Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.17 - Przechodniu powiedz Paezurii

Udział wzięli: Finor, Keffar, Koukhash, Nuadu, Simo

Kaszkur – Argadyjski kowal i zbrojmistrz, posiadacz bojowego młota, którym posługuje się z dużą precyzją. Mąż o postawie i ruchach wojownika.


Walczyć w korytarzach z łucznikami? Szarżować pod strzały? Nie. To nie miało najmniejszego sensu. Bohaterowie czym prędzej opuścili teren ostrzału, ciągnąć za sobą (w roli tarczy czy łupu?) zwłoki położonego przed momentem jeźdźca. W obozie przywitali ich siedzący i leżący wkoło wojownicy. Simeon z Finorem opatrywali najbardziej rannych, zużywając do reszty zapas leczących napoi, zebranych ziół i bandaży. Wszystko co przygotowano przed obroną Bramy Wodnej zostało zużyte.

Wywiązała się dyskusja na temat tego co począć dalej. Kolejnego ataku grupa może już nie przeżyć, większość była mniej lub bardziej ranna, wojownicy z pierwszego szeregu chyba najdotkliwiej, a przeciwnicy atakowali z coraz większą zawziętością. Co prawda położony został przywódca jeźdźców na wargach i raniony szaman, ale czy to wszystko co przygotowali dla bohaterów mieszkańcy jaskiń? Do dyskusji nie wtrącał się tylko Broul, nadal w swojej ogromnej, trzymetrowej postaci, siedział w kącie jaskinii nie odzywając się do nikogo. Jakiż to niewinny żart padający z ust Simeona spowodował, że zerwał się ze swego miejsca i wybiegła z korytarzy poza płaskowyż? Mało kto już pamięta, ale pewnym było to, że było to początkiem mających nastąpić, niefortunnych zdarzeń.

W końcu wszyscy zostali opatrzeni, a z pomysłu Keffara, postanowiono z młodych, elastycznych, ale już wysokich wystarczająco drzewek przygotować piki, które mogą przydać się przy następnej szarży wilczej kawalerii. Tymczasem do jaskiń przybyli robotnicy z wioski i zabrali się za dalsze prace nad stęplami w korytarzu, Simo uznał zaś, że czas znaleźć Broula i przeprosić go, a przy okazji znaleźć jakieś zioła, które wkrótce znów mogą się przydać. Koukhash czując się odpowiedzialnym za towarzysza ruszył razem z nim.

Kilunube, który pilnował wejścia do korytarzy Wodnej Bramy przyznał, że widział wybiegającego Broula i wskazał kierunek, w którym się udał. Niestety po dotarciu do pierwszych zagajników, dwaj bohaterowie stwierdzili, że ich sojusznika nigdzie nie widać i wcale nie tak łatwo będzie go znaleźć. Nic nie dały nawoływania, mimo ogromnego zapału z jakim oddawał się im wojownik. Broul zniknął.

Towarzysze już mieli wracać do reszrt obrońców, kiedy w oko Koukhashowi wpadły wysokie, młode drzewka w sam raz takie, jak potrzebne są do planu Keffara. Kiedy wojownik zaczął szarpać się z nimi, Simeon postanowił się rozejrzeć niżej, szukając czegoć co może wzbogacić jego ziołową sakiewkę. Kiedy w następnej chwili obaj usłyszeli dzikie ujadanie i zobaczyli szarżujące na nich dwa wargi, duch opuścił ich niemal całkowicie.

Koukhash wiedział co to znaczy. Od obozu odeszli blisko 200 metrów, w dodatku zagłębili się w zagajniki. Simeon nie potrafił walczyć i nie był żadnym przeciwnikiem dla tych dzikich bestii. – Uciekaj! Już! – zdążył krzyknąć po czym przesunął tarczę do mocnego uchwytu zasłaniając się swój lewy bok i ujmując mocno włócznię w pozycji do antyszarży upewnił się, że ustawił się tak, aby zasłonić uciekającego towarzysza.

Simeon nie czekał ani chwili, choć krew wydawała mu się odpłynąć gdzieś z wszystkich członków ruszył najszybszym tempem na jakie było go stać w stronę obozu, wrzeszcząc co sił w płucach. Z początku Kilunube nie mógł zrozumieć co się dzieje, ale kiedy tylko zobaczył biegnącego i wymachującego rękoma Simeona nagle spłynęło na niego olśnienie. Rzucił się w głąb korytarza wołając o pomoc. Pierwszy zareagował Kaszkur, pełniący akurat wartę na pierwszej barykadzie i długimi susami pobiegł w stronę wyjścia. Tuż za nim pędzili już Nuadu i Keffar zanipokojeni nagłym zamieszaniem. Jeden rzut oka na przerażonego Simeona wystarczył im za odpowiedź. – Gdzie? – warknął Kaszkur. Simeon wskazał trzęsącą ręką kierunek i wojownicy pognali na ratunek.

Nie tylko oni biegli z pomocą. Również Broul, już ludzkiego wzrostu (co w jego wypadku i tak oznaczało blisko 2 metrych mięsistego ciała) wielkimi krokami pędził w stronę miejsca, skąd dobiegały krzyki i odgłosy walki.

Koukash z wystudiowanym spokojem przyjął bezładną szarżę czworonożnych bestii, rozbijając ją swoją tarczą i zwinnymi unikami. Zaciskając zęby wyczekiwał okazji aby wyprowadzić zabójcze ciosy, ale bestie były zbyt szybkie i okrążały go, a gobliński jeździec odbijał czubek jego włóczni pędzący na jego spotkanie. Oddech wojownika skracał się niebezpiecznie, kolejny cios o centymetry minął warga, kiedy potężne kłapnięcie szczęki rozerwało kurtę na ramieniu wojownika i dosięgnęło mięśni. Ręka dzierżąca broń osłabła i opadła. Pędzący z ogromną predkością Broul mógł tylko z bezsilnością patrzeć jak drugi zwierz rozrywa gardło Koukasha i na jego piersi wykwita ogromny, czerwony kwiat.

W dzikiej szarży Broul wpadł między wilki odciągając je od padającego na wznak towarzysza broni i raniąc końcówką miecza jednego z nich, ale na tyle niegroźnie, że niemal nie przeszkodziło to bestiom przejść do kolejnego zabójczego tańca. Znów mieli przed sobą jednego przeciwnika, którego łatwo okrążyć, zmęczyć i zabić. W swojej zapalczywości niemal nie dostrzegli nadbiegającej odsieczy. Z dzikim rykiem Nuadu, wymachując oboma toporami, dopadł pierwszego z nich, a Kaszkur potężnym ciosem bojowego młota powalił drugiego. Upadający warg uwięził pod sobą swojego jeźdźca, który szamocząc się i kwicząc starał się uwolnić i zbiec. Towarzysze dopadli ciała Koukasha, ale jeden rzut oka wystarczył, aby zrozumieć straszliwą prawdę. Keffar z okrzykiem przejmującej rozpaczy rzucił się w stronę goblińskiego jeźdźca i raz po razie to wbijał to wyszarpywał z niego swoją włócznie, masakrując ciało, które dawno opuścił już duch.

Smutek zapanował w obozie, kiedy zwłoki towarzysza złożono pod ścianą, gdzie miał zostać pochowany, wraz z przeklętym wejściem do pieczar, które zabrało jego życie. Simeon na kolanach krzyczał, że to jego wina, że na niego spada ta śmierć, markotnie zrobiło się nawet Nuadu, który nieraz z Koukhashem wiódł niewybredne sprzeczki. Jedynie Kaszkur, mniej związany z zabitym wykazywał się zawodowym, wojowniczym chłodem i cynizmem. Nim ciało Koukhasha legło pod katafalkiem z kamieni, zdobyczna broń, krasnoludzki nadziak, zmieniła właściciela trafiając właśnie do Kaszkura.

Podział ekwipunku po zmarłym Koukhashu. Wszyscy zasmuceni. No może prawie wszyscy.
Kaszkur: Ja go mało znałem i nie jestem przywiązany do tego truchła.

Ciężkiego nastroju i smutku nie mogło nawet rozwiać przybycie Agavina w towarzystwie Heingrina i jego drużynników. Nie wszyscy zdołali dotrzeć tak daleko, wszyscy zaś byli mniej lub bardziej ranni. Przy pozostałych bramach musiało być równie ciężko jak i tutaj. Szybko zabrano się za prace, aby dać wrogom z podziemi jak najmniej czasu na możliwość atakowania barykad. Okazało się jednak, że pośpiech nie był konieczny, bo z głębi korytarzy nic już nie nadeszło. Prace górniczo saperskie zakończono już wieczorem i czas było na ostatni akcent w tych zmaganiach.

Do stawianych z trudem stempli górniczych przymocowano liny i Heingrim nakazał mocno za nie ciągnąć kiedy tylko da odpowiedni znak, po czym zniknął w korytarzu, aby uruchomić reakcję łańcuchową, które miała skruszyć strop korytarza. W jaki sposób to zrobił? Jak to wyglądało? Tego nie wiadomo, gdyż na dany znak liny naprężyły się, a gdy tylko strop zaczął pękać w akompaniamencie grzmotów i huków stemple puściły, a wszyscy, zgodnie z planem rozpoczęli bezładną ucieczkę z korytarza na zewnątrz. Dopadając wyjście czuli jak ściga ich ściana pyły, melańkich odłamków i grzmotu mocniejszego niż jakakolwiek burza, którą kiedykolwiek słyszeli.

Kiedy pył opadł oczom zebranych ukazała się ściana kamieni tamująca wejście w głąb korytarzy, i tylko koryto rzeki pozostało w swoim miejscu, choć teraz zagarnęło część skalnej półki po swoim lewym brzegu, uniemożliwiając wejście w głąb góry. Radość jaka zapanowała była ogromna, wielcy wojownicy wyli i skandowali pieśni, poklepytwali się po plecach i rzucali sobie w objęcia. Dopiero chwilę później zdali sobie sprawę, że z korytarza nigdy nie wyszedł Heingrim, zostając tam w momencie zawalenia. Zaplanował to? A może coś się nie powiodło? Ta tajemnica nie miała zostać wyjaśniona.

Nim na dobre wojownicy opuścili to miejsce, Simeon umieścił przy wyjściu z byłej już Wodnej Bramy płaski kamień, na którym z zapamiętaniem, przez całe popołudnie rył krótkie epitafium:

Tu leży Koukhash, potężny wojownik. Zginął smiercią heroiczną.
“Przechodniu powiedz Paezuri, że leżę tu posłuszny jej prawom.”

Nuadu przyłącza się do żałoby po Koukashu.
Nuadu: Wezmę nóż i rozetnę dłoń, oznaczam tablicę własną krwią.
Kaszkur: Panie, to sie zakażenie wdać może!

Nim wrócili do Talzanii, wojownicy zatrzymali się przy kamieniu, który niegdyś uleczył drużynę po starciu z pająkami, w dniu kiedy zginął Noglimax. Pokrzepieni, z nowymi siłami, dotarli do wsi, gdzie rozpalono już największe palenisko i przygotowywano ucztę. Dużo można by o niej mówić, ile garnców z miodem opróżniono, ile kości walało się po obżarstwie następnego dnia wokół paleniska, ale warto wspomnieć o dwóch wydarzeniach.

Pierwszym z nich było pożegnanie Broula, który po wielu innych przemowach powstał i przed mocno pijanym towarzystwem powiększył się znów do swoich trzech, ogromnych metrów i wygłosił mowę, w której dziękował towarzyszom i cieszył się, że mógł pomóc w ich sprawie. Tajemniczo wspomniał o zapłacie, która zawsze musi w takich chwilach być uiszczona, po czym… zniknął. Gdyby spytać kogoś jak to dokładnie wyglądało, nikt by nie potrafił odpowiedzieć, bo jego nieobecność zauważono tak naprawdę, dopiero kilka godzin później.

Rozmowy o tym co w przyszłości między bohaterami.
Nuadu: Robi nam się zbroja, bo cierpię na bra pancerza!
Simo: Ja to sugeruję wam jednak kupowanie bandaży

Kiedy pito, jedzono, śpiewano, przechwalano się i spółkowano tu i ówdzie, do każdego z bohaterów przybył wysłannik Agavina, a wódz pozwalał wybrać z zapasów wsi nagrodę za walkę w jej imieniu. To jednak nie była ostatnia niespodzianka. Pusta chata Noglimaxa, zmarłego łowcy, który przyprowadził bohaterów z Trzewii, aż do Talzanii, została uprzątnięta i oddana obrońcom Wodnej Bramy do ich dyspozycji. Mieszkańcy traktują ich już jak swoich i zawsze będą tam mile widziani.

Rozmowy o tym co dalej. Simeon zwierza się, że szuka rzadkiego kwiatu, aby przygotować lek na chorobę jego brata.
Keffar: Na co ten kwiat? Co mu dolega?
Kaszkur: Stwardnienie rozsiane!

Chwilę później o objawach.
Simeon: Ciało odpada od kości…
Kaszkur: … nos, uszy, kuśka… Jak odpadnie mi kuśka, to się pierwsi dowiecie!
Nuadu: Będzie nas mniej dupa z rana boleć?


Koniec naszej, dość heroicznej jak się okazało, misji i Wodnej Bramy. Trwało to trochę, ale przyniosło zaskakująco dużo satysfakcji. Oczywiście dwie postaci graczy zginęły. Jedna, z którą nie było czasu się zżyć i druga, nieodżałowanego Koukhasha, który odszedł jednak w wielkim stylu. To będzie chyba scena z pierwszego sezonu, która najbardziej zapadnie nam w pamięci, zwłaszcza, że wiem, że przyniosła niejednemu z was sporo prawdziwych emocji.

Czas obrać nowy kierunek, jakieś pomysły już macie, a komentarze pod tą notką mogą posłużyć w ich rozwinięciu.

Comments

wszystko ładnie pięknie, ale krew nad kamieniem Kokasha, to barbarzyńskim zwyczajem przelał Nuadu a nie cywilizowany Simo :)

 

A widzisz, to tylko dowód na to, że raport trzeba pisać zaraz po sesji a nie po tygodniu od niej. Błąd naprawiłem, upraszam się o wybaczenie.

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.