Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.7 - Nowi mieszkańcy cyrku

Udział wzięli: Finor, Keffar, Nuadu


Zobowiązanie jest zobowiązaniem. Policzywszy dni drużyna zdała sobie sprawę, że nie będzie jej w Trzewiach w trakcie zgromadzenia, a co za tym idzie, nie będą mogli zeznawać w sprawie tego co zdarzyło się na pokładzie “Końca dnia”. Czy ich głos byłby ważny w sytuacji kiedy kapitan Petlamin jest żywy i przytomny? Postanowili nie zostawiać tego samemu sobie i udali się do hali zgromadzeń, gdzie przed Gerissem złożyli swoje świadectwo, a ten zobowiązał się być ich głosem w trakcie zgromadzenia osady. Zadowoleni z tak załatwionej sprawy położyli się spać, a bladym świtem, po zaopatrzeniu się w prowiant wyruszyli z osady na południowy wschód.

Planem było zbadanie mijanego dzień wcześniej “Targowiska cyrkowców”, zbadanie nieco bardziej okolicy osady i trening. Ten ostatni punky programu wpadł im do głowy, kiedy swoje opiekuńcze instynkty gracze przenieśli na najmłodszego członka drużyny, Finora. U Cadendy zamówili mu porządną, skórzaną procę i postanowili pokazać mu, jak się jej używa. Obaj myśliwi, postanowili również popracować nad swoimi umiejętnościami łuczniczymi, ciesząc się piękną, choć nieco surową, wiosenną pogodą.

Tym razem ominęli szlak i ruszyli w stronę wzgórz, aby w chwilę później zejść na równiny. Nim to jednak się stało, z ostatniego wzniesienia zobaczyli obóz z rozbitymi namiotami pośrodku równiny. Ciekawość, kto też rozbił się w odległości zaledwie kilku kilometrów od osady powiodła ich wprost ku niemu. Na przeciw z obozu wyszły dwie postaci, młody mąż stanu rycerskiego, w solidnej zbroi kolczej i mieczem przy boku i jego służący. Po krótkim przedstawieniu się obu stron gracze zostali zaproszeni do ogniska, a ich gospodarz, Hageillon Szmaragdowy okazał się być rycerzem w służbie Kościoła Ostatecznego Porządku, dokładniej zaś kapłana Albsta, który jednak nie dołączył do śniadających.

Podczas krótkiej rozmowy Hagellion wypytywał o pochodzenie swoich gości, sam zaś zdradził, że podróżują z misją ewangelizacyjną, niosąc światło porządku i prawości mieszkańcom wyspy. Dopiero co poprzedniego dnia zeszli ze statków, które odpłynęły dalej na północ zostawiając ich na tym zielonym brzegu. Bohaterowie niekonfortowo czując się w obozie i oglądając się dość niepewnie na swoich gospodarzy, szybko podziękowali za gościnę i ruszyli dalej, ku celowi swojej podróży.

“Targowisko cyrkowców” odkryło się przed nimi w całej swej zdewastowanej okazałości. To niezwykłe miejsce będące niegdyś połączeniem jarmarku z placem cyrkowym zajmowało kiedyś obszar o promieniu bliskim 200 metrom. Po dawnym wyglądzie pozostała już jednak tylko wydeptana ziemia, gdzieniegdzie na nowo obrośnięta nieśmiałymi kępami trawy, resztki zbutwiałych pali, niekdyś służących za szkielet zabudowań, trochę zdewastowanych mebli i wyposażenia chałup, oraz samotna studnia, której żuraw przegnił i złamał się tak dawno temu, że częściowo wrósł już w ziemię. Oprócz tego, tylko sterty kamieni wystawały z ziemi, i ciężko było sobie wyobrazić, że kiedyś tętniło tutaj życie.

Nic to, skoro tutaj mieli dotrzeć, bohaterowie zaczęli zakładać tymczasowe obozowisko, wymyślili ułożyć osłaniający od wiatru od morza mur ze zbutwiałych mebli i kamieni i rozpalić ognisko, aby było gdzie się ogrzać i przygotować posiłek. Kiedy tylko jednak rozeszli się nieco, aby znaleźć wystarczająco mało zniszczone kawałki drewna zdarzyły się dwie rzeczy.

Najpierw szczęście miał Nuadu i w kawałku mebla, który dźwignął znalazł zapomnianą szkatułeczkę z kobiecą biżuterią. Jeszcze jego radość nie zdążyła na dobre się rozpalić, kiedy okazało się, że i Finor coś znalazł. Kiedy zaczął biec w stronę dwóch myśliwych i krzyczeć coś niezrozumiale, wiedzieli już, że coś się stało. Po chwili widzieli już potężne i zwinne ciało olbrzymiego skorpiona, które podążało za nieszczęsnym Argadyjczykiem.

Nuadu najszybciej zareagował i krzykiem nakazał towarzyszom rozdzielenie się. Zanim akcja zdążyła się dalej rozwinąć obaj myśliwi mieli już strzały na cięciwach i zaczęli mierzyć w ogromnego pajęczaka. Potwór porzucił pierwotny cel swojego pościgu i ruszył w stronę Keffara, który zabrał nogi za pas wiejąc niczym pieprz rośnie i dając swoim towarzyszom możliwość ostrzeliwania go. I tak taktyka, kiedy jeden z bohaterów robił za przynęte, a reszta zajmowała się osłabianiem zwierza dała nad wyraz dobre efekty, jednak w pewnym momencie skorpion znalazł się niebezpiecznie blisko Keffara. Ten moment wybrał Finor, aby porzucić ostrożność i ujawnić, że jest kimś więcej niż tylko mieszczaninem z wysp. Finor oboma rękoma dotknął skroni, zamknął oczy i szybko wyrzucił z siebie jakieś niezrozumiałe słowa. Skorpiona jakby coś wryło w ziemię, zaczął kręcić się niepewnie, obracać wokół własnej osi, dając czas na kolejną salwę z łuków. W końcu jakby się przebudził i rzucił w stronę Nuadu. Ten umknął przed nim na podwyższoną pozycję na skały, skąd oddał kolejne celne strzały. W końcu bestia padła, ale nim to się stało, z jej ciała sterczał już imponujący zestaw brzechw.

Wściekłość ataku potwora wkrótce się wyjaśniła, kiedy w miejscu gdzie się ukrywał i gdzie znalazł go Finor, bohaterowie trafili na szczelinę w kamiennym podłożu, w której skorpion miał leże. W nim zaś ukrywały się młode. Sporo czasu zajęło wykurzenie młodych z podziemnego leża i ubicie ich, bo choć niedorosłe, sięgały już nawet rozmiaru psa. Cały trud jednak okazał się warty wysiłków bo w podziemnym leżu pośród pozostałości niegdysiejszych ofiar skorpiona, bohaterowie trafili na prawdziwy skarb złożony z monet, kamieni szlachetnych i biżuterii. Tajemnica, jak większość z nich tam tafiła, pewnie nigdy nie zostanie rozwiązana.

I tak z dość nieoczekiwaną zdobyczą drużyna wracała do Trzewii, aby zdążyć przed zmrokiem. O dziwo, w drodze powrotnej zobaczyli, że obozowisko kapłana Albsta, stoi nadal tam gdzie było, choć miał on ruszyć dalej wzdłuż wybrzeża. Ominęli je jednak szerokim łukiem, nie chcąc po raz kolejny spotykać Hagelliona Szmaragdowego.

W Trzewiach przywitał bohaterów jakiś harmider i podniesione okrzyki dobiegające z placu tarhowego. Okazało się, że głupawy z pomysłu żart przestraszenia jednego ze starszych rybaków przez niejakiego Talzonio, ucznia rybackiego i ladaco, skończył się nieszczęśliwie utonięciem starego. Mieszkańcy rękami Gerissa, wymiarzali właśnie winowajcy karę batożenia, po którym chłopaka do domu odnosić musieli sąsiedzi. Los ma osądzić czy godzien jest przeżyć tę próbę.

Nim jednak drużyna skierowała swoje kroki ku znanej i ciepłej karczmie, odwiedzili jeszcze rymarza, któremu przynieśli pancerz zdarty ze skorpiona, pytając czy wiedziałby jak zrobić z niego zbroję na jednego z nich. Zlecenie zostało przyjęte, a bohaterom pozostało tylko przygotować się na następny dzień, do podróży z dzikimi w stronę Płaskowyżu Tafli.

Comments

Zapomniałem dopisać. Pamiętajcie aby w tym miejscu, w komentarzach, napisać o ewentualnych sprawunkach przed kolejną wyprawą. Chciałbym zacząć sesję od wyruszenia z Trzewii. Ktoś coś?

 

do kiedy zbierasz zamówienia? :)

 

drużynowo, to bym się zastanowił nad linami, lampą jakąś.
prywatnie z państwowej kasy myślałem o toporku do rzucania, ewentualnie jakichś nożach.

swoją drogą, toporek do rzucania ma minusy do obrażeń?
powiedziałbym, że zasięg nie powinien być za duży, minus do trafienia możliwy… ale obrażenia,
taki tomahawk, to jednak zabójcza broń była :)

 

zadzikusowałem swoją drogą, wiem że jestem do tyłu z relacją, ale ostatnio, albo nie mam czasu, albo nie mam internetu ;/

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.