Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.4 - Oko w oko z kotem.

Udział wzięli: Keffar zwany Twardzielem, Nuadu, Koukhash

Finor: Młody mieszczanin z Argadów, dorosły ledwo na tyle aby wziąć swoje życie we własne ręce. Niski, szczupły i niepozorny o zadbanej, równo ułożonej czarnej czuprynie.


Pierwsza noc w Lesie odległych szeptów przyniosła potwierdzenie wrażenia, że dziki są liczne w tym lesie. Podczas drugiej warty, Keffara zaniepokoiły dźwięki tych żerujących zwierząt. Łowca próbował nawet podejść zwierzęta, ale ciemności spowodowały, że zrezygnował z tego planu i wrócił do obozowiska. Do poranka nic więcej nie niepokoiło bohaterów, a jeszcze przed świtem Nuadu wybrał się ku wodopojowi zwierząt, który odkryli wcześniej i zajął pozycję, z której miał zamiar zapolować na jakiś reprezentatywny okaz fauny matecznika, w którym się znaleźli. Niestety zwierzęta jakby przeczuwając niebezpieczeństwo ominęły to miejsce i Nuadu wrócił tylko z dwoma nieostrożnymi zającami, którymi natychmiast zajął się Keffar. Po wypatroszeniu i zdjęciu skórki zostawione zostały Koukhashowi i Finorowi, którzy mieli zająć się wędzeniem mięsa, kiedy myśliwy wybiorą się do lasu na polowanie.

Mistrz gry tłumaczy próbującemu przekląć Koukhashowi, że nie ma bóstw w tym świecie, a ludzie zwracają się do sił natury, duchów lasu, ognia, wiatrów… Na co reaguje gracz
Koukhash – “Na wszystkie wiatry z dupy!”

Po rozdzieleniu się drużyny, w obozie rozpoczęła się praca. Króliki wylądowały wysoko nad dymem ogniska, Finor ruszył zbadać najbliższą okolicę, a Koukash zasnął w najlepsze zadowolony z siebie, jak zwykle. Wzbudził tym złość Finora, który powiedział mu kilka przykrych słów po powrocie do obozowiska i zmusił go do rozpoczęcia pracy. Planem było budowanie wędzarni i zrobienie z tymczasowego obozowiska miejsca, do którego można by wracać częściej.

Koukhash o Nuadu, który dostał funkcję kronikarza jako gracz: “Jak to dobrze kronikarzom, za dzikami sobie łażą”

Niedaleko miejsca, w którym zatrzymali się bohaterowie, Finor znalazł ostre odłamki kamieni, wystarczająco duże, aby właśnie ich użyć jako budulca. Wspólnie z Paezurczykiem naznosili ich do obozu i zaczęli układać, tuż przy urwisku przy którym spali, niedaleko korzeni wielkiego drzewa, komin wędzarni. Niestety wielogodzinna praca poszła na marne, kiedy konstrukcja zawaliła się z wielkim hukiem. Finor z Koukashem obwiniając siebie nawzajem pokłócili się porządnie po czym przestali się do siebie odzywać, rzucając tylko od czasu do czasu pod swoim adresem zgryźliwe uwagi.

Tymczasem obaj myśliwi przekroczyli strumień, nad którym się zatrzymali i ruszyli na południe, w miejscach obiecujących zakładając przygotowane wcześniej wnyki. Natrafili również na opuszczone, bobrze żerenie nad niewielkimi leśnymi stawami, które być może wcześniej były częścią jakiegoś strumienia.

Po kilku godzinach przedzierania się przez gęsty las, myśliwi zajęli niezwykle dogodną pozycję na szczycie wzniesienia, z którego rozpościerał się widok na dużą, trawiastą, leśną polanę, na której żerował wspaniały jeleń i dwie sarny. Myśliwi nie zmarnowali okazji i błyskawicznie dobyli swoich łuków. Strzała Nuadu minęła celu, ale wystrzelona z łuku Keffara dosięgnęła zwierzęcia i trafiła bezbłędnie. Jeleń skoczył ku krzakom a myśliwi już nakładali kolejne strzały na cięciwy, niestety sarny umknęły bezpiecznie, ale główna zdobycz czekała na myśliwych w gęstwinie.

Niemało czasu zajęło myśliwym zajęcie się zwierzęciem i przygotowanie go do transportu do obozowiska. W drodze powrotnej trafili jednak na jeszcze jedno ciekawe znalezisko. Niedaleko trasy, którą obrali, na kamienistej skarpie trafili na dużą liczbę chitynowych łusek, od takich kilkucentymetrowej średnicy, aż po sięgające nawet 50 centymetrów. Nieco bliższe badanie skarpy pozwoliło odkryć liczne nory bezpośrednio w niej wykopane. Nuadu i Keffar postanowili pozostawić jednak dokładniejsze sprawdzanie tego miejsca na inną okazję i ruszyli w stronę obozu. Wkrótce dotarli do znanego sobie strumienia, który już prosto i bezpiecznie doprowadził ich do miejsca, gdzie obrażeni na siebie śmiertelnie, obok ruiny wędzarni siedzieli pozostali członkowie drużyny.

To co przeoczyli dwaj niefortunni budowniczowie, od razu wpadło w oko myśliwym, kamienie, których używali do stawiania wędzarni były ciosanymi ludzką ręką kawałkami skał. Za późno już było jednak, aby tego dnia bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, bo w gęstwinie matecznika zmrok zapadał szybciej niż na otwartej przestrzeni.

Wieczór upłynął na sprawianiu jelenia, przygotowywania mięsa do transportu, czym głównie zajmował się Keffar, wcześniej jednak dopełnić należało innego myśliwskiego zwyczaju i wspólnie zjedzono wątrobę i serce zwierzęcia. Drugą wartę objął Koukash i niemal natychmiast zasnął, pochrapując wesoło przy ognisku. Jego nieuwaga mogła kosztować bohaterów niemało, gdyż do zawieszonego na korzeniach drzewa jelenia zbliżył się wielki, leśny kot. Odgłos upadającej tuszy zwierzęcia zerwał na nogi Keffara i rozbudził Finora. Keffar stanął oko w oko z dzikim kotem pochylonym nad swoją zdobyczą. Z włócznią w ręce myśliwy zasłonił pozostałych towarzyszy jednocześnie wrzaskiem stawiając na nogi Nuadu, który jednym susem znalazł się przy ognisku i odpalał od niego przygotowaną wcześniej przez siebie pochodnię, w jego ślady poszedł Finor, który wcześniej kuksańcem obudził feralnego wartownika. Dziki kot zdenerwowany całym zamieszaniem zaczął zachowywać się coraz bardziej nerwowo, ale kiedy do Keffara dołączył Nuadu wściekle wymachujący płonącą żagwią, powoli i jakby od niechcenia zaczął się wycofywać, by po chwili jednym potężnym susem zniknąć w gęstwinie, pozostawiając nadgryzioną tuszę jelenia i myśliwych w spokoju.

Do rana już nic nie niepokoiło bohaterów, i tylko wracający z nieudanego, porannego polowania nad wodopojem Nuadu, wściekły podwójnie, zasadził Koukashowi potężnego kopa w tyłek, kiedy okazało się, że tylko on w całym obozowisku jeszcze sobie radośnie pochrapuje, przytulony do swojej torby.

Koukhash obudzony w nocy – Co?! Jestesmy atakowani?!
Keffar – Dziki podchodzą, proszą, żebyś tak nie chrapał.

Bohaterowie postanowili wracać w stronę Trzewi, kiedy tylko sprawdzą wnyki założone dzień wcześniej. Suchego prowiantu zostało na nieco ponad dzień, ale mieli już na tyle dużo mięsa, że dłuższe przebywanie w lesie zaczynało mijać się z celem. Nuadu postanowił poduczyć mieszczanina – Finora leśnego fachu i zabrał go ze sobą, kiedy Keffar z Koukashem przygotowywali się do zwinięcia obozowiska.

W lesie okazało się, że we wnyki wpadło sporo zwierząt, oprócz czegoś w stylu wyrośniętego bażanta, trafiły się dwie wydry, a w jedne z wnyk zaplątała się wystraszona sarna, nie potrafiąca się w żaden sposób uwolnić. Nuadu skrócił jej cierpienia i dwaj bohaterowie wracali objuczeni całkiem porządnym łupem. Finor wydawał się uczyć szybko i wydaje się, że sprawdzenie wnyków, może wkrótce być jednym z jego codziennych obowiązków.

Tymczasem w obozie Keffar poprosił Koukasha, aby ten wskazał mu, skąd wzięli kamienie na budowę wędzarni. Kiedy trafili w tamto miejsce okazało się, że to tylko początek czegoś co nazwać można by było hałdą urobku. Bohaterowie idąc coraz dalej w las odkryli wejście do podziemnego tunelu, zapomnianego i zarośniętego, częściowo też przysypanego ziemią, ale nadal otwartego dla wszystkich zainteresowanych wejściem do środka. Z okazji skorzystał Koukash, wymijając niepewnie oglądającego znalezisko Keffara. Już po dwóch krokach w ciemności wyłożył się jak długi na niezwykle śliskim podłożu. Jak się chwilę później okazało, na tyle szczęśliwie, że zaledwie o kilka metrów od ziejącej w ziemi dziury, której głębokość, sądząc po odgłosach jakie wydawał wrzucony do niej kamień, mogła być znaczna.

Nie było czasu na badanie znaleziska, obie grupy wróciły do obozowiska i postanowiły wziąć kurs na Trzewia.


Było miło penetrować las i bawić się zgranymi czynnościami. Kostka była łaskawa i wypadały na niej świetne wyniki, przede wszystkim w kwestii polowań, które okazały się być nadzwyczaj owocne. Fajnie wyglądała kłótnia w obozie, obarczających się nawzajem winą za niepowodzenie w budowie wędzarni graczy. Sporo nowych ciekawych miejsc, trochę tajemnic dręczących graczy, na przykład – dlaczego las, tak blisko osady, nie jest przez jej mieszkańców eksploatowany? Czas na powrót w cywilizację, ale mam nadzieję, że gracze wrócą jeszcze do swojego tymczasowego obozowiska.

Narzędzia internetowe wydają mi się już kompletnie transparentne, nie przeszkadzają w prowadzeniu gry, nie zastanawiam się nawet nad nimi, używam ich kiedy tylko potrzeba. To dobry znak na przyszłość.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.