Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.20 - Kilku wesołych grzybiarzy

Udział wzięli: Finor, Keffar, Nuadu, Simo (i duch Koukhasha)

Luca wracając z łowów do Trzewii natrafił na wymyty, przez wezbraną po deszczach rzeczkę, kawałek pagórka. Woda zabrała ze sobą spory kawał ziemi i zalała powstałą dziurę odkrywając podziemną konstrukcję, zdecydowanie poczynioną ręką ludzką. Stary traper nie miał dość odwagi aby wejść tam samemu, uznał, że w jego wieku, nie czas już na takie przygody. Dlatego też późniejsze spotkanie z bohaterami wydało mu się znakiem danym przez opatrzność, chętnie podzielił się informacją o swoim znalezisku w zamian za udział w ewentualnych zyskach.

W końcu bohaterowie zobaczyli to miejsce na własne oczy. Niewielka rzeczka wystąpiła ze swoich brzegów i stworzyła zabłocony staw w miejscu gdzie oberwał się kawałek zbocza. Zaglądając do środka wyraźnie widać było fragment niewielkiego podziemnego pomieszczenia. Po krótkim naradzaniu się Keffar obwiązany w pasie liną i asekurowany przez Nuadu i Simeona zaczął schodzić do podziemia zanurzając się w zimnej wodzie. Alchemiczna mikstura Simeona zaklęta w szklanej butelce, po wstrząśnięciu roztaczała delikatne światło, i rozjaśniło nieco mrok.

Podział ekwipunku przed zejściem w podziemia:
Finor – Grzyba bym ci przekazał Simeonie, znalazłem go jeszcze w jaskinii
Keffar – Taa. Chlamydie!
Simeon: Przyjmuje grzyba w każdej ilości.

Schodząc krok za krokiem Ostrojczyk zanurzał się w zimnej wodzie, wpierw po uda, później po pas. Kiedy wreszcie usuwisko skończyło się, woda sięgała jego klatki piersiowej. Keffar stał u wejścia do czworokątnej komnaty. Wydrążona w ziemi miała ściany wzmocnione panelami z wiklinowej plecionki, rozciągniętymi pomiędzy wbitymi w podłożę i sufit palikami. Część z nich wypaczyła się od wilgoci, część odstawała od ścian pod dziwnymi kątami. W miejscu gdzie woda wdarła się do podziemi tylko strzępy ich wisiały jeszcze w okolicach ścian. Sufit stanowiła ta sama ziemia, ale utwardzona w jakiś sposób przez coś, co później drużyna określiła jako potężny płomień. Komnata zaopatrzona była jedne drzwi z jednej, solidnej, drewnianej deski, tak ściśle przylegającej do framugi i przyklejonej do niej naniesioną ziemią i śmieciami, że niemal nie przepuszczały wody.

Keffar bada podziemną komnatę, siłą rzeczy brodząc w wodzie:
Nuadu: Zapalenie worka można dostać jak się siedzi za dużo w wodzie…

Keffar przystąpił do próby otwarcia drzwi jednak te otwierały się do środka komnaty i napierająca na nie woda wybitnie utrudniała pracę. Kiedy udało się poczynić niewielką szparę, w którą łowca włożył jeden ze swoich noży, zrozumiałe się stało, że do pracy trzeba przystąpić od innej strony. Po wyjściu na zewnątrz podzielił się swoimi spostrzeżeniami z resztą drużyny i postanowiono najpierw zbudować zastaw na brzegu rzeczki, który nie pozwoli uzupełniać się wodzie w podziemiach, kiedy wspólnymi siłami odblokują już drzwi.

Jak postanowiono, tak zrobili. Keffar zrzucił z siebie mokre ubrania i oddał je w opiece Luce, który miał zająć się suszeniem ich przy ogniu. Zimne wiosenne powietrze owionęło człowieka z północy, ale wkrótce, przy siłowej pracy podczas budowy zapory, rozgrzał się na tyle, że zapomniał o niedogodnościach. Kiedy zastaw stanął w pełnej krasie słońce zakończyło już swoją dzienną podróż i penetrację podziemi postanowiono zostawić na następny dzień.

Noc minęła bardzo spokojnie, bez żadnych niespodziewanych zdarzeń. Przed świtem Nuadu ruszył wzdłuż strumienia szukając miejsca wodopoju zwierząt i kiedy wrócił do obozu niósł ze sobą młodego koziołka. Polowanie było bardzo udane. Zastaw wytrzymał noc i wyglądał na naprawdę solidny. Czas było zamoczyć się nie tylko jednej osobie. Ponowne zejście do zalanej wodą komnaty i wspólny wysiłek przy zablokowanych drzwiach, zaprocentowały ich otwarciem i wreszcie woda zaczęła się obniżać. Kiedy w końcu udało się wejść do środka po wodzie pozostały już tylko ślady w postaci większych i mniejszych kałuż na ziemi. W szyku, w którym łowcy zajęli miejsca z przodu, drużyna zagłębiła się w podziemny korytarz.

Ledwo kilka kroków od wejścia, w chybotliwym świetle niesionej przez Finora pochodni, zobaczyli okutany w jakąś niezwykle starą szmatę i przykryty warstwą śmieci szkielet człowieka. Musiał leżeć tu już bardzo długi czas. Kiedy reszta drużyny przyglądała się swojemu znalezisku, Nuadu ruszył ku znajdującemu się kilka metrów dalej skrzyżowaniu, gdzie korytarz, którym podróżowali krzyżował się z drugim, prostopadłym do niego. Nagle z lewej strony, z ciemności wyskoczyła postać, która z drapieżnie wyciągniętymi przed siebie rękoma ruszyła na łowcę.

Nuadu zaczął cofać się gwałtownie, aby móc uczynić użytek z trzymanego w rękach łuku, ale przeciwnik był szybszy. Keffar widząc, że nie ma jak pomóc przyjacielowi z przerażeniem patrzył jak istota z ciemności dopada towarzysza, po czym jakby przytuliła się do niego i zaczęła osuwać ku ziemi, aby w końcu z rozłożonymi na boki rękoma lec na placach. Nim zaskoczeni i osłupieni Simeon i Finor zdążyli zrozumieć co w ogóle się dzieje, było po wszystkim. Na ziemi leżał półnagi elf, umorusany błotem przepasany pasami podartego przyodziewku. Wyglądało na to, że nie stanowi żadnego zagrożenia, a przy bliższych oględzinach okazało się, że trawi go potężna gorączka.

Decyzja była szybka i jednogłośna. Elfa natychmiast przetransportowano do obozu, co bardzo nie spodobało się Luce, który nie omieszkał wyrazić swojego niezadowolenia, a po małej sprzeczce obrazić się na resztę grupy i z pewnej odległości przypatrywać się jej dalszym czynnościom. Jego zdaniem elfy i ludzie mogą sobie żyć na tej samej wyspie, ale każda z ras powinna zajmować się swoimi sprawami i nie pchać nosa w czyjeś.

Tymczasem Simeon już zdjął prowizoryczne bandaże z torsu elfa odkrywając ranę po strzale, w którą zdążyło się już wdać zakażenie. Elf majaczył coś dość podczas badań, ale Nuadu, jedyny posługujący się elfim językiem zdołał zrozumieć tylko pojedyncze słowa ostrzegające przed niebezpieczeństwem płynącym ze strony bliżej niesprecyzowanych „NICH”. Alchemik szybko zaordynował dalsze działania. Zagotowano wodę w kotle a Finor przystąpił do parzenia ziół wedle podanego przepisu. Simeon na tyle na ile potrafił zaczął oczyszczać ranę, a elfa, by się nie rzucał w czasie zabiegu, wódką napoił Keffar. Blisko dwie godziny później zaopatrzony i owinięty ściśle w pledy i futra elf leżał przy ognisku. Napar na zbicie gorączki zaczynał działać, nie pozostawało nic prócz czekania. Nie było pewne czy organizm znalezionego nieszczęśnika poradzi sobie z tym co go trawiło.

Efekty nie miały szans pojawić się od razu, dlatego pozostawiwszy pacjenta pod okiem starego i nieszczęśliwego z tego zadania trapera, drużyna postanowiła wrócić do penetrowania podziemi. W miejscu skąd elf rzucił się na Nuadu, znaleziono jego torbę, z niezwykle lichą zawartością, ale również solidne, metalowe, mechaniczne drzwi, zachwycające ilością trybików i zębatek. Niegdyś musiały wyglądać wyjątkowo wspaniale, ale obecnie pokrywająca je rdza odbierała im sporo uroku. Obok tajemniczych wrót ze ściany wystawała wajcha, która kusiła bohaterów, aby nacisnąć ją i sprawdzić co się stanie, ale przezornie zostawiono to na później. Nie wiadomo co też może się stać po uruchomieniu tego mechanizmu.

Z drugiej strony drzwi bohaterowie zobaczyli całkiem sporą, wykopaną ludzkimi rękoma wnękę. Tłumaczyła by ona błoto na dłoniach i pod paznokciami elfa. Czy próbował się przekopać do następnej części podziemnego kompleksu? Dlaczego? Co tu robił ten mężczyzna? Te i inne pytania zaczęły gromadzić się w głowach bohaterów, ale nie było skąd na nie wziąć odpowiedzi. Nie teraz, może kiedy elf się przebudzi…?

Korytarze podziemi zbudowane były w taki sam sposób jak pierwsza odwiedzona komnata. Wiklinowe maty na ścianach i utwardzany sufit. Wkrótce drużyna stanęła pośrodku czegoś, co niegdyś musiało być sypialnią. Stare, rozsypujące się barłogi, pokryte były zetlałymi tkaninami i zdegradowanymi czasem futrami. Na jednym z nich leżało jednak całkiem nowe futro, z ogromną plamą krwi na samym środku. Tutaj musiał odpoczywać elf, którego znaleźli. Przypuszczenia potwierdził metalowy grot do polowań z pozostałością ułamanego drzewca strzały, pokryty zaschniętą krwią.

Nieco później drużyna znalazła kolejne podobne pomieszczenie, tutaj jednak pomiędzy barłogami leżało wciśnięte ciało kolejnego nieszczęśliwca sprzed wielu lat, a raczej jego kości. Przyglądając się im łatwo było stwierdzić, że życia pozbawił go potężny cios bronią wyprowadzony od góry, który złamał obojczyk, kilka żeber i utkwił w klatce piersiowej. Prócz tego, nie znaleziono jednak nic cennego.

Drużyna koniecznie chce zrozumieć skąd te ciała w podziemiach. Dokładnie się im przypatrują.
Finor: Ale coś przy nim znajdziemy? Nic? Pierścionki? Złote zęby?
Nuadu: Nowy skill w rabowaniu grobów Finorze?

W międzyczasie Keffar złapał się nagle na tym, że nigdzie nie widzi śladów wody, którą spuścili ledwo kilka godzin wcześniej z pierwszej komnaty i rozpoczął wnikliwe studiowanie podłogi korytarzy. Wkrótce odkrył, że większość wody musiała spłynąć pod jedną z bocznych ścian korytarza. Dalsze badanie ściany końcówką włóczni doprowadziło do odkrycia tajemnego przejścia, drewnianych drzwi, ukrytych pod ruchomym panelem z wikliny. W ten właśnie nowy korytarz zapuściła się drużyna.

Co ciekawe posuwając się w głąb kompleksu, robiło się coraz cieplej i bardziej sucho. Kolejne drzwi prowadziły do korytarzyka, który na południu przechodził w naturalnie utworzoną szczelinę, na północy kończył się kolejnymi drzwiami, prowadzącymi do pomieszczenia, w którym obok łóżka stały jeszcze krzesła i solidne biurko. Drużyna przystąpiła do jego przeszukiwania. Zadziwił ich poziom naniesionej tutaj gleby. Tymczasem jednak na wpół zagrzebaną w mokrej ziemi, znaleźli starą księgę o poklejonych błotem i posklejanych kartach, którą bardzo delikatnie wydobywać zaczęli Simeon i Nuadu.

Przeszukiwanie biurka nie dało wielkich efektów, ale Keffar z Finorem trafili na starą, ale wyglądającą na porządną i dokładną szalkową wagę. Przekopanie nożem kawałka ziemistej podłogi zaowocowało dodatkowo znalezieniem odważników pokrytych białą ceramiką. W tym czasie Simeon już niemal całkowicie wydobył księgą, kiedy pomagający mu Nuadu zauważył dużą kroplę zielonkawego śluzu, która upadła na plecy alchemika. Kiedy podniósł głowę w górę, aż zamarł na chwilę. Większą część stropu pokrywał oliwkowo-zielony szlam, który na długich niciach zwisał nad ciałami wszystkich bohaterów. Czym prędzej zaordynowano opuszczenie pokoju. Niesamowite to znalezisko tak mocno intrygowało drużynę, że postanowiono z odpowiedniej odległości, zza drzwi komnaty, przyjrzeć mu się nieco bliżej, kiedy jednak tylko zbliżono do niego pochodnię, szlam jakby ożył, starając się odsunąć od płomienia i niech to wszystkie przekleństwa, jeśli przy okazji nie zdało się, że zaskrzeczał z oburzenia.

Zza węgła, 60 centymetrów nad ziemią wystaje głowa Nuadu, ponad nią głowa Keffara, z niepokojem wpatrują się w komnatę wypełnioną ogromnymi, wrzeszczącymi grzybami. Duch Koukasha (gracz przyszedł przysłuchiwać się graniu) improwizuje:
jako Keffar: Boisz się?
jako Nuadu: Nie, a ty?
jako Keffar: Ja też nie.

Drużyna zanurzyła się w korytarzyk, który powstał w naturalny sposób i szybko dotarła do niewielkiego skrzyżowania, kiedy w ich uszy uderzył okropny wrzask, dobiegający ze sporej salki, niewyraźnie widocznej w półcieniu płomienia pochodni. Wrzask wydawał się niemal ludzki, choć nieprzerwanie trwał 30 sekund i dopiero zamarł. Trzeba było to sprawdzić. Powoli drużyna ruszyła ku nowemu odkryciu, z Nuadu na czele. Wkrótce wrzask odezwał się nadal i bohaterowie ze zgrozą stwierdzili, że wydaje je któryś z grzybów, które dziko porastały na wpół naturalną na wpół sztuczną komnatę, która niegdyś musiała być jakimś magazynem, gdyż walały się w niej stare skrzynie, beczki, widać było jakieś zapadnięte regały.

W końcu jest decyzja co robić z grzybami:
Nuadu – Wyjdźmy do nich i pokażmy nasze grzyby, sciągnijmy buty…
Simeon – No, w końcu ktos pomyslał o nawiązaniu jakiegos kontaktu a nie tylko o eksterminacji…

Tymczasem jednak szczególną uwagę przyciągnęły grzyby, gdyż już samym rozmiarem, sięgając przeszło metra wzrostu, wydawały się być niezwykłe. Jeden z ich rodzajów miał jasną nóżkę i kapelusz tak ściśle do niej przylegający, że nie można było dostrzec czy jego spód jest złożony z blaszek. Drugi typ grzyba, o kolorze fioletowym, owinięty był jakimiś dziwnymi powojami. Ochota na penetrowanie tego miejsca była nikła i zwiadowcy powoli zaczęli wycofywać się rakiem, zwłaszcza po tym, kiedy po klasycznym rzucie kamieniem w przeciwnika i sprawdzeniu co zrobi, w wykonaniu Keffara, grzyb znów zaczął wydawać przeraźliwe wrzaski, tak bardzo przypominające krzyk człowieka.

Simeon – Taaa, pójdziesz tam i Ci zionie taki grzyb zarodnikami w twarz to zobaczysz!

Wycofując się bohaterowie zauważyli nagle coś dziwnego. Czy te grzyby przemieściły się w ich stronę? Jeden z nich wyraźnie wydawał się być bliżej niż jeszcze chwilę wcześniej. Tak mocno skupili się na tym niezwykłym zjawisku, że tylko łowcy i to w ostatniej chwili zauważyli ogromne, kilkudziesięciocentymetrowe szczury, zwabione wrzaskami grzybów, które z błyskiem czerwonych ślepi rzuciły się na nich od tyłu. Opędzając się od gryzoni łowcy zasłonili swoich towarzyszy, pozwalając im schować się w bezpiecznym korytarzu, z którego tu przyszli. Wściekle rąbiąc ruchliwe stworzenia w końcu odparli je i tylko Keffar dotkliwie poczuł na swoich łydkach ostrość ich spiczastych zębów.

Duch Koukhasha dopinguje:
Keffar grzyba wymagluje bo mu Koukash kibicuje!!!

Te kilka minut kiedy zajęci byli szczurami wykorzystały grzyby, bo kiedy znów na nich zwróciła się uwaga bohaterów, były kilka metrów bliżej niż poprzednio. Tego było już dosyć awanturnikom, postanowili nie pozostawiać za swoimi plecami tak niezwykłych stworzeń. Co prawda nie spotkała ich jeszcze ze strony grzybów żadna krzywda, ale to miało się za chwilę zmienić. Pod ciosami broni, grzyby rozkrzyczały się ponownie, a te fioletowe, owinięte powojem okazały się być całkiem groźne. Kiedy bohaterowie zbliżyli się do nich, rozwinęły oplatający je powój, który okazał się być całkiem ruchliwą macką rażącą zaskoczonych łowców.

Keffar postanawia podpalić grzyba.
Keffar: Podnoszę butelkę, odkorkowuje ją i chlustam wódką w grzyba!
Duch Koukhasha: Ale łyknij najpierw!!!

Każdy raz macką powodował przenikliwy ból sięgający aż gdzieś do wnętrza ciała choć nie ranił mocno, to jakiś ziąb przenikał aż do kości. Fioletowe grzyby na szczęście nie poruszały się, ale zasięg macek miały imponujący. Siekąc je i miażdżąc, a koniec końców nawet podpalając przy pomocy bimbru drużyna poradziła sobie z nimi. Wściekłość była tak duża, że postanowili wykorzystać maty z wikliny i spalić całą zawartość tego pomieszczenia. Kiedy ogień zajął się już na dobre awanturnicy uciekli z podziemi, aby uniknąć gryzącego dymu… Kiedy wewnątrz wypali się i dym rozwieje, wrócą aby spenetrować resztę loszku.


Mamy przerwę w penetracji loszku, proszę o zgłaszanie spraw, którymi chcecie się zająć. Wiem, że po sesji było kilka deklaracji.

Comments

Planowaliśmy zająć się ranami odniesionymi w walce tak ze szczurami jak grzybami. Na oparzenia można sporządzić maści, czym ufam w głównej mierze zajmie się Simeon, na pozostałe obrażenia zwykłe opatrunki. Ja zamierzam także uczestniczyć w badaniu znalezionej księgi.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.