Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.2 - Na nowej ziemi

Udział wzięli: Keffar zwany Twardzielem, Nuadu

Koukhash. Tęgi mąż o prostej osobowości, który, jak to sam mówi, “stanął po niewłaściwej stronie” i musiał szukać szczęścia z dala od swego domu. Może nie ma wiele do powiedzenia, ale z pewnością wie w jaki sposób utrzymać szyk.


Po nocy pełnej złych snów, bohaterowie z radością witają pogodny, choć zimny poranek. Pokrzepieni ciepłą strawą, żegnają się z Kordelem i ruszają zwiedzać osadę Trzewia. Decyzja jest prosta, trzeba znaleźć jakieś zajęcie, bo zaskórniaki, które jeszcze brzęczą w sakiewkach nie wystarczą na długo.

Okazuje się, że Trzewia są spokojną osadą, w której niewiele się dzieje. Położona na łagodnie wznoszącym się terenie szarpana jest zdecydowanym wiatrem wiejącym od morza. Bohaterowie kierują swe kroki wprost ku najbliższej tawernie i tam przy pomocy najstarszej metody świata, czyli dzbana miejscowego piwa, przekonują do siebie jednego z bywalców i bezczelnie biorą go na spytki. Wygląda na to, że miejscowość zamieszkują ciężko pracujący ludzie, żyjący wedle przypływów i odpływów, dla każdego kto nie boi się fal, na pewno znajdzie się coś do zrobienia na jednym z kutrów rybackich. Bohaterowie odżegnują się od tego pomysłu, mają dość morza, chcą pobyć trochę na lądzie.

Boes zwany Łysym, choć nie odpowiada to jego fizis, karczmarz drapiąc się po głowie, przypomina sobie, że pojawiają się u niego “dzicy” ludzie z południa, szukający ludzi nie bojących się wyzwań, obiecuje zapytać ich o szczegóły kiedy tylko się pojawią, a moja szczęśliwa gromada, wraz z nowym przyjacielem, niejakim Talwiczem, przenoszą się do nowego lokalu, rzucając po drodze okiem na targowisko i przyglądając się z zewnątrz “Składowi towarów wszelakich Zyvalta”, kupca, którego spotkali schodząc z pokładu “Krańca dnia”.

“U Maryny” to porządna karczma z wyszynkiem i miejscami do spania, prowadzona przez imienniczkę, kobietę o niespożytej energii i stanowczą, posiadającą ponoć, wedle słów Talwicza, ladaco, utrapienie męża. Maryna opowiedziała co nieco o okolicach Trzewii i zawarła z bohaterami umowę. Jej karczma będzie kupować od nich pierwszej klasy dziczyznę.

Bohaterowie postanowili zrobić mały rekonesans i zaczęli wspinać się na pagórki na południe od miasta. Zwiedzanie przyniosło rezultat w odkryciu samotnej chałupy Dahoma, żaglomistrza, który podjął ich bimbrem, wypalającym gardła. Przynajmniej niektórym z bohaterów.

Po powrocie do Trzewii przyszedł czas na odwiedziny w świątyni u kapłana o południowym imieniu Luyanki, który uspokoił bohaterów, że stan kapitana stabilizuje się, potrzebuje tylko jeszcze trochę spokoju. W Hali Zgromadzeń spotkali jej strażnika, niejakiego Gerissa, który powiadomił ich, że za 14 dni, podczas zgromadzenia wszystkich mieszkańców wsi, osądzony zostanie Uzny, zięć kapitana Petlamina. Jeśli ten ostatni będzie w stanie przemówić, jego głos zostanie wzięty pod uwagę, podobnie jak głosy wszystkich świadków, którzy będą chcieli się wypowiedzieć. Geriss dał do zrozumienia, że jako ludzie morza, bardzo surowo traktują wszelkie występki przeciw autorytetom, zwłaszcza na pokładach statków.

Znużeni dniem bohaterowie położyli swe głowy w przytulnej, wspólnej hali “U Maryny”. Rano zamierzają wstać i wyruszyć na południe, zapoznać się z okolicą i zarobić pierwsze pieniądze.


Zza kurtyny:

Mało się działo w czasie naszego ostatniego grania, ale to było miłe lenistwo, przed czekającymi graczy trudnościami. Wywiad przeprowadzony wśród ludności przyniósł ogólną wiedzę o okolicy Trzewii.

Rzutów też było mało, spotkanie w osadzie zostało ominięte, za miastem wylosowałem coś przedziwnego bo “pranie (roboty domowe)”, jakoś się uczepiłem tego prania i wyszedł z tego żaglomistrz, którego żagle po nałożeniu warstwie impregnacji suszyły się przed jego półziemianką. Takie śmieszne cuś.

Ach, jeszcze karczmarz rzeczywiście przypomniał sobie o kimś kto szuka pomocy, ale gracze ominęli ten wątek, więc moje rzuty na tabelkę zleceń i na abstrakty nie przyniosły póki co efektu. Może jeszcze zdążą się załapać przy jakiejś następnej okazji?

Na następnej sesji już będzie więcej grania i trudności, również dla mnie. Nie mogę się doczekać. Ostatnia gra dała mi dużo satysfakcji i porządnego kopniaka energetycznego, przez którego nie mogłem spać w nocy :).

Comments

powiem szczerze, że kiedy opanowaliśmy już większość problemów technicznych z połączeniami, wszystkich słychać a nawet niektórych widać, mamy wirtualny stół i zgraną ekipę.

Zaczyna się to prezentować naprawdę zacnie. poziom grania nie różnie się specjalnie od spotkań przy stole drewnianym. z dreszczem niecierpliwości oczekuję następnego spotkania :)

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.