Skrzydła Rocranon

Skrzydła Rocranon cz. 95 - Z deszczu pod rynnę


Feste
kuglarz
3 lvl
Keffar
łowca
5 lvl
Mabon
łowca duchów
3 lvl
Montcort
strzelec
4 lvl
Nuadu
łowca
4 lvl

Drużyna liże rany po niefartownych spotkaniach w jaskiniach. Obóz rozbity na zboczu łysej góry, pośród drzew, ma zapewnić spokój i ukrycie. Mabon zajmuje się rannymi kiedy Nuadu z Montcortem udają się na polowanie, z którego wracają z królewskim łupem w postaci wielkiego jelenia. Tak czas mija do wieczora okraszony jeszcze występami-popisami Montcorta i Festego. Tego dnia bohaterowie nie mają już w planach kolejnego podejścia do eksploracji podziemi.

Bruna ujęta wsparciem jakiego udzielił jej poprzedniego dnia Montcort, zaczyna się zachowywać dziwnie w jego obecności. Sokolnik pozostawiony na warcie sam na sam z dziewczyną stara się unikać jej zalotów, choć efekty są nieco mizerne. Z “ratunkiem” przychodzą mu odgłosy przedzierających się przez las istot. Para czym prędzej wraca do obozu i budzi resztę towarzyszy.

Postawiona w alarm drużyna uprząta obóz i przygasza ognisko kiedy Montcort biegiem rusza na zwiad. Wkrótce wraca z niedobrymi informacjami. Na obóz idzie cały oddział ogrów. Awanturnicy postanawiają zastawić pułapkę. Pozorują posłania tak, aby obóz wyglądał na pogrążony we śnie, a sami chyłkiem rozmieszczają się w okolicznych gęstwinach, czekając na nadejście wrogów. Wkrótce okazuje się, że siły przeciwnika są być może zbyt wielkie aby sobie z nimi poradzić. Do opuszczonego obozu wkracza jedenastu ogrów, dowodzonych przez ogromnego lidera.

Zaczyna się zabawa w kotka i myszkę. Mabon, Nudau i Montcort szarpią przeciwników, to pokazując się im to niknąc w lesie, wystrzeliwują strzały, które ręką Nuadu kładą jednego z wrogów, wtedy ci na rozkaz wodza gaszą pochodnie. Nerwowa atmosfera zaczyna się udzielać rozdzielonym w ciemnościach towarzyszom, postanawiają się wycofać w stronę jeziora. Tylko Montcort szarpie jeszcze celnymi strzałami wrogów, odciągając ich od uciekającej grupy, a nawet zabija jednego kiedy celnie rzucona przez Nuadu, zapalona pochodnia znów na chwilę rozświetla fragment plądrowanego przez ogry obozu.

Zapamiętały w swojej podjazdowej działalności Montcort nagle w osłupieniu odkrył, że stoi oko w oko z jednym z ogrów, który z ochydnym uśmiechem zdzielił go potężną maczugą. Nie było czasu na uniki, łowca przyjał cios starając się złagodzić jego moc, niemal tracąc przez to czucie w ręku. Nie było na co dalej czekać, rzucił w mrok między drzewami i wkrótce zniknął z oczu wolniejszemu i mniej zwinnemu przeciwnikowi.

Uciekający przełykali gorycz porażki. Okazało się, że przechtrzyli samych siebie, zostawiając na pastwę ogrów dużą część ekwipunku, dwa osły i swoje posłania. Jedyną pociechą było to, że unieśli cało skórę.

Nasze obozowisko pod jaskinią zaatakowały ogry, postacie zdążyły je opuścić tylko z kilkoma przedmiotami w rękach, cały ekwipunek przepadł. Jesteśmy zdruzgotani stratą. Chwilę później na sesji pojawia się Parasit, więc gracze próbują wykorzystać okazję:
- Szybko, powiedz, że masz na sobie plecak!
- Keffar! Pierwsza Twoja deklaracja na sesji: “zabrałem wszystkie wasze plecaki!” – mówi szybko Robson.
- I oba osiołki! – dodaje Mabon, oblizując się.

Nad jeziorem drużuna natrafia na kolejne łodzie ogrów. To nimi przypłynąć musieli nocni goście. Postanawiają ukraść je, pozostawiając swoich przeciwników środka transportu. Wkrótce do drużyny dołącza nieco spóźniony Nuadu i w ostatniej chwili ranny Montcort, bo wśród drzew za nim widać już pochodnie i słychać nawoływania pościgu. Drużyna postanawia po raz kolejny dostać się na brzeg podwodnego jeziora i korzystając z nieobecności ogrów zbadać jego brzeg. Przezornie lądują z dala od przystani, wyciągając z niemałym wysiłkiem łodzie na wysoki brzeg. Wkrótce okazuje się, że pośród utraconego w obozie ekwipunku były niemal wszystkie pochodnie. Awanturnicy mają do dyspozycji tylko jedną

Pomimo braku światła, Mabon i tak postanawia zbadać jaskinię. Przywołuje swoje szamańskie moce i już wkrótce ciemności nabierają kształtów świata duchów otaczającego to miejsce. Nuadu nie zgadza się aby szamanka poszła sama, więc mimo tego, że kompletnie nic nie widzi, rusza za nic trzymając lewą dłonią pleców jej tuniki. Onieśmielona widokiem świata duchów Mabon rusza na zwiad, z przerażeniem patrząc jak w falach jeziora przewala się czarna, oślizła tusza jakiegoś stwora.

Gdzieś głębiej w korytarzach podziemnego kompleksu jaskinii Nuadu i Mabon zaczynają słyszeć odgłosy jakich stworzeń. Wtedy postanawiają zawrócić, ale jest już za późno. Nagle w asyście kilku słów mocy rozpala się białe światło ujawniające złotookiego, ogrzego maga, z burzą czarnych włosów, otulonego w luźną szatę magiczną nie zakrywającą dokładnie magicznych tatuaży pokrywających jego ciało. Za nim w pewnej odległości czai się dwóch ogrzych wojowników gotowych na każdy rozkaz maga. Mag nie wydaje się obawiać przybyszy. Przedstawia się jako Okrog, posługując się z pewnym wysiłkiem nieco archaiczną odmianą języka argadyjskiego. Nalega aby bohaterowie zostali jego gośćmi i w jego legowisku wyjawili mu powód swojej tu obecności. Mabon i Nuadu zdają sobie sprawę, że mogą nie mieć innego wyjścia, jak przyjąć ofertę Okroga, dlatego wyjawiają mu istnienie pozostałych członków drużyny, po których mag wysyła dwóch swoich pobratymców.

Bohaterowie tłumaczą się Okrogowi, zdjęci trwogą przed nim i jego ochroniarzami.
Nuadu – Właściwie to… my szukamy kaplanow Tileopessii…
Mabon – I może już sobie pójdziemy

Wkrótce cała drużyna trafia do jaskiń, w których codzienne swoje życie toczą ogry. Wkoło ciekawie i podejrzliwie łypią na przybyszów baby i dzieciaki ogrowskie, nie przerywając swoich codziennych czynności. Prymitywne to osiedle wydaje się być samowystarczalne, karmione tym co złowią i upolują mężczyźni, a kilkanaścioro bawiących się (czasem w dość makabryczny sposób) ogrzątek, pozwala stwierdzić, że humanoidy mają się tu całkiem dobrze.

W ogrzym obozowisku przed oczami maluje nam się scena jak z losowej wioski z głębi Amazonii, nagie lub półnagie dzikie ogry prowadzą życie codzienne:
- Jeden ogr wyciera siusiora z zamiłowaniem…- opisuje MG.
- Bo zobaczyl Mabon?
- Stara, pomarszczona ogrzyca o oklapniętych cycach zajmuje się przygotowaniem posiłku… – kontynuuje niezrażony MG. Gracze, na przykład taki Fox, mają jednak inną wizję:
- … i woła: synku, synku wytrzyj dobrze siusiora, bo obiad podaję!

Scenka rodzajowa z ogrzej wioski. Ogrzątka walą kijami w wodę.
- Co oni robią?
- Taka zabawa, wiecie…
- Klepanie ryby.

Mabon wyjawia Okrogowi powód wizyty drużyny w jaskiniach pod Łysą Górą i prosi o pomoc w odnalezieniu kapłanów Thileopessi. Okrog skłonny jest takiej pomocy udzielić, ale jednocześnie wiąże odwiedziny ze zniknięciem dwójki samców poprzedniego dnia i sądzi, że wódz Lagdush będzie chciał z nimi najpierw porozmawiać. Mag na zakończenie rozmowy obiecuje się wstawić za ludźmi przed wodzem, zwłaszcza chętny jest po temu gdy otrzymuje dar od Nuadu, wspaniałą lunetę.

Awanturnicy zostają pozostawieni sami sobie w jaskinii pełnej ogrów i powoli starają się nawiązać kontakt z jej mieszkańcami, zwłaszcza z ciekawskimi dzieciakami. Wkrótce jednak nadchodzi do to nieuniknione. Z wyprawy poza jaskinię wraca wódz Lagdush ze swoimi wojownikami.

Feste wbił kolejny poziom, więc czas na rzut na punkty życia:
- WOW! 13 PŻ na 4d4! – tryumfuje Mijau.
- O cholera, jaki rzut! – mówi Robson z podziwem.
- Tak, tak, odczuwam pewien dyskomfort… – mówi MidMad, orientując się, że właśnie stała się postacią w drużynie o najniższej liczbie PŻ.

Comments

mistrz_gry

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.