Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz.11 - Rekonesans u Wodnej Bramy

Udział wzięli: Keffar, Koukash, Nuadu, Simeon


Okolice Płaskowyżu Tafli nie były tak mocno zarośnięte jak wyższe partie okolicznych wzgórz, ale dla potrzeb ukrycia się bandy wojowników, którzy rano wyruszyli na rekonesans, wystarczyło w zupełności. Kiedy większość grupy przyczaiła się około 30 metrów od miejsca gdzie ze skały tryskały wody Rzeki Tarła, Keffar i Nuadu przekroczyli jej bystry nurt, aby jej prawą, bardziej zalesioną stroną podkraść się możliwie blisko Wodnej Bramy.

Wody Rzeki Tarła nie należą do spokojnych, to mocny, górski strumień, głęboki i usiany odłamkami skał, jak dobre ciasto rodzynkami. Przekroczenie jej nie jest możliwe w każdym miejscu i zawsze niesie z sobą nieco ryzyka, bohaterowie jednak przebyli to miejsce z łatwością i już wkrótce byli w pobliżu miejsca, gdzie woda wypływała kilkumentrowymi kaskadami ze skał. Jej szum powodował, że nie musieli obawiać się, że ktoś usłyszy ich kroki, czy nawet rozmowy.

Drużyna zastanawia się w jaki sposób wykorzystać umiejętności alchemika dla potrzeb ich walki w ciasnych korytarzach pod płaskowyżem.
Nuadu: – Czy masz może Simeonie coś co dobrze się będzie palić?
Simeon: – Niestety mam przy sobie tylko zioła.
Keffar rozmarzonym głosem: – Zioła się dobrze pali…

Po krótkiej obserwacji ciemnej szczeliny w ścianie Płaskowyżu Tafli zwiadowcy postanowili wejść do środka. Zanim jednak to nastąpiło, Keffar zauważył dym z paleniska unoszący się kilkaset metrów dalej, na dużej wysokości wprost ze zbocza Płaskowyżu. Tę sprawę trzeba było jednak zostawic na później.

Krótki korytarzyk po prawej stronie rzeki kończył się szybko i zwiadowcy postawnowili przeskoczyć na jej drugi brzeg, korzystając ze zwężenia. Tu jednak też niewiele udało im się dowiedzieć, bo korytarz szybko ginął w całkowitej ciemności, a nie mieli przy sobie żadnego światła. Było jednak spokojnie i cicho. Szybki powrót do obozu, podzielenie się spostrzeżeniami, drużyna zaopatrzona w lampę i wzmocniona o dwóch kolejnych członków, Simeona i Koukasha, wróciła ku Wodnej Bramie. W tym czasie Shallaya i reszta miała się rozejrzeć po okolica, zwracając szczególną uwagę na dym, który wcześniej zauważył Keffar.

Obawy bohaterów, że zaraz za wejściem do jaskinii czai się bujne życie nie pokryły się z rzeczywistością. Zamiast tego znaleźli bowiem tylko surowy korytarzyk biegnący wzdłuż rzeki, która w końcu zniknęła gdzieś pod skałami i dwie jaskinie, obie puste, jeśli nie liczyć pary przestraszonych szakali, które zupełnie nieświadomie, dały się podejść równie zaskoczonej drużynie. Po namowach Nuadu wszyscy wycofali się nie robiąc im żadnej krzywdy. Korytarz biegł w głąb góry jeszcze 300 metrów nim podróżująca nim drużyna postanowiła wracać.

Nuadu powstrzymuje drużynę przed zaatakowaniem wystraszonych szakali. Koukash głosem pełnym dezaprobaty:
- Z ciebie widzę jest jakiś obmierzły pacyfista!

Tymczasem Challaya znalazła niepokojące ślady. Wielkie stopy, musiały należeć do istoty co najmniej trzeymetrowej wysokości i o dużej wadze. Prowadziły w kierunku skąd Keffar dostrzegł dym. Drużyna ustawiona w szyk zwiadowczy, z Nuadu na szpicy zaczęła podążać tym niezwykłym tropem, co zaprowadziło ich wprost do szerokiej ścieżki wspinającej się po ścianie płaskowyżu. Jeszcze kilkaset metrów i stanęli przed wejściem do płytkiej jaskinii, przed którą, przy ognisku, na którym upiekł się już niedźwiedź siedział rudowłosy mężczyzna. Choć potężnie zbudowany i przy boku posiadający spory miecz, nie wyglądał na tego, którego tropami drużyna tutaj dotarła. Nim jednak stanęli z nim oko w oko poczuli wszyscy niezwykły zapach, który Simeon określił jako ozon. Drużyna była podejrzliwa.

Broul Gruby, bo tak się zwał mężczyzna okazał się jednak bardzo serdecznym towarzyszem i szybko zaprosił podróżników do swojego ogniska, wypytując o ich obecność w tym miejscu. Wyjątkowo przypaść musiał mu do gustu Nuadu, jak i misja bohaterów, bo po krótkim zastanowieniu zaproponował dołączyć się do nich, na co drużyna przystała, choć ciągle pewne podejrzenia dotyczące mężczyzny, których nie ukrywali, krążyły im po głowach.

Broul przedstawił się jako podróżnik, wracający po wielu latach do swego domu na północy. Simeon postanowił wykorzystać okazję i zapytać go o poszukiwany kwiat Awicenny. Broul nie znał odpowiedzi na jego pytanie, ale wskazał trop, który może mu pomóc. Otóż u południowych wybrzeży Rocranon miała znajdować się Wyspa Senna, na której we wsi Mrzysen mieszkać miała niezwykła kobieta o imieniu Arenda Biała. Ona może pomóc w odnalezieniu rzadkiego kwiatu.

Razem z Broulem i usmażonym dzikiem drużyna triumfalnie wraca do reszty członków wyprawy i przenoszą tymczasowy obóz na prawą stronę rzeki do jednego z większych zagajników, gdzie przygotowują prowizoryczne szałasy i zaczynają znosić materiały mające pomóc im w budowie barykad wewnątrz tunelów Wodnej Bramy, gdzie mają w planach bronić się przed złymi istotami. Zapada ciemność, wraz z nią przychodzi przenikliwy chłód połączony z mocnym wiatrem. Wojownicy starają się być jak najbliżej siebie. Doczekać do świtu.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.