Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.12 - Być gotowym na wszystko

Udział wzięli: Finor, Keffar, Koukash, Nuadu, Simo


Ze świtem przyszła ciężka praca. Ciche liczenie na poprawę pogody nie spełniło się, w zimnie i przenikliwym wietrze podzielono się zadaniami i każdy wyruszył do ich wykonywania. W planach było postawienie trzech barykad wewnętrz tunelu przy wodnej bramie i wzmocnienie ich działania pułapkami. Potrzebne były materiały do budowy, kamienie drewno, darń, po które poszła część załogi obrońców. Nogli-cuir okazał się całkiem niezłym teoretykiem i praktykiem w temacie wznoszenia obronnych budowli i to on został wyznaczony jako główny inżynier, która to funkcja sprawiła mu sporą przyjemność, zwłaszcza że zawsze pod swoimi skrzydłami miał jedną osobę, pomagającą mu w pracy.

Do działania w jaskinii potrzeba światła, a zapasu oliwy w lampie nie starczyło by na długo, stąd Nuadu z Keffarem zajęli się wyrobem prostych pochodni. Simo z Finorem ruszyli w poszukiwaniu składników do mikstur alchemika, które miały wspomóc obrońców bramy. Challaya obiecała przynieść mięso na kolację i zniknęła w lesie. Praca szła sprawnie. Wyjątkowo przydatny okazał się Broul, który korzystając ze swojej potężnej postury, dźwigał ogromne kamienie. Wieczorem, kiedy przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, dwie, solidne barykady sięgały już połowy ud.

Przy ciężkiej pracy bohaterowie rozmarzyli się i przyszły im do głowy sielskie sceny:
Koukash – Wioskowi przynoszą obiad z kompotem.
Nuadu – Baby w dwojakach je przynoszą!

Zimno zmusiło do poszukania lepszego miejsca obozowania i po krótkiej sprzeczce, cała grupa przeniosła się do jaskinii, którą zwolniły spotkane wcześniej szakale. I tylko Simo, ze swoim pomocnikiem Finorem, musieli przenieść się do drugiej, bardziej wilgotnej komory, bo nikt nie mógł znieść zapachów warzonych mikstur.

Kolejny dzień pracy był też dniem odwiedzin. W godzinach przedpołudniowych przy bramie pojawił się Agavin Smutny wraz z dwoma swoimi drużynnikami, ale spojrzenia wszystkich spoczęły na ostatnim z gości, krasnoludzie o niezwykle poważnym obliczu, ubraniem sprawiającym wrażenie rzemieślnika. Przedstawiono go jako Heingrina Miedzianego, wspomnianego specjalistę od prac inżynierskich, dzięki wiedzy którego zawalone zostaną korytarze we wnętrzu góry. Po szybkiej inspekcji goście zniknęli, każąc czekać na znak, że prace przy głównej bramie ruszyły.

Dyskusja o tym czy przenieść się z bezpiecznego, zewnętrznego obozu do jaskiń, zwłaszcza w obliczu gotującego swoje dekokty alchemika:
Koukash – Lepiej w środku bo nie zimno czy na zewnątrz bo nie śmierdzi?

Trzeciego dnia wykończono barykady, rozdzielono napoje magiczne i mikstury alchemiczne, założono pułapki z duszącym gazem. Wszystko było niemal gotowe. Zapas pochodni i jedzenia miał starczyć na jakiś czas. Przy wodnej bramie pojawili się trzej mieszkańcy wioski, którzy zacząć mieli znosić przygotowane zawczasu elementy drewniane mające służyć do prac inżynieryjnych. Wszystkich dziwiło, że póki co żadne ze stworzeń żyjące wewnątrz góry nie skorzystało z przejścia, którego pilnowali wojownicy, ale może to i lepiej?

Podczas małego wypadu po narzędzia z zagajnika, wprost na grupkę zaskoczonych bohaterów wypadł wielki i bardzo spanikowany jeleń. Tylko Keffar nie stracił animuszu, podrzucił swoją włócznię w górę, złapał ją nad głową i z całą siłą cisnął w piękne zwierzę. Włócznia trafiła bezbłędnie niemal obalając rogacza, ten jednak wysiłkiem woli zebrał się w sobie i rzucił się do ucieczki, w tym czasie jednak już na cięciwach łóczników pojawiły się strzały. Wystarczyły dwie, aby położyć zwierze na ziemi zaledwie kilkanaście metrów dalej. Wted jednak dopiero wydarzyło się nieszczęście. Nikt jakoś nie myślał, co tak wystraszyło jelenia, a kiedy kilkanaście metrów od pierwszego z wojowników z lasu wypadł wściekłe ryczący odyniec, wydawało się, że nim dojdzie do obrony wodnej bramy, grupa będzie miała pierwszych rannych, a może i zabitych. Nim jednak wojownicy zdążyli jakkolwiek zareagować, w stronę oszalałego dzika rzucił się Finor, wymachując dłońmi i miotając posępnie brzmiącymi słowami. Dzika w pełnym biegu dosięgnęło zaklęcie snu i zarył racicami i pyskiem zaledwie dwadzieścia centymetrów od swojej niedoszłej ofiary. Było naprawdę blisko.

Tego samego wieczora, kiedy część grupy znajdowała się poza ciepłymi i bezpiecznymi korytarzami Wodnej bramy, odnalazł ich jeden z elfów Filandara i w swoim śpiewnym języku poinformował Nuadu, że armia złych istot opuściła swoje leże. Oto tej nocy rozpocząć się miała gra. Przy ognisku w jaskinii, było tego wieczoru nieco bardziej nerwowo i ciszej. Wszyscy zastanawiali się, co przyniosą następne dni.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.