paezurczyk z okrzykiem mogącym zmrozić krew w żyłach najodważniejszych rzuca się na bestię i kłuje raz po raz jego ochydny odwłok. Pająk próbuje zrejterować przed szaleńczą nawałnicą ciosów, ale dla niego jest już za późno.

Kiedy padł ostatni z pajęczych przeciwników bohaterowie rzucili się ku Noglimaxowi, niestety nic nie dało się już zrobić, wyzionął ducha o kilka kilometrów od domu, na dwa dni przed końcem roku i nadejściem nowego. Gorzko się zrobiło i smutno. Bohaterowie spalili sieci, przetrząsnęli gniazdo i zniszczyli je jak potrafili najdokładniej. Dla dzielnego łowcy zrobili naprędce nosze na których ponieśli go idąc po swoich śladach do miejsca gdzie rozłączyli się z resztą grupy. Ślad był świerzy i wyraźni, żadne wyzwanie dla myśliwych, więc podążyli za nim, nim jednak dotarli do celu, zapadł zmierzch.

Smutny to był wieczór przy małym ognisku. Opatrzono rany, bo żaden z wojaków nie wyszedł bez szwanku, prócz Nuadu, który osłaniał grupę z daleka. Właściwie niemal nie odzywali się do siebie, tylko Koukash pomstował pod nosem całemu narodowi pajęczemu i wkrótce tylko on pozostał na warcie, a Nuadu z Keffarem poszli spać.

W tle żona jednego z graczy robi mu jakieś wymówki, nie zdając sobie sprawy, że idzie to w eter, czyli do nas.
Koukash: Anielu nie przy ludziach!

W środku nocy Koukash zauważył dziwne zjawisko. W głębi lesu coś opalizowało delikatnym, niebieskim światłem. Strachem podszyty skoczył ku Keffarowi i obudził go aby zastąpił go na warcie, po czym, jak to ma w swoim zwyczaju, zasnął nim jego głowa spoczęła na twardej poduszce zrobionej z jego podróżnego worka. Również Keffar zauważył dziwne światło w oddali, ale i on nie oddalił się od bezpiecznego, obozowego ogniska, dopiero Nuadu, kiedy przyszła jego kolej, postanowił zbadać co też takiego świeci w leśnej głuszy.

Nie dalej jak 150 metrów od ich obozowiska znalazł oczko wodne, które było źródłem niezwykłego światła. A nawet nie samo źródełko, a kamień z niego wystający.O dziwo nad zbiornikiem wodnym wyczuwało się ciepło, co również okazało się być zasługą kamienia. Skuszony Nuadu dotknął jego obłej powierzchni i nagle spłynał na niego spokój i rozluźnienie. Nawet wróciła mu energia i siła, nadwątlone wydarzeniami dnia.

Kiedy tylko wstał świt, Nuadu podzielił się swoim odkryciem i poprowadził druhów ku sadzawce, gdzie wkrótce okazało się, że kamień ma znacznie potężniejsze działanie. Rany zadane przez pająki zabliźniały się na oczach bohaterów, kiedy kolejno go dotykali. Nim zdążyłbyś czytelniku dodać dwa do dwóch, bohaterowie już susami gnali ku obozowi i wkrótce ciało Noglimaxa zanurzone w wodzie, opierało się o kamień, a drużyna oczekiwała na cud. Cud, który niestety nie nadszedł. Łowca nadal był martwy.

Po śniadaniu bohaterowie wznowili swój marsz, śladami towarzyszy i wkrótce na ich drodze stanęło dwóch młodych chłopców, mieszkańców wioski, do której zmierzali. Jeden z nich pobiegł uprzedzić swoich, a drugi przyjął rolę przewodnika. Wieść o śmierci Noglimaxa rozeszła się lotem błyskawicy i przed wejściem między drewnianą zabudowę wioski wyszli chyba wszyscy, aby po raz ostatni przywitać swojego krewniaka.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.