Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.8 - Płaskowyż Tafli

Udział wzięli: Finor, Keffar, Koukash, Nuadu

Nim słońce na dobre wychynęło zza horyzontu grupa wojowników daleko za plecami miała już Trzewia i raźno maszerowała na południowy-zachód. Zanim dotrą do wioski dzikich, będą mogli nieco lepiej się poznać, bo prócz zleceniodawców – przewodzącego Noglimaxa, zadziornej Chalayi i milczącego Wankana, do grupy dołączył niewysoki, za to szeroki w barach topornik Nogli-Cuir zasłaniający się w walce potężną tarczą, wysoki i chudy Ostrojczyk Uhlerad, który sprawia wrażenie wolno myślącego, ale swobodnie niesiona włócznia w jego dłoniach powstrzymuje od testowania jego poczucia humoru, oraz sprawiający wrażenie spryciarza Kylunube (prosi aby zwracać się do niego Kilu) z modnie powieszonym przy lewym boku krótkim mieczem i swobodnie przewieszonym przez pierś łukiem.

Kiedy słońce już pełnym światłem poranka zalało równiny Rocranon, do grupy dołączył kolejny mężczyzna, niejaki Dwieman, zwany Studnią jak sąm twierdzi. Niemłody już ale sprawiający wrażenie kompetentnego wojak, z długim mieczem przy boku i w charakterystycznym szyszaku na głowie. Zaprawdę wielce to kolorowa gromada.

Wkrótce równiny zmieniają się we wzgórza, a te zaczyna porastać coraz gęstszy las, w ten sposób po raz kolejny bohaterowie wkraczają pod gościnne liście Lasu Odległych Szeptów. Że nie są tak bardzo gościnne, wkrótce przekonuje się Koukash, który pragnąć pomóc w łowieniu ryb w odnalezionym w lesie, zarośniętym na dziko stawie, o mało nie staje się ofiarą Topielicy – rośliny, która oplata nieuważne zwierzęta przychodzące do wodopoju i wciąga swoimi powojami pod wodę. Koukash jest na szczęście dużym i silnym człowiekiem, a w dodatku, w sukurs przychodzą mu towarzysze, zwłaszcza zaś Wankan, który wściekle siecze zdradliwe ramiona rośliny, która schwytała wojownika. Rocranon po raz kolejny pokazał, w jak bardzo dziwną florę jest bogaty.

Im dalej w las, tym roślinność bogatsza. Tę sposobność zamierzają wykorzystać Finor i Nuadu, którzy podróżując nieco na uboczu reszty grupy, poszukują znanych sobie ziół, Los raczy wiedzieć kiedy i do czego się przydadzą. Finor, który oddzialił się mocniej od grupy nagle trafia na niezwykłą w tym miejscu architekturę. Oto pośrodku niewielkiej, zdecydowanie stworzonej sztucznie na planie koła polanki, stoi kamienna studnia. Dookoła cembrowiny szeroki pas kamiennej posadzki, również w kszatłcie koła, a ze środka czuć wilgocią. Oględziny nie prowadzą do wielu wniosków, Argadyjczyk ściąga tu więc resztę ferajny. Zdziwieni są nawet dzicy, studnia wydaje się być krasnoludzkiej roboty. Co robi w środku lasu? Na to pytanie odpowiedź będzie musiała znaleźć się innym razem.

Kolejne wzniesienie i nagle las kończy się, a drużyna wychodzi na szczyt wzgórza, z którego rozciąga się niesamowity widok na pozbawioną drzew dolinę, której centralną częścią jest płaskowyż o średnicy kilku kilometrów. W promieniach powoli chylącego się ku horyzontowi słońca, masyw świeci odbitym światłem, sprawiając wrażenie wypalonego w ogromnym piecu ceramicznego talerza o błyszczącej powierzchni i kolorze marchewki. Nie było jednak wiele czasu na podziwianie widoku, kiedy Noglimax zarządził dalszą podróż, aby przed zmrokiem dotrzeć w miejsce gdzie będą mogli spokojnie przenocować.

Miejsce wypatrzone przez przewodnika, to bezpieczny zakątek w pobliżu strumienia, z jednej strony oparty o skalną ścianę. Szybkie przygotowanie do noclegu, podział wart, ostatnie wieczorne rozmowy. Wkrótce obóz pogrąża się w sennej ciszy, jednak z oddali daje się słyszeć koński tętent. Pomyłkę rozwiewa nocna wizyta. Kiedy wartownicy orientują się, że do obozu zbliżają się jakieś istoty, stawiają na nogi towarzyszy. Okazuje się, że alarm jest niepotrzebny bo nocni goście są przyjacielsko nastawieni. To trójka centaurów, którzy przedstawiają sie jako Sugoth, Biansh i Uloc. Pozdrawiają “Dzieci Lasu”, w tych postaciach przewodników drużyny i mówią, że na południu dzieje się coraz gorzej. Widzieli opuszczone sioła, sami zaś udają się na północ. Życzą powodzenia i radzą być ostrożnymi.

Wraz ze świtem obóz zostaje zwinięty i cała ferajna rusza na zachód, mając na celu obejście płaskowyżu i ruszenie na południe w stronę wioski “dzikich”. Zbliżając się w cień góry bohaterowie mają w końcu okazję dokładnie przyjrzeć się jej błyszczącej, śliskiej i jak zapewniają przewodnicy twardej powierzchni, dzięki której masyw ten uzyskał miano “Płaskowyża Tafli”. Wysokie, strome ściany posiadają niewiele miejsc, którymi można by wygodnie wspinać się w górę.

Po południu płaskowyż pozostaje w tyle a drużyna podróżuje już wprost na południe i po pewnym czasie opuszcza dolinę i zanurza się w iglasto-mieszany las, surowszy niż ten, którym podróżowała dzień wcześniej. Do wsi jest już niedaleko, ale odnalezienie wielkich pajęczyn rozwieszonych niedawno na drzewach budzi niepokój u Noglimaxa. Proponuje bohaterom sprawdzenie, czy w pobliżu ich osiedla nie założyły nowego gniazda niebezpieczne, ogromne pająki. Finor, Koukash, Keffar i Nuadu odłączają się od reszty grupy i ruszają w las ze swoim przewodnikiem na mały rekonesans.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.